djmati90 Pomógł: 4 razy Wiek: 21 Dołączył: 09 Sie 2007 Posty: 480 Skąd: Jelna/Kraków
Wysłany: 2009-06-27, 20:03
w czrnobylu nie było wybuchu tylko wyciek. Ale w tym przypadku wybuchu niebędzie. Masa krytyczna bryłki czegos tam radioakt. musiałby być przekroczona zeby była samoczynna reakcja łancuchowa tam są odpady z prętów czyli juz nie to co było na początku w reaktorach.
Poza tym ludzie! To jest robione specjalnie! Niemcy zaczną szantażować świat wizją autodestrukcji! Nie widzicie tego? Ja im nigdy nie ufałem!
Pod nosem wyrasta nam nowe nieobliczalne mocarstwo atomowe!
i nasz rząd nic nie robi!
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2009-06-27, 20:53
DrunkenMaster napisał/a:
Potem tylko parę tysięcy osób miało jakiś niegroźny nowotwór całkowicie i bezproblemowo usuwalny.
ech 'nowotwor' i 'niegrozny' - jakos mi to niepasi jako wyrazy bliskoznaczne;)
djmati90 napisał/a:
Poza tym ludzie! To jest robione specjalnie! Niemcy zaczną szantażować świat wizją autodestrukcji! Nie widzicie tego? Ja im nigdy nie ufałem!
Jak dla mnie to do szantarzu im daleko, chco moze nie rowazam wszystkich opcji (ale pokusze sie o pytanie: czy tylko dla mnie na mapie UE przypomina kiedajsza Rzesze?).
Pewne jest jedno, predzej czy pozniej ktoras z otaczajacych Polske elektrowni znowu zrobi bum, a wtedy napewno oberwiemy radioaktywnym gownem i nie bedzie zmiluj.
Inna sprawa to, ze na Niemcow gadamy, a sami jeszcze z dziadostwem zostawionym przez Rosjan nic jeszcze nie zrobilismy.
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Shinra, to, że jakaś elektrownia zrobi bum wcale nie jest takie pewne. Niby dlaczego miałaby zrobić? W czarnobylu się jębnęło, bo idioci chcieli przetestować osiągi elektrowni i się przeliczyli, wygięło im granitowe konstrukcje i pręty do uranu nie mogły być wstrzelone, żeby zakończyć reakcję. Teraz i sprzęt jest nowocześniejszy i nikt takich eksperymentów nie przeprowadza, a i systemy bezpieczeństwa są sprawniejsze.
-> poker online, 50$ na start bez depozytu, możliwość wypłaty po zagraniu określonej ilości rozdań,
-> na wszystkie pytania odpowiem na pw, w razie co służę pomocą
djmati90 Pomógł: 4 razy Wiek: 21 Dołączył: 09 Sie 2007 Posty: 480 Skąd: Jelna/Kraków
Wysłany: 2009-06-28, 21:32
D.M ma rację. Technologia poszła do przodu. Elektrownie nuklearne mogą być dobrą alternatywą dla tych na węgiel.
Shinra to o niemieckich planach to oczywiście był jeden wielki żart.
UE a III Rzesza. No cóż zarówno w IIIRz. jak i w państwie które ma powstać po ratyfikacji traktatu który powinien być już martwy są podobieństwa >. Państwo ma tendencje do faszyzacji(podporządkowywania sobie) nowych sektorów i sfer życia społeczno-gospodarczego
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2009-06-28, 23:52
Technologia poszla do przdu, a to zrobi bum albo nie. Jak dla mnie to jest to obiekt stanowiacy oczywiste zagrozenie, ktory dodatkowo bedzie stanowic zagrozenie jeszcze dlugo po tym gdy ja zaczne porastac trawa i stokrotkami. Ale oczywiscie to moje zdanie i nikt nie musi sie ze mna zgadzac.
djmati90 napisał/a:
Shinra to o niemieckich planach to oczywiście był jeden wielki żart.
Ostatnio tyle durnych antyniemieckich haselek sie nasluchalem, ze juz przestaje odrozniac zarty, sorka.
Co do UE, milo ze nie tylko ja widze to jako cuchnace bagno.
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Tja, a wiesz, ile radioaktywnych substancji wydziela elektrownia węglowa? Dokładnie nie pamiętam, ile, ale też sporo - i to przy normalnej pracy. Inna sprawa, że w Pl mamy duże złoża węgla, więc powinniśmy tą formę wytwarzania energii lansować, a jak debile dajemy sobie idiotyczne podatki węglowe nakładać...
Toksyczna więź: WHO i IAEA czyli o "niezależnych ekspertach"
50 lat temu, 28 maja 1959 r. na zgromadzeniu WHO - Światowej Organizacji przegłosowano zawarcie poufnej umowy z IAEA - powstałą zaledwie 2 lata wcześniej Międzynarodową Agencją Energii Atomowej - agendą ONZ ds. pokojowego wykorzystania energii atomowej. Dzięki tej umowie IAEA zyskała prawo veta w w sprawach działań WHO odnoszących się w jakimkolwiek stopniu do energii jądrowej, a tym samym blokowania możliwości należytego wypełnienia przez WHO swoich obowiązków w zakresie badania zagrozeń dla ludzkiego zdrowia związanych z promieniowaniem radioaktywnym i informowania o nich opinii publicznej.
Celem WHO jest rzekomo promocja "osiągnięcia przez wszystkie narody możliwie najwyższego poziomu zdrowia", misją IAEA jest z założenia natomiast "przyspieszanie i powiększanie wkładu energii atomowej na rzecz pokoju, zdrowia i dobrobytu na całym świecie". Agencja jest najbardziej znana z dzialań na rzecz ograniczenia rozprzestrzeniania się broni atomowej, jej głównym celem działania jest jednak promocja interesów światowego przemysłu nuklearnego, wykorzystuje więc umowę z WHO by niedopuszczać do ujawnienia wyników coraz liczniejszych badań naukowych dotyczących faktycznych zagrozeń zdrowotnych związanych z promieniowaniem radioaktywnym.
Obie organizacje muszą informowac się nawzajem o wszelkich podejmowanych działaniach i projektach, które mogą mieć znaczenie dla interesów obu stron oraz wspólnie podejmowac decyzje nt. wykorzystania zgromadzonych i ich trakcie statystyk i danych. Obowiązki stron wydają się w umowie zrównoważone, w praktyce jednak jej skutki są jednostronne. Każdy projekt badawczy WHO musi uzyskać akceptację IAEA, a jesli jego wyniki są dla przemysłu jadrowego niewygodne, IAEA może zażądać ich utajnienia.
Np. dochodzenie WHO w sprawie zdrowotnych skutków katastrofy w Czarnobylu w kwietniu 1986 r. zostało de facto przejęte przez IAEA a niewygodne informacje pozyzyskane w jego trakcie - utajnione. Konsekwencje awarii reaktora w Czarnobylu dla zdrowia i życia okolicznej ludności były też tematem dwóch dużych, międzynarodowych konferencji naukowych: w Genewie w 1995 r. i w Kijowie w 2001 r. Pełnych materiałów z tych konferencji do tej pory jednak nie opublikowano, mimo zapewnień że tak się stało złożonych przez rzecznika WHO w Le Monde Diplomatique.
Z opublikowanego w 2005 r. raportu zdominowanego przez IAEA Forum Czarnobylskiego wynika, że całkowita liczba ofiar śmiertelnych katastrofy (zmarłych zarówno w jej trakcie jak i w wyniku związancyh z nią chorób)zamyka się w kilku tysiącach osób. Jego twórcy zignorowali kompletnie wyniki prowadzonych wczesniej przez renomowane ośrodki badań epidemiologicznych donoszących o znacznie wyższej śmiertelności i powszechnych uszkodzeniach genetycznych. Wiele ze zgromadzonych w ich trakcie danych zostało zaprezentowanych na konferencjach w Genewie i w Kijowie, niestety dzieki nieopublikowaniu wystąpień z tych forów, nie nie dotarły one po dziś dzień do opinii publicznej.
"Ofiarami" paktu między WHO a IAEA pada wielu naukowców takich jak brytyjski biolog i radiolog Keith Baverstock, który pracował w latach 1991-2003 jako eksprert od promieniowania i regionalny doradca w europejskim biurze WHO, skąd został wyrzucony po tym jak zwrócił przełożonym uwagę na to, że nowe dowody epidemiologiczne zebrane w czasie badań prowadzonych na weteranach testów nuklearnych oraz żołnierzach narażonych na kontakt ze zubożonym uranem świadczą o tym, że obecnie wykorzystywane modele ryzyka związanego z promieniowaniem radioaktywnym są nieadekwatne do faktycznych zagrożeń i znacznei zaniżają to ryzyko.
Bravestockowi udało się w końcu opublikowac swoje wnioski w czasopiśmie "Medicine, Conflict and Survival" w kwetniu 2005. W artukule wezwał do gruntownej reformy zawodu i podkreslił konieczność zadbania o polityczną niezależność ośrodkow naukowych.
Co roku, od czasu 21 rocznicy katastrody w Czarnobylu w 2007 r., w biurach WHO w Genewie prowadzone są codziennie "hipokrytyczne czuwania" organizowane przez tzw. Niezależne WHO by zmusić organizację do zerwania umowy z IAEA. Protesty kontynuowano w trakcie zakończonego wczoraj 62 Ogólnego Zgromadzenia WHO, będa również trwały w trakcie odbywającego się dziś zebrania Komitetu Wykonawczego WHO.
Opozycja wobec umowy WHO-IAEA stale rośnie - do jej wypowiedzenia wezwał m.in European Committee on Radiation Risk (ECRR) w trakcie niedawnej konferencji w Lesvos w Grecji.
Przypominamy, że WHO dopiero po latach uznała palenie tytoniu za szkodliwe dla zdrowia. Przyczyną były naciski przemysłu tytoniowego.
Więcej http://www.who.int/tobacco/en/who_inquiry.pdf
We wtorek, 30 czerwca 2009 roku, Francuska agencja zarządzania odpadami radioaktywnymi (Andra) poinformowała, że do roku 2030 ilość wysokoradioaktywnych odpadów wzrośnie dwukrotnie. Odpady te, to przede wszystkim wypalone paliwo jądrowe pochodzące z reaktorów.
Sporządzony co trzy lata spis inwentaryzacyjny odpadów zawiera stan obecny i prognozy. Poprzednia wersja (rok 2007) określała, że kategoria najbardziej niebezpiecznych odpadów, tzw. odpadów wysokoradioaktywnych, stanowiła aż 95% całej radioaktywności, jednocześnie stanowiąc 0,2% objętości wszystkich odpadów. Tegoroczne wydanie szacuje, że przez kolejne 21 lat ilość odpadów wzrośnie o 120% do wartości 2,2 milionów metrów sześciennych, z czego odpadów z kategorii wysokoradioaktywnych będzie 5060m3.
Jednocześnie, brakuje racjonalnego i bezpiecznego rozwiązania tego problemu. Francja nie posiada obecnie podziemnych magazynów mogących pomieścić wyprodukowane w przyszłości odpady. Wysokoradioaktywne pozostałości powstałe w wyniku wytworzonej energii do tej pory przechowuje się u dostawcy paliwa. Firma Areva gromadzi je w naziemnym składzie w La Hague na północno-zachodnim wybrzeżu Normandii, którego zawartość wg francuskiego prawa musi zostać przeniesiona do podziemnych magazynów do roku 2025.
Elektrownię jądrową w Kruemmel przyłączono do sieci 23 września 1983 roku. Przez ostatnie lata wielokrotnie dochodziły do nas informacje o zakłóceniach pracy i awariach siłowni. Właściciele - Vattenfall i E.ON regularnie przeznaczali spore środki na naprawy. Apogeum nastąpiło w roku 2007, kiedy wybuchł pożar w transformatorowni oraz odkryto tysiące wadliwych śrub. Niezbędna wymiana podzespołów przeciągnęła się do dwóch lat. Pośpiech był znaczny, bowiem decyzja o ponownym rozruchu zapadła w ciągu kilku dni, a normalnie trwa klika tygodni. 19 czerwca 2009 reaktor wznowił pracę. Teoretycznie na 8 - 9 lat.
Wznowił, ale nie na długo. Już 1 lipca nastąpiła awaria transformatora agregatu prądotwórczego. Elektrownię odłączono od sieci. Naprawa nie trwała długo - siłownię uruchomiono ponownie. Niestety, 4 lipca odnotowano kolejną nieprawidłowość, co doprowadziło do kolejnego wyłączenia reaktora. Sprzeczne są informacje o szczegółach zajścia. Vattenfall przyznaje się, do złej polityki informacyjnej (milczenia), a Greenpeace dopowiada, że nie jest prawdą, jakoby awaria dotyczyła tylko nieatomowych części urządzeń. Całe zamieszanie wokół "Krümmel Nuclear Power Plant" spowodowało liczne protesty ludności.
Niemcy zamknęli jedną z najnowocześniejszych elektrowni jądrowych. Do awarii doszło w elektrowni Emsland w Lingen.
Nie stwierdzono wycieku radioaktywnych substancji. Zabezpieczenia zadziałały prawidłowo. Reaktor za dwa dni zostanie ponownie włączony do sieci - poinformował rzecznik RWE Power.
Blok reaktora Emsland został uruchomiony w 1988 roku. Może zaopatrywać w prąd 3,5 mln gospodarstw domowych.
SPRAWDŹ, KTO BUDUJE ELEKTROWNIĘ ATOMOWĄ KOŁO POLSKIEJ GRANICY >>
W lipcu do awarii doszło w elektrowni Kruemmel koło Hamburga. W Niemczech czynnych jest jeszcze 17 elektrowni jądrowych. Nasi sąsiedzi chcą je zamknąć do 2021 roku.
Parę słów o „wolnych” mediach i rzetelności dziennikarskiej
(Komentarz do artykułu z „Przekroju” „Druga wojna atomowa” i towarzyszącej mu audycji radiowej w VOX FM)
Media głównego nurtu nie od dziś aktywnie uczestniczą w promowaniu interesów politycznych klik i kręgów międzynarodowego biznesu. Wystarczy wspomnieć kampanię „informacyjną”, poprzedzającą akcesję do UE, kiedy to poza Radiem Maryja i prasą trzecio-obiegową krytyczne głosy nie były prezentowane w ogóle, lub były ośmieszane. Podobnie wygląda sprawa z planowaną w Polsce budową elektrowni jądrowych. Kampania medialna ruszyła już dawno, a większość dziennikarzy nie sili się na zachowanie nawet pozorów obiektywności.
W kampanię tę doskonale wpisuje się artykuł Igora Ryciaka z Przekroju pt: „Druga wojna atomowa” (http://www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,4802.html), wraz z uzupełniającą go audycją radiową. Stronniczość artykułu rzuca się w oczy już na wstępie. Ponure fotografie ruin Żarnowca, opatrzone komentarzem o zmasowanej akcji ekologów, przez którą polska energetyka jest dziś w punkcie wyjścia (tzn. tam gdzie 30 lat temu). Dla kontrastu mamy też zdjęcie zachodniej EJ, gdzie „dawno już wrosły one w krajobraz”, oraz makiety EJ Żarnowiec. Autor twierdzi, że ówczesna walka była w istocie walką z reżimem komunistycznym. Nie wie chyba, że w owym czasie część kręgów antykomunistycznej opozycji popierała budowę EJ, motywując to… szansą na zbudowanie polskiej bomby atomowej. Nie wspomina też, że planowana konstrukcja miała zapewnić pokrycie jedynie 1-2% zapotrzebowania na elektryczność, więc straszenie ekologami, którzy swoimi akcjami doprowadzili do zagrożenia Polski brakiem prądu, jest po prostu obrzydliwą manipulacją. Autor jakoś zapomniał też, że EJ Żarnowiec była budowana wg planów radzieckich, które współczesnych standardów bezpieczeństwa nie spełniają. Gdyby nawet powstała i nic by się nie stało, to i tak po wejściu do UE musiałaby być wyłączona, tak jak np. wszystkie EJ we wschodnich Niemczech. Ważne, że „po zmasowanej akcji ekologów inwestycja stanęła”.
Starając się zachować pozory obiektywności (wszak różnica między czytelnikami „Przekroju”, a np. „Faktu”, mimo wszystko istnieje), autor przytacza wypowiedzi przeciwników EJ (m.in. członków IAN). Czyni to jednak w sposób wyjątkowo wybiórczy, tak, by przypadkiem nie zaszkodziły wizerunkowi bezpiecznej, taniej i ekologicznej energii z atomu. Przeczytamy więc o konieczności zmniejszenia energochłonności gospodarki i inwestowania w odnawialne źródła energii, z którymi to argumentami zgodził się goszczący w audycji „W dobrym tonie” przedstawiciel rządu, dodając że jest to absolutny priorytet, ale i tak budowa EJ jest koniecznością. Przeczytamy też wspomnienia o budowie Żarnowca, jak to kwitły tam kradzieże, pijaństwo itd.
Nie przeczytamy natomiast NICZEGO na temat ZAGROŻEŃ, związanych z energetyką jądrową. I nie chodzi tu wcale o straszenie powtórką Czernobyla (nawet autor dostrzegł, że argumenty przeciwników EJ nieco się zmieniły). Nie dowiemy się np., iż nawet podczas normalnej pracy EJ emituje spore ilości radioaktywnych gazów i zjonizowanego powietrza. Ani że nawet małe dawki promieniowania, przy długotrwałej ekspozycji zwiększają ryzyko wystąpienia nowotworów. Nie wspomina też autor o wzroście zachorowań na białaczki wokół EJ (także tych zachodnich). Nie dowiemy się niczego o radioaktywnych wyciekach, skażeniach wód gruntowych i gleby w okolicach składowisk odpadów, np. we Francji. Ani o płynnych ściekach, spuszczanych w ogromnych ilościach do mórz, czy beczkach z odpadami, topionych u wybrzeży krajów trzecich, np. Somalii. Nie dowiemy się także o wydobyciu i przetwarzaniu uranu i skutkach tego dla środowiska, ani o śmierci i chorobach dziesiątek tysięcy górników.
Zamiast tego możemy poczytać o tym jak wiele reaktorów działa na tzw. Zachodzie. Niestety autor nie wspomina już, że większość z nich to spadek po Zimnej Wojnie. Nie wie też (???), iż z racji swojego wieku będą musiały być one wkrótce wyłączone (chyba, że lobby atomowe wymusi na rządach zmniejszenie marginesów bezpieczeństwa i przedłuży dopuszczalny czas eksploatacji). Np. w USA, gdzie „każdego roku powstaje 100 tysięcy gigawatów” nie wybudowano ŻADNEJ nowej EJ od czasów katastrofy na Three Mile Island, tzn. od roku 1979.
Autor przytacza też sondaże, wskazujące na rosnącą w naszym kraju akceptację dla EJ, wnioskując, że zdobycie poparcia lokalnej ludności przez przeciwników atomu nie będzie już takie proste jak 20 lat temu. Cóż… Biorąc pod uwagę, że przeciwnicy energii nuklearnej nie są w Polsce w ogóle dopuszczani do głosu, a wbijanie do głów poparcia dla atomu zaczyna się już w gimnazjach (specjalne lekcje, promujące EJ) to i tak obywatele jednak się jeszcze całkiem ogłupić nie dali. I to mimo usilnych starań „Gazety Wyborczej”, czy służalczych pisarczyków, pokroju pana Ryciaka.
Argumenty, jakoby uranu miało starczyć na 700 lat, podczas gdy kopalne paliwa wyczerpią się już wkrótce są tak absurdalne, że nawet szkoda ich komentować. Podobnie jak przytaczanych biadoleń członków FORMATOM-u, którzy nagle zaczęli troszczyć się o klimat i emisję CO2. Zresztą w audycji radiowej argument, że budowa EJ powstrzyma zmiany klimatyczne, powtarzany był wielokrotnie, zgodnym chórem zarówno przez prowadzącego, jak i zaproszonych gości. Szkoda że autor nie zauważył, iż Polska mimo, że „energetykę opiera w 92% na spalaniu węgla, co daje niechlubne drugie miejsce w Unii Europejskiej” emituje
MNIEJ CO2 niż Francja, gdzie blisko 80% elektryczności pochodzi z rozszczepienia. Również Stany Zjednoczone będące „największym producentem elektryczności z siłowni jądrowych” - są w skali globu największym emiterem CO2 (ok. 25% światowych emisji).
Na koniec dowiadujemy się o istnieniu Stowarzyszenia „Ekologów” na rzecz Energii Nuklearnej. Tyle tylko, że to nie żadni ekolodzy, a podszywający się pod nich proatomowi lobbyści, urzędujący w rozmaitych agendach, żywo zainteresowanych rozwojem polskiego programu nuklearnego. Większość z nich popierało energetykę jądrową również w minionej epoce, a do dziś utrzymują oni jakoby w Czernobylu nic się nie stało, zginęło tam 31 osób – mniej niż w zawalonej hali w Chorzowie.
Ogólnie cały artykuł przepełniony jest czarnymi proroctwami, co się stanie jeśli w Polsce nie powstanie elektrownia atomowa. Straszenie kolosalnymi karami za emisje CO2 (których i tak budowa atomówki NIE zmniejszy), wizje braku dostaw prądu, kolosalnych podwyżek cen, zmniejszenia zarobków itd. Straszenie złymi ekologami którzy szykują się na wojnę, zablokują inwestycje przeciągając je latami, pogrążając nas w cywilizacyjnej zapaści, przypomina propagandę uprawianą w czasach sowieckich. Pocieszę pana Ryciaka, że władza już szykuje specustawę, która uniemożliwi ekooszołomom torpedowanie planów chcących uszczęśliwić nas wszystkich polityków. Tylko po co temu krajowi jakakolwiek konstytucja, skoro każda odpowiednio intratna inwestycja może prowadzić do jej zawieszenia? Dla dobra ogółu oczywiście…
Audycja radiowa, będąca uzupełnieniem artykułu również do bezstronnych nie należała. Zarówno redaktor prowadzący jak i zaproszeni goście: przedstawiciel Departamentu Energii Jądrowej - Zbigniew Kamieński i wspomniany już Igor Ryciak z „Przekroju”, zgodnym chórem powtarzali mantrę o konieczności budowy w Polsce EJ. Plany uruchomienia EJ w 2020 r., które nawet z punktu widzenia promującej przemysł nuklearny, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej są nierealne, redaktor prowadzący określał mianem „ambitnych” (a nie np. utopijnych). Stale przypominano o limitach CO2, narzuconych przez UE, powtarzając przy tym tezę o nieemisyjności EJ, co nie jest prawdą, jeśli przestanie się traktować EJ jako zamknięty układ, a uwzględni się np. działanie kopalni, obróbkę rudy, transport międzykontynentalny, mobilizacje tysięcy policjantów do jego ochrony itd. Wszyscy kilkakrotnie powtarzali też kłamstwo, iż ekolodzy nie będą dyskutować, bo „są przeciw i już”.
Zaproszonym do drugiej części programu przedstawicielom ruchu ekologicznego nie dane było wyartykułować krytycznych głosów, gdyż redaktor prowadzący umiejętnie kierował dyskusję na inne kwestie. Nie usłyszeliśmy, zatem pytań o zagrożenia, związane z EJ. Mieliśmy za to przeciągające się dygresje na temat zabijania ptaków przez wiatraki, czy możliwości otrzymania dopłat unijnych na oczka wodne. Prowadzący nie szczędził też gościom złośliwych uszczypliwości w stylu „widziałem jak się pan uśmiechał, mówiąc, że do roku 2020 nie uda się wybudować EJ”. Audycja na pewno nie była „w dobrym tonie”, podobnie jak cały artykuł. Poziom służalczości polskich dziennikarzy wobec Polskiej Zjednoczonej Partii Władzy i stojących za nią grup interesu, jest porażający. Pokazuje to, że mimo iż system się zmienił, nie zmieniło się zbyt wiele. Władza jak zwykle chce dobrze i wie lepiej, tylko społeczeństwo trzeba „doinformować”, a nieodpowiedzialnych oszołomów najlepiej izolować, by czasem nie popsuli ogólnego wizerunku państwa dobrobytu. A intelektualne prostytutki są na każde zawołanie tych, w których kieszeni siedzą. Pozostaje życzyć im dalszych sukcesów w uprawianiu wszetecznego rzemiosła.
Cytat:
Awarie ściśle tajne. Awarie w niemieckich EJ
Od kilku dni prasa niemiecka informuje o licznych awariach w niemieckich elektrowniach atomowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te awarie przedstawiciele elektrowni, a nawet władz lokalnych, próbują ukryć przed społeczeństwem.
Najpierw media poinformowały o awarii w niemieckiej elektrowni atomowej w Kruemmel pod Hamburgiem. Po kilku dniach okazało się, że awaria była dużo poważniejsza, niż twierdzono. - Uszkodzony został radioaktywny rdzeń reaktora - przyznał ze skruchą szef działu atomowego szwedzkiej Vattenfall Ernst Michael Zuefle. To nie jedyna awaria, o jakiej doniosły media. W dolnosaksońskim składowisku odpadów nuklearnych w Remlingen w wielu miejscach doszło do wycieku radioaktywnego i to już nie pierwszy raz - twierdzą media. Również i w tym wypadku władze próbowały zataić lub zbagatelizować ten fakt.
W Niemczech już od dawna trwa gorąca dyskusja, jak długo jeszcze mają pracować elektrownie atomowe. Zgodnie z planami uzgodnionymi przez poprzednią koalicję socjaldemokratów z Zielonymi, trwa stopniowy (do 2020 roku) proces wycofywania się z energetyki atomowej, a ostatni reaktor atomowy powinien zostać zamknięty w Niemczech w 2021 roku. SPD od chwili objęcia rządów w 1998 roku konsekwentnie wyłączała niemieckie reaktory. Chadecja, która obecnie współrządzi z SPD, kwestionuje racjonalność tego planu, ale pod naciskiem współkoalicjanta podpisała umowę koalicyjną, w której został umieszczony zapis o stopniowym zamykaniu elektrowni atomowych. W dobie kryzysu energetycznego chadecy coraz częściej mówią o zmianie decyzji i utrzymaniu elektrowni atomowych, lecz socjaldemokraci - wspierani przez Zielonych - nie chcą o tym słyszeć i wykorzystują argument, że elektrownie atomowe - co pokazują awarie - są bardzo niebezpieczne.
Na świecie w 31 krajach funkcjonuje w sumie 437 elektrowni atomowych, z czego 17 w Niemczech.
Waldemar Maszewski, Berlin
"Nasz Dziennik" 2009-07-16
Cytat:
Niemcy mają poważny problem z elektrownią atomową
Koncern energetyczny Vattenfall przyznał, że skala problemów w elektrowni atomowej Kruemmel koło Hamburga jest większa, niż dotychczas sądzono. Szef niemieckiej dyplomacji i kandydat SPD na kanclerza Frank-Walter Steinmeier zażądał ostatecznego zamknięcia liczącej 26 lat elektrowni.
Na konferencji prasowej w Berlinie szef zarządu koncernu Tuoma Hatakka poinformował, że po sobotnim zwarciu w transformatorze wykryto przynajmniej jeden uszkodzony pręt paliwowy w reaktorze. Dopiero za kilka miesięcy możliwe będzie jego ponowne uruchomienie.
Hatakka przeprosił za niepokój, jaki wywołały kłopoty w elektrowni i zapowiedział kompleksową kontrolę wszystkich urządzeń i procesów. Oświadczył jednak: mój wniosek jest jasny: Kruemmel jest bezpieczna. Nie ma żadnego powodu, by podawać w wątpliwość system bezpieczeństwa elektrowni".
Jego oceny nie podziela jednak wielu mieszkańców Niemiec oraz polityków. Problemy Kruemmel na nowo wywołały spór o energetykę atomową, która stała się tematem kampanii przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu. - Powtarzające się awarie w Kreummel jeszcze bardziej podważyły zaufanie wielu ludzi do energii atomowej - powiedział Steinmeier agencji dpa.
Jego zdaniem operator Vattenfall nie przeszedł testu wiarygodności, dlatego ostateczne zamknięcie elektrowni jest "wymogiem rozsądku" dla mieszkańców regionu, jak również dla wizerunku koncernu w Niemczech.
Steinmeier skrytykował też polityka CDU, premiera Badenii-Wirtembergii Guenthera Oettingera, który uznał, że elektrownia Kruemmel ma przed sobą przyszłość i zaproponował brak ograniczenia czasowego dla dalszego funkcjonowania reaktorów atomowych w Niemczech. - Ta propozycja rzuciłaby Niemcy na powrót w "kamienną epokę polityki energetycznej - ocenił polityk SPD.
Dodał, że nie rozumie, dlaczego chadecja CDU/CSU obstaje przy swej "proatomowej polityce", która od dawna budzi niepokój u ludzi. Według Steinmeiera SPD stawia na energię ze źródeł odnawialnych oraz przejściowo na wydajne i czyste elektrownie gazowe i węglowe.
W 2002 roku współtworzony przez SPD i Zielonych rząd Gerharda Schroedera przyjął plan zakładający stopniową rezygnację z energii atomowej przez Niemcy do 2021 roku. Założenia te potwierdzono w 2005 roku w umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD.
Jednak chadecy, którzy według sondaży wygrają wybory we wrześniu, zapowiadają przedłużenie terminu działania elektrowni jądrowych.
Formalnie w Niemczech ma pracować jeszcze 17 elektrowni atomowych. W praktyce jednak kilka z nich wyłączono z sieci m.in. z powodu awarii. Najwięcej (pięć) elektrowni jądrowych znajduje się w Bawarii, w Badenii-Wirtembergii jest ich cztery, po trzy mają Szlezwik-Holsztyn i Dolna Saksonia, a Hesja - dwie.
Anna Widzyk
(ap)
Cytat:
Parę słów o „wolnych” mediach i rzetelności dziennikarskiej
(Komentarz do artykułu z „Przekroju” „Druga wojna atomowa” i towarzyszącej mu audycji radiowej w VOX FM)
Media głównego nurtu nie od dziś aktywnie uczestniczą w promowaniu interesów politycznych klik i kręgów międzynarodowego biznesu. Wystarczy wspomnieć kampanię „informacyjną”, poprzedzającą akcesję do UE, kiedy to poza Radiem Maryja i prasą trzecio-obiegową krytyczne głosy nie były prezentowane w ogóle, lub były ośmieszane. Podobnie wygląda sprawa z planowaną w Polsce budową elektrowni jądrowych. Kampania medialna ruszyła już dawno, a większość dziennikarzy nie sili się na zachowanie nawet pozorów obiektywności.
W kampanię tę doskonale wpisuje się artykuł Igora Ryciaka z Przekroju pt: „Druga wojna atomowa” (http://www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,4802.html), wraz z uzupełniającą go audycją radiową. Stronniczość artykułu rzuca się w oczy już na wstępie. Ponure fotografie ruin Żarnowca, opatrzone komentarzem o zmasowanej akcji ekologów, przez którą polska energetyka jest dziś w punkcie wyjścia (tzn. tam gdzie 30 lat temu). Dla kontrastu mamy też zdjęcie zachodniej EJ, gdzie „dawno już wrosły one w krajobraz”, oraz makiety EJ Żarnowiec. Autor twierdzi, że ówczesna walka była w istocie walką z reżimem komunistycznym. Nie wie chyba, że w owym czasie część kręgów antykomunistycznej opozycji popierała budowę EJ, motywując to… szansą na zbudowanie polskiej bomby atomowej. Nie wspomina też, że planowana konstrukcja miała zapewnić pokrycie jedynie 1-2% zapotrzebowania na elektryczność, więc straszenie ekologami, którzy swoimi akcjami doprowadzili do zagrożenia Polski brakiem prądu, jest po prostu obrzydliwą manipulacją. Autor jakoś zapomniał też, że EJ Żarnowiec była budowana wg planów radzieckich, które współczesnych standardów bezpieczeństwa nie spełniają. Gdyby nawet powstała i nic by się nie stało, to i tak po wejściu do UE musiałaby być wyłączona, tak jak np. wszystkie EJ we wschodnich Niemczech. Ważne, że „po zmasowanej akcji ekologów inwestycja stanęła”.
Starając się zachować pozory obiektywności (wszak różnica między czytelnikami „Przekroju”, a np. „Faktu”, mimo wszystko istnieje), autor przytacza wypowiedzi przeciwników EJ (m.in. członków IAN). Czyni to jednak w sposób wyjątkowo wybiórczy, tak, by przypadkiem nie zaszkodziły wizerunkowi bezpiecznej, taniej i ekologicznej energii z atomu. Przeczytamy więc o konieczności zmniejszenia energochłonności gospodarki i inwestowania w odnawialne źródła energii, z którymi to argumentami zgodził się goszczący w audycji „W dobrym tonie” przedstawiciel rządu, dodając że jest to absolutny priorytet, ale i tak budowa EJ jest koniecznością. Przeczytamy też wspomnienia o budowie Żarnowca, jak to kwitły tam kradzieże, pijaństwo itd.
Nie przeczytamy natomiast NICZEGO na temat ZAGROŻEŃ, związanych z energetyką jądrową. I nie chodzi tu wcale o straszenie powtórką Czernobyla (nawet autor dostrzegł, że argumenty przeciwników EJ nieco się zmieniły). Nie dowiemy się np., iż nawet podczas normalnej pracy EJ emituje spore ilości radioaktywnych gazów i zjonizowanego powietrza. Ani że nawet małe dawki promieniowania, przy długotrwałej ekspozycji zwiększają ryzyko wystąpienia nowotworów. Nie wspomina też autor o wzroście zachorowań na białaczki wokół EJ (także tych zachodnich). Nie dowiemy się niczego o radioaktywnych wyciekach, skażeniach wód gruntowych i gleby w okolicach składowisk odpadów, np. we Francji. Ani o płynnych ściekach, spuszczanych w ogromnych ilościach do mórz, czy beczkach z odpadami, topionych u wybrzeży krajów trzecich, np. Somalii. Nie dowiemy się także o wydobyciu i przetwarzaniu uranu i skutkach tego dla środowiska, ani o śmierci i chorobach dziesiątek tysięcy górników.
Zamiast tego możemy poczytać o tym jak wiele reaktorów działa na tzw. Zachodzie. Niestety autor nie wspomina już, że większość z nich to spadek po Zimnej Wojnie. Nie wie też (???), iż z racji swojego wieku będą musiały być one wkrótce wyłączone (chyba, że lobby atomowe wymusi na rządach zmniejszenie marginesów bezpieczeństwa i przedłuży dopuszczalny czas eksploatacji). Np. w USA, gdzie „każdego roku powstaje 100 tysięcy gigawatów” nie wybudowano ŻADNEJ nowej EJ od czasów katastrofy na Three Mile Island, tzn. od roku 1979.
Autor przytacza też sondaże, wskazujące na rosnącą w naszym kraju akceptację dla EJ, wnioskując, że zdobycie poparcia lokalnej ludności przez przeciwników atomu nie będzie już takie proste jak 20 lat temu. Cóż… Biorąc pod uwagę, że przeciwnicy energii nuklearnej nie są w Polsce w ogóle dopuszczani do głosu, a wbijanie do głów poparcia dla atomu zaczyna się już w gimnazjach (specjalne lekcje, promujące EJ) to i tak obywatele jednak się jeszcze całkiem ogłupić nie dali. I to mimo usilnych starań „Gazety Wyborczej”, czy służalczych pisarczyków, pokroju pana Ryciaka.
Argumenty, jakoby uranu miało starczyć na 700 lat, podczas gdy kopalne paliwa wyczerpią się już wkrótce są tak absurdalne, że nawet szkoda ich komentować. Podobnie jak przytaczanych biadoleń członków FORMATOM-u, którzy nagle zaczęli troszczyć się o klimat i emisję CO2. Zresztą w audycji radiowej argument, że budowa EJ powstrzyma zmiany klimatyczne, powtarzany był wielokrotnie, zgodnym chórem zarówno przez prowadzącego, jak i zaproszonych gości. Szkoda że autor nie zauważył, iż Polska mimo, że „energetykę opiera w 92% na spalaniu węgla, co daje niechlubne drugie miejsce w Unii Europejskiej” emituje
MNIEJ CO2 niż Francja, gdzie blisko 80% elektryczności pochodzi z rozszczepienia. Również Stany Zjednoczone będące „największym producentem elektryczności z siłowni jądrowych” - są w skali globu największym emiterem CO2 (ok. 25% światowych emisji).
Na koniec dowiadujemy się o istnieniu Stowarzyszenia „Ekologów” na rzecz Energii Nuklearnej. Tyle tylko, że to nie żadni ekolodzy, a podszywający się pod nich proatomowi lobbyści, urzędujący w rozmaitych agendach, żywo zainteresowanych rozwojem polskiego programu nuklearnego. Większość z nich popierało energetykę jądrową również w minionej epoce, a do dziś utrzymują oni jakoby w Czernobylu nic się nie stało, zginęło tam 31 osób – mniej niż w zawalonej hali w Chorzowie.
Ogólnie cały artykuł przepełniony jest czarnymi proroctwami, co się stanie jeśli w Polsce nie powstanie elektrownia atomowa. Straszenie kolosalnymi karami za emisje CO2 (których i tak budowa atomówki NIE zmniejszy), wizje braku dostaw prądu, kolosalnych podwyżek cen, zmniejszenia zarobków itd. Straszenie złymi ekologami którzy szykują się na wojnę, zablokują inwestycje przeciągając je latami, pogrążając nas w cywilizacyjnej zapaści, przypomina propagandę uprawianą w czasach sowieckich. Pocieszę pana Ryciaka, że władza już szykuje specustawę, która uniemożliwi ekooszołomom torpedowanie planów chcących uszczęśliwić nas wszystkich polityków. Tylko po co temu krajowi jakakolwiek konstytucja, skoro każda odpowiednio intratna inwestycja może prowadzić do jej zawieszenia? Dla dobra ogółu oczywiście…
Audycja radiowa, będąca uzupełnieniem artykułu również do bezstronnych nie należała. Zarówno redaktor prowadzący jak i zaproszeni goście: przedstawiciel Departamentu Energii Jądrowej - Zbigniew Kamieński i wspomniany już Igor Ryciak z „Przekroju”, zgodnym chórem powtarzali mantrę o konieczności budowy w Polsce EJ. Plany uruchomienia EJ w 2020 r., które nawet z punktu widzenia promującej przemysł nuklearny, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej są nierealne, redaktor prowadzący określał mianem „ambitnych” (a nie np. utopijnych). Stale przypominano o limitach CO2, narzuconych przez UE, powtarzając przy tym tezę o nieemisyjności EJ, co nie jest prawdą, jeśli przestanie się traktować EJ jako zamknięty układ, a uwzględni się np. działanie kopalni, obróbkę rudy, transport międzykontynentalny, mobilizacje tysięcy policjantów do jego ochrony itd. Wszyscy kilkakrotnie powtarzali też kłamstwo, iż ekolodzy nie będą dyskutować, bo „są przeciw i już”.
Zaproszonym do drugiej części programu przedstawicielom ruchu ekologicznego nie dane było wyartykułować krytycznych głosów, gdyż redaktor prowadzący umiejętnie kierował dyskusję na inne kwestie. Nie usłyszeliśmy, zatem pytań o zagrożenia, związane z EJ. Mieliśmy za to przeciągające się dygresje na temat zabijania ptaków przez wiatraki, czy możliwości otrzymania dopłat unijnych na oczka wodne. Prowadzący nie szczędził też gościom złośliwych uszczypliwości w stylu „widziałem jak się pan uśmiechał, mówiąc, że do roku 2020 nie uda się wybudować EJ”. Audycja na pewno nie była „w dobrym tonie”, podobnie jak cały artykuł. Poziom służalczości polskich dziennikarzy wobec Polskiej Zjednoczonej Partii Władzy i stojących za nią grup interesu, jest porażający. Pokazuje to, że mimo iż system się zmienił, nie zmieniło się zbyt wiele. Władza jak zwykle chce dobrze i wie lepiej, tylko społeczeństwo trzeba „doinformować”, a nieodpowiedzialnych oszołomów najlepiej izolować, by czasem nie popsuli ogólnego wizerunku państwa dobrobytu. A intelektualne prostytutki są na każde zawołanie tych, w których kieszeni siedzą. Pozostaje życzyć im dalszych sukcesów w uprawianiu wszetecznego rzemiosła.
ian.org.p
Cytat:
Po nowych problemach, jakie pojawiły się w składowisku odpadów atomowych Asse, polityk FDP Michael Kauch zażądał składowania radioaktywnych odpadów przy uwzględnieniu najwyższych standardów bezpieczeństwa. Podkreślił, że trzeba będzie zbadać, czy Gorleben nie nadaje się do tego lepiej, niż kopalnia soli Asse w Dolnej Saksonii - oświadczył w rozmowie z rozgłośnią DLF. Dodał, że w latach sześćdziesiątych odpady atomowe składowano w Asse po części nielegalnie. Minister środowiska Sigmar Gabriel skrytykował ówczesnego właściciela składowiska, zarzucając mu brak odpowiedzialności. Przewodniczący Federalnego Urzędu Ochrony przed Promieniowaniem Koenig opowiedział się w DLF za zamknięciem tego składowiska. W Asse ponownie wyciekają radioaktywne płynne odpady. Jak podaje Federalny Urząd Ochrony przed Promieniowaniem w Salzgitter, kałuże z wyciekiem zauważono podczas kontroli składowiska na głębokości około 950 m. Płynne odpady wykazały obciążenie radioaktywnym cezem i trytem (radiowodorem). Urząd w Salzgitter wykluczył jednak zagrożenie dla personelu i okolicy kopalni. W byłej kopalni soli Asse składuje się blisko 126 tysięcy zbiorników ze słabo i średnio promieniującymi odpadami atomowymi.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach