Senat stanu Vermont ma dziś podjąć decyzję o dalszej przyszłości elektrowni atomowej Vermont Yankee. Senat może odmówić przedłużenia 20-letniej koncesji elektrowni ze względu na informacje opublikowane przez Komisję Nadzoru Energetyki Jądrowej, która stwierdziła, że w 2005 r. w elektrowni nastąpił wyciek, który został ukryty przed opinią publiczną. Dnia 7 stycznia b.r. firma Entergy, która jest operatorem elektrowni, przyznała, że nastąpił wówczas wyciek trytu.
Jednak nie był to jedyny wyciek radioaktywnych substancji z tej elektrowni. Anonimowy informator pracujący w elektrowni skontaktował się w zeszłym tygodniu z przeciwnikami energetyki jądrowej i wyjawił, że dwa lata temu, firma Entergy doświadczyła jednego z wielu wycieków trytu przez system odprowadzania gazów. Dane dostarczone przez informatora były na tyle szczegółowe, że konsultanci uznali, że muszą pochodzić od pracownika elektrowni. Według informatora, znalezienie miejsca wycieku wymagałoby zatrzymania pracy elektrowni, czego firma chciała uniknąć za wszelką cenę.
W studni położonej niedaleko instalacji elektrowni odnotowano wysoki poziom radioaktywności, około 2,5 miliona picokiurów na litr wody.
Prezes Entergy próbował jeszcze w ostatniej chwili przekonać senatorów ofertą sprzedaży taniej energii elektrycznej, jeśli elektrownia nie zostanie zamknięta.
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2010-02-25, 21:47
I dobrze, niech zamkna. Zawsze to jedna katastrofe mniej.
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Vego
Wiek: 18 Dołączył: 05 Sty 2008 Posty: 95 Skąd: Z północy
Wysłany: 2010-02-25, 23:04
Blisko mnie mają wybudować Atomową xD za kilka lat .... i kilkadziesiąt lat temu miała być właśnie też Atomówka tylko ludzie się nie zgodzili xD ( ta atomówka Żarnowciec)
Usterki, pośpiech, eksplozja kosztów, chaos w fińskiej elektrowni jądrowej: zatrudnieni Polacy opowiadają, jak wygląda praca na budowie w Olkiluoto.
To nie do uwierzenia, co wygadywał ten stuknięty kierownik robót. Po prostu nie dało się z nim pracować, ale to jemu powierzono zadanie budowy tego fragmentu reaktora – mówi polski budowlaniec Zbigniew Mulczyński. Ma na myśli swojego przełożonego, zatrudnionego przez francuską firmę budowlaną Bouygues.
Budowa Olkiluoto 3, piątego komercyjnego reaktora atomowego w Finlandii, trwa już szósty rok i nasuwa na myśl wieżę Babel. W Olkiluoto na zachodnim wybrzeżu ponad 4000 robotników z 60 krajów wznosi pierwszą od lat, nową elektrownię jądrową w Europie. Głównym wykonawcą reaktora EPR jest francuski koncern atomowy Areva. To miała być pokazowa, najnowocześniejsza na świecie inwestycja, ale coraz bardziej przeistacza się ona w inwestycyjny koszmar – także dla robotników.
Gdy budowanym obiektem jest reaktor atomowy, sprawa bezpieczeństwa ma priorytet. Wszystko powinno tu być ze względów bezpieczeństwa wykonane dokładnie, a nawet perfekcyjnie. Tymczasem zarówno francuska Areva, jak fiński inwestor Teollisuuden Voima (TVO) otrzymały już liczne ostrzeżenia ze strony fińskiego Urzędu Nadzoru Radiologicznego i Nuklearnego STUK.
A co o jakości tych prac mówią sami robotnicy? Większość zatrudnionych pochodzi z Polski. Andrzej Miciak na przykład opowiada, jak wznoszono betonową konstrukcję. „Nawet kiedy gołym okiem widzieliśmy usterki , np., pomiędzy stalowymi dźwigarami brakowało elementów łączących, musieliśmy zalewać te miejsca betonem. Czasem spawy nie trzymały. Należałoby je zespawać na nowo – opowiada polski robotnik – ale nie było na to czasu. Owszem, chodzili inspektorzy, którzy mieli kontrolować jakość robót. Oni jednak nie tylko zamykali oko na usterki, ale wręcz nakazywali nam zakryć usterki warstwą betonu. Polski robotnik widział na własne oczy poważną usterkę, która musi mieć wpływ na funkcjonowanie całego systemu uziemienia – była to sprawa ważna dla bezpieczeństwa elektrowni.
Andrzej Miciak nie jest jedyną osobą, która opowiada o niedoróbkach. Przedstawiciel fińskiej sekcji Greenpeace rozmawiał z kilkoma polskimi robotnikami z tej budowy. Dwaj z nich opowiedzieli o wszystkim pod własnymi nazwiskami, trzech innych wolało zachować anonimowość. Wszystkie rozmowy zostały nagrane, są w posiadaniu Greenpeace. Z nagraniami zapoznano redakcję „Helsingin Sanomat”. Ich treść może budzić niepokój.
Jouni Silvennoinen z zarządu TVO, któremu jako inwestorowi podlega budowa Olkiluoto 3, zaklina się, że słyszy o tym wszystkim po raz pierwszy. „To wygląda na poważne zarzuty. A przecież inspekcje są planowane tak, aby móc jeszcze przed wylaniem betonu wyłapać usterki.”
Tymczasem Polacy mówią, że prac przy spawaniu nieraz nie nadążano skończyć z powodu pośpiechu. „Jedna betoniarka nadjeżdżała za drugą i my wylewaliśmy beton, nawet jeśli konstrukcja nośna jeszcze nie była gotowa. Beton nie mógł czekać” relacjonuje budowlaniec Andrzej Miciak. Polacy twierdzą również, że nieraz czekano na decyzje, zmieniano je, brakowało właściwych planów konstrukcyjnych.
„W październiku zauważyliśmy, że prace spawalnicze wymykają się niekiedy spod kontroli” - mówi Petteri Tiippana, dyrektor fińskiego Urzędu Nadzoru Radiologicznego STUK. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, jest tam bardzo wiele elementów do spawania, trzeba też znać specyficzne wymogi odnośnie spawania w elektrowni jądrowej. Tymczasem prace te zlecono tam wielu różnym podwykonawcom. Niektórych musieliśmy bacznie obserwować.
Na budowie pracuje 4000 robotników z 60 różnych krajów, zatrudnionych na ogół za pośrednictwem zagranicznych agencji. 1200 robotników przybylo z Polski. Polacy szczególnie krytycznie oceniają portugalskich brygadzistów, zwerbowanych przez francuską firmę budowlaną Bouygues – twierdzą, że są oni niekompetentni , mówią tylko po portugalsku i nie radzą sobie z pisaniem. Polscy robotnicy opowiadają, że gdy któremuś z nich skradziono kombinezon ochronny i trzeba było wypisać zamówienie na nowy, brygadzista nie umiał tego zrobić. Bazgrał coś jak uczeń pierwszej klasy, w końcu dał za wygraną.
Zdaniem Polaków, na budowie wszystko idzie tak kiepsko, ponieważ fachowemu personelowi kierowniczemu i dobrym budowlańcom z Europy wschodniej i południowej nie chce się jechać za robotą do Finlandii – mają pracę u siebie. Przyjeżdżają tylko tacy, którzy nie są w stanie znaleźć pracy bliżej miejsca zamieszkania.
Istnienie bariery językowej odnotowano w raporcie STUK już jesienią 2008 r. Jak tłumaczy dyrektor STUK Tiippana, „okazało się, że z powodu bariery językowej niektórzy robotnicy nie byli w stanie przekazać nadzorcom swoich obaw, związanych z bezpieczeństwem reaktora”.
Według STUK wykryto jak dotąd 3000 usterek budowlanych, zawinionych zapewne najczęściej przez gorączkowy pośpiech i stres. Zbigniew Mulczyński, który pracował w Olkiluoto jako brygadzista, mówi: „Kto nie pracował dość szybko, słyszał od szefów: „albo to skończysz na czas, albo koniec z tobą, odeślemy cię do domu”. Jak człowiek pracuje w takim pośpiechu i stresie, usterki są nieuniknione. Te usterki należało wykryć i naprawić – na to jednak już nie starczało czasu.
Wielu robotników twierdzi też, że zostali finansowo uderzeni po kieszeni. Polacy (którzy grozili strajkiem) twierdzą, że irlandzka agencja Rimec, która ich zatrudniła, liczyła sobie 24 euro za godzinę pracy robotnika – ale sama płaciła im tylko 8 euro za godzinę. Firma Rimec w trakcie budowy przeniosła swą siedzibę z Irlandii na Cypr.
Jeden z Polaków, który wolał zachować anonimowość, opowiada, że już na miejscu kazano mu podpisać zmienioną umowę, mniej korzystną, która już np. nie przewidywała płatnego urlopu. „A kiedy zachorowałem, powiedzieli mi, żebym się zabierał do Polski i tam wykurował. Tyle, że nie miałem żadnego ubezpieczenia chorobowego”.
Jednak również Finowie wcale nie są zadowoleni. „Olkiluoto okazało się dla nas kompletnym rozczarowaniem – mówi Kyösti Suokas z fińskiego związku zawodowego budowlańców. - Znalazło tam zatrudnienie tylko stu Finów. zdaniem Naszych ekspertów ściągnięto z zagranicy, liczną, tanią siłę roboczą, która pracuje byle jak.”
Różne grupy patrzyły na te inwestycje z początku przez różowe okulary, sądziły, że to będzie łatwe – mówi Tiippana ze STUK. Kto był taki naiwny? „Dostawcy, ich klient w Finlandii, oraz opinia publiczna”. Inwestor TVO sądził z początku, że oferta francuskiego koncernu atomowego Areva – to prawdziwa gratka. Jednak okazało się, że tanią elektrownię jądrową można zbudować tylko przy pomocy taniej siły roboczej. Nie zwraca się wtedy uwagi na to, czy ci robotnicy są fachowi, a także czy znają języki i rozumieją, co się do nich mówi.
Dużą rolę odegrał też pośpiech. Początkowo Olkiluoto 3 miało kosztować około 3 miliardów euro. Dziś mówi się, ze koszt wyniesie co najmniej 4,5 mld. Poza tym TVO traci dochody, jakich ten koncern się spodziewał ze sprzedaży energii już w latach 2009-2012. Kto poniesie finansowe konsekwencje opóźnienia, Areva czy TVO? „Mamy na ten temat różne poglądy, trwa postępowanie arbitrażowe” – mówi Silvennoinen w imieniu inwestora.
A co mówią dziś polscy robotnicy? Zbigniew Mulczyński jest już z powrotem w Polsce i zapewnia, że jest szczęśliwy. „Cieszę się, że wyjechałem stamtąd. Pieniądze nie są najważniejszą rzeczą w życiu. Stres był tam nie do wytrzymania.”
Tommi Nieminen, Helsingin Sanomat
polityka.pl
Zapraszamy ponownie na demonstrację przeciwko planom budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Demonstracja odbędzie się 24 kwietnia 2010r. Start: godzina 14.00, Plac Zamkowy (Warszawa).
Z budową tej fińskiej elektrowni atomowej dzieje się coś bardzo podobnego do tego, co się działo z budową elektrowni atomowej w Czarnobylu. Oglądałem parę filmów dokumentalnych o tym, i w właśnie jednym z nich był wywiad z robotnikiem pracującym tam podczas budowy, wypowiadał się, że budowano w pośpiechu i przez to było wiele niedoróbek i niedociągnięć... a historia lubi się powtarzać ale ta budowa z tego co tu czytam to trochę ich przerasta, pewnie nie wiadomo czy dokończą.
I będzie podobnie jak z Pyongyang Hotel w Korei Północnej Kim Ir Sena też poniosło i trochę się przejechał
Elektrownia jądrowa to nic strasznego, produkuje o wiele mniej odpadów od zwykłej ale gorszej jakości. Na pewno mniej o wiele zanieczyszcza środowisko niż te co są dotychczas. UE pilnuje budów elektrowni, są sprawdzane przez międzynarodową komisję.
W Niemczech przeciwnicy energii jądrowej utworzyli ludzki łańcuch długości 120 km, między miejscowościami, w których pracują reaktory. Protesty przeciwko planowanemu dłuższemu ich działaniu odbyły się 2 dni przed 24. rocznicą katastrofy w Czarnobylu.
Łańcuch utworzyło około 120 tys. ludzi, którzy wzięli się za ręce między położonymi w północnych Niemczech miastach Brunsbuettel i Kruemmel. Łańcuch przechodził przez Hamburg.
"Dzisiaj zacznie się łańcuchowa reakcja protestów w całym kraju, jeśli rząd nie zmieni swojej polityki atomowej" - napisali w oświadczeniu organizatorzy protestu, domagający się "definitywnego" zamknięcia elektrowni w Brunsbuettel i Kruemmel.
W kraju związkowym Hesji około 20 tys. osób otoczyło elektrownię w Biblis, podczas gdy w Nadrenii Północnej-Westfalii 5 tysięcy protestowało przed składowiskiem odpadów promieniotwórczych w Ahaus niedaleko granicy holenderskiej.
Przewodniczący opozycyjnej partii socjaldemokratycznej (SPD), Sigmar Gabriel, skrytykował w niedzielnym wydaniu "Bild am Sonntag" obecny rząd za popieranie "interesów sektora, a nie dobra wspólnego". Niemcy powinny sukcesywnie do 2020 roku zamykać elektrownie jądrowe - decyzję taką podjęła w 2000 roku ówczesna koalicja SPD z Zielonymi.
Rząd kanclerz Angeli Merkel zapowiadał, że chce przedłużyć życie elektrowni nuklearnych, chociaż poszczególni politycy różnią się w ocenie, o ile lat. Sugerowano od 8 do 20 lat.
Niezależni eksperci twierdzą, że z uszkodzonego reaktora wydostały się duże ilości radioaktywnego jodu.
Pęknięcie w sercu elektrowni Daya Bay Nuclear Powert Station było ukrywane przez jej kierownictwo - pisze news.yahoo.com.
To może oznaczać, że skutki awarii są bardzo poważne. Uszkodzony reaktor znajduje się tylko 50 km na północ od Hongkongu.
Lokalne władze jednak uspokajają mieszkańców twierdząc, że wycieku nie było, a uszkodzone pręty paliwowe zabezpieczono - czytamy na news.yahoo.com.
Jednak w elektrowni stwierdzono bardzo wysoki poziom promieniowania radioaktywnego.
Płonie brytyjska elektrownia atomowa
Strażacy miejscami bezradni. Ekolodzy są wstrząśnięci.
Kilkudziesięciu strażaków całą noc gasiło pożar w elektrowni Sizewell w Suffolk niedaleko Leiston, 160 km na wschód od Londynu.
Pracowali całą noc, ale mimo to ogień wciąż się tlił - informuje „Daily Mail".
Niebezpieczny pożar wybuchł w budynku, w którym kontrolowane jest radioaktywne paliwo. Przeciwnicy tej energii są wstrząśnięci.
To kolejny dowód jak bardzo niebezpieczne są elektrownie atomowe. Nie można ich kontrolować do końca - stwierdza Charles Barnett w "Daily Mail".
Nikt nie wie co było przyczyną wybuchu pożaru. Jednak w skali zagrożeń sklasyfikowano go na poziomie „0". Ale to pechowa elektrownia, która budzi strach w okolicy. W marcu musiano ją wyłączyć po tym, jak doszło w niej do awarii ogrzewania, co doprowadziło do wzrostu wilgotności wewnątrz obiektu.
http://www.dailymail.co.u...l.html?ITO=1490
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach