szprycujesz to sie Ty... boli Cie to ze wszyscy Cie napier*alaja i po Tobie jada? Juz lepiej sie wyloguj... no chyba ze czekasz na jakiegos moda zeby to zrobil za Ciebie
Mi to ku**a wisi czaisz sapiesz kolo sam po prostu prosił ciebie ktoś o komentarze do moich postów i jak pisałem wcześniej to mnie te warny nie ruszają czaisz bo dostane bana to i tak zrobię new konto i tak będe pisał posty i tak się mnie nie pozbędziesz czaisz.
_________________ KażDy ReKoRd UsTanAwIa KtOś,TyM KiMś MoŻeSz ByĆ Ty
Mi to ku**a wisi czaisz sapiesz kolo sam po prostu prosił ciebie ktoś o komentarze do moich postów i jak pisałem wcześniej to mnie te warny nie ruszają czaisz bo dostane bana to i tak zrobię new konto i tak będe pisał posty i tak się mnie nie pozbędziesz czaisz
TAK TAK 3 policjantów yhy to dziadek coś podkolorował albo się szprycował
przeczytaj sobie temat.
opowiesci dziwnej tresci.przeciez to nie musi byc prawda.chcesz to wierzysz ,nie to nie.
tak jak z wiara w Boga np.nikt Ci nie moze narzucic.proste?
YA bo sam sobie KaMaSx nie mogłeś poradzić widzisz ehh Gz za wyjaśnienie ale jak wiadomo policja jest dobrze szkolona i jakiś koleś co nic nie ćwiczył naprał 3 policjantom NIE WIERZE :P
_________________ KażDy ReKoRd UsTanAwIa KtOś,TyM KiMś MoŻeSz ByĆ Ty
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2008-07-20, 20:28
Nie chce sie wcinac w klutnie. Ale tak gwoli sprostowania.
Widzialem na wlasne oczy jak typo co trenuje KM od paru lat rozwalil 2 psow ktozy chcieli go sila wyciagnac z ogrodka piwnego, przy czym jak wyciagneli paly to zwyczajnie je im zabral. Zaznacze tez fakt iz byl pod wplywem 3-4 piw (juz nie pamietam).
Znam tez pare psow (jednego mam za sciana) i wiem jakie to lamusy (przynajmniej w wiekszosci).
Owszem bywaja wyszkoleni (pomijam wszelkie sluzby specjalne), ale tylko jesli sie sami wczesniej wyszkola .
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Shinar ma racje z tymi psami jeśli sami nic nie trenują to nie trzeba się nimi przejmować i tyle, wiem bo widziałem pare razy bójki po festynach gdzie psy spierd***ły przed dresami z osiedli
noah nikt ci nie każe wierzyć ale czasem wykarz się rozsądkiem się powstrzymaj się od komentarza (i zmień ten pokemoniasty opis bo jest troche irytujący)
_________________ Nie wytrącaj mnie z równowagi, choć w mej duszy panuje chaos.
Poziom już nawet nie wyszkolenia, ale sprawności fizycznej "zwykłych" policjantów jest po prostu żałosny. Kumpel ze studiów, który poszedł "w pieski" opowiadał mi kiedyś jak wygladaj atesty sprawnosciowe. Nie pamiętam juz jakie to były ilości powtórzeń ćwiczeń, ale bardzo małe, a i tak większość miała z tym problemy. Pare lat temu mój ówczesny uczeń, oficer policji po powrocie z jakiegoś doszkalania pokazywał mi metody kajdankowania jakich ich uczyli. Nigdy nie mając "bransoletek" w rękach (na to inna sprawa ) z miejsca wymyśliłem dwa sposoby lepsze wg niego od tych które mu pokazywano.
Tak więc historia kolegi dziadka KaMaSx'a jest jak najbardziej prawdopodobna. Inna sprawa czy prawdziwa.
A wracajac do "opowieści". Dawno temu na innym forum ułożyłem taką historyjkę, bazując na tekstach paru piosenek. Było to w dawnych czasach, kiedy polskich znaków sie zazwyczaj nie stosowało:
To byla impra! Chlalismy, kuzwa, mowie Wam juz tydzien. Z bialych sciezek moglibyscie balwana ulepic. Wszystkie agencje w okolicy zamknieto bo dziwki zastrajkowy z przepracowania. I wtedy wpada Rudy Mundek i mowi ze nasz koles, Czarny Ziutek, twardy gosc pije gin cztery dni. Wychylil setna cwierc, powietrze wyszlo zen i w kliniczna popadl smierc a wszystko to z powodu kobiety. Trza bylo poratowac kolege, to ruszylismy za Mundkiem dupy i paru nas poszlo poszukac Ziutka. Fajna ferajna nas tam szla: Jim, Pat O'Kinah, Szpunt i ja wiec troche nam to zeszlo. Wiecie jak to jest. Czlowiek zajrzy do knajpy a tam znajomi, towary, albio i czasem jest komus w morde dac. Ot w takiej eleganckiej dysce co sie Wczasowa nazywa. Wchodzimy, lukamy czy Ziutka nie ma. Nie bylo. Ale fajna blodnyna siedzi przy baze na wysokim stolku. Szpunt pierwszy zauwazyl i od razu zaczyna jak to on tokowac, a ma chlopak gadke do dziewczyn, amant jeden, cholierka. No wiec podchodzi i wlacza bajere: "Lubisz sie walic mala czy nie?". Panienke jak widac zainteresowana, ale bylo z nia paru frajerow. Takie wiejskie buce po 150 kilo obwieszeni zlotem. Kulturysci jacys czy co? No i sie przychasili. Ze dwudziestu ich bylo albo trzysiestu. Ja pierwszy nie zaczynam, ale jeden podnios wzrok znad coli, no to takiej prowokacji plazem puscic nie moglem. Zlapalem za krzeslo i tak mu przylomotalem, ze tylko "uuuh" zdazyl powiedziec.Potem mu przestawiam nos. Upadl, ale wstal. I cos zaczyna seplenic nie po naszemu. Zdaje sie ze po francusku czy irlandzku: "Szalom, szalom". No to go zlapalem za szmaty i sru - rzucilem przez sale. Jeszcze tylko krzycze do obslugi: "darujcie mi wybite drzwi lbem zabojada" i ide na pozostalych. Chlopaki to zobaczyli od razu zaczeli dym. Kuzwa, co tam sie dzialo mowie wam. Jeden taki leci na mnie z lewarkiem od tira, a ja wbiegam na sciane, odbijam sie, robie salto nad nim, w locie sciagam krawatke (wicie ja elegantny chlopak zawsze jestem), laduje mu za plecami. Krawat na szyje i dusze. Potem mysle ze moglem tego zlota urzyc co nim byl owieszony jak ten prezydent ametykanski co to go w telewizji raz widzialem. Wiecie, ten taki czarny. mr T. Rex czy jakos tam. No nic. Dusze go i wtedy leci piecu innych na mnie od tylu. To ja sie odwracam, krawat na ramie i przez to ramie jak nie grzmotne tym com go dusil w nich. Wgniotlo ich w glebe jak rowno. A ja nad nimi przeskoczylem i dwoch innych z obrotu w mordy kopnalem. Padli jak scieci. Rozgladam sie i widze jak Jim juz wbil jednemu maly palec w bok i chce watrobe wyciagac. To ja krzycze: "Zostaw to, nie bedziemy sie z trupami targac" i tak mu zycie uratowalem. W sumie tosmy im wszystkim uratowali bosmy ich przestali kopac. Wzielimy ta lale i poobracali troche, ale nam sie znudzila tosmy ja znajomkowi co towar do burdeli w Raichu dostarcza opchneli.
Ale w koncu zesmy kolesia z nalezli. Ziutkowi minal kac. Ale dalej przybity przez ta jego laske. Celina jej bylo czy jakos tak. No wzielismy kolesia w kociol i ja tak nawijam: "Szukaj Celyny, lamusie, gdzie adapter, chata, szklo". Ziutek nie plakal, twardy jest. Godzine ze wscieklosci wyl jak pies. No to poszlismy pod jej dom.
Postawilismy pikiety pod oknem, w sieni i u drzwi. Starczylo dac tylko znak. Zaslony w oknach leja blask a na mecie jasno jak w dzien. Patrzymy, tak, to Celiny cien, naga na balecie posrod zadz i szkla. No to czas ruszac. Pierwszy w progu staje Rudy Mundek. Przeszedl po drzwiach co je z buta wywalil. Jak to Celina zobaczyla, to wiedziala co ja czeka i zwiala przez okno. A tam wlasnie czekal Ziutek.
Mysmy sie zajeli tymi fajansami co w srodku byli. Wzielismy talatajstwo na fleki i zrobili porzadek. Jeden tylko sie stawial. Apaszem, Staszek byl. W krag znaly go ulice. Ale mu wysadzilem z banki i mowie: "Sorry Winetu. lajf is brutal" Potem go wytachalem bez to okno co Celina zwiala na suplesie. Przezyl, ale teraz sie slini, trzesie glowa i co chwila w spodnie robi.
Wychodzimy i patrzymy na Ziutka i ta jego Celine. Lecz milczy noc i tylko kosy swieci blysk (Ziutek kupil na targu noz sprezynowy). "Cholerka" mowie "idioto, po cos zazynal? Moglismy ja sprzedac i miec na flaszke". No ale co sie stalo to sie stalo. Musielismy sobie pare sklepow otworzyc aby moc imprezowac dalej. Niestety jakis sasiad zadzwonil na szkiely i patrzymy, a tu blacharnia Ziutka zwija juz. Munka zreszta tez bo jak my poszlismy te sklepy otwierac to zostal drucha pocieszca. I tak teraz Ziutek i Munek zza kratek, bez Celiny widza swiat. A nam sie tak smutno zrobilo z ich powodu zesmy zrezygnowali z dalszej imprezy i poszli spac. W sumie sie to oplacilo bo dzieki temu nie zaspalismy na klasowke z biologii ktora byla na drugi dzien i pani nam piatki postawila. Gdyby nie obnizyli nam sprawowania za ciagniecie kolezanek za warkocze to bysmy wszyscy swidectwa z czerwonym paskiem dostali.
A wracajac do "opowieści". Dawno temu na innym forum ułożyłem taką historyjkę, bazując na tekstach paru piosenek. Było to w dawnych czasach, kiedy polskich znaków sie zazwyczaj nie stosowało:
To byla impra! Chlalismy, kuzwa, mowie Wam juz tydzien. Z bialych sciezek moglibyscie balwana ulepic. Wszystkie agencje w okolicy zamknieto bo dziwki zastrajkowy z przepracowania. I wtedy wpada Rudy Mundek i mowi ze nasz koles, Czarny Ziutek, twardy gosc pije gin cztery dni. Wychylil setna cwierc, powietrze wyszlo zen i w kliniczna popadl smierc a wszystko to z powodu kobiety. Trza bylo poratowac kolege, to ruszylismy za Mundkiem dupy i paru nas poszlo poszukac Ziutka. Fajna ferajna nas tam szla: Jim, Pat O'Kinah, Szpunt i ja wiec troche nam to zeszlo. Wiecie jak to jest. Czlowiek zajrzy do knajpy a tam znajomi, towary, albio i czasem jest komus w morde dac. Ot w takiej eleganckiej dysce co sie Wczasowa nazywa. Wchodzimy, lukamy czy Ziutka nie ma. Nie bylo. Ale fajna blodnyna siedzi przy baze na wysokim stolku. Szpunt pierwszy zauwazyl i od razu zaczyna jak to on tokowac, a ma chlopak gadke do dziewczyn, amant jeden, cholierka. No wiec podchodzi i wlacza bajere: "Lubisz sie walic mala czy nie?". Panienke jak widac zainteresowana, ale bylo z nia paru frajerow. Takie wiejskie buce po 150 kilo obwieszeni zlotem. Kulturysci jacys czy co? No i sie przychasili. Ze dwudziestu ich bylo albo trzysiestu. Ja pierwszy nie zaczynam, ale jeden podnios wzrok znad coli, no to takiej prowokacji plazem puscic nie moglem. Zlapalem za krzeslo i tak mu przylomotalem, ze tylko "uuuh" zdazyl powiedziec.Potem mu przestawiam nos. Upadl, ale wstal. I cos zaczyna seplenic nie po naszemu. Zdaje sie ze po francusku czy irlandzku: "Szalom, szalom". No to go zlapalem za szmaty i sru - rzucilem przez sale. Jeszcze tylko krzycze do obslugi: "darujcie mi wybite drzwi lbem zabojada" i ide na pozostalych. Chlopaki to zobaczyli od razu zaczeli dym. Kuzwa, co tam sie dzialo mowie wam. Jeden taki leci na mnie z lewarkiem od tira, a ja wbiegam na sciane, odbijam sie, robie salto nad nim, w locie sciagam krawatke (wicie ja elegantny chlopak zawsze jestem), laduje mu za plecami. Krawat na szyje i dusze. Potem mysle ze moglem tego zlota urzyc co nim byl owieszony jak ten prezydent ametykanski co to go w telewizji raz widzialem. Wiecie, ten taki czarny. mr T. Rex czy jakos tam. No nic. Dusze go i wtedy leci piecu innych na mnie od tylu. To ja sie odwracam, krawat na ramie i przez to ramie jak nie grzmotne tym com go dusil w nich. Wgniotlo ich w glebe jak rowno. A ja nad nimi przeskoczylem i dwoch innych z obrotu w mordy kopnalem. Padli jak scieci. Rozgladam sie i widze jak Jim juz wbil jednemu maly palec w bok i chce watrobe wyciagac. To ja krzycze: "Zostaw to, nie bedziemy sie z trupami targac" i tak mu zycie uratowalem. W sumie tosmy im wszystkim uratowali bosmy ich przestali kopac. Wzielimy ta lale i poobracali troche, ale nam sie znudzila tosmy ja znajomkowi co towar do burdeli w Raichu dostarcza opchneli.
Ale w koncu zesmy kolesia z nalezli. Ziutkowi minal kac. Ale dalej przybity przez ta jego laske. Celina jej bylo czy jakos tak. No wzielismy kolesia w kociol i ja tak nawijam: "Szukaj Celyny, lamusie, gdzie adapter, chata, szklo". Ziutek nie plakal, twardy jest. Godzine ze wscieklosci wyl jak pies. No to poszlismy pod jej dom.
Postawilismy pikiety pod oknem, w sieni i u drzwi. Starczylo dac tylko znak. Zaslony w oknach leja blask a na mecie jasno jak w dzien. Patrzymy, tak, to Celiny cien, naga na balecie posrod zadz i szkla. No to czas ruszac. Pierwszy w progu staje Rudy Mundek. Przeszedl po drzwiach co je z buta wywalil. Jak to Celina zobaczyla, to wiedziala co ja czeka i zwiala przez okno. A tam wlasnie czekal Ziutek.
Mysmy sie zajeli tymi fajansami co w srodku byli. Wzielismy talatajstwo na fleki i zrobili porzadek. Jeden tylko sie stawial. Apaszem, Staszek byl. W krag znaly go ulice. Ale mu wysadzilem z banki i mowie: "Sorry Winetu. lajf is brutal" Potem go wytachalem bez to okno co Celina zwiala na suplesie. Przezyl, ale teraz sie slini, trzesie glowa i co chwila w spodnie robi.
Wychodzimy i patrzymy na Ziutka i ta jego Celine. Lecz milczy noc i tylko kosy swieci blysk (Ziutek kupil na targu noz sprezynowy). "Cholerka" mowie "idioto, po cos zazynal? Moglismy ja sprzedac i miec na flaszke". No ale co sie stalo to sie stalo. Musielismy sobie pare sklepow otworzyc aby moc imprezowac dalej. Niestety jakis sasiad zadzwonil na szkiely i patrzymy, a tu blacharnia Ziutka zwija juz. Munka zreszta tez bo jak my poszlismy te sklepy otwierac to zostal drucha pocieszca. I tak teraz Ziutek i Munek zza kratek, bez Celiny widza swiat. A nam sie tak smutno zrobilo z ich powodu zesmy zrezygnowali z dalszej imprezy i poszli spac. W sumie sie to oplacilo bo dzieki temu nie zaspalismy na klasowke z biologii ktora byla na drugi dzien i pani nam piatki postawila. Gdyby nie obnizyli nam sprawowania za ciagniecie kolezanek za warkocze to bysmy wszyscy swidectwa z czerwonym paskiem dostali.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach