blablabla, bardzo rzeczowe odpowiedzi, nie ma co.
"Inicjatywa AntyNuklearna" - bardzo obiektywna stronka. A jakie źródła wiarygodne ! Pan Krzysiek i pan Administrator. O ja.
Odpowiedzią na to ze wystarczy niewielka warstwa ochrona do zatrzymania promieniowania sa wycieki? Wyciek substancji to jak dla mnie nie to samo co przenikniecie promieniowania.
Boruta, czy kiedykolwiek ktoś skłonił cie do zmiany zdania w trakcie dyskusji? Jakiejkolwiek.
A i ten.. zanieczyszczenia z elektrownii na wegięl kamienny. Moze teraz zobaczysz
No i jeszcze - pokaż mi jakies warte zachodu odnawialne źródła energii za które powinna sie wziąć energetyka w Polsce.
blablabla, bardzo rzeczowe odpowiedzi, nie ma co.
"Inicjatywa AntyNuklearna" - bardzo obiektywna stronka. A jakie źródła wiarygodne ! Pan Krzysiek i pan Administrator. O ja.
Tak wiarygodne. Masz podane fakty, które możesz w kazdej chwili zweryfikować. Z licznikiem geigera w ręku. O ile opanujesz jego obsługę, bo fakt mylenia osoby, która wrzuciła artykuł na serwis z jego źródłem, każdorazowo podanym, nie nastraja optymistycznie.
Cytat:
Odpowiedzią na to że wystarczy niewielka warstwa ochrona do zatrzymania promieniowania są wycieki? Wyciek substancji to jak dla mnie nie to samo co przenikniecie promieniowania.
Sprawdź z geigerem.
Cytat:
Boruta, czy kiedykolwiek ktoś skłonił cie do zmiany zdania w trakcie dyskusji? Jakiejkolwiek.
Owszem. Ale nie kłamstwami.
Cytat:
A i ten.. zanieczyszczenia z elektrownii na wegięl kamienny. Może teraz zobaczysz
Może sobie zobacz jaki jest temat.
Cytat:
No i jeszcze - pokaż mi jakies warte zachodu odnawialne źródła energii za które powinna sie wziąć energetyka w Polsce.
Optymistycznie to nie nastraja twój wąski punkt widzenia. Od razu trzeba ubliżać jak ktoś sie nie zgadza, co? No cóż ;)
Ta, podają 2 fakty z gazety a pozniej interpretują po swojemu. Byle tylko wyszło na ich.
Sprawdz z geigerem - super odpowiedz. Pomine milczeniem.
Ja wiem jaki jest temat. Ale ludzie sie sprzeciwiają elektrowniom bo boją sie o "zanieczyszczenia" podczas gdy te z podanych juz wczesniej elektrownii wytwarzają o wiele wieksze ;) Prosze nie mow ze tego nie zrozumiales. Generalnie to lubisz sobie odpowiadac w taki sposob, zeby pomijac argumenty drugiej strony. Dlatego szczerze wątpie czy ktokolwiek zmienił twoje zdanie.
I też troche nie rozumiem twojego sprzeciwu wobec elektrownii jadrowych. Bo promieniowanie tak? A śpisz na wysokim łóżku? W pdfie do którego linka podalem wczesniej masz napisane, ze jakbyś spał na podłodze zamiast na łóżku, ktore ma pół metra wysokości to zmniejszyłbyś swoje napromieniowanie w stopniu znacznie większym niż to, jakie emituje ogółem taka elektrownia. ( A moim źródłem jest -> http://www.atom.edu.pl/in...rupczewski.html ale przecież jest pewnie przekupiony przez zachodnie korporacje ;) )
Źródła odnawialne w Polsce nie sa warte zachodu. Tyle ( odpowiedz w twoim stylu ;) )
Widać ze masz nikłe pojęcie o elektrowniach. Yaol, nie ty jedyny studiujesz energetykę ;)
No ale Boruta, nie dziwię się, że tak zaciekle bronisz swojego zdania. W końcu po 10 stronach tematu i tylu protestach pod ambasadą, życiową porażką bylo by przyznanie się do tego, że elektrownie jądrowe nie są be be.
Szkoda czasu, bo nawet nie odpowiadasz tylko zbijasz argumenty. A najlepsza odpowiedzią jest "odpowiedzią jest rzeczywistość". Znakomite. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że nie cala Polska jest tak uparta i nieoczytana w sprawach, w których zabiera głos.
Optymistycznie to nie nastraja twój wąski punkt widzenia. Od razu trzeba ubliżać jak ktoś sie nie zgadza, co? No cóż ;)
Zechciałbyś wskazać gdzie ktoś Ci ublizył?
Cytat:
Ta, podają 2 fakty z gazety a pozniej interpretują po swojemu. Byle tylko wyszło na ich.
Kolejne kłamstwo.
Cytat:
Sprawdz z geigerem - super odpowiedz. Pominę milczeniem.
I słusznie bo osobistego sprawdzenia stanu rzeczy, skoro uważa się, że np Elise Lucet i Lionel Deconinck, czy Federalny Urząd Ochrony przed Promieniowaniem w Salzgitter rozminęli sie z prawda i nie zostali za to oskarżeni przez koncerny atomowe, nie da się niczym skontrować.
Cytat:
Ja wiem jaki jest temat. Ale ludzie sie sprzeciwiają elektrowniom bo boją sie o "zanieczyszczenia" podczas gdy te z podanych juz wczesniej elektrownii wytwarzają o wiele wieksze ;) Prosze nie mow ze tego nie zrozumiales. Generalnie to lubisz sobie odpowiadac w taki sposob, zeby pomijac argumenty drugiej strony.
Kłamstwo. Odnoszę się do argumentów, ale nie do insynuacji, czy bzdur nie na temat. W tym momencie przerosłeś nawet słynne "a u was to murzynów biją", bo napisałeś "a inni, których też krytykujesz, to murzynów biją".
Cytat:
Dlatego szczerze wątpie czy ktokolwiek zmienił twoje zdanie.
I w tym momencie możesz się poczuć ubliżony, bo stwierdzam, że chyba coś z Tobą jest nie tak. Co Tobie się zdaje? Że ja mam powody kłamać w sprawie takiej pierdoły?
Cytat:
I też troche nie rozumiem twojego sprzeciwu wobec elektrownii jadrowych. Bo promieniowanie tak? A śpisz na wysokim łóżku? W pdfie do którego linka podalem wczesniej masz napisane, ze jakbyś spał na podłodze zamiast na łóżku, ktore ma pół metra wysokości to zmniejszyłbyś swoje napromieniowanie w stopniu znacznie większym niż to, jakie emituje ogółem taka elektrownia.
I to są właśnie kłamstwa. Kłamstwa, które działaja na wyalienowanych z rzeczywistości ludzi, którym nawet do głowy nie wpadnie ich weryfikacja. I którym sie wydaje, ze uznani autorzy, czy specjalistyczne agencje kłamią odnośnie faktów i nie przegrywaja procesów z wymienianymi przez nich koncernami, za to pseudonaukowy bełkot na poziomie podręczników przysposobienia obronnego zalecających przykrycie się przescieradłem w przypadku wybuchu jadrowego kupionych przez koncerny naukowców jest prawdą objawioną.
Cytat:
A moim źródłem jest [...]
doc. dr inż. ANDRZEJ STRUPCZEWSKI
Wiceprezes Stowarzyszenia Ekologów na Rzecz Energii Nuklearnej SEREN
Abstrahując od tego, że mnie śmiech ogarnia jak widzę "docent", to Stowarzyszenia Ekologów na Rzecz Energii Nuklearnej to cos takiego jak Towarzystwo Przyjaźni Esesmańsko-Żydowskiej.
I w tym momencie możesz się poczuć ubliżony, bo stwierdzam, że chyba coś z Tobą jest nie tak.
Geniusz :D
Rzuciles nazwiskiem jakiejs dziennikareczki i uwazasz ze wszystkich przekonales. Gratuluje rzeczowosci. Co do federalnego urzędu ochrony przed promieniowaniem chodzilo ci o to:
Cytat:
15.VII. 2009 W niemieckim składowisku w Asse ponownie wyciekają radioaktywne płynne odpady. Jak podaje Federalny Urząd Ochrony przed Promieniowaniem w Salzgitter, kałuże z wyciekiem zauważono podczas kontroli składowiska na głębokości około 950 m. Płynne odpady wykazały obciążenie radioaktywnym cezem i trytem (radiowodorem). Urząd w Salzgitter wykluczył jednak zagrożenie dla personelu i okolicy kopalni. W byłej kopalni soli Asse składuje się blisko 126 tysięcy zbiorników ze słabo i średnio promieniującymi odpadami atomowymi.
?
To troche marny argument. Jest przeciek ale jak widać zagrożenia nie było :)
No i twoja standardowa procedura: zdyskredytować, uogólnić i olać. Po co odpowiadac na wszystkie pytania, prawda?;] No i przeciez, ktos jak docent dr inż. to bałwan skonczony.
Btw, zadaniem energetyki ( nie mam tego cytatu niestety ) zapisanym w konstytucji jest ochrona środowiska. Ale ty umiesz tylko mowic "klamstwo", "ktos z tytulami to idiota" i nie odpowiadac na pytania, także ja kończe naszą rozmowę bo to sie mija z celem.
yaol, prosze, przeczytaj ten pdf ktory wysłałem jesli mowisz o strachu przed odpadami. Poza tym - w gdańsku mieszkasz i masz dwie elektrownie wodne obok siebie? Wtf?:D
Mieszkam w Pruszcczu-.- pomyśl czasem
_________________ Nieważne jak mocno bijesz, ale jak dużo jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu. Tak powstaje zwycięzca. Jeśli wiesz na co cię stać, rób to, na co cię stać. Ale musisz być gotowy na ciosy
Nie, nie po czym, tylko przed tym. Jeśli masz problem ze zrozumieniem kolejności zdarzeń, to wyjaśniam, że np awaria w Czarnobylu była źródłem skażenia, a nie jego skutkiem.
Cytat:
Rzuciles nazwiskiem jakiejs dziennikareczki i uwazasz ze wszystkich przekonales.
Idiotów zapewne nie. Tych przekonuje pseudonaukowiec podpisujący się nieistniejącym stopniem i wypisujący skrajne bzdury.
Cytat:
Jest przeciek ale jak widać zagrożenia nie było
W Hiroshinie też nie. Sepuku se zrobili. Mówiłem, żebyś czytał temat, ale widocznie za dużo liter i za trudne słowa.
"Według opublikowanego właśnie raportu agencji DDP u wejścia do systemu szybów powstało jezioro radioaktywnej solanki, a sklepienie kopalni pęka. Tuż obok znajduje się blisko 130 tys. pojemników z atomowym paliwem, zbiorniki z toksycznymi substancjami oraz dynamitem - alarmuje serwis TheLocal.de.
Potwierdzają to m.in. dokumenty pochodzące z archiwów Forschungszentrum für Umwelt und Gesundheit (GSF), instytucji która zarządzała ośrodkiem składowania paliwa z elektrowni.
Dane GSF zawierają informację o składowaniu w pobliżu beczek z radioaktywnymi odpadami górniczych ładunków wybuchowych takich jak Eurodyn 2000, Dynacord, Supercord 40T i Supercord 100T. Co więcej, już po złożeniu paliwa, przy ich użyciu nadal pogłębia się kopalnię - zauważa serwis.
O tym, że katastrofa nuklearna może stać się faktem, przekonany jest niemiecki minister środowiska Sigmar Gabriel."
"Asse II. Składowisko - w ramach eksperymentu - zapełniano odpadami w latach 1994-2004. Początkowo uznawano 850 mln euro za kwotę wystarczającą dla dalszego, bezpiecznego przechowywania tych odpadów. Obecnie minister Gabriel mówi jednak o dwóch do pięciu miliardach euro, ponieważ Federalny Urząd ds. Ochrony Radiologicznej sprawdza także szokujący wariant wydobycia odpadów ponownie na powierzchnię ziemi (takie debaty zaczęto toczyć po tym, jak się okazało, że z kopalni wycieka radioaktywna solanka - przyp. FORUM). Odpowiedź branży atomowej: Za sposób przygotowania kopalni jako miejsca składowania nie ponosimy współodpowiedzialności - mówi szef lobbystów Walter Hohlefelder - więc nie będziemy partycypować w finansowaniu. "
No ale dla Ciebie niemieccy ministrowie kłamią, za to polscy są świetymi Tylko kim w takim razie są ich pracodawcy z koncernów? Bogami?
Cytat:
Po co odpowiadac na wszystkie pytania, prawda?;] No i przeciez, ktos jak docent dr inż. to bałwan skonczony.
Nie. Bałwan to jestes Ty, bo nawet nie wiesz, że docentów już dawno zlikwidowali. On jest sprytnie ustawionym cwaniakiem.
Cytat:
zapisanym w konstytucji
Ty naprawde jesteś inteligentny inaczej. Kogo taka bazgranina?
Cytat:
ktos z tytulami to idiota
Ależ nie. Idiota to jesteś Ty, bo nawet nie wiesz, że nie ma juz czegoś takiego jak docent.
We wtorek, 30 czerwca 2009 roku, Francuska agencja zarządzania odpadami radioaktywnymi (Andra) poinformowała, że do roku 2030 ilość wysokoradioaktywnych odpadów wzrośnie dwukrotnie. Odpady te, to przede wszystkim wypalone paliwo jądrowe pochodzące z reaktorów.
Sporządzony co trzy lata spis inwentaryzacyjny odpadów zawiera stan obecny i prognozy. Poprzednia wersja (rok 2007) określała, że kategoria najbardziej niebezpiecznych odpadów, tzw. odpadów wysokoradioaktywnych, stanowiła aż 95% całej radioaktywności, jednocześnie stanowiąc 0,2% objętości wszystkich odpadów. Tegoroczne wydanie szacuje, że przez kolejne 21 lat ilość odpadów wzrośnie o 120% do wartości 2,2 milionów metrów sześciennych, z czego odpadów z kategorii wysokoradioaktywnych będzie 5060m3.
Jednocześnie, brakuje racjonalnego i bezpiecznego rozwiązania tego problemu. Francja nie posiada obecnie podziemnych magazynów mogących pomieścić wyprodukowane w przyszłości odpady. Wysokoradioaktywne pozostałości powstałe w wyniku wytworzonej energii do tej pory przechowuje się u dostawcy paliwa. Firma Areva gromadzi je w naziemnym składzie w La Hague na północno-zachodnim wybrzeżu Normandii, którego zawartość wg francuskiego prawa musi zostać przeniesiona do podziemnych magazynów do roku 2025.
Cytat:
Three Mile Island - Poziom zachorowań na nowotwory „zatrważająco wysoki”
Chapell Hill,N.C.
To nowe spojrzenie na przełomowe studium dotyczące radioaktywności uwolnionej podczas wypadku w elektrowni atomowej Three Mile Island w 1979 roku. Autor dowodzi, iż ludzie zamieszkujący tereny wokół reaktora cierpią z powodu ekstremalnie wysokiej zapadłości na nowotwory.
Studium oryginalne, wykonane przez naukowców z Uniwersytetu Columbia, jest częstokroć cytowane jako dowód, że wspomniany wypadek nuklearny w pobliżu Harrisburga, w Stanie Pensylwania nie wywołał żadnych negatywnych efektów zdrowotnych dla ludzi wystawionych w jego efekcie na promieniowanie.
Tymczasem Steven Wing, profesor w Zespole Epidemiologii Uniwersytetu w Północnej Karolinie w Chapel Hill poprowadził badania, których wyniki składają się na rewizję twierdzeń przedstawionych w studium zespołu z Uniwersytetu Columbia. Wing opublikował wyniki swoich badań w styczniu 1997 w wydawnictwie Environmental Health Perspectives.
Używając nowszych metod statystycznych i analitycznych, Wing dowiódł, że pośród 20 000 ludzi, którzy mieszkali w okolicach elektrowni wzdłuż „drogi”, którą wędrowała radioaktywna chmura, poziom zachorowań na raka płuc oraz na białaczkę był dwukrotnie bądź ponad dwukrotnie wyższy niż w pobliżu elektrowni lecz w miejscach od strony nawietrznej.
W tej liczbie, wśród mieszkańców okolic bezpośrednio sąsiadujących z drogą wędrówki chmury radionuklidów, przypadki zachorowań na raka płuc wzrosły po wypadku o 300 do 400 procent, zaś na białaczkę o 600-700 procent.
„Kilkaset osób w okresie awarii w elektrowni skarżyło się na nudności, wymioty, utratę włosów oraz wysypki na skórze, wielu twierdziło, że ich zwierzęta zdechły, bądź wykazywały objawy choroby popromiennej”- stwierdza Wing. „Doszliśmy do wniosku, że skoro było to możliwe, powinniśmy raz jeszcze przyjrzeć się tej sprawie. Po przeanalizowaniu danych na temat występowania nowotworów przed wypadkiem we TMI, odkryliśmy uderzający wzrost poziomu zachorowań od strony zawietrznej względem TMI na nowotwory.
Naukowcy wykluczają, że to palenie oraz czynniki społeczno-ekonomiczne mogą być odpowiedzialne za wzrost zachorowań na nowotwory w tych rejonach.
Złożona awaria urządzeń w elektrowni atomowej TMI spowodowała uwolnienie substancji radioaktywnych o godz.4 nad ranem 28 marca 1979. Ilość uwolnionych do atmosfery radionuklidów pozostaje nieznana.
Jak mówi Wing, wielu naukowców, wcześniej badających tę sprawę, podobnie jak rząd oraz przedstawiciele przemysłu, oficjalnie utrzymują, że ledwie niewielka ilość substancji radioaktywnych przedostała się do atmosfery. Wiadomo jest jednak, że w chwili wypadku na niektórych urządzeniach pomiarowych dla poziomu radioaktywności w elektrowni zabrakło skali. Chmura zawierająca większą ilość substancji radioaktywnych mogła “przejść” niewykryta przez urządzenia pomiarowe, ponieważ wszystkie one znajdowały się wewnątrz budynku elektrowni.
Aby sfinansować badania nad efektami zdrowotnymi promieniowania oraz ochroną przed promieniowaniem został powołany Publiczny Fundusz Zdrowia TMI. Zadanie, zlecone pracownikom naukowym Uniwersytetu Columbia, miało polegać na ustaleniu czy “ryzyko zachorowań na określone nowotwory mogło wzrosnąć przez wystawienie na promieniowanie uwalniające się z elektrowni atomowej TMI”
Przypadki zachorowań na raka dla lat 1975-1985, przestudiowane przez zespół z Uniwersytetu Columbia, doprowadziły naukowców do konkluzji, że wzrost zachorowalności na nowotwory nie był w żadnym wypadku spowodowany promieniotwórczością uwolnioną w wyniku wypadku w elektrowni TMI.
Wing, sprzeczając się z tą tezą, podnosił problem dawki promieniowania, otrzymanej przez mieszkańców okolic: “ Publiczny Fundusz Zdrowia TMI działał pod sądowym poleceniem-nakazem , który ograniczał zakres badań nad zdrowiem populacji poprzez: 1) aprioryczne wykluczenie z przedmiotu badań górnych danych szacunkowych co do skali uwolnionej z elektrowni radioaktywności oraz 2) wymóg, by ubezpieczyciele przemysłu nuklearnego zgodzili się co do charakteru i zakresu projektów pomiarowych”
Postępowanie sądowe, do którego załączono 2 tysiące roszczeń (wobec elektrowni), zostało później zawieszone, gdy sąd zorientował się, że dowody nie są w stanie potwierdzić pożądanej wersji zdarzeń.
Wing przyznał, iż wydało mu się dziwne, że Sędzia Sądu Stanowego USA Sylvia Rambo, jednocześnie zarządca Publicznego Funduszu Zdrowia TMI, odrzuciła te dwa tysiące roszczeń złożonych w ostatnim roku przeciwko elektrowni przez okolicznych mieszkańców, powołując się na “brak dowodów”.
“Sędzia Rambo spędziła rok lub więcej na wyrzucaniu ze sprawy naukowych dowodów przedstawionych w roszczeniach”- mówi Wing.
“Po tym jak wyrzuciła dowody (w tym część naszych ustaleń) na to, że wypadek spowodował szkody dla ludzi, sędzia Rambo orzekła brak wystarczających przesłanek dla dalszego prowadzenia przewodu”.
Wing zauważył również, że sąd przyznał pełnomocnikom elektrowni prawo wglądu do wcześniejszych wyników badań dotyczących skutków zdrowotnych awarii w TMI, zanim jeszcze wyniki te zostały upublicznione. “Sądzę, że nasze ustalenia pokazują, że powinno się przeprowadzić poważniejsze postępowanie w sprawie tego, co stało po wypadku w TMI”-stwierdza.
Ograniczenia natury badawczej, podobnie jak w przypadku poprzednich prac, obejmują między innymi trudności w precyzyjnym ustaleniu kierunku wiatru w następnych dniach po wypadku.
Co najważniejsze, Wings stwierdza, że znalazł braki w ustaleniach zespołu z Uniwersytetu Columbia.
Naukowcy badali przypadki białaczki, nowotworów dziecięcych, ziarnicy złośliwej Hodgkin'a, chłoniaka złośliwego nieziarniczego. “Jednak ich analizy przypadków nowotworów dziecięcych błędnie operują kategorią „grupy urodzonych w danym okresie czasu”'. Dlatego też, w analizie zespołu z Uniwersytetu Columbia zaliczono do kategorii „'wystawionych na promieniowanie”' wiele dzieci, które nie zostały poczęte w okresie wypadku rozmywając tym samym tę kategorię” (według analizy badań Wingsa przeprowadzonej przez Serwis Nuclear Information & Resources).
Ale brakujące lub niekompletne narzędzia oznaczały w tym przypadku że dostępne informacje na temat radioaktywności uwolnionej w pierwszej fazie wypadku będą bardzo skąpe. Toteż studium naukowców z Uniwersytetu Columbia nie wzięło pod uwagę możliwości, że skoncentrowane fale radioizotopów uderzyły w określone skupiska ludności.
“Jeżeli przesłanka, że maksymalne dawki nie były wyższe niż przeciętne roczne dawki otrzymywane przez ludzi w wyniku naturalnego promieniowania tła jest uznawana za niepodlegającą dyskusji, oznacza to że nie istnieje żadne pozytywne powiązanie, które mogłoby służyć jako dowód na rzecz hipotezy, że to właśnie promieniowanie uwolnione w wypadku w TMI spowodowało odnotowany w statystykach gwałtowny wzrost zachorowań na nowotwory.”- stwierdza Wing.
Przeprowadzone w latach 1994-95 analizy cytogenetyczne oraz badania komórek osób mieszkających w pobliżu elektrowni atomowej TMI, które po wypadku doświadczyły objawów takich jak wymioty, zaczerwienienia skóry, biegunka oraz innych objawów charakterystycznych dla choroby popromiennej wykazały zniszczenie u tych osób materiału genetycznego w stopniu możliwym jedynie w przypadku pochłoniętych dawek promieniowania wielokrotnie wyższych niż maksymalne dawki przytaczane w pracy naukowców z Uniwersytetu Columbia.
Wing oraz jego zespół ustalili (korespondującą z dawkami) relację między ilością pochłoniętego promieniowania oraz częstotliwością występowania nowotworów. Ich dane wykazują, że im wyższa dawka pochłoniętego promieniowania, tym częstsze występowanie nowotworów.
Jak podaje „'Nuclear Service”' Wing podzielił badany obszar o powierzchni 10 mil kw na 69 części, gdzie „'kazdy oszacowanie przypadającej na osobę dawki promieniowania zostało oparte na odczytach z monitorów i na modelach dyspersji atmosferycznej”
“Używając różnorodnych modeli, Wing oraz jego współpracownicy uporządkowali względem wieku, płci oraz sytuacji socjoekonomicznej, zróżnicowanie poziomu występowania nowotworów przed wypadkiem w TMI oraz uwzględnili stronniczość/niedokładność wykrywalności medycznej, tak aby czynniki te nie wpływały ujemnie na wiarygodność rezultatów”.
“Rutynowe (normalne) dawki promieniowania wydostające się okresowo z elektrowni TMI również zostały wzięte pod uwagę przy określaniu podstawowych szacunków dla zachorowalności przed wypadkiem w TMI” -podaje Serwis Nuklearny.
“Jestem ostatnim, który upierałby się że nasze własne badania dowodzą same przez się, że ludzie zostali w wyniku wypadku wystawieni na wysokie dawki promieniowania, ale stanowią one (te badania) część materiału dowodowego, który zgodnie wskazuje na wysokie dawki promieniowania, pochłonięte przez ludzi”- mówi Wing.
“Ustalenia na temat zachorowalności na raka, wraz z badaniami nad zwierzętami, nad roślinami oraz nad uszkodzeniami struktury chromosomów wśród mieszkańców obszarów wokół TMI zgodnie wskazują na znacznie wyższy poziom promieniowania, niż dotąd sądzili naukowcy. Jeśli twierdzi się, że poziom promieniowania (po wypadku w elektrowni TMI) nie był wysoki, pozostaje się z problemem wysokiego poziomu zachorowań na nowotwory od strony zawietrznej, czego nie sposób wyjaśnić w jakikolwiek inny sposób.
Do powstania raportu przyczynił się American Reporter oraz inne serwisy informacyjne.
10 razy więcej raka tarczycy po Czarnobylu
Dziesięciokrotny wzrost zachorowań na raka tarczycy wśród mieszkańców Polski północno-wschodniej po katastrofie w Czarnobylu wykazali białostoccy naukowcy w trakcie swoich 11-letnich badań nad jej zdrowotnymi skutkami.
Efekty ich pracy będą omawiane na zjeździe Europejskiego Towarzystwa Tyrologicznego, które w sierpniu odbędzie się w Warszawie.
O wynikach badań poinformowała w czwartek PAP prof. Ida Kinalska, kierownik Kliniki Endokrynologii Akademii Medycznej w Białymstoku. Zaznaczyła jednak, że trudno jest wykazać czy tylko katastrofa w Czarnobylu miała na to wpływ, ponieważ region północno-wschodni, zwłaszcza Mazury i Suwalszczyzna to tereny charakteryzujące się ogromnym niedoborem jodu w wodzie i glebie a także w pożywieniu.
"Rozróżnienie tego co zależało od Czarnobyla, a co od zmiennych poziomów jodu jest bardzo trudne. Ważniejszym sposobem jest wykazanie wzrostu zachorowań na rodzaj raka tarczycy, który na pewno jest zależny od promieniowania. Myśmy wykazali ewidentny wzrost raków. Przypuszczamy, że to była sprawa zależna od Czarnobyla" - powiedziała prof. Kinalska.
Gdy doszło do awarii w elektrowni, tarczyca u mieszkańców północno-wschodniej części kraju zaczęła chłonąć jod radioaktywny i inne jodki, które wywarły na nią niekorzystny wpływ - tłumaczy Kinalska. "O tych dawkach nikt na świecie nie jest w stanie powiedzieć, czy były rzeczywiście zabójcze dla organizmu, czy też nie" - mówi Kinalska.
Badania pokazały jednak, że bardzo pomocne okazało się doustne podawanie wówczas płynu Lugola (jodu nieorganicznego), co ograniczyło wchłanianie jodu radioaktywnego do tarczycy i pomogło go z niej wypierać.
W trakcie badań białostoccy endokrynolodzy zaobserwowali, że co druga przebadana kobieta do 50-tego roku życia ma powiększoną tarczycę a u dzieci wykazano pojawiające się niegroźne guzki tarczycy. Także u osób, które w 1986 były dziećmi, stwierdzono większą od normalnej ilość przeciwciał przeciwtarczycowych, co skutkuje dziś zwiększoną liczbą przypadków nadczynności tarczycy. "Bardzo dużo osób i starszych i młodszych, szczególnie kobiet ma objawy nadczynności tarczycy" - mówi profesor Kinalska.
Wg niej katastrofa sprzed 15 lat w ogóle zwróciła uwagę na problem tego niedoboru oraz spowodowała to, że w Polsce powrócono do zaprzestanego na początku lat 80-tych jodowania soli.
Katastrofa w Czarnobylu ujawniła, że w północno-wschodnim regionie Polski istnieje głęboki niedobór jodu w wodzie pitnej i glebie. "Jest to gleba polodowcowa i wszystko zostało tu wypłukane jak przechodził lodowiec" - wyjaśniła prof. Kinalska.
W ramach dwóch edycji badań pod nazwą "Czarnobyl I"( tuż po awarii) i "Czarnobyl II" (10 lat po awarii) przebadano 21 tys. mieszkańców dawnych województw: białostockiego, suwalskiego, łomżyńskiego oraz olsztyńskiego. Badano losowo wybrane osoby z miast i wsi - dzieci, kobiety i mężczyzn w wieku do 50 lat.
Zwróciłbym uwagę na łączenie problemu składowania odpadów i problemu elektrowni atomowych samych w sobie. Zachodnie kraje mają elektrownie atomowe ale za składowanie często po prostu płacą biedniejszym państwom, ostatnio Polsce.
jak sie nie umie wygrac dyskusji to trzeba edytowac posty, co nie panie boruta?:* smieszne, ze robi to czlowiek, który mowi o manipulacji w mediach :D
Jak rodzice nie umieli Cię kultury nauczyć, to będziesz ponosił tego konsekwencję. Drugie ostrzeżenie.
Program wdrożenia energetyki atomowej w Polsce stał się jednym z głównych celów polityków zrzeszonych w Platformie Obywatelskiej. Nawet w przypadku gwałtownych zmian sondażowych i przejęcia sterów rządowych przez inne ugrupowania głównego nurtu tj. SLD czy PiS, atomowa hossa zostanie podtrzymana. Oznacza to, że najprawdopodobniej w przeciągu najbliższych dziesięciu – kilkunastu lat powstanie w Polsce pierwsza elektrownia jądrowa. Wśród przedsiębiorstw, które wyraziły wolę udziału w polskim programie energetyki atomowej znalazły się francuskie koncerny: EdF, GDF Suez i Areva.
Wiele wskazuje na to, że są nawet faworytami i mogą zostawić w tyle innych potencjalnych kandydatów: amerykański Westinghouse, wschodnioazjatycki Hitachi a także firmy z Kanady i Finlandii. Temat udziału francuskich firm w programie atomizacji Polski był już wielokrotnie poruszany podczas spotkań między polskim premierem Donaldem Tuskiem a prezydentem Francji, Nicholas Sarkozy. Premier Tusk nie krył zresztą swojego zainteresowania ofertą znad Sekwany, podkreślając, że „Francuzi byliby w tym projekcie bardzo atrakcyjnym partnerem”.
Dalekosiężnymi inwestycjami w Polsce są również zaaferowani przedstawiciele firmy Areva, zajmującej się budową reaktorów atomowych i wydobyciem uranu. Prezes przedsiębiorstwa, Anne Lauvergeon, powiedziała: „Pragniemy zawrzeć z Polską alians długoterminowy”. Wtóruje jej wiceprezes przedsiębiorstwa Dominique Mockly, który wierzy, że atom stanie się w przyszłości ważną częścią polskiej energetyki. Areva jest elementarną częścią francuskiego sektora energetycznego i regularnie zwiększa swój udział w rynku. W ciągu najbliższych pięciu lat władze spółki zamierzają przeznaczać na projekty rozwojowe 8,1 mln dolarów rocznie. Tylko w 2009 roku Areva zarobiła na sprzedaży 14 miliardów dolarów.
Naiwny przekaz marketingowy spółki Areva, nakazuje odbiorcom postrzegać firmę jako wiarygodnego partnera z wizją. Za tym gołosłownym blichtrem kryje się jednak skrywany i wstydliwy przejaw działalności tego paryskiego przedsiębiorstwa. Od 40 lat Areva posiada kopalnie uranu w Nigrze, gdzie wydobywa ten surowiec na potrzeby europejskiej energetyki atomowej. Większość kopalni znajduje się na północy kraju na ziemiach zamieszkanych przez Tuaregów. Pomimo takiej lokalizacji zyski z wydobycia uranu lądują wyłącznie w rządowych kieszeniach w stolicy kraju, Niamej. Mieszkańcy za to muszą zmagać się z przerażającymi konsekwencjami funkcjonowania kopalń.
TUAREGOWIE: ŻYCIE W CIENIU URANUU
W lutym 2007 roku na północy Nigru wybuchła tuareska rebelia zainicjowana przez ruch Mouvement des Nigeriens pour la Justice (MNJ). Wśród postulatów pod sztandarami, których prowadzono walkę znalazły się żądania większej autonomii oraz udziału w zyskach z wydobycia uranu. Tuaregowie z ruchu MNJ swoje apele na temat uranu, kierowali nie tylko do sfer rządowych ale i koncernów, które odnoszą korzyści z prac na tuareskim terytorium. Podczas trwania konfliktu doszło do rażących naruszeń praw człowieka i wolności słowa, które nasilały się wraz z kolejnymi klęskami nigerskiej armii rządowej. Represje dotknęły także stołeczne dzienniki, które opisywały przebieg walk w sposób niekorzystny dla sił rządowych. Dochodziło do ataków na tuareskich cywilów i niszczenia zapasów wody.
Do 2009 roku walki wygasły. Wkrótce powstała Komisja Rozjemcza, która miała pogodzić zwaśnione strony. W 2010 roku w Nigrze doszło do wojskowego zamachu stanu, który obalił Mamadou Tandja, prezydenta, który sprawował swój urząd już od 10 lat i nie krył dyktatorskich zapędów. Tymczasowy rząd wojskowy zapowiedział szybką demokratyzacje kraju i przywrócenie dialogu społecznego. Pomimo zmian, które wreszcie mają szanse zajść w Nigrze, trudno szukać optymistycznych akcentów dla tuareskich społeczności. Powodzie, które nawiedziły Niger w 2010 roku były największe od 1929 roku i zabiły dziesiątki tysięcy zwierząt, należących do Tuaregów spośród, których wielu nadal trudni się tradycyjnym pasterstwem. Jakby tego było mało, Tuaregowie muszą zmagać się z konsekwencjami funkcjonowania kopalń uranu na rodzimych ziemiach.
Mamadou Tandja, zanim został obalony, zdążył jeszcze wydać ponad 100 koncesji na wydobycie surowców, które solidarnie przykryły tuareskie terytorium. Już obecnie działające kopalnie przysparzają Tuaregom wystarczająco wiele zmartwień. „We Francji prawie co trzecia żarówka świeci dzięki uranowi z Nigru, a kopalnie w regionie Agadez pobierają wodę z jedynego źródła, jakim są wody głębinowe, w ilościach takich, że za 40 lat tam jej zabraknie. Kiedy uran w Nigrze się skończy, pasterstwo Tuaregów odejdzie wraz z nim”.
To niestety nie jedyny odprysk, który uderza w tutejsze społeczności. Wydobycie uranu wiąże się z poważnym zanieczyszczeniem środowiska, które kładzie się cieniem już teraz i będzie jeszcze odczuwalne przez wiele kolejnych pokoleń. Początkowo wielu mieszkańców północnego Nigru było przekonanych o tym, że odniesie wymierne korzyści dzięki obecności Arevy. Bilans czterdziestoletniej aktywności przedsiębiorstwa jawi się jednak w coraz bardziej czarnych barwach. Woda w obrębie kopalni została skażona, wiatry roznoszą radioaktywny pył zaś pracownicy umierają przedwcześnie na choroby, które należy wiązać z niepowetowanymi stratami w środowisku.
W listopadzie 2009 roku do Arlit i Akokan dotarł zespół Greenpeace. Poziom radioaktywności odnotowany przez pracowników organizacji znacznie przekroczył absolutne maksimum. Próbki piasku pobrane niedaleko kopalni Akokan wykazały 100 razy większą radioaktywność od dopuszczalnych norm zaś na samych ulicach Akokan zależność ta cechowała się nawet na poziomie 500. Łącznie, 80 tysięcy osób mieszka tu w dwóch miastach stworzonych przez Areva w celu eksploatacji kopalń. W regionie nie znajdziemy utwardzonych dróg ale nie brakuje za to czerwono-brązowego pyłu. W przeszłości odpady promieniotwórcze z kopalni były używane jako materiał budowlany na bazie, którego powstawały drogi i budynki. Przedstawiciele firmy Areva twierdzą, że koncern spełnia międzynarodowe standardy w zakresie promieniowania przynajmniej od 2002 roku. To zaskakujące oświadczenie biorąc pod uwagę ostatnie badania w Nigrze, prowadzone przez Greenpeace oraz wcześniejsze dane Al-Jaazera (ponad 10-krotne przekroczenie dopuszczalnych norm).
Woda, deficytowe dobro pustyni jest używana w procesie przetwórczym rudy uranowej. Ci Tuaregowie, którzy nadal prowadzą koczowniczy i półkoczowniczy tryb życia będą mieli coraz mniej pastwisk dla bydła. Areva wygrała przetarg i już niebawem w regionie Imouraren wybuduje drugą co do wielkości kopalnię uranu na świecie. Areva niestety to nie jedyny koncern, który bez pozwolenia lokalnej społeczności wkroczył ostatnimi czasy na tuareskie ziemie. Po francuskim monopolu na surowce naturalne w Nigrze, na krajowe rynki zostali wpuszczeni całkiem niedawno chińscy inwestorzy, którzy jak się okazuje, traktują mieszkańców regionu z równym lekceważeniem jak Areva.
Kopalnia Azelik, należąca do China National Nuclear Corporation rozpoczęła swoją działalność pod koniec grudnia 2010 roku. Chińscy biznesmeni z satysfakcją ogłosili, że do 2020 roku zamierzają pozyskać łącznie do 4-5 tysięcy ton uranu. Zupełnie zignorowali fakt, że kopalnia powstała w miejscu solonośnym, które było ważne dla miejscowych Tuaregów. Najbardziej gwałtowanie zareagowały tuareskie kobiety z Azalik. Podobnie jak ich przodkowie, utrzymywały się, że sprzedaży suszonej soli. Wszystko uległo zmianie gdy nigerski rząd wydzierżawił grunty China National Nuclear Corporation. 100 kobiet pozbawionych środków do życia i prawa do rekompensaty, zgromadziło się aby obrzucić kamieniami maszyny górnicze. 50-letnia liderka protestujących, Tinatina Salah, domagając się odszkodowania za utratę soli, deklarowała: „Teraz jest wieczna wojna”.
KTO POWIEDZIAŁ COŚ O DOBROCZYNNOŚCI?
Almoustapha Alhacen urodził się w 1957 roku w regionie Arlit jako członek plemienia Agir. Jego ojciec trudnił się prowadzeniem karawan wielbłądów oraz sprzedażą soli. Almoustapha po raz pierwszy towarzyszył tacie gdy miał 11 lat. W 1968 roku w regionie nigerskich gór Air powstała pierwsza kopalnia utworzona przez francuski koncern COGEMA, znany dziś jako Areva. Alhacen zatrudnił się w kopalni w 1978 roku. Jego zadaniem było naprawianie maszyn służących do miażdżenia skał. Gdy rozpoczęto wydobycie, miejscowi górnicy i pracownicy nie zostali należycie poinformowani o zagrożeniach związanych z uranem. Nie było odzieży ochronnej ani masek. Górnicy jedli obiad siedząc na skałach uranu, szli do domu w ubraniach pełnych kurzu. Alhacen był jednym z wielu, który wracał do domu w odzieży pełnej radioaktywnych substancji. Bawił się w niej z dziećmi a jego żona prała brudny kombinezon ręcznie.
Almoustapha Alhacen po raz pierwszy o promieniowaniu usłyszał w 1986 roku po katastrofie w Czarnobylu. Od tej pory otrzymał maskę lecz ogólne bezpieczeństwo pracy nie uległo poprawie. W 1994 roku problemy z płucami zmusiły go do zmiany stanowiska. Został przeniesiony do nowego działu ds. ochrony przed promieniowaniem. Do dziś jest jeszcze zatrudniony w kopalni, ale Areva zwolniła go z obowiązków. Jego zawieszenie uzasadniono nie właściwym zachowaniem się (np. nieusprawiedliwione nieobecności). Alhacen wciąż żyje bez czynszu w czteropokojowym mieszkaniu należącym do Areva. Według standardów Arlit, Alhacen jest zamożnym człowiekiem. Jeśli jednak straci pracę będzie musiał opuścić mieszkanie wraz z 13-osobową rodziną. Arlit i Akokan to miasta stworzone przez Areva. Nie ma tu innego miejsca pracy niż w zakładzie Arevy. Tutaj wszystko jest od niej uzależnione. Zanim powstały kopalnie cały okręg Arlit liczył sobie 20 tysięcy mieszkańców. Dzisiaj jest ich tu 140 tysięcy, z czego większość koncentruje się w miastach.
Pomimo głębokiej zależności od przedsiębiorstwa, Almoustapha Alhacen postanowił wałczyć ze szkodami związanymi z wydobyciem uranu. Po tym gdy w 1999 r. zmarł Mamadou Taoka, jeden z jego współpracowników, poprosił personel szpitala o podanie przyczyny tajemniczych zgonów. Lekarze powiedzieli, że powodem jest AIDS, ale Alhacenowi wydało się to podejrzane, ponieważ Niger ma małą częstotliwość występowania tego schorzenia. Wątpliwości wzbudził również fakt, że szpital – jak niemal wszystko w Arlit – także stanowi własność Arevy. Właśnie wtedy w 2000 roku, Alhacen postanowił założyć organizację Aghirin Man, zajmującą się prawami lokalnych społeczności oraz ochroną środowiska. Siedziba organizacji mieści się w Arlit, w dwupokojowym biurze obok sklepu krawca. Austriacka para należąca do grona przyjaciół Alhacena, wspomogła organizacje dwoma, starymi komputerami.
Alhacen zwraca uwagę na to, że wcześniej, w okręgu Arlit (region Agadez) żyło wiele dzikich zwierząt, nie brakowało drzew oraz drobnych form rolnictwa. Wszystko zmieniło się gdy pojawiły się kopalnie. Między 1969 a 2009 rokiem Areva wydobyła w Nigrze 100 tysięcy ton uranu pozostawiając za sobą ogrom zniszczenia. Pierwotne formy przyrodnicze uległy skurczeniu a ludność została wystawiona na wszystkie konsekwencje związane z wydobyciem uranu. Odpady po wydobyciu tego surowca zawierają nawet 85% pierwotnego promieniowania, w tym rad i tor. Niebezpieczne związki leżą odkryte, narażone na wiatr pustyni. Niedaleko ich składowania mieszkańcy hodują sałatę i pomidory. Jakość wody ulega degradacji, jej skażenie grozi takimi chorobami jak choćby tyfus.
Pierwszymi ofiarami kopalń stali się pracownicy pierwszego frontu. Już od początku lat 1990. zaczęto odnotowywać zwiększoną ilość zgonów wśród górników. Inspekcja sanitarna działa tu poprawnie dopiero od 2007 roku. Alhacen przywołuje szereg przypadków w których diagnoza postawiona w lokalnym szpitalu należącym do Arevy, zupełnie mijała się z prawdą. U jednego z pracowników cierpiącego na przewlekły kaszel wykryto cukrzycę po czym odesłano go do domu. Dopiero wizyta w większym szpitalu w Agadez potwierdziła zaawansowane stadium raka płuc. Jednym z najlepiej udokumentowanych przypadków jest sprawa francuskiego obywatela Serge Venela, który pracował w Akokan przez siedem lat. Pierwsza fala kaszlu zaczęła mu dokuczać w okresie Bożego Narodzenia 2008. Następnie stracił na wadze 13 kg. W marcu udał się na badanie płuc. Lekarz zapytał go czy jest palaczem. Pacjent odpowiedział, że nie pali już od 25 lat. Serge Venel zmarł na raka, cztery miesiące później, 31 lipca 2009 roku. Córka Venela, Peggy, domaga się aby choroba, która dotknęła jej ojca została uznana za zawodową. Peggy Venel twierdzi, że nie potrafi zrozumieć tego, jak Areva mogła to zrobić a teraz jakby tego było mało, umywa ręce. Adwokat pani Venel oświadczył, że to może być pierwszy przypadek w Nigrze w którym rak płuc zostanie rozpoznany jako choroba zawodowa.
Podobnie brzmi relacja Rakii Agourny, wdowy po mężu, który zmarł 23 września 2009 roku. Pan Agourna pracował w kopalni przez 31 lat. Trzy lata przed śmiercią miał silne bóle w klatce piersiowej, ale jak podkreśla jego małżonka starał się być w dobrym humorze. Gdy zmarł w szpitalu Arevy personel medyczny orzekł, że cierpiał na malarię. Rakia nie kryje oburzenia: „Lekarze nie mówią prawdy… Oni są kłamcami”. Peggy Venel, podobnie jak Alhacen zaangażowała się w proces pociągnięcia Arevy do odpowiedzialności. Prowadzi listę poszkodowanych pracowników przedsiębiorstwa. Kolorem pomarańczowym na liście są oznaczone nazwiska tych, którzy już zmarli, natomiast czerwonym tych, którzy właśnie zmagają się z chorobą nowotworową. Zarząd przedsiębiorstwa odpiera oskarżenia i zarzeka się, że lekarze pracujący w szpitalu Arevy są niezależni oraz dysponują niezbędną aparaturą potrzebną do rzetelnego wykonywania swojej pracy. Według stanowiska Arevy w kopalniach podległych przedsiębiorstwu nie było żadnego przypadku choroby zawodowej.
Kilka lat temu przedstawiciele spółki bronili dobrego imienia Arevy, powołując się na dobroczynność koncernu w Afryce:„Pomagamy Nigrowi. Ludzie mają prace natomiast rząd uzyskuje przychody z wydobycia uranu”. Gdy Almoustapha Alhacen słyszy podobne argumenty traci panowanie nad sobą: „Kto powiedział coś o dobroczynności? To nasz uran! Dobroczynnością Arevy są zanieczyszczenia, niektóre z nich będą towarzyszyć nam już zawsze. Areva popełnia tutaj przestępstwa. Wyczerpują wodę a drzewa i rośliny znikają. Nie ma życia. I co? To wszystko dla energii?”
Alhacen zwraca uwagę na fakt, że Tuaregowie, żyją dzięki zwierzętom: „Nie mogą iść gdzie indziej. Żyją z ziemi i ona do nich należy”. Zapowiada, że będzie kontynuował walkę z ignorancją przedsiębiorstwa. Uważa, że Tuaregowie mają jeszcze szanse. Alhacen w ciągu ostatnich lat stał się najgłośniejszym mówcą, obnażającym niegodziwe praktyki Arevy w północnym Nigrze. Ze swoim przesłaniem występował już w Niemczech i w Nowym Jorku.
W 2010 roku Almoustapha Alhacen przybył do Frankfurtu nad Menem na zaproszenie grupy sceptycznych akcjonariuszy Deutsche Bank. Ten niemiecki bank należy do najważniejszych finansistów Arevy. Prezes Deutsche Bank, Josef Ackermann podczas konferencji poinformował słuchaczy, że bank, któremu ma zaszczyt przewodzić, pomimo kryzysu finansowego, robi znaczne postępy. Ackermann mówił też o odpowiedzialności: „Rynek i moralność nie są sprzeczne. Tworzą harmonię i przynoszą korzyść dla wszystkich”. Alhacen miał pięć minut na przedstawienie swoich zastrzeżeń. Opisał kontrowersje związane z obecnością koncernu Areva w Nigrze: olbrzymie ilości odpadów radioaktywnych, zanieczyszczenie wody i poważne przypadki zachorowań. Alhacen przypomniał, że Deutsche Bank jest częściowo z tym związany ponieważ przekazuje duże środki finansowe dla Arevy”.
Podczas przemówienia wygłoszonego w Dannenberg, w północno-wschodnich Niemczech, Almoustapha Alhacen powiedział: „Nie można tak po prostu walczyć z elektrowniami jądrowymi i składowiskami odpadów. Jeśli chcesz zabić drzewo, zabij korzenie”. Miał na myśli kopalnie uranu. Areva zatrudnia 5 tysięcy pracowników w Niemczech a zawodnicy pierwszoligowej drużyny piłkarskiej 1.FC Nürnberg, co tydzień wybiegają na murawę w koszulkach z nazwą tego koncernu energetycznego.
ELEKTROWNIA ATOMOWA W POLSCE: MARKETING ZAMIAST KONSULTACJI
30 grudnia 2010 roku Ministerstwo Gospodarki rozpoczęło konsultacje społeczne dotyczące oddziaływania na środowisko, rządowego programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce. Podjęte konsultacje mają charakter czysto symboliczny i są tylko pozorem stwarzającym wrażenie uszanowania demokratycznych procedur w procesie podejmowania kluczowych decyzji społecznych. Przypomnijmy: Uchwała o przygotowaniu i wdrożeniu programu polskiej energetyki jądrowej została przyjęta 13 stycznia 2009 r. Oznacza to, że projekt atomowy został już dawno zaaprobowany przez koła rządowe i to bez odpowiedniego referendum publicznego. Decyzje podjęto ponad głowami indywidualnych ludzi i całych społeczności. Aktualne konsultacje stanowią tylko immanentny element public relations promujący energetykę atomową. Mają też być pomocne w ostatecznym określeniu lokalizacji elektrowni, choć w tym przypadku ostateczne zdanie – jak słyszymy – należy do inwestora.
Jakie techniki zostaną przyjęte aby przekonać mieszkańców Polski do wdrożenia energetyki atomowej? Mieszkańcy regionów, które zostały wytypowane na najbardziej obiecujące miejsca lokalizacji przyszłej elektrowni, usłyszeli i jeszcze nieraz usłyszą o nieocenionych korzyściach jakie przyniesie powstanie kolosa w ich okolicy. Do stałego kanonu weszły już: nowe miejsca pracy, rozwój infrastruktury regionu oraz tańsze ceny energii. Niektórzy samorządowcy puścili wodze fantazji, sugerując powstanie w takich miejscach galerii handlowych i przeróżnych punktów użyteczności publicznych. Jest to pewna forma korupcji uderzająca w najniższe pobudki ludzkie. Działa to na prostej zasadzie: zgódź się, nie dyskutuj, nie zadawaj nazbyt kłopotliwych pytań a otrzymasz śmiały ekwiwalent materialny, który poprawi byt i na stałe zmieni twoje otoczenie. Jak bardzo złudne są to obietnice świadczy choćby przykład nowych miejsc pracy. Rzeczą bezmiar oczywistą jest, że podczas budowy zlecenia jako podwykonawcy, otrzymają głównie większe firmy, często spoza ściśle lokalnego rynku. Na stałe zatrudnienie zaś, mogą liczyć tylko specjaliści z branży około energetycznej, z reguły również spoza najbliższego regionu.
Wyliczane na palcach korzyści wypływające z powstania elektrowni jądrowych to najprostsza forma przekonywania społeczeństwa do energii atomowej. Obok nich znajdują się inne, bardziej wyrafinowane. Pierwszą z nich jest tzw. polityka lokalnych autorytetów. W 2010 roku marszałek województwa Wielkopolskiego, Leszek Wojtasik, zorganizował wyjazd poglądowy do elektrowni atomowej w Nogent – sur – Seine we Francji. Trzon delegacji stanowili mieszkańcy gminy Lubasz w, której przewidziano możliwość lokalizacji elektrowni w Klempiczu. Wśród nich znaleźli się miejscowi radni, sołtys Klempicza Adam Furier oraz ks. Radosław z lubaskiej parafii. Oprócz wizyty w elektrowni zwiedzający spotkali się także z merem miasteczka, który zapewniał, że sąsiedztwo elektrowni przynosi dużo korzyści. Ceny nieruchomości nie wzrosły, rolnicy nie mają problemu ze zbytem a sami ludzie również się bogacą. Oto główne wrażenie jakie mieli odnieść członkowie delegacji. Ta technika marketingowa opiera się na pozyskaniu aprobaty u tzw. lokalnych autorytetów, czyli osób, które mają wpływ na życie wiejskiej, gminnej czy powiatowej społeczności. Jest to próba modelowania poglądów społecznych oparta na przekonaniu, że zdanie wygłaszane przez osoby publiczne, cieszące się pewnym zaufaniem, ma przemożny wpływ na kształtowanie poglądów większości mieszkańców, niezorientowanych w temacie albo o niewyrobionej jeszcze opinii.
Jak nie kryje jednak obecny rząd polski, sfery polityczne mają o wiele dalej posunięty plan kształtowania opinii publicznej. Niepokojącym jest już sam fakt, że wcale nie mówi się tu o debacie a o złożonym mechanizmie przekonywania do energii atomowej. W ciągu tylko kilku lat rząd Donalda Tuska chce wydać nawet 22 mln złotych na kampanię proatomową. W ciągu ostatnich miesięcy po Polsce podróżował już tzw. atomowy autobus a w nim rzesza ekspertów, którzy w różnych miastach Polski przekonywali obywateli o dobrodziejstwie energetyki atomowej oraz rozwiewali narosłe wokół niej stereotypy, efektywnie unikając przy tym debaty. W zanadrzu są jeszcze inne metody dotarcia do odbiorców noszące znamiona przekazów podprogowych. Mowa tu o planach umieszczenia w popularnych serialach wątków dotyczących energii atomowej czyli tzw. produkt placement.
Mówi o tym min. Hanna Trojanowska, pełnomocnik rządu ds. energetyki atomowej: „Marzy mi się, by dyskusja o elektrowni atomowej znalazła miejsce w popularnym serialu… gdyby np. bohaterem był stypendysta wracający do kraju po stażu w elektrowni atomowej na Zachodzie”. Jak czytamy dalej w Gazecie Wyborczej: „Najlepszy byłby serial „M jak miłość”. Ma największą widownię. A przecież trzeba przekonać 38 mln Polaków do budowy elektrowni atomowej do 2020 r”. Do tego sugestywnego przekazu zachęcają specjaliści ds. marketingu: „Product placement, czyli promocja w serialu, sprawdza się, gdy trzeba wyjaśnić coś skomplikowanego”. Zamiary o, których czytamy powyżej dobitnie świadczą o tym, z jakim niepoważaniem i lekceważeniem traktowane jest społeczeństwo, które zamiast debaty ma być karmione kolejnymi dawkami kryptoreklamy, dyskretnie wplecionej w seriale, które gromadzą przed odbiornikami miliony nieprzygotowanych na taki komunikat obywateli. Ludzi nie traktuje się jako równorzędnych i równoprawnych dyskutantów. Sprowadza się ich do roli masy, którą trzeba odpowiednio pokierować i wykształcić za pomocą prymitywnej propagandy wtopionej ukradkiem w pozytywnie kojarzący się przekaz medialny.
AREVA I GDF SUEZ W POLSCE: ENERGIA PONAD PRAWEM I MORALNOŚCIĄ
Areva jest wymieniana jako główny faworyt w konkursie na dostarczenie pierwszego reaktora atomowego w Polsce. Przedsiębiorstwo zaoferuje swoje usługi także w dziedzinie dodatkowych prac oraz dostarczeniu uranu, paliwa praktycznie nieodzownego dla funkcjonowania współczesnej elektrowni atomowej.
Przedstawiciele przedsiębiorstwa dwoją się i troją wychodząc z ofertą naprzeciw oczekiwaniom odbiorców. Jak deklaruje przedstawiciel Arevy ds. międzynarodowych, Jean-Noel Poirier: „Nadzorujemy cały proces – począwszy od kopalni uranu, aż po przetwarzanie zużytego paliwa i uzdatnianie odpadów radioaktywnych. Nazywamy to cyklem paliwowym”.
Zgodnie z przewidywaniem w polskich środkach przekazu oraz dialogu na szczeblu politycznym, całkowicie pomija się aspekt zaangażowania koncernu Areva w Nigrze. Przy milczeniu akcjonariuszy, francuskiego rządu i przedstawicieli koncernu, Areva eksploatuje kopalnie, które niczym obosieczny miecz uderzają w zdrowie i życie Tuaregów oraz stają się beczką prochu na, której spoczywa wątły pokój w tym północno-afrykańskim kraju. Milczące przyzwolenie na budowanie uranowego imperium kosztem zdrowia i fundamentalnych praw człowieka to cichy chichot historii. Zaprawdę nie wiele zmieniło się na naszym świecie. Wciąż funkcjonuje publiczne przyzwolenie na eksploatowanie i niszczenie odległych geograficznie społeczności, jeśli tylko ten proces przyniesie intratę na lokalnym gruncie. O ile łatwiej machnąć ręką, gdy nie ma się bezpośredniego kontaktu z pokrzywdzonym a sam problem wydaje się nam odległy, aby nie powiedzieć wirtualny. Inną sprawą jest fakt, że temat dokonań Arevy w Nigrze pozostaje mało znany, w Polsce wręcz nieobecny. Jest swego rodzaju sukcesem propagandowym fakt, że ci, którzy tak egotycznie eksploatują ziemie na tuareskim terytorium, bez szczególnego wysiłku unikają pytań o tragedie, które realizują w takt każdego uranowego transportu do portu w Marsylii.
Apeluję do Ciebie osobiście, Ty który słuchasz tych słów, Ta, która je czytasz. Zrób tyle ile w twojej mocy aby kwestia zaangażowania Arevy na tuareskim terytorium w Nigrze wyłoniła się spoza kurtyny milczenia i stała się wreszcie tematem podstawowych pytań dotyczących energetyki atomowej i fundamentów praw człowieka. Od kiedy sięgnąć pamięcią prowadzono masową eksploatacje kopalń srebra, złota a obecnie uranu, nie zważywszy na ofiary, które przynosiły kolejne gorączki pragnienia. Czas przerwać ten symboliczny korowód niewolnictwa oraz zakłamania podtrzymywanego na filarach żądzy i egoizmu. Jeśli więc przyjdzie Wam uczestniczyć w jakiejkolwiek debacie czy dialogu na temat wdrażania energetyki atomowej w Polsce, przywołajcie wyciszony dramat dokonujący się o niemal na naszych oczach w Nigrze.
Areva to nie jedyny francuski potentat zainteresowany udziałem w rozwoju polskiej energetyki atomowej. Jak zapowiada francuski minister ds. przemysłu Jean Marie Idrac w niektórych konfiguracjach w programie atomowym dla Polski przewidziano udział GDF Suez. Tymczasem koncern GDF Suez uczestniczy w budowie dużej elektrowni wodnej na rzece Madeira w stanie Rondonia w Brazylii.
W odległych regionach Amazonii: min. Peru, Brazylii i Boliwii wciąż żyją grupy Indian, które nie utrzymują kontaktu ze światem zewnętrznym. Ich izolacja często jest podyktowana tragicznymi doświadczeniami z przeszłości, z czasów pierwszych kontaktów (np. XIX wieku), kiedy społeczności te wycofały się w głąb lasu, nie rzadko w rejon górnego biegu rzek i do dziś unikają kontaktu. Nie są kimś kto się obraził i uciekł. Nie są też komarem zastygłym w bursztynie prehistorii. Są alternatywnymi społecznościami, co prawda niewielkimi lecz suwerennymi z własnymi elementami kultury i organizacji.
Niedaleko miejsca konstrukcji tam na rzece Madeira żyje 5-pięć grup Indian izolowanych a równoległe prace drogowe w stanie Rondonia zagrażają dwóm kolejnym. Pomimo badań wykonanych przez FUNAI, rządową organizację ds. Indian w Brazylii oraz Stowarzyszenie Etnoambiental Kaninde potwierdzających obecność tubylców, prace nad tamami trwają nadal. Już teraz sprawozdanie FUNAI alarmuje, że hałas spowodowany budową mógł zmusić niektóre nie skontaktowane społeczności do przejścia na ziemie, gdzie pracują nielegalni górnicy i gdzie rozpowszechnione są choroby tj. malaria i zapalenie wątroby. Zarząd GDF Suez na czele z prezesami, Gerardem Mestrallet i Jean Francois Cirellim i brazylijskim rządem, otwierają mityczną puszkę Pandory, która w przeciągu następnych lat może przynieść cichą śmierć w głębi lasu izolowanych społeczności w Rondonii.
POSŁOWIE: TUAREGOWIE NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z AQMI
Na koniec artykułu należy ostrzec czytelników przed próbami utożsamiania Tuaregów z ekstremistycznymi ugrupowaniami, które w ciągu ostatnich lat, a zwłaszcza miesięcy, intensyfikują kampanię porwań w obszarze Maghrebu, zwłaszcza obcokrajowców.
Warto pozostać wyczulonym, ponieważ skomplikowana sytuacja w północnym Nigrze, przenikające się nawzajem sprzeczne interesy różnych środowisk, mogą posłużyć zainteresowanym jako pretekst do rozmydlenia problemów związanych z kopalniami uranu.
Główną organizacją odpowiedzialną za porwania w tym regionie jest Aqmi, w publicznym komunikacie utożsamiana – i tu uwaga – z Al-Kaidą. W styczniu 2010 roku bojownicy organizacji porwali 7 osób, z czego większość stanowili pracownicy Arevy. Porywacze mówili tuareskim językiem tamaszek.
Tuaregowie, jako tacy oraz Aqmi nie mają jednak ze sobą nic wspólnego. Tuaregowie są umiarkowanymi i tolerancyjnymi muzułmanami, podczas gdy Aqmi to kooperująca ze sobą grupa zagranicznych bojówkarzy, którzy korzystają z niestabilnej sytuacji w Nigrze. Brak perspektyw oraz zawód spowodowany niepowodzeniem ostatniego powstania Tuaregów sprawił, że niektórzy młodzi członkowie społeczności dali się zwieść i przystali na współpracę z Aqmi.
Mohammed Anacko był jednym z przywódców tuareskiej rebelii w latach 1990-tych. Dzisiaj stoi na czele Komisji Rozjemczej, która szuka porozumienia między politykami ze stolicy Nigru, Niamej a rebeliantami obozującymi nadal w górach Air. Obecnie Anacko często podróżuje aby rozmawiać z powstańcami przebywającymi w górach. Jest zaniepokojony obecnością Aqmi w Nigrze i obawia się, że pozostawieni na pastwę losu byli powstańcy mogą zwiększyć swoje powiązania z Aqmi – zaangażować się w handel narkotykami i ludźmi.
Ta sytuacja dobitnie pokazuje jak skomplikowana i zawiła jest sytuacji w dzisiejszym Nigrze oraz to jak akceptacja dla niesprawiedliwości i wykluczenie racji różnych grup społecznych i etnicznych, może generować nowe, nieprzewidywalne problemy i podziały destabilizujące coraz bardziej porządek społeczny. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy spotkamy się z próbami erystycznej inkryminacji neutralnych z natury społeczności Tuaregów.
Autor: Damian Żuchowski
Dla „Wolnych Mediów”
BIBLIOGRAFIA
1. Adam Kajzer, Operacja w przepuklinie, Znak, wrzesień 2009
Pią, 2011-03-11 12:40
W okolicy miejscowości Fukushima wokół elektrowni atomowej wzrósł poziom promieniowania. Ewakuowano 3 tysiące mieszkańców z tego rejonu. Eksperci ostrzegają, że jeśli wkrótce nie zostanie przywrócone zasilanie pomp w elektrowni, może dojść do stopienia rdzenia reaktora, podobnie jak w Three Mile Island w 1979 r. w USA.
Dzisiaj doszło do potężnego trzęsienia ziemi (8,9 stopnia w skali Richtera) u wybrzeży północnej Japonii. Nie wiadomo dokładnie ile jest ofiar. Poza zniszczeniami wywołanymi bezpośrednio przez trzęsienie ziemi, dodatkowe straty wywołuje potężna, dziesięciometrowa fala tsunami. W rejonie całego Pacyfiku ogłoszono stan zagrożenia. Niektóre przybrzeżne miasteczka japońskie zostały w dużym stopniu zniszczone. Większość największych fabryk nie pracuje.
Tymczasem w jednej z elektrowni atomowych ogłoszono stan wyjątkowy, uszkodzeniu uległ system chłodzący. W budynku elektrowni atomowej Onagawa wybuchł pożar. Cztery japońskie siłownie atomowe uległy automatycznemu wyłączeniu pod wpływem wstrząsu. Są poważne problemy w dostarczeniu energii elektrycznej. Rząd twierdzi, że nie doszło do wycieku radioaktywnego. Doszło do wybuchu co najmniej dwóch rafinerii. Nad Tokio unosi się dym, kilka budynków płonie. Międzynarodowe lotnisko Sendai zostało całkowicie zalane.
W ciągu następnych dni istnieje zagrożenie wstrząsami wtórnymi.
Godz. 19.00
Tokijskie przedsiębiorstwo energetyczne Tokyo Electric Power Co. poinformowało, że poziom promieniowania w budynku, gdzie znajduje się jeden z reaktorów elektrowni atomowej Fukushima-Daiichi nadal rośnie. Agencja AP podała, że władze planują upuścić radioaktywną parę, by zmniejszyć ciśnienie w reaktorze. Agencja Kyodo ostrzega przed "możliwym wyciekiem radioaktywnym". Informację tę potwierdził też minister gospodarki Japonii- Banri Kaieda.
godz. 23.40 Poziom radiacji w reaktorze w Fukushimie jest 1000 razy większy niż norma. Prawdopodobnie doszło już do radioaktywnego wycieku. Władze ewakuują ludzi mieszkających w promieniu 10 km od elektrowni.
Aktualizacja, 12 marca, godz. 8:30 Agencja prasowa Kyodo potwierdziła wyciek radioaktywnego cezu z pierwszego bloku reaktora w Fukushimie.
Aktualizacja, godz. 10:40 CNN podaje, że w elektrowni w Fukushimie nastąpił wybuch. Przynajmniej 4 pracowników zostało rannych. Zniszczona została ściana jednego z reaktorów. Nadal trwa walka, by zapobiec stopieniu rdzeni 2 reaktorów. Zasilanie systemu chłodzącego nie zostało jednak jeszcze przywrócone, co w ciągu 24 godzin grozi katastrofą na niespotykaną skalę.
Aktualizacja, godz. 11:40 Wiadomo już, że w eksplozji doszło do uszkodzenia betonowego kontenera mającego chronić środowisko przed wydostaniem się radioaktywnych cząstek. Kontener był osłoną na wypadek stopienia się rdzenia.
Aktualizacja, godz. 23:00 Po porannej eksplozji w reaktorze nr. 1, elektrownia w Fukushimie ma kolejne problemy. System chłodzenia w reaktorze nr. 3 przestał działać. Japońska Agencja Bezpieczeństwa Nuklearnego poinformowała, że przynajmniej 9 osób zostało już napromieniowanych.
Aktualizacja, 13 marca godz. 9:45 Nakazem ewakuacji ze względu na zagrożenie promieniowaniem zostało objętych 210 tys. osób. Ze względu na awarię reaktora nr. 3, operatorzy elektrowni uwolnili radioaktywną parę do atmosfery, by zapobiec natychmiastowej katastrofie. Przynajmniej 160 osób zostało napromieniowanych, w tym 60 osób, które oczekiwały w liceum na ewakuację helikopterem.
cia.bzzz.net
Cytat:
Los dziesiątek tysięcy osób nadal jest nieznany.
Sytuacja kryzysowa w elektrowni Fukushima I trwa. Nadal są problemy z chłodzeniem dwóch reaktorów. W jednym z nich może stopić się rdzeń. Liczba osób napromieniowanych z powodu wczorajszej eksplozji w elektrowni wzrosła do 160 - informuje agencja Kyodo.
Poziom promieniowania na terenie elektrowni jądrowej Fukushima I przekroczył dopuszczalny limit - ogłosiła firma TEPCO, która zarządza elektrownią. Zapewnia jednak, że nie stanowi to zagrożenia dla zdrowia ludzi (sic!).
U 9 osób stwierdzono objawy napromieniowania po wczorajszym wybuchu w elektrowni. Według szacunków władz napromieniowanych mogło zostać około 160 osób.
Niestety, nie udało się schłodzić dwóch pozostałych reaktorów w elektrowni, których systemy chłodzenia uległy awarii po piątkowym trzęsieniu ziemi.
Do jednego z nich wpompowano świeżą wodę z oceanu z dodatkiem kwasu borowego, spuszczono z niego do atmosfery także radioaktywną parę. Prawdopodobnie jednak rdzeń reaktora częściowo się stopił.
13 marca godz. 12:00 Rzecznik rządu Japonii potwierdził, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że rdzeń reaktora nr. 1 uległ częściowemu stopieniu. Oznaczałoby to, że readioaktywne częstki z prętów paliwowych wydostały się do atmosfery, gdy wypuszczono parę wodną z uszkodzonego reaktora. Rzecznik potwierdził również, że w reaktorze nr. 3 powstały niebezpieczne ilości wodoru, który grozi wybuchem, podobnym do tego, który zniszczył obudowę reaktora nr. 1
14 marca, godz. 00:52 Firma energetyczna TEPCO, operator elektrowni w Fukushimie, wydała komunikat o wzroście poziomu promieniowania w zniszczonej elektrowni.
14 marca godz. 06:50 W reaktorze nr 3 elektrowni atomowej Fukushima I doszło dzisiaj do wybuchu wodoru, jednak komora, w której znajdują się pręty paliwowe reaktora, jest nienaruszona - poinformował rzecznik rządu Yukio Edano. Według niektórych źródeł, w reaktorze nr 3 doszło do dwóch eksplozji, nad reaktorem unosi się chmura dymu. Operator elektrowni, firma Tokyo Electric Power Co. (TEPCO) poinformowała, że 3 osoby zostały ranne a 7 uznano za zaginione. Według reporterów Associated Press, wybuch był odczuwalny w odległości 50 km. Gubernator Tokio Ishihara polecił monitorowanie poziomu radioaktywności w rejonie metropolii.
Agencja Reuters donosi z kolei, że w reaktorze nr 2 elektrowni Fukushima I, przestał działać system chłodzenia.
Aktualizacja 14 marca, godz. 11:00 Sytuacja po wybuchach w japońskiej elektrowni atomowej Fukushima jest "niepokojąca" i nie można wykluczyć scenariusza katastrofy nuklearnej - ocenił francuski minister ds. przemysłu, energetyki i gospodarki cyfrowej Eric Besson. - Mamy do czynienia z poważnym wypadkiem nuklearnym, skoro doszło do wycieków radioaktywnych.
Obecnie trwają wzmożone wysiłki, by nie dopuścić do stopienia się rdzenia reaktora, co przy jednoczesnych uszkodzeniach osłon, w których umieszczony jest reaktor, byłoby katastrofalne w skutkach.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach