Sporty Walki i Sztuki Walki - Fight Club Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Elektrownie atomowe - szczyt głupoty
Autor Wiadomość
SzyHa
MMA


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 09 Paź 2011
Posty: 637
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 2012-01-27, 16:03   

to dojdzie i do nas,finlandia nie jest tak daleko
_________________
http://www.judo-rzeszow.pl/
 
 
garbaty knyp 

Pomógł: 2 razy
Wiek: 27
Dołączył: 08 Maj 2011
Posty: 127
Skąd: poludnie kraju
Wysłany: 2012-01-29, 20:25   

http://www.vismaya-maitre...atomowy_problem
_________________
zlote kimono = platynowa szczeka
 
 
SzyHa
MMA


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 09 Paź 2011
Posty: 637
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 2012-01-30, 12:00   

bałtyk będzie zanieczyszczony,do dupy :-x gleba będzie skażona,na pewno trafi się więcej przypadków zmutowanych roślin i zwierząt po tym wybuchu u japońców
_________________
http://www.judo-rzeszow.pl/
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-02-01, 12:55   

Cytat:
Nad elektrownią atomową w Byron, w pobliżu Chicago pojawiły się kłęby pary. Na miejscu zjawiła się straż pożarna. Nie działa jeden reaktor, a do atmosfery wydostała się bliżej nieokreślona ilość radioaktywnego trytu. Mieszkańcy relacjonują, iż słyszeli dziwny hałas, a potem widzieli kłęby pary, które unosiły się nad jednym z kominów chłodniczych. Jeden z reaktorów elektrowni został wyłączony z powodu przerwania dostaw prądu z zewnątrz. Na razie instalacja działa na zasilaniu awaryjnym.

Jak powiedział Paul Dempsey, rzecznik firmy Exelon, do której należy elektrownia leżąca 150 kilometrów od Chicago, dotychczas nie udało się ustalić z jakiego powodu doszło do incydentu. Drugi reaktor wciąż działa bez zakłóceń. Amerykańska komisja zajmująca się energią atomową twierdzi, że nie ma żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzi, choć jest to standardowy komunikat w tego typu przypadkach. Elektrownię Byron oddano do użytku w 1985 r.
cia.media.pl

Cytat:
Niedawno (6.01) w okolicach Jarocina zatrzęsła się ziemia. Obserwowano spadanie przedmiotów z półek, poruszanie się żyrandoli i drżenie szyb.

Jak informują geolodzy z Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (IGF PAN) jest to pierwsze takie zjawisko na terenie Wielkopolski. Wstrząsy miały siłę 3,8 stopniaw skali Richtera.

Warto wiedzieć, że w okolicach Jarocina planowana jest budowa podziemnego składowiska odpadów radioaktywnych.

Jak pokazują ostatnie wydarzenia, na pozornie nieaktywnych terenach może dojść do zupełnie nieoczekiwanych wstrząsów. Już nieraz naukowcy uważali różne zjawiska za "niespotykane" lub "mało prawdopodobne". Przykładem może być wystąpienie wyjątkowo wysokiej fali tsunami w rejonie Fukushimy.

Warto przeczytać również artykuł "Sejsmiczny Bałtyk"
ian.org.pl
Cytat:
Położenie Polski na starych, stabilnych strukturach geologicznych powoduje brak w naszym kraju silnie odczuwalnych i tragicznych w skutkach naturalnych zjawisk sejsmicznych. Ten fakt podkreślam, mówiąc o budowie geologicznej Polski na lekcjach geografii. Dlatego też niemałe zainteresowanie wywołały wstrząsy, które odczuliśmy na północy Polski we wrześniu 2004 roku. Uznałam, że to bardzo rzadkie na naszych terenach zjawisko należy młodzieży dokładnie wyjaśnić. W tym celu sięgnęłam do źródeł dokumentujących zarówno ten incydent jak i przypominających podobne w przeszłości geologicznej Bałtyku.

SEJSMICZNY BAŁTYK

Teoretycznie asejsmiczny obszar północnej Polski już kilkakrotnie był nawiedzany średniej wielkości trzęsieniami ziemi. Za większość odpowiadają ruchu izostatyczne (tu: glacjostazja) Skandynawii po ustąpieniu lodowca o grubości trzech do trzech i pół kilometra. Mimo, że niegroźne – wstrząsy mogą spowodować niekiedy poważne uszkodzenia. Między innymi, to właśnie ze względu na zagrożenie tektoniczne wstrzymano budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu.

WILK MORSKI

Z trzęsieniami ziemi na naszych terenach związany jest wątek nordycki – przypowieść o Wilku z Bagien ( Fenris Wolf ). Według mitologii – był to wielki potwór, uwięziony przez boga Thora na łańcuchu, wewnątrz góry ( rycina pon.: XIX w., autor nieznany ). Wierzono, że to właśnie jego przerażające wycie powoduje trzęsienia ziemi, od czasu do czasu nękające Skandynawię. Tuż po ustąpieniu lodowca (11-9 tys. lat temu) odczuwalne na naszych terenach wstrząsy osiągały tam szacowaną magnitudę 7.0, a grunt podnosił się ok. 1.44mm na dobę. Centrum dzisiejszych ruchów, związanych z glacjostazją, znajduje się w zachodniej partii zatoki Botnickiej, w miejscowości Skuleberget, gdzie szybkość wypiętrzania się wynosi nawet 14mm na rok. Dziś podnoszenie się półwyspu obejmuje obszar północnej Danii i Bornholm, sięgając aż do granicy Kaliningrad-Smołdzino-Łeba. Niekiedy trzęsienia ziemi są u nas jedynie echem potężnych katastrof z odległych części Europy albo ich przyczyna tkwi w lokalnych ruchach soli (halotektonika) czy w zjawiskach krasowych.

LEGENDY I TAJEMNICZE ZJAWISKA

Z dawnymi zjawiskami sejsmicznymi związanych jest wiele legend i cudów. W 1194 roku nastąpił cud św. Ottona, podczas którego niedaleko miasta Wolin teren wypiętrzył się i częściowo osuszył. Dzięki temu możliwe stało się rozpoczęcie budowy kościoła. Już wcześniej – bo w XI wieku – podniosło się dno Dziwny, co uratowało społeczność Wolina przed najazdem Wikingów i pomogło w odpieraniu wrogów. Rzeka Dziwna bowiem – podobne, jak i Wolin – położone są na spotkaniu uskoków ponadregionalnych: Świnoujścia-Drawska, a także Kamienia Pomorskiego.

W Kozielicach – 40km na południowy wschód od Szczecina – w 1625 roku wody przybrały czerwoną barwę, a z nią wygląd „siarkowatej” substancji o nieprzyjemnym zapachu.

NIEDŹWIEDŹ MORSKI

W 1779 roku, L. W. Brueggemann opisał kolejne tajemnicze i niewyjaśnione wówczas zjawisko: „Bałtyk posiada także często swoją własną pogodę, która z pogodą lądowa nie ma związku; czasami jednakże tylko rzadko, występuje podwodna burza w tymże (Bałtyku), o czym można wnioskować z tego, że przy czystym i spokojnym niebie, daje się słyszeć wzdłuż pomorskich brzegów morskich toczący się grzmot, a na ląd wyrzucane są nieżywe lub na wpół żywe ryby morskie i przybrzeżne. Tak było np. 3 kwietnia 1757 r. około południa przy spokojnej i jasnej pogodzie, brzeg Bałtyku koło Trzebiatowa nad Regą stał się nagle tak wzburzony, że wysokie fale zerwały duży prom zacumowany w porcie i przeniosły daleko na ląd. Poczym kiedy to (falowanie) się trzykrotnie powtórzyło morze stało się znowu spokojne. Żeglujący mieszkańcy wybrzeża nazywają to znane im zjawisko „Niedźwiedź Morski” (Seebaer).” T. Noack pisze w ten sposób: „...niezwykle gwałtowne, ale relatywnie rzadko występujące, pozornie od kierunku wiatru niezależne i nie przez sztormy wywołane falowanie Bałtyku (...). Mieszkańcy wybrzeża wywodzą sobie nazwę „Niedźwiedź Morski” od osobliwego, poprzedzającego to zjawisko huku bądź grzmotu z morza.” Podobny przypadek miał miejsce 1 marca 1779 roku, gdy podtopiona dość wysoką falą została część Łeby, a zacumowany przy brzegu statek odnaleziono w miejskich ogrodach! Trzy godziny później – w Kołobrzegu – nastąpił nagły odpływ wód, odsłaniając dno morza. Fenomenowi towarzyszyło podziemne dudnienie, a świadkowie opisywali podejrzane zachowanie zwierząt w polu. Popularnie zwane – od legendy – zjawisko „Niedźwiedzia Morskiego” pozostaje niewyjaśnione po dziś dzień, czasem występując także przy silnych bałtyckich sztormach i huraganach.

TSUNAMI NA BAŁTYKU

Według badań istnieje możliwość powstania fal tsunami na Bałtyku. Wydarzenia takie już miały miejsce, czego dowodem są zapisy w kronikach, a w większości przypadków – „zapisy” geologiczne. Najbardziej niszczycielskie tsunami w historii Polski wystąpiło w 1497 roku – w Darłowie. Dr. Andrzej Piotrowski z Pomorskiego Oddziału Państwowego Instytutu Geologicznego w Szczecinie przypomina: „ Trzeba podkreślić, że mówimy jedynie o liczbie faktów udokumentowanych geologicznie. (…) Darłówko, położone na brzegu morza, zostało rozmyte. W Darłowie i okolicy zostały uszkodzone budowle i zginęli ludzie. Fala wdarła się daleko w głąb lądu, wynosząc 4 statki morskie.” Dodał: „ Wysokość fali spiętrzonej na skłonie wysoczyzny po wschodniej stronie Darłowa osiągnęła 20 m. Możemy tak stwierdzić, gdyż na takiej wysokości został osadzony jeden ze statków. Przyczyną tsunami w Darłowie było oddalone 500 km na północ trzęsienie ziemi w rejonie jeziora Wener w Szwecji Siła trzęsienia ziemi była tam nieduża (…). Było ono zbyt słabe, aby bezpośrednio spowodować tsunami. Należy przyjąć, że to słabe trzęsienie wywołało eksplozję metanu uwięzionego w warstwach tworzących dno morza Bałtyckiego. Gwałtowne osiadanie dna wywołało tsunami - stosunkowo niewysoką falę, która spiętrzyła się w strefie brzegowej. Eksplozji metanu towarzyszył grzmot, huk, "pomruk niedźwiedzia morskiego" - tak dawniej określano efekty dźwiękowe poprzedzające nadejście fali tsunami .”

Zabudowania w Darłówku znikły całkowicie – podobnie, jak okoliczne wsie wokół Darłowa, gdzie fala uszkodziła wiele kamienic i część umocnień Wieprzy. Statki zostały pchnięte przez żywioł aż po kaplicę Św. Gertrudy i drogi na Koszalin. Katastrofę przedstawia dziś zbiór płaskorzeźb, jakimi udekorowano ambonę w tamtejszym kościele, a także ścienna rzeźna na rynku darłowskim.

Potężne trzęsienia ziemi, jakie miały miejsce po ustąpieniu lodowca, pozostawiały ślady w północnej Polsce i Niemczech. W ciągu ostatnich dwunastu tysięcy lat wydarzyło się wiele takich wstrząsów, z których kilka na pewno skutkowało wysoką falą tsunami. Dziś – takie wibracje, jak z września 2004 roku są zbyt słabe, by wywołać eksplozję złóż metanu na dnie Bałtyku. A trzeba powiedzieć, że kratery po wybuchach liczą kilka hektarów! „Takie gwałtowne zjawisko geodynamiczne, jakim jest eksplozja metanu, stwarza niekorzystne warunku geologiczno-inżynierskie dla rurociągu gazowego z Rosji do Niemiec. Problem wymaga jednak szczegółowego rozpoznania na trasie przebiegu gazociągu” - stwierdził uczony.

NAJWIĘKSZE OD CZASÓW ŚW. WOJCIECHA

Największe od ponad tysiąca lat trzęsienie ziemi na terenie Polski wydarzyło się we wtorek, 21 września 2004 roku. Serie wstrząsów odczuły miejscowości na Pomorzu, Warmii, Mazurach, Suwalszczyźnie, Kujawach oraz Podlasiu, a także niektóre z państw ościennych: Obwód Kaliningradzki, Litwa, Białoruś i Czechy.

O 13.06 sejsmografy we wszystkich sześciu polskich obserwatoriach zanotowały pierwszy, kilkusekundowy wstrząs. Ponad dwie godziny później – o 15.35 – pojawiły się jeszcze silniejsze wibracje, następne – trzy minuty później. Wszystkich polskich sejsmologów zaskoczyła niebywała – jak na tą część Europy – siła trzęsienia ziemi. W toku szczegółowych analiz ustalono, iż hipocentra niespotykanych wcześniej zjawisk znajdowały się 25km pod powierzchnią Ziemi, w okolicach Półwyspu Sambia (Ob. Kaliningradzki), a ich magnituda wynosiła: 5.0 oraz 5.3.

Rosyjscy uczeni twierdzili na początku, że przyczyną owych trzęsień mogło być wypłukanie podmorskich pokładów solnych, co owocowało pustkami skalnymi, które w końcu uległy zawaleniu. Nastąpiło przesunięcie skał i w praktyce – wstrząsy. Choć w mediach pojawiły się początkowo spekulacje o sztucznym wywołaniu fal sejsmicznych, to analiza sejsmogramów wykluczyła tą możliwość. Powstało prawdopodobieństwo, że owe fale w rzeczywistości oznaczały fazy większego zjawiska i w ciągu kolejnych godzin mogą się powtórzyć. Rzeczywiście – o 17.39 ziemia poruszyła się znów (magnituda-4.0) – tym razem nieodczuwalnie na terenie Polski.

USKOK?

Wkrótce pojawiła się niezwykła wiadomość – ukryty uskok. Dr. Paweł Wiejacz z Zakładu Sejsmologii Instytutu Geofizyki PAN komentuje to w następujący sposób: „Prawdopodobnie przyczyną tego trzęsienia jest aktywny uskok tektoniczny gdzieś w rejonie Kaliningradu. Ta hipoteza wymaga jednak jeszcze sprawdzenia, ale wszystkie dotychczasowe poszlaki wskazują na istnienie dotychczas nieznanego uskoku.” Dodał: „Dysponujemy szczegółowymi danymi z 30 europejskich stacji sejsmicznych, a także z polskich obserwatoriów – w tym stacji w Suwałkach, która była najbliżej miejsca wydarzeń. Ustalono epicentra poszczególnych wstrząsów, które znajdowały się na Półwyspie Sambia. Na podstawie tych danych można wstępnie zlokalizować niewielki fragment tajemniczego uskoku. Potrzebne będą jeszcze dalsze długoletnie badania geologiczne i sejsmiczne tego rejonu.” Tajemniczy – na razie teoretyczny uskok – przebiega dość płytko pod powierzchnią litosfery, ciągnąc się wzdłuż linii Kaliningrad-Suwałki. Niestety – na terenie rosyjskiej enklawy (a nie na Litwie) nie znajduje się żadna stacja sejsmologiczna, a prowadzenie dotychczasowych badań okazywało się niemożliwe ze względu na strefę zamkniętą, jaką w czasie Z.S.R.R. był Kaliningrad. Jednakże z profilu sejsmicznego na linii Toruń-Suwałki wynikało, że na północ od Suwałk istnieją zaburzenia, mogące świadczyć o hipotetycznym uskoku tektonicznym. Dr. Andrzej Piotrowski – pracownik Pomorskiego Oddziału Instytutu Geologicznego w Szczecinie – tłumaczy, iż owy uskok mógł zostać uaktywniony przez proces podnoszenia się Skandynawii. Warto tu dodać, że w tym regionie trzęsienia ziemi wydarzały się co sto lat: w Białymstoku – w 1803 roku, w Gołdapi – w 1908 i teraz – w 2004. Czyżby kolejne miało miejsce w XXII wieku?

Zofia Florczak

BIBLIOGRAFIA
www.pgi.gov.pl (tekst, fotografia str.1 i sejsmogram str.2)
www.sprawynauki.waw.pl
www.studentnews.pl
www.media.wp.pl (fotografia str.2)
szkolnictwo.pl
Cytat:
Zastanawiam się, czy byłam w tym samym miejscu, z tym samymi osobami i czy aby na pewno to samo oglądaliśmy...

Niegościnne wybrzeża Normandii, ponure, skaliste urwiska. Pogoda jak przystało na ten region; wieje ok. 100km/h, ulewny deszcz przechodzi chwilami w burzę z gradem. Po ok. 18 godzinach podróży, wieczorem przybyliśmy do hotelu, za oknem jest ciemno, przyglądam się, widzę fale oceanu. Jest bardzo mało czasu, po kilkunastu minutach zaplanowana kolacja z merem (u nich jest prościej- mer to sołtys wsi i wójt i burmistrz). Schodzę na dół, mer nie przybędzie, jest za to przewodniczący Lokalnej Komisji Informacji odpowiedzialny za kontakty z miejscowa społecznością oraz ze światem zewnętrznym (my). Kolacja jest półtora godzinnym wykładem na temat ogólnych zasad funkcjonowania EJ, budowy nowego bloku reaktora itp.

Po wykładzie oczekiwane są pytania. Jeden z uczestników naszej wizyty pyta o metody rozwiązywania ewentualnych konfliktów i sprzeciwów społeczności lokalnej.

Pytam o udział mieszkańców w ewentualnych procedurach bezpieczeństwa: czy są w nie włączani, jaka jest ich częstotliwość, czy mają wiedzę, że uczestniczą w ćwiczeniach, czy znają z góry termin...

Francuz odpowiada: mieszkańcy z rejonu EJ oczywiście są objęci obowiązkiem ćwiczeń na wypadek awarii czy katastrofy, przynajmniej raz w miesiącu, nie znają terminów przeprowadzanych akcji i nie mają wiedzy, czy uczestniczą w prawdziwej czy symulowanej akcji.

Jestem przerażona, pytam czy przeprowadzane są badania lub analizy monitorujące psychologiczne aspekty takiego życia.

Francuz próbuje mnie uspokoić, mówi, że tego typu ćwiczenia mają na celu całkowitą eliminacje niepożądanych zachowań, podaje przykład: matka przebywająca w domu na komendę pozostań w domu, wybiega i pędzi po dziecko, które jest w tym czasie w szkole.

Jestem wstrząśnięta, Boże, przecież ja też bym pędziła po swoje dziecko.

Pan przewodniczący tłumacz, że po awarii w Fukushimie są obostrzenia procedur i nie można pozwolić sobie na najmniejszą słabość w kwestii bezpieczeństwa. Czyżby, przed wyjazdem w wiadomościach TV usłyszałam, że grupa członków jednej z organizacji ekologicznych weszła na teren EJ we Francji, na znak swojej bytności rozwiesiła transparent na ścianie bloku reaktora, po czym została usunięta z terenu EJ. Pytam o rzeczone obostrzenia w kontekście tych wydarzeń. Przewodniczący jest zasmucony niecnym postępkiem ekologów, odgraża się, że w USA tak by sobie nie pozwalali, bo tam ochrona ma broń... No cóż zwykła fabryka...

Wracam do pokoju, za oknem nie ma śladu po oceanie, odpływ.

7.00 , autobus czeka, my również, nie ma jednego z wójtów, zaspał, nikt się nie dziwi- po 18 godzinnej podróży, nieprzespanej nocy( sztorm szalał).

Jedziemy ok. 30 km do Flamanvill, wjeżdżamy na teren EJ.

Nie mogę oderwać się od szyby, to co widzę nie może być prawdą. Gdzie jest sielanka z plakatów rozwieszonych w mojej gminie!

120ha powierzchni betonu, żelbetonu i jeszcze więcej betonu: bloki reaktora maja 27 m wysokości plus kopuła . Ogromne, niekończące się ściany ponurego, szarego betonu. Jest tam bardzo ciasno, wszystko zabudowane.

Oddajemy dokumenty, w zamian dostajemy identyfikatory imienne wraz z kodami.

Rozpoczyna się wykład , omawiane są schematy budowy reaktora , jego praca, zabezpieczenia, film animowano-poglądowy. Czas na pytania- jeden z uczestników naszej grupy pyta ,w jaki sposób rozwiązywane były problemy z akceptacją społeczną tej inwestycji...

Po ok. 2,5 godzinnym wykładzie jest nam okropnie zimno. Przechodzimy na teren części jądrowej EJ. Rozebrane do bielizny trzęsiemy się z zimna, jedna z kobiet nie przechodzi, stoi ok. 15 min półnaga pod drzwiami, system się zaciął.

Ubrani w brudne, kiedyś białe kombinezony z kaskami na głowach, okularach ochronnych, rękawiczkach, z licznikami gajgera przy boku( jak to w normalnej fabryce bywa) przemierzamy kilometry żelbetonowych budowli, wszędzie oglądamy schematy, słuchamy o mechanizmach działania, budowie poszczególnych elementów, procedurach....

Prawie nie widać ludzi, pracują w pomieszczeniach za szybami, wpatrzeni w ekrany, przy komputerach. Nie robią kosmicznego wrażenia: spodziewałam się multinowoczesnej technologii a tu widzę raczej ,,Star Trek”-a z początkowych odcinków- stare analogowe ekrany, trochę archaiczne komputery- to lata ’70 wyjaśnia nam przewodnik.

Po kilku godzinach opuszczamy ponure budowle, jeszcze tylko odczyt napromieniowania, chce jak najszybciej wyjść, wchodzę do metalowej komory jako pierwsza, cos jest nie tak, nie mogę wyjść, powtarza się komunikat, że nie można zrobić odczytu, obracam się, przyciskam mocniej do metalowej ściany, w końcu szlaban się otwiera.

Wyjeżdżamy, za szybą autobusu księżycowy krajobraz: wszechobecne , monstrualne ściany betonu, wzdłuż linii brzegowej umocnienia z czarnych pokruszonych skał.

Jedziemy do hotelu, po drodze nie widać żadnego życia, wzdłuż małe, szare domki. Na trasie mijamy dwa hoteliki, sprawiają wrażenie nieczynnych.

Mamy dwie godziny, chyba wszyscy poszli spać.

Schodzimy na dół, na ,, kolację”, są nasi nowi opiekunowie, wśród nich pan Adam Rozwadowski- prezes AREVA- Polska.

Dwugodzinny wykład wprowadzający- jutro będziemy wizytować zakład Arena w La Hague, w którym przerabia się i składuje radioaktywne odpady.

Po prelekcji czas na dyskusję, pada pytanie: ,,czy były i jak radziliście sobie protestami społecznymi”- niestrudzenie dopytuje się pan, który po powrocie będzie przemawiał głosem ludu (czyt.społeczności lokalnej). Jest rozczarowany, zakłady budowane były w latach’60, nie było opozycji, partii zielonych, stowarzyszeń ekologicznych, Czarnobyla, ani Fukushimy...

7.00, dnia następnego. Wszystko przebiega według wczorajszego schematu; podobne procedury bezpieczeństwa, wykłady, schematy, animowany film poglądowo-reklamowy, przebieranie, licznik napromieniowania, zwiedzanie, zakładowy fotograf robił nam setki zdjęć, wyjazd...

W autobusie jeden z opiekunów pyta, czy to co zobaczyłam i usłyszałam w jakimś stopniu odmieniło mnie, uspokoiło, wpłynęło na zmianę poglądów.

Co ja zobaczyłam, zastanawiam się;

Monstrum zbudowane z betonu, przytłaczający i depresyjny widok, budzący siłą rzeczy niepokój i przygnębienie,

Turystyki nie zobaczyłam, bo po prostu tam jej niema,

Francuski przewodnik po EJ powiedział, że w dwóch reaktorach pracuje ponad 600 osób( to specjaliści w większości z wyższym wykształceniem) i ok. 150 z zewnątrz, szybko przeliczam; czyli u nas połowa tego towarzystwa- 300 stałych i ok. 70 z zewnątrz, ciekawe ile osób pracuje w Panoramie Morskiej W Jarosławiu, muszę to sprawdzić...

Zarobki- Francuz podał kwotę1700 euro( tłumaczka mówiła, ze ok. 1000 euro to koszt mieszkania na poddaszu, jednopok. w Paryżu, no ale Paryż drogi, tam na wsi na pewno taniej),

EJ w Flamanville zajęła 2 km brzegu, to akurat od Darłówka w sąsiedztwie Rusinowa – jedynej przyjaznej plaży Jarosławca...

A więc czy ta wizyta mnie odmieniła? To odmienia każdego.

Czy wpłynęła na zmianę moich poglądów? Gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości czy nadzieje, że może jednak nie będzie tak źle, to owszem po tej wyprawie pozbyłabym się każdych złudzeń – taka inwestycja równa się koniec turystyki.

Czy mnie uspokoiła? Po powrocie przez dwa dni miałam wyłączony telefon, internet, próbując metodą wyparcia pozbyć się z głowy tego co zobaczyłam.

A teraz mam gazetę w ręku i czytam wypowiedź pana, którego nurtował jedynie problem rozprawienia się z protestami społecznymi i zastanawiam się czy uczestniczyliśmy w tej samej wizycie, w tym samym miejscu?...

Małgorzata Żugaj

ian.org.pl

Cytat:
Władza utajnia skażenie

"Kulisy" nr 37/2003, 2. września 2003

JOANNA KRUPA

Pół miliona osób z Kotliny Jeleniogórskiej codziennie wdycha promieniotwórczy radon. Lokalne władze utajniają dane, twierdząc, że wszystko jest pod kontrolą. To miało być rutynowe postępowanie. Analiza danych i historii choroby mężczyzny, który mieszkał i pracował w pobliżu Jeleniej Góry. W średnim wieku zmarł na chłoniaka (nowotwór węzłów chłonnych). Była to jedna z wielu analiz, którymi zajmuje się profesor Cezary Szczylik, konsultant ds. onkologii ze Szpitala Wojskowego przy ulicy Szaserów w Warszawie.

Profesor nie spodziewał się, że właśnie ta analiza pozwoli wykryć śmiertelne zagrożenie, jakie dotyka całą Kotlinę Jeleniogórską. Badania jakości wody w tym regionie przesłane z Państwowego Zakładu Higieny sprawiły, że profesorowi włos się zjeżył na głowie z przerażenia. Okazało się, że w całej kotlinie, w niemal wszystkich miejscowościach stężenie radonu w wodzie pitnej przekracza dopuszczalne na świecie wskaźniki.


Jak po Czarnobylu

- Patrzyłem na te badania i nie wierzyłem własnym oczom. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. I najgorsze, że badania były prowadzone wyrywkowo, na łapu-capu, co wskazuje, że stały monitoring po prostu nie istnieje. A trzeba podkreślić, że nie mamy do czynienia z byle zanieczyszczeniem, lecz z groźnym, radioaktywnym gazem. I chociaż nie czuć go ani nie widać - destruktywnie wpływa na żywe organizmy - alarmuje profesor Szczylik.

Badania we Francji wykazały, że radon zwiększa zachorowalność na białaczkę. Odpowiada za 27 procent zachorowań na ten nowotwór.

Jeszcze większy szok profesor przeżył, gdy okazało się, że ani odpowiednie służby epidemiologiczne ani lokalne władze, ani nawet autorzy badań z PZH, nie uważają tych wyników za coś niepokojącego. Wręcz przeciwnie, wychodzą z założenia, że są czymś zupełnie naturalnym.

Część lekarzy zgodnie uważa, że takie podejście przypomina wypisz-wymaluj sytuację po awarii w Czarnobylu. Wtedy też zapewniano, że żadnego zagrożenia nie ma i zalecano ograniczanie spacerów. Teraz władze zalecają ograniczanie palenia papierosów. Radon kumuluje się bowiem na cząsteczkach nikotyny, wnikając prosto do płuc. Ale to za mało, żeby ustrzec się przed promieniowaniem.

W latach 50. i 60. w Kotlinie Jeleniogórskiej działały kopalnie uranu. Kopalnie zlikwidowano, ale ludności pozostawiono pamiątkę w postaci radonu. - Kiedy na tych ziemiach nic nie budowano ani ich nie drążono, radon wytrącał się powoli. Jednak ostatnio, na skutek różnego rodzaju ruchów geologicznych, ruszył jak lawina - wyjaśnia doktor Tadeusz Przylipski z Zakładu Geologii Politechniki Wrocławskiej.

Radon wżarł się w glebę, wniknął do wód gruntowych, zadomowił się w studniach i popłynął w kranach mieszkańców Kowar, Jeleniej Góry, Świeradowa-Zdroju, Szklarskiej Poręby, Wojcieszyc, Piechowic, Karpacza, Janowic Wielkich i wielu innych miejscowości. W niektórych piwnicach promieniowanie wyniosło 2837,9 bekereli, czyli więcej niż dopuszczają to przyjęte wskaźniki (w budynkach oddanych do użytku przed 1998 rokiem dopuszcza się 400 bekereli, a w budynkach po 1998 - 200 bekereli).

Radon (222 Rn o liczbie atomowej 96) jako produkt rozpadu uranu nie ma zapachu, smaku ani koloru. Chociaż uchodzi za największe źródło promieniowania naturalnego na kuli ziemskiej, na świecie naukowcy dawno już uznali go za gaz zdradliwy. - Podejrzewa się, że może powodować raka płuc i białaczkę - podkreśla profesor Szczylik.

- Bagatelizowanie wpływu radonu na zdrowie to zbrodnia. Osoby odpowiedzialne za to powinny pójść do więzienia - uważa doktor Zbigniew Hałat, specjalista od wody w Centrum Ochrony Medycznej Konsumenta w Warszawie.

W Polsce jednak złą opinię o radonie potwierdzają jedynie naukowcy. Urzędnicy wiedzą swoje i powtarzają komunikaty w stylu: "Radon nie powoduje negatywnych skutków dla zdrowia ludzi".

Ale skutki są. Z danych demograficznych, na które powołuje się doktor Hałat, wynika, że w rejonie jeleniogórskim zachorowalność na nowotwory jest większa niż w innych rejonach Polski.


20 tysięcy zgonów

Zawarty w wodzie pitnej gaz ulatnia się nawet pod wpływem kilkuminutowego prysznicu czy podczas gotowania wody na herbatę. - Ci ludzie wdychają radon non stop - mówi doktor Hałat.

Według starych przepisów dotyczących wód leczniczych, zawartość już 74 bekereli na metr sześcienny w wodzie kwalifikuje ją jako wodę radoczynną, którą można przyjmować jedynie pod ścisłą kontrolą lekarza. W kranach w rejonie jeleniogórskim płynie woda zawierająca ponad 100 bekereli (pod wpływem wrzenia czy wypuszczania w powietrze, np. pod prysznicem, pojawia się stężenie ponad 1000 bekereli!). I w przeciwieństwie do wody podawanej w uzdrowiskach, ludzie gotują ją codziennie, bez ograniczeń i kontroli lekarskiej - na herbatę, zupę, kaszkę dla dzieci...

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska oraz naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych już dawno uznali, że należy przeprowadzać wnikliwe badania na temat radonu. Sugerują, że limit radonu w wodzie nie powinien przekraczać 11 bekereli na litr. Według amerykańskich danych, radon przyczynia się do 20 tysięcy zgonów na nowotwory w ciągu roku! Rakotwórczość radonu potwierdza także Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem. Co gorsza, według Agencji, na radonową rakotwórczość dwa razy bardziej są narażone dzieci.

W Polsce oficjalnie zagrożenia nie ma. Są za to chore dzieci. 10-letnia Sylwia Prokop z Janowic Wielkich do grudnia ubiegłego roku była zdrową, dobrze rozwijającą się dziewczynką. W grudniu zachorowała na chłoniaka. Przeszła kilkumiesięczną, bolesną chemioterapię.


Za sianie niepokoju

Była badana w Jeleniej Górze i we Wrocławiu. Lekarze nie wykluczyli, że główną przyczyną choroby dziewczynki może być radon. Bo tego w mieszkaniu państwa Prokopów nie brakuje.

- Wszystko przez tę wodę. Gdyby wójt mnie posłuchał i już dawno zgodził się na zamontowanie specjalnego urządzenia do odradoniowania wody, może Sylwia byłaby zdrowa. Ale wójt się nie zgodził, bo jego zdaniem takie urządzenie jest zbędne - żali się Grzegorz Prokop, tata dziewczynki.

W gminie Janowice Wielkie mieszkają cztery tysiące osób. Wszyscy korzystają z ujęcia wody Miedzianka P-4. Wybudowano je w 1997 roku na bazie nieczynnej od lat kopalni uranu. Zdaniem mieszkańców, wbrew zaleceniom geologicznym. - Wójt odrzucił projekt i przepchnął swój, w którym o radonie nie było ani słowa - dodaje Sobolewski.

- Bo radonu w wodzie nie ma. Została przebadana na sto tysięcy sposobów. Chyba nikt w Polsce nie ma takiej wody jak my - twierdzi Krystyna Borzakowska, sekretarz gminy Janowice Wielkie.

Ci, którzy walczyli o zdrowie swoje i swoich dzieci, zostali wyśmiani, a niektórzy wręcz oskarżeni o "sianie niepokoju społecznego".

- A jeśli nie ma żadnego zagrożenia, to po co do licha montować jakieś drogie urządzenie? Lepiej przeznaczyć je na remont dachów czy dróg - dodaje Daniela Bereźnicka, kierownik referatu gospodarki komunalnej i mieszkaniowej.

Zagrożenia nie widzą ani Powiatowy Inspektor Sanitarny, ani Wojewódzki Inspektor Sanitarny we Wrocławiu. Wszyscy dostali alarmujące wyniki badań z PZH, ale wszyscy uważają, że nie należy brać ich pod uwagę, bo były... wyrywkowe.

Podobnie władze i służby wypowiadają się na temat innych miejscowości z okolic Jeleniej Góry.

- U nas zagrożenia nie ma - podkreśla inżynier Józef Wierżyłło, prezes wodociągów miejskich w Jeleniej Górze. - Mamy sześć ujęć wody, z czego dwa znajdują się na naszym terenie, a reszta na terenach prywatnych. Państwowa Agencja Atomistyki przeprowadza badania pod kątem skażenia i wyniki są dobre.

Profesor Szczylik, doktor Hałat i wielu innych naukowców uważa jednak, że służby lekceważą ryzyko radonowe, a zalecenia w stylu: długiego gotowania wody czy częstego wietrzenia mieszkań są śmieszne. A takie właśnie zalecenia doradza m.in. sam PZH: "Przelewanie wody, przetrzymywanie jej czy gotowanie powoduje znaczne zmniejszanie się stężenia radonu". Z tym, że nawet takie zalecenia spoczywają w biurkach urzędników.

Strach i panika

Prokop na własny koszt przebadał powietrze w łazience. Wyszło 200-300 bekereli na metr sześcienny, czyli tyle, ile zakłada dopuszczalna norma. Ale tak było tylko przy zakręconych kranach. Wystarczyło odkręcić, żeby wskaźniki zaczęły rosnąć jak szalone. Po dziesięciu minutach (tyle mniej więcej trwa prysznic) wynik wzrósł do ponad 1000 bekereli na metr sześcienny. Przy pięciu osobach, a tyle właśnie liczy rodzina Prokopów, dawka radonu w łazience wynosi 5 tysięcy bekereli. Kiedy zwrócił się z prośbą o wyjaśnienie sprawy do Państwowego Zakładu Higieny, Ministerstwa Zdrowia oraz Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, dostał odpowiedź, że przecież radon jest gazem szlachetnym, a przez to nie może nikomu szkodzić.

Bekerele to jednostka radioaktywności. Liczbę pochłoniętego promieniowania przez organizm żywy wyraża się w siwertach (Sv).


- Najgorsze jest to, że gaz trzeba usuwać mechanicznie, ponieważ jest ciężki i kumuluje się na dole - dodaje Ryszard Sobolewski, mieszkaniec Janowic Wielkich.

Świadomi ryzyka są jedynie na razie mieszkańcy Janowic. W pozostałych miejscowościach ludzie nawet nie wiedzą, że przeprowadzane były jakiekolwiek badania. - Jezu kochany, a co to takiego ten radon? Przecież woda jest dobra – zastanawia się Bronisława Kluska, mieszkanka Jeleniej Góry. W kamienicy, w której mieszka, stężenie radonu w ujęciu wody pitnej wyniosło ponad 500 bekereli (50 razy ponad amerykańską normę). - Chyba dobra... - dodaje ze strachem w oczach. - Dlaczego nikt nas nie poinformował o badaniach?!

Podobne przerażenie informacja o badaniach wzbudziła wśród mieszkańców Kromnowa koło Wojcieszyc. Tam wprawdzie od kilku dni wody w studniach nie ma, bo była susza, ale ludzie zaczęli się bać. - Zostanie pić deszczówkę. Nigdy się u nas nie mówiło o jakimś skażeniu! Boże, przecież od tego można mieć raka! - denerwuje się Genowefa Wieczorek, mieszkanka wsi.

Doktor Przylipski z Zakładu Geologii Politechniki Wrocławskiej twierdzi, że fakt, iż władze nie informowały ludności o zagrożeniu, to skandal.

- Bez względu na to, czy radon rzeczywiście jest mniej czy bardziej szkodliwy dla zdrowia, o ryzyku należy mówić otwarcie, a nie utajniać.

Jednoznacznych norm dotyczących zawartości radonu w wodzie nie ma. Jedyne istniejące wskaźniki dotyczące stężeń substancji promieniotwórczych dotyczą wód butelkowanych.

- Nie ma takiej potrzeby - uważa doktor Krzysztof Pachocki z Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. - Na całym świecie nie istnieją normy dotyczące wody pitnej, są jedynie zalecenia.

Podobnie wypowiada się Piotr Demczuk z Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu. Alarmujące badania, które tak przeraziły wojskowego konsultanta profesora Szczylika, przeprowadzone były w latach 1998-1999 na terenie Kotliny Jeleniogórskiej. Przeprowadzał je warszawski PZH przy współudziale ówczesnej Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Jeleniej Górze.

Wyniki dostali wszyscy. Mimo to nikt nie uznał, że należy ostrzec ludność i nakazać lokalnym władzom jakiekolwiek środki bezpieczeństwa. Chociażby zamontowanie w ujęciach wody specjalnych urządzeń. Żeby radon wytrącał się jeszcze w źródle, a nie w łazienkach mieszkańców.

- Nie ma polskich przepisów mówiących o normach czy wskaźnikach stężenia radonu w wodzie - powtarza Piotr Demczuk z wrocławskiego sanepidu. - Poza tym muszę przyznać, że pomiary były przeprowadzane dość chaotycznie.


Radon pominięty


Chaotycznie czy nie, ale nawet w tych badaniach PZH zaleca zastosowanie specjalnych metod w celu pozbycia się radonu. Metodę przepuszczania powietrza przez warstwę wody, co ma spowodować usunięcie większości radonu zaleca m.in. Departament Nauk o Środowisku Naturalnym i Inżynierii Uniwersytetu Północna Karolina. W Stanach Zjednoczonych, w instalacjach domowych zaleca się przepuszczanie wody przez urządzenia zawierające granulowany węgiel aktywowany, który ma niemal w stu procentach wytrącić radon. W Polsce nikt takich urządzeń nie montuje.

W grudniu ubiegłego roku weszło w życie rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia dotyczące jakości wody pitnej, wrzucające do jednego worka wszystkie izotopy promieniotwórcze i ustalające jeden wskaźnik dopuszczalnych stu bekereli na litr.

- Ale nie wiadomo do końca, o jakie izotopy chodzi - wyjaśnia Jan Piskło z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Poza tym jeden z zapisów mówi, że nawet przekroczenie owego wskaźnika nie dyskwalifikuje wody, lecz wskazuje na bardziej szczegółową obserwację.

Zdaniem doktora Hałata, polska woda z kranu nie jest badana przez służby kontrolne na obecność co najmniej sześciu substancji rakotwórczych, uznanych w Europie za groźne dla zdrowia.

Jeszcze inaczej wynika z zarządzenia Państwowej Agencji Atomistyki z 1988 roku - przy rocznym spożyciu wody stężenie radonu nie powinno przekroczyć 10 bekereli na litr. W nowym prawie atomowym radon został pominięty.

Jelenia Góra - 314 bekereli

Szklarska Poręba - 1654 bekereli

Świeradów-Zdrój - 438 bekereli

Kromnów - 271 bekereli

Proszowa - 903 bekerele

Brytyjczycy i Amerykanie od wielu lat systematycznie badają stężenie radonu w pomieszczeniach oraz wodach gruntowych. Ciekawe, co by powiedzieli na wyniki z Polski, gdzie w niektórych miejscach dawka jest wielokrotnie przekroczona.

U nas norm nie ma, ale są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zgodnie z nimi dopuszczalna dawka pochłoniętego przez organizm żywy promieniowania, a więc także radonu, pochodząca z wody pitnej, wynosi 0,1 milisiwerta (mSv) na rok. Dawka ta zakłada, że jedna osoba spożywa dwa litry wody na dobę. - W polskim rozporządzeniu zapisano jednak, że dawka 0,1 mSv radonu nie dotyczy - dodaje Piskło. Do tego radon jest wchłaniany przede wszystkim drogą oddechową.

Lepiej siedzieć cicho

Zofia Siedlasz mieszka w czteropiętrowej kamienicy na obrzeżu Jeleniej Góry. Od wielu lat trzyma klucze do wspólnego ujęcia wody, z którego korzystają wszyscy mieszkańcy. Nie miała pojęcia o jakichkolwiek badaniach wody pod kątem radonu.

- Tyle lat tu mieszkam, ale nigdy nie mówiło się o jakiejś radioaktywności - mówi kobieta.

- Jakby było jakieś ryzyko, to przecież by nas powiadomili. Prawda? - dodaje z nadzieją w głosie.

Niestety, osoby, które ośmielają się publicznie mówić o ewentualnej szkodliwości radonu, uznawane są w Polsce za wariatów. Służby wychodzą bowiem z założenia, że jeśli nie ma norm, to nie ma również ich przekroczenia. Po co więc wzbudzać niepotrzebną panikę wśród ludności.

- Ludzie mają prawo do informacji. I nie można im go zabierać - dodaje doktor Przylipski. - Zwłaszcza jeśli ta informacja może w jakimkolwiek stopniu wpłynąć na ich samopoczucie.

A jeśli radon trafi na podatne podłoże, na przykład na osobę, która ma genetyczne predyspozycje do zachorowania na chorobę nowotworową, to wówczas defekt powstały w wyniku napromieniowania przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Poza układem oddechowym, limfatycznym, radon atakuje również mózg i mięśnie.

Zdaniem doktora Hałata, już dawno w rejonie jeleniogórskim zaobserwowano zwiększoną zachorowalność na nowotwory. - Uznano jednak, że dotyczy to głównie górników z dawnych kopalni uranu, którzy w pewnym czasie zawyżyli statystyki.

A to górnicy byli pierwszymi ofiarami radonu.

- Mimo że już wtedy były dowody na szkodliwe działanie radonu, sprawę zbagatelizowano - uważa magister Jerzy Dorda z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Radon to nie jedyne zło, na jakie narażeni są mieszkańcy Kotliny. Bo radon rozpada się m.in. na atakujący układ oddechowy bizmut, ołów, polon i cząstki alfa. Osadzają się w stu procentach w oskrzelach i krtani, powodując schorzenia dróg oddechowych, a w konsekwencji - raka płuc i krtani. Szczególnie działają na młode organizmy.

Ale nawet to nie jest w stanie przekonać urzędników. Państwowa Agencja Atomistyki uspokaja: zagrożenia nie ma. - Nie przekroczono norm, ponieważ takowe nie istnieją. A to, że w jednej miejscowości są mniejsze dawki, a w innych większe

- zależy wyłącznie od uwarunkowań geologicznych - mówi Andrzej Merta, dyrektor departamentu bezpieczeństwa jądrowego i radiacyjnego Państwowej Agencji Atomistyki. - Być może trzeba byłoby badać wcześniej tereny pod kątem stężenia radonu, zanim wybuduje się tam domy, ale trzeba wziąć pod uwagę, że tam już mieszkają ludzie.

Zdaniem doktora Hałata, urzędnikom zależy na spokoju, ponieważ wybuch paniki naraziłby ich na sporo pracy i wydatków. - Specjalistyczne i systematyczne badania kosztują, a nikt nie będzie na to wykładał z własnej kieszeni.

Dobrze, że pracownicy warszawskiego PZH chociaż przyznają, że wyniki potwierdzają hipotezę, iż obszar Pogórza Sudeckiego, w tym obszar Jeleniej Góry, jest terenem o podwyższonym stężeniu radonu. W innych częściach kraju, m.in. na Pojezierzu Mazurskim, w okolicach Gdańska czy w województwie mazowieckim stężenie radonu nie przekracza kilku bekereli.

Wydaje się, że ostatnią szansą dla pół miliona mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej jest Unia Europejska, której przepisy nakażą polskim urzędnikom ustalenie konkretnych norm dla radonu.

ian.org.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
SzyHa
MMA


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 09 Paź 2011
Posty: 637
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 2012-02-01, 13:29   

sami sie albo wytłuczemy bombami atomowymi albo zabiją nas kataklizmy albo częsci radioaktywne z nich
_________________
http://www.judo-rzeszow.pl/
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-02-23, 15:27   

Cytat:
1 marca rozpocznie się ogólnopolska kampania „informacyjna” na temat energetyki jądrowej i promieniotwórczości, przygotowana przez Ministerstwo Gospodarki. Potrwa ona trzy lata i będzie kosztowała 22 mln zł.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa, Mirosław Lewiński z Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki poinformował w środę w Gdańsku podczas posiedzenia wojewódzkiej rady ds. bezpieczeństwa energetycznego, że „celem projektu jest podniesienie wiedzy społeczeństwa na temat energetyki jądrowej i promieniotwórczości”.

Stwierdził on, że z badań prowadzonych przez Ministerstwo Gospodarki od 2009 r. wynika, iż wiedza na ten temat jest bardzo niska. – „Wydaje się, że stosunkowo niski poziom poparcia dla budowy elektrowni jądrowej w Polsce (ok. 40 proc.) jest związany bezpośrednio z bardzo niskim poziomem wiedzy. Ponad 80 proc. badanych deklaruje, że albo nie wie nic, albo wie bardzo mało na temat energetyki jądrowej i promieniotwórczości. Jesteśmy przekonani, że po dostarczeniu odpowiedniej informacji poziom wiedzy wzrośnie, co powinno automatycznie przełożyć się na poziom poparcia” – oznajmił. Całe to „dostarczanie informacji” ma kosztować 22 miliony złotych.

W posiedzeniu Wojewódzkiej rady ds. bezpieczeństwa energetycznego w Gdańsku, oprócz przedstawicieli ministerstwa i Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), uczestniczyli reprezentanci gmin położonych w sąsiedztwie rozpatrywanych lokalizacji elektrowni atomowej, naukowcy i przedstawiciele środowisk gospodarczych zainteresowanych inwestycją. Pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce ma zgodnie z rządowym programem jądrowym powstać do 2020 r. Polska Grupa Energetyczna została wskazana przez rząd na inwestora pierwszych polskich elektrowni jądrowych. PGE do końca 2013 r. ma wybrać lokalizację elektrowni. Na krótkiej liście znajdują się: Żarnowiec i Choczewo (woj. pomorskie) oraz Gąski (woj. zachodniopomorskie). Mieszkańcy gminy Mielno (Zachodniopomorskie) sprzeciwili się w referendum lokalizacji elektrowni jądrowej w letniskowej wsi Gąski. Przeciw głosowało 94 proc. przy 57-proc. frekwencji.

Jak widać, rząd, który „nie ma” na utrzymanie szkół, na tworzenie przedszkoli, na dofinansowanie ośrodków kultury czy bibliotek, ma 22 miliony na „informowanie”. To „informowanie” będzie miało oczywiście postać nachalnej propagandy na rzecz budowy elektrowni atomowych – nie będzie miało nic wspólnego z rzetelną debatą publiczną, w której różne strony na równych prawach mogą przedstawić społeczeństwu swoje racje, analizy, argumenty itp. Nie będzie tam dyskutowane, czy koszty budowy elektrowni oraz jej promowania to jedyna droga ku rozwojowi źródeł energii i dysponowaniu większymi jej zasobami. A przecież to oczywiste, że te same wielkie pieniądze mogłyby zostać spożytkowane na mniej kontrowersyjne i bardziej bezpieczne inwestycje, poczynając na bardziej wydajnym spalaniu węgla w elektrowniach konwencjonalnych, przez tworzenie „zielonych” źródeł energii, a kończąc na modernizacji linii przesyłowych i wdrażaniu rozwiązań ograniczających zużycie energii.

Gdzie teraz są wszyscy zawodowi „obrońcy podatników” przed „marnotrawnym państwem”? Balcerowicz, Gwiazdowski, Gadomski – dajcie głos, brońcie nas przed waszymi kolegami-złodziejami!

nowyobywatel.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-07, 06:46   

Cytat:
Wdzięczność AREVY nie zna granic? Latarnik z Gąsek zatrzymany we Francji
Wczoraj, 5. marca 2012 r. w pobliżu francuskiej miejscowości Granville załoga aż 3 radiowozów policyjnych aresztowała Piotra Laskowskiego, latarnika z Gąsek, znanego jako współzałożyciel antyatomowej Inicjatywnej Grypy Referendalnej i Komitetu www.bezatomu.pl. Współtwórca sukcesu referendum w gminie Mielno z dużej odległości wykonywał zdjęcia tamtejszej elektrowni jądrowej. Aresztowano go, pomimo braku jakichkolwiek widocznych zakazów fotografowania.




Według najświeższych wiadomości (www.dakowski.pl) polski latarnik jest już na wolności, problemem jest teraz odzyskanie zarekwirowanych zdjęć.

Tysiące ludzi dziennie fotografuje N-planty na całym świecie. Wszystkim wolno, polskiemu działaczowi antyatomowemu – nie! Niewątpliwie tzw. służby krajów UE współpracują ze sobą, a latarnik pod specjalnym nadzorem na wdzięczność francuskiej AREVY liczyć raczej nie powinien. Zwłaszcza na jej terenie. Ale zastraszanie „charakternego” Polaka mija się z celem. Co najwyżej Gmina Mielno, mając wielce rozsądną zarządzającą, zerwie stosunki dyplomatyczne z Paryżem.

Ciekawe tylko, w którym kraju Piotr Laskowski zostanie niebawem ponownie osadzony w areszcie i ilu policjantów wysłanych zostanie do schwytania „znanego polskiego eko-terrorysty”. A może pod latarnią w Gąskach już czeka jakiś „zaprzyjaźniony” czołg?



Lech L. Przychodzki

bezjarzmowie.info.ke
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-07, 13:51   

Cytat:
Ruszył proces szefów francuskiego Komitetu Energii Atomowej. Zamieszani są w jedną z najgłośniejszych "afer nuklearnych" w historii Francji. Chodzi o pozostawienie przez przypadek blisko 50 kilogramów radioaktywnego plutonu i uranu w budynku przeznaczonym do rozbiórki.

Szefowie państwowej instytucji, która koordynuje we Francji rozwój sieci elektrowni atomowych, oskarżeni są m.in. o to, że narazili na śmiertelne niebezpieczeństwo robotników pracujących przy rozbiórce jednego z budynków Centrum Badan Jądrowych w Cadarache koło Marsylii. Według specjalistów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że robotnicy mogą w przyszłości cierpieć na choroby nowotworowe, bo może je wywołać bezpośredni kontakt z zaledwie jednym miligramem radioaktywnego plutonu.

W dodatku popełniony przez nich błąd mógł być katastrofalny w skutkach również pod względem bezpieczeństwa państwa. Według ekspertów, jeżeli terroryści przechwyciliby tam 38 kilogramów "bezpańskiego" plutonu i 8 kilogramów uranu - mogliby skonstruować co najmniej 6 bomb atomowych.

Najbardziej szokujący - według prokuratury w Aix-en-Provence - jest fakt, że kiedy przedstawiciele Komitetu Energii Atomowej zdali sobie sprawę z popełnionego błędu, ukrywali to przez ponad cztery miesiące. Później zaniżali ilość "nie zaksięgowanych" i pozostawionych przez przypadek w budynku substancji radioaktywnych. Po kontroli Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego okazało się, ze było tam 46 kilogramów plutonu i uranu. Oskarżonym grozi kara do 15 lat więzienia.

Francja jest europejskim liderem w dziedzinie rozwoju energii jądrowej. Ponad 80 proc. krajowych potrzeb energetycznych pokrywanych jest przez 19 nadsekwańskich elektrowni atomowych. Francuskie koncerny energetyczne chcą również budować elektrownie nuklearne w Polsce.

rmf24.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-07, 14:38   


W najbliższy weekend zapraszamy na wyjątkowe spotkania z Panią Sadoko Monma, mieszkanką Fukushimy, która przyjeżdża do Polski, żeby opowiedzieć nam jak wygląda życie po katastrofie w elektrowni jądrowej.

Program wizyty:
Piątek, 9 marca 2012, godz. 13:00 –otwarcie wystawy „Radioaktywny krajobraz”, Gdańsk, Galeria Bałtycka,

Piątek, 9 marca 2012, godz. 18:30 - Zamek w Krokowej, Krokowa, ul. Zamkowa 1,

Sobota, 10 marca 2012, godz. 17:00 - Zespół Szkół w Choczewie, Choczewo ul. Szkolna 2,

Niedziela, 11 marca 2012, godz. 12:00 – Koszalińska Biblioteka Publiczna, Koszalin, Pl. Polonii 1
Greenpeace Polska
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-09, 23:25   

Cytat:
Mija rok od tragicznej w skutkach katastrofy w japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima. Z tej okazji do Polski przyjechała Pani Sadako Monma, mieszkanka Fukushimy, która spotka się z mieszkańcami gmin, które zostały wytypowane jako potencjalne miejsca budowy w Polsce pierwszego reaktora atomowego.

Pani Monma, otworzyła dziś w Gdańsku wystawę fotograficzną przygotowaną przez Greenpeace i Fundację im. Heinricha Bölla „Radioaktywny krajobraz: Fukushima rok później”. Można ją obejrzeć w Galerii Bałtyckiej do niedzieli 11 marca.
Pani Monma jest mieszkanką Fukushimy, która podobnie jak 150 tys. osób, ucierpiała z powodu skażenia radioaktywnego powstałego po wybuchu w elektrowni jądrowej. W wielu miejscach skażenie nadal jest tak wysokie, że nie nadają się one do ponownego zamieszkania, część poszkodowanych nigdy nie wróci do swoich domów.

„Nie życzę Polakom, a szczególnie mieszkańcom Pomorza, żeby powstała tu elektrownia jądrowa. Jesteście krajem wolnym od atomu, nie wchodźcie w tę atomową pułapkę. Nauczcie się na błędach Japonii, nawet najnowsze technologie nie uchronią Was od ryzyka katastrofy jądrowej” –powiedziała Pani Sadako Monma.

Od piątku do niedzieli, mieszkanka Fukushimy będzie spotykać się z mieszkańcami gmin Krokowa, Choczewo i Mileno. Na otwartych spotkaniach Pani Monma opowie o tym, jak wygląda życie po katastrofie nuklearnej oraz o tym jak wyglądały dramatyczne chwile zaraz po ogłoszeniu informacji o uszkodzeniu reaktora, ewakuacji zagrożonych miejscowości, schroniskach dla ofiar katastrofy i życiu w cieniu promieniotwórczego zagrożenia. Jest to pierwsza tego typu wizyta w Polsce.

„Z powodu katastrofy jądrowej w Fukushimie tysiące ludzi na zawsze musiało opuścić swoje domy. Na szczęście mieszkańcy Pomorza nie poddają się atomowej propagandzie rządu i PGE, stanowczo protestując przeciwko atomowi. Musimy pamiętać o tym, że nie ma na świecie bezpiecznej elektrowni jądrowej. Polski rząd powinien jak najszybciej wycofać się z planów budowy reaktora oraz wykorzystać fundusze na rozwój bezpiecznych i przyjaznych środowisku technologii opartych na produkcji energii z odnawialnych źródeł” – powiedział Iwo Łoś, koordynator kampanii Greenpeace Klimat i Energia.

„Komitety protestacyjne działają już we wszystkich trzech gminach wytypowanych pod budowę elektrowni jądrowej. Nie zgadzamy się na budowę elektrowni jądrowej w Żarnowcu ani w ogóle na Pomorzu. Atom to wysokie koszta i zagrożenie oraz kłamstwa o miejscach pracy dla mieszkańców.” – mówi Andrzej Sławiński, przewodniczący Komitetu Obywatelskiego „NIE dla ATOMU w KROKOWEJ” działającego przy stowarzyszeniu Eko-Żarnowiec.

Pani Sadako Monma
Jest dyrektorką przedszkola Soramame w Watari na przedmieściach Fukushimy. Przedszkolny plac zabaw i obszary go otaczające były tak skażone, że dzieci nie mogły się tam bezpiecznie bawić, więc rodzice i lokalna społeczność wspólnymi siłami starali sie oczyścić teren. Przenieśli jedną część przedszkola (drewniany budynek), jednak to nie rozwiązało problemu skażenia. Większość dzieci przestała w ogóle chodzić do przedszkola, a pani Monma planuje przenieść całą placówkę do mniej skażonej części miasta.

greenpeace.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-12, 13:03   

Cytat:
11 marca 2012 r. minął dokładnie rok od tragicznego w skutkach trzęsienia Ziemi i tsunami w Japonii. Pochłonęło ono ponad 25 tysięcy ofiar w ludziach i spowodowały ogromne straty materialne. Najpoważniejszym jednak długofalowym skutkiem tego kataklizmem jest awaria w elektrowni atomowej Daiichi koło miasta Fukushima. Zniszczeniu uległy cztery reaktory, a uszkodzone zostały dwa. Rdzenie trzech stopiły się i wyciekły z ciśnieniowych pojemników, wżarły się w fundamenty i nie jest jasne, gdzie obecnie są i jakie reakcje jądrowe w nich zachodzą. Każdy taki rdzeń to ok. 60 ton wysoko radioaktywnego paliwa. Jeszcze większy problem stanowią zużyte pręty paliwowe, których są tam tysiące ton. Między 11 a 15 marca miały miejsce trzy silne eksplozje reaktorów, z których jedna zniszczyła basen ze zużytym paliwem i rozrzuciła jego zawartość po okolicy w promieniu 2 km. To była ostra faza katastrofy, lecz potem…

W mojej październikowej notce „Pinatubo i Fukushima – powolne fazy katastrof” pisałam: „Potem zaczęła się powolna faza katastrofy. Zbiorniki ze zużytym paliwem i zniszczone reaktory polewano woda w wielkich ilościach, co powodowało wycieki skażonej wody. Radioaktywna para i dymy powiększały obszar skażony.” I dalej: „Ta powolna faza trwa już ponad sześć miesięcy i jej skutki są coraz bardziej widoczne. Z terenów w promieniu 250-270 km od Fukushimy dobiegają coraz bardziej niepokojące wiadomości na temat rosnącego skażenia. W mieście Kashiwa doszło ono do 20 mikrosievertów na godzinę (na powierzchni, 20 cm głębiej 57). Mówi się o oczyszczaniu gruntu, lecz wiadomo już , że powinno ono objąć 180 km2 w dzielnicach mieszkalnych. Co więcej elektrownia dostarcza wciąż nowych porcji radioaktywnych izotopów. Utrzymujący się wysoki poziom radioaktywnego jodu świadczy o tym, że zachodzą nieustannie niekontrolowanie reakcje jądrowe. Na terenie Fukushimy znajduje się ok. 1700 ton rozmaitych promieniotwórczych materiałów, tak więc jest czym zanieczyszczać.”

Podkreślałam także, że rządowi i TEPCO najbardziej zależało na utrzymaniu w tajemnicy prawdziwej skali katastrofy i jej charakteru. W sierpniu napisałam tekst „Pięć miesięcy z Fukushimą – anatomia kłamstwa”. Stwierdziłam w nim:

„Władze przez trzy miesiące nie chciały przyznać, że doszło do stopienia rdzeni, a komory ciśnieniowe w których się znajdowały zostały podziurawione i co najmniej część stopionego paliwa z nich wyciekła. Dopiero w czerwcu uznano to oficjalnie. Milczano też na temat pożarów w basenach ze zużytym paliwem oraz skutków trzech wybuchów do których doszło w reaktorach w dniach 11-15 marca, a zwłaszcza bardzo silnej eksplozji w reaktorze nr 3, która rozrzuciła kawałki prętów paliwowych po okolicy. Dopiero pod koniec kwietnia opublikowano pierwsze zdjęcia zniszczonej elektrowni.

Gdy minęła fala pierwszych doniesień na temat awarii, starano się wyciszyć temat podając kilkudziesięciokrotnie zaniżone dane na temat skażenia radioaktywnego i cenzurując media, a nawet Internet. Wyznaczono zaledwie 20 km strefę ewakuacji, podczas, gdy Amerykanie nakazali swoim obywatelom trzymać się co najmniej w odległości 50 mil (80 km) od Daiichi. Propaganda nie ma jednak wpływu na substancje promieniotwórcze. One cały czas wydobywają się ze zniszczonych budynków i skażają wszystko wokół. Na jaw wychodzi coraz więcej niepokojących rzeczy.”

W październikowym wpisie pisałam też: „Główną troską władz było zachowanie w tajemnicy danych o prawdziwych rozmiarach tego skażenia. Dopiero po trzech miesiącach od katastrofy przyznano, iż rdzenie rzeczywiście się stopiły. Parę dni temu potwierdzono informacje sprzed ponad miesiąca, o tym, że grunt na terenie elektrowni pękał, a ze szczelin wydobywała się silnie radioaktywna para (5-10 sievertów/godz.). Powody jej tajemniczości są dwa: po pierwsze dbałość o interesy lobby atomowego, a po drugie chęć uniknięcia dalszych ewakuacji ludności.”

Zakończyłam to następującą prognozą: „Przyszłość wydaje się wiec jasna. W miarę rozszerzania się skażeń i uświadamiania sobie ich obecności przez mieszkańców stref skażonych, coraz więcej osób będzie je opuszczać i stopniowo będą one pustoszeć. Obszar wokół Fukushimy zamieni się w pustkowie, podobnie, jak wokół Pinatubo. Będzie miał jednak znacznie większe rozmiary”.

Te przewidywania zaczynają się już spełniać. Niedawno w portalu Enenews.com można było przeczytać, że w prefekturze Chiba na północ od Tokio po raz pierwszy od drugiej wojny światowej spadła liczba ludności. Ten rejon był szczególnie silnie skażony. Z innej wiadomości z tego samego portalu i dnia dowiadujemy się, że zbiornik zużytego paliwa przy reaktorze nr 4 grozi wciąż pęknięciem lub nawet zawaleniem się, w wyniku czego zniszczone może zostać Tokio. Oficjalna propaganda stara się wytworzyć wrażanie, ze katastrofa nuklearna już minęła, podczas, gdy ona nadal trwa, a skażenie wciąż się rozszerza i kumuluje. Kampania kłamstw nie ma końca.

wolnemedia.net
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
SzyHa
MMA


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 09 Paź 2011
Posty: 637
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 2012-03-12, 19:10   

to wszystko jest ukrywane bo takie rzeczy wywołują ogromną panikę,a i tak w razie potrzeby ludzie będą ewakuowani
_________________
http://www.judo-rzeszow.pl/
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-15, 13:36   

Cytat:
"Energia atomowa staje się droższa, podczas gdy ta z odnawialnych źródeł tanieje". Jesteśmy naprawde zaskoczeni, bo ów cytat pochodzi z najnowszego numeru najbardziej znanego tygodnika ekonomicznego na świecie - "The Economist" - wcześniej pro-atomowego. A w nim duży tekst "Energia atomowa - marzenie, które zawiodło".
http://www.economist.com/node/21549098
facebook.com/greenpeacepl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Sinster 


Dołączył: 07 Mar 2012
Posty: 16
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2012-03-15, 13:57   

Naprawdę ? Greenpeace? Nie wstawiałbym nigdzie informacji wrzucanych przez tych naciągaczy jeżeli bym chciałbyć brany na poważnie.Już lepiej byłoby napisać że to z tego economista informacja :-) . Co nie zmienia faktu że informacja możliwe jest jak najbardziej prawdziwa,musiałbym się przyjrzeć.

Chociaż jestem niemalże pewien że nadal bardziej opłacalna jest energia atomowa, a dopóki tak będzie to reaktory wciąż będą istniały :roll: . Problem z zieloną energią jest taki że jest ona niekoniecznie droższa, ale nieefektywna w utrzymaniu i zagospodarowaniu terenu.
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2012-03-15, 14:01   

Bzdury wypisujesz.
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB3 Assistant
MMA