Oskara za najlepszy film akcji otrzymuje Boruta heahheahehaheahehahe bez kitu, fajnie to wymysliles ^^ i dobrze sie czyta sprzedaj komuś taki scenariusz na film
Amadi Pomógł: 4 razy Dołączył: 11 Lis 2007 Posty: 691
Wysłany: 2008-07-21, 14:44
Boruta napisał/a:
Nie. U mnie największy problem to zebrać się do roboty, ale jak już zacznę stukać w klawiaturę, to samo idzie.
A propos dla dzieci. Właśnie znalazłem na kompie opowiastkę sprzeded lat. Urodziła się wówczas kumplowi córka i towarzystwo wpadło na pomysł, żeby każdy napisał dla niej bajkę, która jak troche podrosnie mogłaby sobie poczytać. Niestety zapał szybko minął i poza mna tylko bodajże jedna osoba cos naskrobała. Poniżej moje wypociny, Guernika to imie córki kolegi, a Boruta z bajki, to nie Wasz Boruta, czyli ja, ale ten staropolski.
Paweł Ziółkowski
Bajka dla Guerniki
Skowronek leżał na skraju lasu i nic mu się nie chciało. Tak znalazły go dwie mrówki.
- Czemu tak leżysz? - zapytały.
-Bo nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Postanowiłem tutaj umrzeć.
Mrówki bardzo się ucieszyły, taki martwy skowronek to przecież góra mięsa dla całego mrowiska. Zaraz jedna, ta ważniejsza, pobiegła do mrowiska po posiłki żeby przenieść zdobycz. Druga została z poleceniem pilnowania zdobyczy. Siedzi i myśli: „Ten kto znalazł tyle pożywienia na pewno do-stanie jakąś nagrodę od królowej. Ale ta druga przypisze sobie całą zasługę. Co robić?”. I wtedy mrówce zaświtał pewien pomysł. Zaczęła namawiać skowronka żeby ten podfrunął kawałek w kie-runku mrowiska.
-Słuchaj, - powiada - tobie jest wszystko jedno, a ja w ten sposób zdobędę sławę i zaszczyty. No, nie bądź człowiekiem, zgódź się
Skowronek początkowo się wzbraniał, ale mrówka tak długo marudziła i wierciła mu dziurę w brzuchu, aż wreszcie, dla świętego spokoju, zgodził się. Wzbił się w niebo, w stronę słońca, zato-czył koło i popatrzył na las, na ukwieconą łąkę , na błękitne niebo z białymi obłokami, i zaśpiewał.
-Co robisz? - zawołała przestraszona mrówka.
-Życie jest piękne! - zawołał skowronek - Dziękuję że mi to pokazałaś. - I odleciał.
Mrówka była przerażona. Dostała polecenie pilnowania zdobyczy i pozwoliła jej uciec. Jak teraz pokaże się w mrowisku? Cała trzęsła się ze strachu. I wtedy usłyszała zbliżające się mrówki spro-wadzone przez jej towarzyszkę. Pośpieszny tupot robotnic i miarowy krok żołnierzy. W jednej chwili odwróciła się na piętach (wszystkich sześciu) i rzuciła do ucieczki przed siebie, na łąkę.
Biegła i biegła, aż zupełnie opadła z sił. Zatrzymała się i rozejrzała. Nigdy jeszcze nie była tak da-leko na łące. Nie miała zielonego pojęcia gdzie się znajduje. Siadła na kamieniu i zaczęła się zasta-nawiać co robić. Do mrowiska wrócić nie mogła, nie dość że straciła zdobycz to jeszcze uciekła, a tego jej nie darują. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie poszukać sobie innego, ale dobrze wie-działa że każda królowa najpierw sprawdzi dlaczego porzuciła swoje i gdy się dowie, wyda ją na-tychmiast. Z głębokiego zamyślenia wyrwał ja czyś ostry głos.
- Nie ruszać się!
Przestraszona uniosła głowę i zobaczyła otaczające ją ze wszystkich stron mrówki, ale takie, jakieś dziwne, całe białe.
-Kim jesteście - zapytała, sama nie wiedząc, bardziej przestraszona czy zaciekawiona.
- Od zadawania pytań to my tu jesteśmy, - odrzekła ta sama co poprzednio, widać najważniejsza - dokumenty, imię nazwisko, pesel, numer identyfikacyjny, karta szczepień, karta biblioteczna, kartka na butelki, grupa krwi, Dna, szybko! - wywrzeszczała jednym tchem.
- Ja... nie wiem o czym mówicie.
-Ach tak! Dokumentów się nie ma! Pójdziesz z nami!
Na te słowa dziwne białe mrówki otoczyły ją i wykręciwszy łapki poprowadziły w stronę widocz-nych na horyzoncie, dziwnych kształtów. Uszli może z dwieście kroków (a musisz wiedzieć że mrówcze kroki są bardzo małe i bardzo trudno się je oblicza, wszak mrówki mają sześć nóg), kiedy z wysokiego liścia, obok którego przechodzili dobiegł głos:
- Cześć termity! gdzie prowadzicie tą małą? - mrówka znała ten głos, należał do konika polnego.
-Tam gdzie zawsze, do spiżarni - zaśmiał się najgłówniejszy termit - ale to nie twój interes narko-manie jeden.
Konik wzruszył ramionami i oddalił się w podskokach, a termity podjęły marsz. Mrówka zauważyła ze te kształty na horyzoncie to jakieś dziwne kopce. Była bardzo przestraszona, co miało znaczyć to „do spiżarni”?. Czyżby te dziwne istoty, termity chciały ją zjeść? Gdy tak się zastanawiała, nagle niebo przesłonił jakiś cień. Gdy zadarła głowę z nieba spadł jakiś kształt i porwał ją. „A to pech” - przemknęło jej przez głowę - „najpierw chciały mnie zjeść termity, a teraz zrobi to jakieś ptaszysko”. zamknęła zrezygnowana oczy. Po chwili poczuła wstrząs i wylądowała na czymś twardym. „No to po mnie” - pomyślała - „zaniósł mnie do gniazda i zaraz zje”. Ale nic takiego się nie stało. Zdezorientowana otworzyła oczy i zobaczyła że leży na ziemi, a na przeciw niej siedzi skowronek.
- No to cześć - zawołał skowronek i odleciał.
-Zaczekaj! - krzyczała za nim mrówka, ale na daremnie.
Robiło się już coraz później, a mrówka była bardzo zmęczona i głodna. Zwinęła się więc w kłębek i spróbowała usnąć. Ale nie było to łatwe. W nocy budziły ją jakieś hałasy, jakieś krzyki, śpiewy i bębnienie. Dopiero nad ranem udało jej się zdrzemnąć.
Gdy otworzyła oczy, naprzeciw niej siedział konik polny i czyścił skrzypce.
- O! Zbudziłaś się! - zawołał - I co? Jak się spało? - zapytał.
- Strasznie - poskarżyła się mrówka i opowiedziała o nocnych hałasach.
- Eee..., to tylko komary urządzały orgię ku czci ich boga, wampira. - uśmiechnął się konik - Cieszę się że jesteś cała i zdrowa.
- To skowronek mnie uratował.
- Wiem, sam mu o tobie opowiedziałem.
- Och! Nie wiem jak ci dziękować! - zawołała wdzięczna mrówka - Jesteś kochany!
- Kochany! A pamiętasz jak zeszłej jesieni prosiłem cię o pomoc, a ty wyzwałaś mnie od darmo-zjadów?
Mrówka spuściła, zawstydzona, głowę.
- Gdyby mnie Reksio nie przezimował w swej budzie to by mnie tu nie było. bo ty uważałaś, że li-czy się tylko praca i kariera, a kto nie pracuje niech nie je. I czemu teraz nie robisz kariery panno pracoholiczko?
- Ach, właśnie przez tę karierę się tutaj znalazłam. Chciałam się zasłużyć dla mrowiska i ...
- Wiem. - przerwał konik - skowronek wszystko mi opowiedział. I co ja mam z tobą zrobić?
- Nie wiem. Jestem głodna i nie mam się gdzie podziać.
- No cóż, ja też nie wiem, ale wiem kto będzie wiedział. Chodźmy do kota, to budda i anarchista na pewno coś wymyśli.
I poszli.
Kot akurat grał w szachy z Borutą i Lao-tsy. Jako figur używali małych buteleczek wypełnionych cieczą, o różnych nalepkach. Gdy któryś z nich zbijał, odkręcał nakrętkę i wypijał zawartość. Kot wysłuchał konika i mrówkę i zrozumiał, był guru, był też szamanem. Wyjął zza pazuchy dziwnego grzyba i dał go mrówce.
- Zjedz to - powiedział.
Grzyb miał dziwny kapelusik na długiej nóżce i był bardzo mały jak na grzyba, ale ponieważ mrówki też są bardzo małe wiec dla niej był duży. Kiedy mrówka go zjadła poczuła się dziwnie. Zobaczyła że świat jest pełen barw i kolorów, i że są tysiące rzeczy które może robić, tysiące miejsc gdzie może pójść i tyyyle do zobaczenia. Zaczęły ją swędzieć plecy i zobaczyła jak wyrastają z nich kolorowe, motyle skrzydła. Wzbiła się w górę i poleciała. Leciała nad łąką, zobaczyła kwiaty i strumień i motyle i biedronki i plantację kota. Zobaczyła też kopce termitów. Przeleciała im nad głowami i zaśmiała się. Wzleciała wyżej i zobaczyła skowronka. Pomachała mu łapką i poleciała nad las. Zobaczyła swoje mrowisko. Właśnie trwał wielki apel i królowa przyjmowała hołdy od swoich poddanych. Mrówka zwinęła skrzydła i wylądowała przed samą królową.
- Nr X2 3978-237-11r (tak na mrówkę mówili w mrowisku), jak ty się zachowujesz! - zawołała, zgorszona takim naruszeniem regulaminu, królowa - Zgłosisz się do karnego raportu!
- Pocałuj mnie w nos! - odparła mrówka - nie mów do mnie numer - zawołała wzbijając się w niebo - Od dziś nazywam się Dywizjon 303! - i odleciała.
Poleciała do ciepłych krajów. Dotarła do Afryki i tutaj wyszła za słonia Hejhopsa. W noc poślubną słoń zmarł i mrówka przez 10 lat kopała grób, a przez następne 10, zasypywała. Żeby podołać temu zadaniu zaczęła brać dekadurabolin, testosteron, metke i inne środki. Kiedy po 20 latach skończyła, otarła pot z czoła, przejrzała się w lustrze i poleciała do Ameryki. Tam zajęła pierwsze miejsce w konkursie kulturystycznym i poślubiła Arnolda Czarnegomurzyna. I żyli długo i szczęśliwie. I ja na ich weselu byłem, miód i wino piłem. Po brodzie mi ściekało, w gębie nic się nie ostało.
Pomógł: 28 razy Wiek: 17 Dołączył: 07 Mar 2009 Posty: 1134
Wysłany: 2010-01-19, 17:13
Boruta, szacunek ;) Opis wydarzeń od kąd mrówka zjadła grzyba jest najciekawszy i najzabawniejszy. Gratuluje inwencji. A córka kolegi to chyba będzie musiała poczekać zanim będzie mogła przeczytać tą bajkę.
Nie ma sprawy. Masz jeszcze text z usenetowej listy fanów gwiezdnych wojen, tez bez polskich znaków:
Pan Samochodzik i Swiatynia Jedi
Wielki Moff Batura stal na mostku swojego SSD Turbo. Nic nie moglo dzis
zepsuc mu humoru, oto odnalazl to czego od tak dawna szukali wszyscy sludzy
Imperatora, zaginiona swiatynie Jedi. Z umiechem na ustach obserwowal coraz
blizsza stacje mieszczaca bezcenne archiwa, już można było odczytac zatarty
przez czas napis na jej burcie: MIR. Obejrzal się na swych wiernych
wspolpracownikow, prawie wszyscy podzielali jego radosc choc każdy ze
swoich powodow. Komandor Kleks liczyl ze dokona w tej akcji czegos co
spodoba się jego bratu, Wielkiemu Admiralowi Thrawnowi, Thrawn pragnal zas
przeanalizowac zbiory sztuki jakie powinny być w swiatyni, Pikard i Dzenlyn
byli pewni ze to odkrycie wzmacniajac przegrywajace Imerium spowoduje chaos
w swiecie GW, Kolargol pragnol zemsty na swych pobratymcach Wookich którzy
wygnali go nazywajac wielkim chamem z powodu jednej pollitrowki, zas
kapitana superniszczyciela cieszylo wszystko co przynosilo korzysc Imperium.
Oto naprawde wierny oficer pomyslal Batura.
Jedynym który nie podzielal ogolnej radosci był Fantomas. Mroczny Jedi
twierdzil ze cos mu smierdzi i ze czuje silne masturbacje mocy. Staral się
to wyjasnic przesluchujac wieznia. Batura nie wiedzial czego się spodziewa
dowiedziec od tego idioty uwazajacego się za Ewoka, ale znajac przebieglosc
swego wroga nie protestowal gdy Fantomas pral mozg Winetou w pralce Frania,
najstraszliwszej maszynie tortur jaka kiedykolwiek Imperium zakopilo z
trzeciej reki od Hutta Kermita.
Taak..., pomyslal Moff, jego wrog był przebiegly, ale tym razem to on był
pierwszy, to on odkryl unoszaca się na orbicie samotnej planety obiegajacej
samotne slonce swiatynie i to on zdobedzie archiwum zakonu a nie ten
muzealnik, to on...
Sygnal alarmowy przerwal mu rozmyslania, Kapitan rzucil okiem na monitory
i zameldowal:
- Niezidentyfikowany okret wyszedl z nadprzestrzeni, wyglada jak - glos mu
się na chwile zalamal- stary
drednot poskladany z czesci roznych okretow.
Batura rzucil okiem na ekran i zaklal wsciekle.
- To On, to ten przeklety Samochodzik, znowu chce pomieszac mi szyki!
* * *
-Batura już tu jest , to niedobrze - usmiech na twarzy Pana Samochodzika
zdawal się przeczyc jego slowom - ale to nic. - dodal obracajac się od
monitorow - Tellu poprowadzisz desant i przejmiesz archiwum. Postaraj się
zrobic to jak najszybciej a my zajmiemy się Turbo i reszta floty.
-Zrobi się druhu Tomaszu - dziarsko zakrzyknal Wooki i oddalil się
zarzucajac kusze na ramie.
"Zuch chlopak" pomyslal z rozrzewnieniem Tomasz, ale znajac porywczy
charakter swego mlodego przyjaciela zdecydowal się wyslac z nim kogos
bardziej doswiadczonego:
-Miej na niego oko, Tajfun
-Zrobi się. Kriss i Maar za mna. - Tajny agent NINtendO i jego dwie
kochanki podazyli za harcerzem.
* * *
-Przeciez to wrak -zasmial się Kleks, wietrzac latwy lup i zapach
skarpetek Fantomasa- nasza flota rozwali go raz dwa .
-Ten "wrak" skonstruowal sam Profesorek Nerwosolek - nic nie pozostalo z
dobrego humoru Batury - ma sile ognia Eclipse, predkosc Tie Defendera i
oslony zdolne zatrzymac strzal z Gwiazdy Smierci, to legendarny Wehikul.
Cala nadzieja w zaskoczeniu, musimy atakowac!!!
-Nie, nie, najpierw musimy ustalic strategie - Kleks wyraznie chcial się
popisac prze bratem - Mowiles ze go znasz. Jaka sztuke lubi?
-Co? Sztuke? Kazda, przeciez to historyk sztuki!
-Historyk sztuki?!! - usmiech na twarzy Thrawna zastapilo przerazenie -
Jestem zgubiony! Mamusiu!!! - zwinal się w klebek i zaczal szlochac.
Kleksowi na ten widok opadla szczeka i spodnie co widzac zaloga mostka
wybuchnela smiechem który w chwile potem przeszedl w charkot.
-Nie pora na rozrywki, Fantomas - Batura widzac stan w jakim znalezli się
dwaj najlepsi po pani Zosi, sprzataczce z ISD Rudy stratedzy imperium,
tudzierz pod wplywem wypitego ostatnio metylu, zaczal czarno widziec - zrob
cos.
Mroczny Jedi przywolal na twarz wyraz absolutnej koncentacji typowy dla
osob cierpiacych na zatwardzenie i po dluzszej chwili, w czsie ktorej
wszyscy zamarli w oczekiwaniu ereszcie wypuscil powietrze i rzekl:
-O kurde chyba pobilem rekord Akademii we wstrzymywaniu oddechu!!
-Jakiego oddechu?! Zrob cos!!-zawyl Batura.
-Nie mogę. Wyczuwam cos czego nie odczowalem od bardzo dawna i nie jest to
niestety wzwod. Musze udac się na planete by stawic czolo przeznaczeniu.
* * *
-A wiec dobrze przyjacielu, idz je¶li musisz - Pan Tomasz odprowadzil
wzrokiem bialowlosego, po czym wydal komende - Groszkowi do ataku!
-Ja groszkowy jeden potwierdzam - glos dowodcy "o z kreska wingow" wyrazal
bezgraniczna radosc z zadymy - Do ataku chlopcy!!
I cala eskadra rzucila się w strone nadlatujacych tajfajterow (Tajwanski
Fajansiarski Transportowiec Erogenny). Blyskawice laserow przebily kosmiczna
pustke i jak anioly pomsty ronely na siebie stalowe ptaki smierci. I wówczas
przerazliwy krzyk jednego z pilotow Imperium przeszyl eter:
-Poznaje te banany na skrzydlach! To Dlukoreki!!
Tak tym który dowodzil szlachetnymi groszkowymi był najlepszy pilot
galaktyki, zwyciesca tysiecy miedzygwieznych bitew, dlugoreki Tytus de Zoo.
Sposcmy litosciwie zaslone milczenia na okrotna i niewyslowiana rzez jaka
Dlugoreki i jego skrzydlowi Babelek i Kudlaczek sprawili dwom i pol tysiaca
imperialnych mysliwcow.
* * *
Mieszkancy malej, zapyzialej planetki dlugo wspominali pojedynek w samo
poludnie pomiedzy tymi dwoma i pochowali Fantomasa pod drzewem nad rzeczka.
Zwyciezca odszedl mowiac ze ma pociag pietnasta dziesiec, pozniej mowili ze
przyszedl z polnocy.
* * *
Walka w przestrzeni trwala. Olbrzymie Imperiale Niszczyciele zrywaly się do
stracenczych szarzy i ginely w ogniu dzial okretu Pana Samochodzika. Jednak
ich bezprzykladne poswiecenie mialo nie pujsc na marne, wierni sojusznicy
Batury na pokladach Enterprajs i Wojadzera mieli wykrasc archiwum swiatyni i
teleportowac je na Turbo. Batura był pewien ze jego plan się powiedzie je¶li
tylko uda mu się dostatecznie dlugo odwracac uwage Pana Samochodzika i jego
zalogi G na kolkach. Po raz drugi tego dnia przezyl wstrzas gdy oficer
wachtowy zameldowal mu:
-Okret klasy Rex wlasnie opuscil swiatynie i kieruje się do Wehikulu.
Jeszcze ostatkiem sil probowal powstrzymac statek, lecz polaczone sily
trzydziestu ISD okazaly się zbyt nikle jak na okret Tajfuna. I już po chwili
ten sam oficer meldowal:
-Transmisja z Wehikulu, ser!
-Czesc Waldku! Jak widzisz znowu cie pokonalem!
Przekaz był krotki, ale to nie slowa Pana Tomasza najbardziej zabolaly
Bature, zrobil to widik uwieszonej jego ramienia Sieden z Dziewieciu,
wlepiajacej przepelnione uwielbieniem slepka w Pana Samochodzika.
-O nie on zawsze wyrywa najlepsze laski!, a mi to już przez niego nie staje
i nawet te niebieskie tabletki od Vadera nie pomagaja!
-Chce do mamusi, chce do Jonki i Jonka - lkal cichutko Thrawn.
Bezbrzezna chec zemsty opanowala serce i Watrobe wielkiego Moffa. Je¶li nie
mogl dosiegnoc swego wroga to wyladuje się na jego przyjacielu.
-Sprowadzic Winetou - rozkazal.
-Eee, tego - szturmowiec spuscil wzrok i wlepil go w swoje szpilki - nie ma
go
-Jak to nie ma?
-Kapitan gdy tylko zaczela się bitwa zabral go na poklad promu i gdzies
odlecial.
Ta wiadomosc ostatecznie dobila Bature. Wydal z siebie przerazliwy wrzask i
zaczal przeklinac:
-Kloss ty swinio....
-Macie szczescie ze nie było z nimi Lobo - powiedzial Pankracy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach