Nie rob se ze mnie jaj czlowieku.A tak na serio bilem sie kiedys ale z kolesiem o glowe nizszym to latwo bylo :) PS.Tak nazekacie na te gimnazja a sa lajtowe.Ja we wrzesniu wiedzialem ze nie zdam to caly rok sobie olewalem.I co?Lajtowe te gimnazja :)
Ja wam opiszę moją jedną walkę, a było to podczas dni mojego miasta. Idę z kolegą, i dołączył się do nas trzeci, którego za bardzo nie lubiłem. Taki cwaniaczek, ciągle w szkole bił mojego słabszego kolegę i szukał zaczepki. Przez przypadek zwalił mi loda na ziemie za 40 gr. którego sem kupił, no to jam się wkurzył i karzę mu oddać forsę. Zaraz podeszła do niego jego siostra to wypalił "czekaj, zaraz tylko go rozwalę". Ale niestety nie oddał tej kasy, poszliśmy w uliczkę. Ściągnąłem okulary, postawa bojowa. Zaczął przeprowadzać atak, bez żadnej gardy, walił takimi cepami, ja spokojnie blokowałem bo większość ciosów nawet do mnie nie dochodziła, potem jak znowu zaatakował tylko mocniej, to przyblokowałem, szybko kontratak lewym sierpowym, słaby. Dostał potem jeszcze 3 uderzenia w twarz, lekkie, nie chciałem bić mocno, (zawsze się bałem że coś się może komuś stać po tym jak złamałem rękę jednemu też w gim.). Już był lekko zakrwawiony, ja nie miałem nawet siniaka, oddał mi kasę i kupiłem kolejnego loda :D
To moja jedyna taka walka poza sparingami, zawsze ich unikałem, jednak wtedy miałem wyjątkowo zły dzień.
Bardzo ciekawe że wypowiadają się tu ludzie którzy zawsze wygrywają, same wygrane walki, i oczywiście zawsze są napadani przez złych, bronią honoru swego lub swojej dziewczyny.
Opiszcie jakąś swoją porażkę, chyba chociaż jeden z Was raz przegrał?
To ja opiszę :P Byłem w 1 gimnazjum ogólnie wtedy byłem agresywny i nadpobudliwy. Jakoś była lekcja wfu graliśmy w ping ponga(czy jakoś tak się piszę) wkurzała mnie rozgrywka bo za długo grali. To myślę sobie pora ich wkur... Zaczynam przeszkadzać. Zaczęła się rozmowa, potem wyzwiska. W końcu jeden mnie popchnął. Ja to samo jego. Nie wiem kiedy podszedł i walnął i z banki w nos a krew jak z kranu poleciała:P To była moja pierwsza porażka :P
_________________ Nieważne jak mocno bijesz, ale jak dużo jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu. Tak powstaje zwycięzca. Jeśli wiesz na co cię stać, rób to, na co cię stać. Ale musisz być gotowy na ciosy
Jak byłem mały to dużo razy dostało się z piłki w twarz. Czy to od kosza , od nogi z bliskiej odległości. A teraz opowiem wam o historii mego kolegi z klasy. Gramy sobie w nogę na boisku mój kumpel ma piłkę inny podbiega. Chciał do kogoś podać i bach z całej pary z piłki w twarz a że kolega biegł na sprincie to jeszcze bardziej go zabolało. Efekt był taki że zrobił salto gdy dostał i od razu spadl na plecy. A gdy leżał rozwalił się jak żaba na liściu a jego mina wyglądała tak jakby autobus przejechał go 4 razy. Niemiłe uczucie... ;D. Mi też tak raz się zdarzyło to nos trochę pobolał i tyle. Albo pamiętam jak zrobiłem glebę tsząc twarzą po boisku. Niemiłe uczucie ^^.
Toko, bo nie czytasz uważnie tematu, np. ja opisałem wcześniej sytuację w której poniekąd nie przegrałem, o ile musiałem się wycofać, bo do tanga STARCZY dwojga... Swoją drogą, w wieku 20tu lat o 40 groszy robić dym? Mój siedmioletni brat przeliczyłby Ci to na cztery gumy - kulki ^^
A takie dostanie piłką motywuje do działania, ja kiedyś, z 2 - 3 lata temu miałem taką jazdę, stałem na bramce na szkolnym boisku, takim gumowym, w miarę nowoczesnym i tam było pełno typa, ludzie grali, reszta po bokach siedziała, muzy słuchali, gadali, ogólny chillout, i był sobie taki gostek któremu to się kuźwa nudziło i żeby mnie wyprowadzić z równowagi - z przekonaniem, że nie zareaguję - kopnął piłkę z pizdy, tak, że trafiła mnie w głowę. Jak tylko się otrząsnąłem, ruszyłem na niego, gość czuł się pewnie, bo uchodzę na mieście za spokojnego osobnika - a wtedy jeszcze nic nie trenowałem. Puściłem w jego stronę dwa cepy - ciekawostka, że schylił się przed nimi na wysokość mojego pasa. Natychmiastowo chwyciłem go oburącz za kark / glowę i wpakowałem trzy kolana na twarz, nie wiem ile trafionych, natomiast wiem, że żaden nie był techniczny. Ziomek chodził ze śliwą na twarzy, ale nie oddał, pewnie był w szoku - plus - jestem od niego kilka kg cięższy < a jest moim rówieśnikiem >. Nie byłem dumny z zaistniałej sytuacji, ale mus to mus, nie wolno dawać sobie w kaszę dmuchać, prawda?
Bawi mnie, gdy ludzie opowiadają, co to się nie robi na ulicy 'z łatwością'... Łatwo opowiadać, ale tu grają emocje, nerwy i adrenalina, a samo zapanowanie nad własnym organizmem i uspokojenie się nie przychodzi z 'łatwością', chyba, że na forum mamy do czynienia z jakimiś zakonnikami z antycznego Shaolin, albo rycerzami jedi z kosmosu...
Nie ma walk przeprowadzonych z łatwością, ponieważ zawsze jest 30% szans, że 'fuksem' ten drugi, niedoświadczony pajac tak rzuci cepem, że trafi Ci po skroni, nie odparujesz i stracisz przytomność... A wtedy CUP 9-1 wiele nie pomagają.
Tyle w temacie, żegnam nocną zmianę^^
@MarcinMT
Spierdalaj do jitsu jest o wiele lepsze od siedzenia z gałą lodu przy twarzy, to fakt. ;]
Toko, bo nie czytasz uważnie tematu, np. ja opisałem wcześniej sytuację w której poniekąd nie przegrałem, o ile musiałem się wycofać, bo do tanga STARCZY dwojga... Swoją drogą, w wieku 20tu lat o 40 groszy robić dym? Mój siedmioletni brat przeliczyłby Ci to na cztery gumy - kulki ^^
Sorry ale nie chciało mi się całych 111 stron czytać, tylko 30 przeczytałem, a gdybyś uważnie czytał to byś przeczytał że napisałem "jak byłem w gimnazjum". Zresztą tu nie chodziło o 40 gr. tylko o zasady.
Ja mialem przygode w polowie czerwca. Szedlem po boisku i zaczynam gaic do mojego kumpla. Słysze nagle ,,morda pedale". odwracam sie i widze jakiegos kolesia w moim wieku ale nieco wiekszego odemnie. Rzuciłem krótkie sp......j. Tamten zaczyna mi wrzucac. Brat mowi zebym szedl na solo. Umówilismy sie nastepnego dnia. Przyszla pora jestem na miejscu. Paru kolezkow z osiedla przyszlo popatrzec. Nie mozna kopac w jaja. Na poczatku trzymam kolesie na dystans pozniej on mnie klinczuje na co odpowiadam kopem w splot. On sie zwija i mowi ze dostal w jaja . zrobilismy przerwe zeby ,, doszedl do siebie". Zaczynamy znowu w koncu sprowadzil mnie do parteru. Lezalem na nim i nic nie zrobilem ( pozniej zrozumialem ze to byl zajebisty blad ) . Zalozyl mi gilotyne ktora zrywam . po dalszej walce ja dostalem w sumie jeden cios( bokiem piesci w tyl glowy ) a on kilka celnych prostych. w koncu dostaje kolanem w tyl glowy. Zamroczylo mnie jak ch....j i chwile pozniej leze na glebie butowany przez niego. Zbastowalem. Przegralem ale to bylo moja pierwsza solowka w zyciu.
Ja jakieś 3-4 lata zawsze robiłem zapasy z kumplami ;D. Wyglądało to mniej więcej tak najpierw taka szarpanina kto kogo przewróci a pózniej tylko aby wejść na niego aby już nie mógł się podnieść. Była to taka przyjacielska zabawa ;D. Choć raz zdarzyło się z gościem o 2 lata starszym trochę na poważnie się w to bawić z agresją wkurzeni na siebie i jedziemy ;D. 3 rundy zawsze wygrywałem z wszystkimi hah ;D czy to młodsi w moim wieku czy starsi. Zawsze wracałem poobijany do domu i zawsze pytania " z kim się biłeś? " ;D. Lub kiedyś robiliśmy masowe zapasy wszyscy na wszystkich lub 4 na 4. Pełno było tych zabaw ;D.
_________________ Ziom za ziomem za ziomem yo!
Majkel Pomógł: 14 razy Wiek: 20 Dołączył: 29 Mar 2009 Posty: 509
Wysłany: 2010-08-03, 20:56
Ziomek., bez urazy marchewo ale kogo to obchodzi ? Zauważ tytuł tematu.
_________________ BABILON PŁONIE-CZAS ODEBRAĆ KORONE BESTIA NA TRONIE KRWIĄ SPLAMIONE DŁONIE TARCZĄ MOJ BÓG MÓJ POCZĄTEK I KONIEC
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach