podbiegł do mnie takim letkim truchtem i powiedział, zaje*ie cie ty kur*o
oko napisał/a:
chodził na muay thai 6 lat
Teraz rozumiecie, czemu w sztukach walki, do pewnego czasu, przywiązywało się sporą uwagę na zasady i 'otoczkę kulturową' ?
Owszem, może i teraz, w szkołach walki mamy usportowione sztuki walki, kultura do minimum, maksimum walki i praktycznych technik. I potem kluby zbierają złota na zawodach, ale to działa w dwie strony, bo potem takie indwywidua wychodzą na ulicę.
Zabstyl bez spin Wiem że dla ciebie i innych to nic.ale mi się żadko zdarzają takie sytuacje.
wczesniej dostałem na przystanku, teraz też bym prawie dostał to opisałem, skoro to takie złe że to tu napisałem to na następny raz będe wiedział żeby pisać dopiero jak będzie walka
Pomógł: 24 razy Wiek: 19 Dołączył: 03 Sie 2007 Posty: 1434 Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2012-01-14, 17:25
Zabstyl ma rację. Lepiej żeby były opisywane prawdziwe walki uliczne, a nie sytuacje podbramkowe bo takich to każdy będzie miał kilkanaście do opowiedzenia. Zresztą tytuł tematu "zdarzyło Ci się WALCZYĆ na ulicy..." dużo mówi. I kończymy OT
_________________ "...Politycy rozdają dzieciakom buziaki na szczęście
Telewizyjni kaznodzieje opylają zbawienie za dolca
Niepotrzebny ci złoty krzyż, żeby odróżnić dobro od zła
Najstraszniejsi mordercy świata to ci, którzy to zrozumieli"
Nie wiem czy to można zalizyć do walki ulicznej ale wczoraj na moim osiedlu (sam dresy itd ;/) zaczepił mnie gość(prawie pod samym blokiem) wracałem wtedy do domu ze szkoły, w klatce obok której przechodziłem stało 3 osiedlowych dresów(jeden to odziwo mój były kolega, dałbym mu rade.Drugiego to pierwszy raz na oczy widziałem.A 3 to osiedlowy guru ich ; /) darli ryja to spojrzałem kto to na co ten ich guru do mnie ,,co się kur*a patrzysz śmieciu" na co ja odpierdol sie podbiegł do mnie takim letkim truchtem i powiedział, zaje*ie cie ty kur*o No i ja ja uciekłem..... mogłem próbować ale ten typ ma autentycznie z 2 metry, taki koń wielki i w dodatku wiem że chodził na muay thai 6 lat,na boks i combat chyba.A ja zaledwie 2 miechy na mma.No dałem ciała ale nie miałem co próbować..
Byc kopanym w plecak na własnym osiedlu jaaaaaaaaaaaa nie moge tego pojąć..połamało mi moj zpizg*ny zielskiem mózgk...Czy tylko u mnie nie ma takich przygłupów jak owy typ czy po prostu na mojej osi panuja jakies zasady ? nieee wchodze juz na forum porobiony bo mi mózg przestaje rozkminiac takie akcje.
_________________ Now tell me who want to fuck with us?
Ashes to ashes, dust to dust to...
BANG! .. and let your fuckin brains hang, snitches
Wiek: 19 Dołączył: 07 Lut 2011 Posty: 13 Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-05-21, 21:23
to dzisiaj miałem taką sytuację że dowiedzieli się że jestem za przeciwnym klubem niż jest w mojej szkole panuje. Dobra, ale przejdźmy do sedna sprawy. Wracam sobie od kumpla bo pożyczyłem od jego zeszyt, a tu nagle gangsterka ( 3 typów ) z mojej szkoły mi wyskakuje na droge. I do mnie 'ooo, kogo ja tu widzę, żyda pierdolonego' a ja do nich ' miło mi ' następnie odpowiadają mi ' za kim jesteś? ' a ja na to 'gdy cie widzę to za aborcją :)' to dres typowy dres nie wie co oznacza za aborcja ale pewnie wie że to jakieś mądzejsze słowo z jego arsenału to dostałem cepa na ryj ( takiego jak pierdnięcie komara ) i zaśmiałem się na to oraz odpowiedziałem 'Frajer' to ten do mnie 'jaki kur** frajer, jeśli wisła to cie puszczamy, jesli cracovia to w cipę !' to ja na to ' zawołaj jeszcze 4 to może będziesz miał jakieś szansę' to oni na mnie się popatrzyli takim dziwnym wzrokiem jak bym im matkę zabił i sobie odpuścili. Heh, nawet fajna rozmową była z nimi :) zobaczymy co jutro w szkole będzie
Z 2-3 tygodnie temu miałem taką sytuacje:
Idziemy sobie grupką 5 osób, doświadczenie w bójkach miałem tylko ja i kolega (Ja lat 15 on 14 , on trenuje BJJ a ja Boks) reszta chłopaków spokojni, szliśmy sobie na boisko. Jak przyszliśmy grały tam jakieś dzieci i strasi chłopacy po 17 lat, było spokojnie usiedliśmy sobie i czekaliśmy aż skończą grać. Po paru minutach podchodzi do nas młodszy brat jednego z kumpli i pyta czy nie pogadamy z tymi straszymi żeby im nie wbiegali na połowę bo im wybijają piłki, to my grzecznie żeby się przenieśli. Nie poskutkowało, myśleli że starsi=lepsi. Postanowiliśmy się dograć do młodszych i poczekać na rozwój wydarzeń. Po 20 minutach wybili nam piłke, kolega wkur*iony podleciał do jednego i kazał mu wypier*alać po piłke. Tamten oczywiście na kozaka zaczął podskakiwać a tu go kolega zaskoczył szybkim zejściem do parteru i paroma cepami w morde. Po chwili ktoś tam od nich poleciał po tą piłke i zeszli z boiska. Skończyliśmy gre i usiedliśmy spowrotem, i nagle słyszymy wyzwiska z ich strony..Było ich 6, po 17 lat a nas 5 po 15. Jeden z nich patrząc się na mnie i śmiejąc się prosto w morde pokazywał fakera. Wkurzony byłem podleciałem i mu pogroziłem że za chwile go wywiezie karetka jak się nie uspokoją on oczywiście olewka i dalej swoje beblał.. Już chciałem wracać a tu patrze kolega podbiega i do niego startuje, a że tamten wyższy od niego o głowe to go złapał za kark i wywalił, na co ja szybkiego front kicka mu w żebra i nie zamierzałem nic więcej robić a tu on nagle podnosi rękę i wyprowadza cepa. Z mojego doświadczenia nauczyłem się że jak szybciej wyprowadze cios to jest szansa że nie oberwe więc poleciały szybkie dwa sierpy i jeden prosty, koleś padł a jego przydupasy posrani staneli 3 metry obok i nie wiedzieli co robić. On wstał z cieknącą farbą z nosa i powiedział że mam przej*bane na osiedlu, i tak jakoś udało nam się z nimi nawiązać konwersacje że umówiliśmy się na następny dzień na mecza w noge, tak dla rozluźnienia sytuacji. Łatwo się domyśleć że nie przyszli, a dwa dni potem ten typek co zebrał odemnie idzie z jakimś kolegom w strone biedronki, zawołałem go żeby podszedł bo chciałem się spytać czemu nie przyszli, on coś posapał pod nosem i wszedł do sklepu to szybko oznajmiłem kolegom że schodze i będę czekał na niego pod bramą. Wychodzi a ja do niego podchodze i mu mówie że jak do niego coś gadam to ma rozmawiać ze mną albo skończy jak ostatnio, to go chyba wkurzyło i wyruszył z serią cepów. Ja szybki odskok wpadając w krzaki ( ) ale wstałem i nie chciałem się ośmieszyć przed większą tym razem widownią wyprowadziłem 2-3 front kicki mu w brzuch, pare prostych i reszta była w klinczu, on szarpał mnie za włosy i łokciem bił po barkach (wyższy odemnie o jakieś 10-15 cm) a ja mu lewymi cepami po mordzie. Tak to trwało z 5-10 sekund aż dostał prawego w żebra i puścił. Patrze a mu z nosa i z wargi znów krew leci to odpuściłem jedynie dowalając go czymś w stylu lewego lowkicka ale on był w panice i wyglądał jakbym robił zamach do woleja :D
Powiem że na ulicy się nigdy nie biłem (tzn kiedyś solówki po szkole ale uznałem że to nie ma sensu bo ani to reputacji nie podnosi, i tylko wyrzuty sumienia po tym są) i chciałbym żebyście to ocenili co źle zrobiłem w moim zachowaniu a co dobrze. Boks trenuje niecały rok.
(Sorry za ortografie ale mistrzem polskiego nie jestem :D)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach