Boruta, ale źródło podałeś tak gówniane, że aż nie chcę tam wchodzić.
Wystarczy mi np. jakie smęty kiedyś napisali o naphyronie. Praktycznie nie było tam żadnych rzetelnych informacji, a dodatkowo tekst był tak podkoloryzowany i przesadzony że tego się go nie dało czytać. Takich artykułów jest tam pełno
Tak, ale obydwaj zdajemy sobie sprawę z tego jak gówniany jest ten portal...
Jeśli zapodaliby jakiś artykuł, który uderzyłby w Twoje ambicje, od razu zmieszałbyś go z błotem. Te źródła to strony o podobnym poziomie... Znam ludzi którzy brali NRG-1, znam działanie, skład, potencjał uzależniający i siłę tego specyfiku i to są konkrety od ludzi, którzy się na tym znają.
To się nie dotyczy tylko artykułu którego link podałem. To się dotyczy większości sensacji na tej stronie
IMO ten portal jest sygnowany przez o2, a ich strony z newsami, pożal się boże... weźmy takiego Sportfana, pozostając w tematyce sportów walki... Najważniejsze wydarzenie roku w MMA to według nich utarczki słowne między Najmanem a kolejnym frajerem który chcę się wzbogadzić na jego chwilowych 5 minutach (które swoją drogą się już chyba skończyły)
Legalizacja marihuany do zastosowań medycznych znacząco zmniejsza liczbę śmiertelnych wypadków komunikacyjnych oraz wpływa na spadek sprzedaży piwa. Tak twierdzą profesorowie ekonomii Daniel Rees z University of Colorado Denver oraz D. Mark Anderson z Montana State University.
„Nasze badania sugerują, że zalegalizowanie marihuany do zastosowań leczniczych zmniejsza liczbę śmiertelnych wypadków drogowych poprzez redukcję spożycia alkoholu wśród młodych dorosłych” – mówi Rees.
Analiza danych pochodzących z wielu różnych źródeł pozwoliła połączyć legalizację marihuany z niemal 9-procentowym spadek liczby zabitych oraz 5-procentowym spadkiem spożycia piwa.
„Byliśmy zaskoczeni, jak mało wiadomo o skutkach zalegalizowania marihuany. Przyjrzeliśmy się wypadkom drogowym, ponieważ dane na ten temat są szczegółowo zbierane i mogliśmy sprawdzić, w ilu z nich przyczyną był alkohol” – dodaje Rees. „Statystyki wypadków drogowych to bardzo ważny wskaźnik, gdyż to one są główną przyczyną zgonów Amerykanów w wieku 5-34 lat” – informuje Anderson.
Obaj naukowcy przeanalizowali dane z całego kraju. W USA w latach 1990-2009 aż w 13 stanach zalegalizowano używanie marihuany w celach leczniczych. W tych 13 stanach naukowcy odnotowali zmniejszenie się spożycia alkoholu w grupie wiekowej 20-29 lat, co skutkowało mniejszą liczbą śmiertelnych wypadków drogowych.
Obaj ekonomiści przypomnieli, że już poprzednio prowadzono badania, z których wynika, że o ile osoby prowadzące pod wpływem alkoholu przeceniają swoje możliwości, jadą szybciej i bardziej ryzykownie, to kierowcy po wypaleniu marihuany starają się unikać ryzyka.
Uczeni przestrzegają jednak przed wyciąganie pochopnych wniosków. Zauważają, że mniejsza liczba wypadków powiązanych z użyciem marihuany w celach leczniczych może być spowodowana po prostu faktem, że jest ona przyjmowana najczęściej w domowym zaciszu, podczas gdy do spożywania alkoholu dochodzi często w miejscach publicznych.
Reese i Anderson przyjrzeli się też spożyciu marihuany w stanach Rhode Island, Montana i Vermont, które w połowie ubiegłej dekady zalegalizowały jej medyczne używanie. Okazało się, że po legalizacji w Montanie i Rhode Island zanotowano zwiększenie konsumpcji marihuany wśród dorosłych. W Vermont zjawisko to nie nastąpiło. W żadnym z tych stanów nie zanotowano natomiast zwiększenia spożycia wśród nieletnich.
Opracowanie: Mariusz Błoński
Na podstawie: University of Colorado Denver
- Liberalizacja ustawy antynarkotykowej w Czechach przyniosła pozytywne efekty - mówi w wywiadzie dla "Polityki" Viktor Mravcik, dyrektor czeskiego Narodowego Centrum Monitoringu Narkomanii. Tymczasem Aleksander Kwaśniewski przyznaje, że zaostrzenie przepisów w Polsce nic nie dało. "Myliliśmy się w 2000 r." - napisał w "The New York Times".
najnowszym numerze tygodnika "Polityka" można przeczytać wywiad z Viktorem Mravcikiem - dyrektorem czeskiego Narodowego Centrum Monitoringu Narkomanii. Zapytano go o skutki liberalizacji ustawy antynarkotykowej. - Z badań można wnioskować, że są pozytywne. Zadawaliśmy pytania policji, sędziom o stosowanie nowych regulacji. Odpowiedzi były zgodne, że nowe przepisy się sprawdzają - stwierdził. - Rzadsze są na przykład zarażenia HIV wśród uzależnionych. Po raz pierwszy od 1995 roku spadła liczba 16-latków używających marihuany - dodał.
Od dwóch lat posiadanie niewielkiej ilości narkotyków jest traktowane w Czechach jako wykroczenie, a nie przestępstwo. Wprowadzono również szczegółową tabelę nt. tego, jaką ilość danego narkotyku można uznać za "niewielką".
Mravcik następnie przedstawił dane, które wskazują, że w Czechach skuteczniej walczy się z handlem narkotykami niż w Polsce. - W 2010 r. w Czechach było 2,5 tys. podejrzanych o przestępstwa związane z narkotykami. 2,1 tys. z nich - właśnie o handel, eksport lub import. Myślę, że to korzystniejsze proporcje niż w Polsce, gdzie przy 30 tys. podejrzanych rocznie tylko 900 osób jest karanych za handel - stwierdził. - Skazywanie na więzienie zwyczajnego użytkownika narkotyków jest kompletnie nieefektywne - dodał.
Kwaśniewski przyznał się do błędu
Tymczasem w artykule dla "The New York Times" Aleksander Kwaśniewski przyznał, że podpisanie przez niego ustawy delegalizującej posiadanie narkotyków na własny użytek było błędem. - Zakładaliśmy, że prawo do zatrzymania i karania osób za posiadanie nawet minimalnej ilości narkotyków, nawet marihuany, zwiększy skuteczność walki z handlarzami. Zakładaliśmy, że perspektywa więzienia odstraszy ludzi od używania narkotyków i tym samym obniży popyt na nie. Myliliśmy się w obu sprawach - stwierdził.
Kwaśniewski przytoczył badania Instytutu Spraw Publicznych, które wykazały, że wprowadzenie tego prawa nic nie dało. Do aresztów i więzień szli konsumenci narkotyków (30 tysięcy w 2008 r. wobec 2,8 tys. w 2000 r.), a nie handlarze, handel się nie zmniejsza, nie spada ani popyt, ani podaż, ceny rosną lub nie spadają, a państwo trwoni na bezskuteczne represje ok. 80 mln złotych, które mogły zostać wydane na prewencję, edukację i rehabilitację osób uzależnionych.
Życie zawodowe rzuciło mnie do Bułgarii. Jako dziecko nie należałem do szczęśliwców, którzy w PRL mogli zażywać uroków czarnomorskich kurortów. Natomiast PRL-BIS dał mi okazję do służbowego wyjazdu, z którego mówiąc szczerze chętnie skorzystałem.
Lecz nie będzie to wpis o Bułgarii, o wrażeniach z pobytu w Płowdiwie czy próba opisu codziennego życia Bułgarów. Będzie to o polskich sądach, policji i o mojej, świętej pamięci już cioci, której to Czerwone Maki skróciły o kilka lat życie.
Jadąc samochodem z sofijskiego lotniska do miasta Płodwiw rzucił mi się w oczy kwitnący mak. Kwitł wszędzie, zazwyczaj na dziko na polach, ale i na terenach ogródków przydomowych czy też przy zakładach i fabrykach. Pomyślałem sobie, że Bułgarzy to są szczęśliwi, bo w naszym PRL-BIS za tak beztrosko rosnący mak mogliby trafić za kratki, albo co najmniej dostać wyrok w zawiasach. Ale do rzeczy.
Było to w roku 2008. Moja ciocia, kobieta przed osiemdziesiątką, samotnie mieszkająca na wsi, łatała to swoje życie tak jak się dało. Dzięki swojemu kawałkowi pola mogła przeżyć nie głodując, gdyż było trochę zboża, trochę warzyw, parę kur miało coś zjeść. Dawała radę nie skarżąc się nikomu.
Któregoś majowego dnia odwiedziło ją dwóch smutnych panów policjantów z komendy powiatowej w Jędrzejowie obwieszczając jej, że na jej polu ujawnili nielegalną uprawę maku. Fakt – w jego głębi, przy lesie, kwitło sobie kilkanaście kwiatów, ładnie w rządku i w porządku. Obok nich leżała butelka PET przecięta w pół, w której dzielni funkcjonariusze znaleźli ślady makowych ziaren. Każdy normalny człowiek, patrząc na taką babinę oraz patrząc na ilość zasianego maku, po wykonaniu rutynowych działań operacyjnych stwierdziłby, że doszło tu do zasiania ziaren przez osoby trzecie i mówiąc kolokwialnie sprawę by olał. W tym przypadku postawiono cioci zarzuty o nielegalne uprawianie maku. Ciekawe jest tylko to, skąd dzielna jędrzejowska policja dowiedziała się o tej „uprawie”? Z drogi tego nie było widać, czyżby był jakiś donosik?
Potem sprawa potoczyła się szybko, ciocia została skazana zaocznie przez sąd rejonowy w Jędrzejowie na karę dwóch lat pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata. Szybki proces, szybki wyrok, nie minął nawet kwartał . Ciocia niestety nie pisnęła ani słowa swoim dzieciom, bagatelizując sprawę z jednej strony, z drugiej zaś bojąc się w jakiś sposób. Gdy dowiedziała się o tym, że została SKAZANA, odechciało się jej po prostu żyć. Nie chciała walczyć o uniewinnienie, popadła w apatię i coraz częściej zaczęła wspominać o swojej śmierci. Zmarła półtora roku później w kieleckim szpitalu, a jej odejście to temat na inny wpis na temat państwowych szpitali.
Spoglądając na kwitnące bułgarskie maki złapała mnie złość – w jakim skurwysyńskim, skretyniałym i policyjnym państwie my żyjemy? Gdzie ci policjanci mają mózgi, gdzie je mają prokuratorzy i sędziowie?
Tego systemu nie da się reformować, jego trzeba wysadzić w powietrze. Zniszczyć, zdeptać i zaorać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach