Problem to najwyraźniej masz Ty. Primo Elton John sam jest gejem. Secundo możesz sobie do woli najeżdzac na Mahometa i włos Ci z głowy w Polsce nie spadnie. Natomiast gdyby takim textem o Jezusie walnął polski piosenkarz, to już by to inaczej wyglądało.
Pomógł: 28 razy Wiek: 17 Dołączył: 07 Mar 2009 Posty: 1134
Wysłany: 2010-03-05, 20:49
Może nie do końca pasuje do tego tematu ale nie chciałem zakładać nowego.
Cytat:
Kolejny seks-skandal w Watykanie.
Jeden ze służących Benedykta XVI zajmujący się w rezydencji sprawami protokołu płacił członkowi elitarnego chóru watykańskiego za sprowadzanie mu męskich prostytutek, w tym młodych kleryków - donosi "The Guardian".
Angelo Balducci, zwany także "dżentelmenem Jego Świątobliwości", odsiaduje obecnie karę więzienia za branie łapówek.
PRZED STOSUNKIEM ODMÓW MODLITWĘ>>
Pojawia się on na nagraniach z podsłuchów, do transkryptu których dotarł dziennik.
Wyjaśnia on na nich chórzyście, jakich to mężczyzn oczekuje on u siebie widzieć. Mówi o wyglądzie
i ustala szczegóły techniczne schadzki, m.in. o której godzinie młody człowiek musi wrócić do seminarium - dodaje gazeta.
WATYKAN POBŁOGOSŁAWIŁ GMO>>
Podsłuchy, które naprowadziły śledczych na obecność sieci
męskich prostytutek w Watykanie, założono Balducciemu podczas śledztwa dotyczącego oszustw finansowych.
djmati90 Pomógł: 4 razy Wiek: 21 Dołączył: 09 Sie 2007 Posty: 479 Skąd: Jelna/Kraków
Wysłany: 2010-03-09, 22:28
Boruta napisał/a:
Problem to najwyraźniej masz Ty. Primo Elton John sam jest gejem. Secundo możesz sobie do woli najeżdzac na Mahometa i włos Ci z głowy w Polsce nie spadnie. Natomiast gdyby takim textem o Jezusie walnął polski piosenkarz, to już by to inaczej wyglądało.
primo Nergal podarł Biblie i jakoś włos mu z głowy niespadł co najwyżej troche pokrzyczano.
secundo Najazd na "katoli" to dobry biznes i mlodym sie to podoba bo <moja opinia> szukaja pretekstu i usprawiedliwienia do zycia bez zobowiazan
<co jest po secundo?> Kler sam sobie gola strzela swoim zachowaniem i probą dostosowania sztucznego dopasowania sie do obecnych czasów oraz tolerowaniem wswoich szeregach ludzi ktorzy wybrali droge duchowa z powodów innych niz duchowe
djmati90 Pomógł: 4 razy Wiek: 21 Dołączył: 09 Sie 2007 Posty: 479 Skąd: Jelna/Kraków
Wysłany: 2010-03-10, 08:10
no i pewnie sie na założeniu sprawy skonczy. Co do tej sprawy to rozumiem wolnosc slowa ale podarcia Bublii lub np. spalenia flagi jakiegos panstwa juz się do wolnosci slowa nie zalicza (chociazby z fakty ze to czyn a nie wypoowiedz)
Sprawa nie dotyczy Polski, ale ponieważ koledze Spetzowi najwyraźniej leży na sercu los Eltona Johna, to ostatnio aresztowali emerytowanego żołnierza, który groził mu śmiercią w związku z textem o gejostwie Jezusa.
Powinniśmy teraz zabrać się za wyjaśnianie spraw związanych z nadużyciami seksualnymi polskich księży. Gdy medialny skandal wybuchnie będzie za późno, by uratować dobre imię instytucji - pisze w "Dzienniku Gazecie Prawnej" publicysta, Tomasz Terlikowski.
Austria, Niemcy, Holandia, Szwajcaria, Irlandia i Stany Zjednoczone – przez Kościół katolicki w tych krajach huragan skandali seksualnych już przeszedł. I nie ma co ukrywać, że pozostawił on pustymi nie tylko katolickie świątynie (po każdym skandalu wielu świeckich oficjalnie występowało z Kościoła lub porzucało praktyki), ale również kasy diecezji. W Stanach Zjednoczonych, gdzie sądy orzekały wysokie odszkodowania dla ofiar molestowania seksualnego przez duchownych zbankrutowało do tej pory kilkanaście diecezji (tylko archidiecezja Portland wypłaciła ofiarom przestępców w sutannach ponad 155 mln dolarów), a procesy w innych krajach dopiero nabierają rozpędu.
Pozorny spokój
Polski Kościół na razie może spać spokojnie. Podobna burza – w ciągu najbliższych kilku lat – prawdopodobnie mu nie grozi. Ale powodem wcale nie jest to, że podobnych spraw nie dałoby się znaleźć, a raczej specyfika medialna naszego kraju.
Wbrew nieustająco powracającym utyskiwaniom hierarchów na „wrogich Kościołowi dziennikarzy”, w istocie polskie media niezwykle ostrożnie podchodzą do spraw, w które zamieszani są ludzie Kościoła. Zanim redaktor naczelny zdecyduje się na publikację materiału poświęconego biskupom czy księżom – najpierw przez kilka tygodni (a niekiedy miesięcy, jak to było ze sprawą abp Juliusza Paetza czy skandalu seksualnego w płockim seminarium) próbuje załatwić tę sprawę po cichu, by uniknąć odium „wroga Kościoła”. Każde takie doniesienie jest także wielokrotnie sprawdzane, i weryfikowane, a później opisywane z niezwykłą łagodnością.
Kościół jest także – przynajmniej na lat kilka – zabezpieczony przed wyciąganiem spraw z przeszłości. IPN kryje w swoich archiwach wiele historii duchownych, których bezpieka przyłapała na przestępstwach seksualnych. Część z nich jest tajemnicą poliszynela w środowiskach dziennikarskich czy historycznych. Jednak szlaban na informacje o charakterze obyczajowym, a także niechęć części mediów do opisywania dokumentów SB, sprawiają, że te sprawy długo nie ujrzą światła dziennego.
Nikt nie jest bezpieczny
Jeśli do tego dodać fakt, że – mimo sporego antyklerykalizmu – Polacy nadal bardziej ufają Kościołowi niż rządowi, Sejmowi czy partiom politycznym, to trudno się spodziewać, by komukolwiek zależało na długotrwałym wałkowaniu niewygodnych dla duchownych spraw. Ale warto pamiętać o tym, że z podobną sytuacją Kościół miał do czynienia także w Irlandii. Tam również przez lata ofiary molestowania seksualnego najpierw nie chciały, a później nie były w stanie przebić się przez medialny parasol ochronny. Ale kilka osób nie odpuściło, a ich wytrwałość doprowadziła najpierw do opisania spraw w książkach, które później zostały opisane przez media.
Podobny scenariusz nie jest także wykluczony w Polsce. Ofiary zaczynają powoli zgłaszać się do zaufanych duchownych, a ci nie mogąc sprawy załatwić na poziomie diecezji, często zgłaszają się do dziennikarzy. I w końcu ktoś zacznie te sprawy opisywać, już nie półgębkiem czy z niechęcią, ale czerpiąc z tego całkowicie wymierne profity w postaci zwiększenia oglądalności czy sprzedaży (niewiele jest spraw, które bardziej interesują odbiorców niż seks i religia). A wtedy posypie się lawina takich historii, które – jeśli nie zostaną wcześniej załatwione – mogą zrujnować i polski Kościół.
Autorytet nie pieniądze
W polskim przypadku niebezpieczeństwem nie są raczej gigantyczne odszkodowania, ale silne tąpnięcie autorytetu Kościoła, i związany z tym radykalny odpływ wiernych ze świątyń. Dla polskiego katolicyzmu, który utrzymuje się w znaczącym stopniu z dobrowolnych datków wiernych, może to oznaczać realne straty finansowe.
O wiele od nich istotniejsze jest jednak to, że tuszowane przez lata skandale, jeśli wyleją się w jednym momencie, mogą doprowadzić do przyspieszonej laicyzacji Polski i utraty autorytetu przez Kościół. W Irlandii – a przyznają to tamtejsi hierarchowie – odpływ wiernych z Kościołów został wywołany między innymi dochodzącymi z mediów informacjami o kolejnych duchownych, którzy molestowali seksualnie nieletnich, i o kolejnych biskupach, którzy zamiast rozliczyć ich z win, zajmowali się ich kryciem, a niekiedy umożliwiali popełnianie kolejnych przestępstw.
Zasada zero tolerancji
Jeśli polscy biskupi chcą uniknąć podobnej sytuacji, to zamiast cieszyć się "świętym spokojem” powinni badać wszystkie napływające do nich informacje o możliwości popełnienia przestępstwa seksualnego przez ich duchownego, a także zajrzeć do akt IPN. I wszystkie sprawy, w których ofiarami byli nieletni ostatecznie załatwić zgodnie z zasadą zero tolerancji dla przestępców i tych, którzy ich kryli oraz maksimum empatii dla ofiar. Nowy nuncjusz (a wiele wskazuje na to, że abp Józef Kowalczyk niebawem rozstanie się z tą funkcją) powinien uważnie przebadać dokumenty dotyczące polskich biskupów, którzy mogli ukrywać przestępstwa seksualne księży (wiadomo, że np. w ukrywanie afery wokół abp Paetza zamieszanych było przynajmniej kilku ważnych polskich i watykańskich wówczas hierarchów). Każda taka sprawa powinna – dla dobra instytucji – zostać zakończona przeniesieniem przyjaznego przestępcom duchownego na emeryturę.
Taką drogę zasugerował w sobotnim liscie do irlandzkich katolików Benedykt XVI. I choć list ten był skierowany do konkretnego kościoła, to wczytać sie w niego powinni biskupi i świeccy na całym swiecie. Jeśli tego typu działania nie zostaną podjęte (a patrząc na styl polskiego episkopatu nie należy mieć na to wielkich nadziei), to za kilka lat mleko się rozleje. A wtedy na ratowanie dobrego imienia instytucji będzie już za późno. I będzie można tylko narzekać na wrogie media. Albo czekać na kolejny list papieża. Problem polega na tym, że winę za taką sytuację ponosić będą nie tyle dziennikarze, ile biskupi, którzy nie podjęli działań wtedy, gdy był sposobny ku temu czas.
Uczeń III Liceum Ogólnokształcącego w Sopocie napisał petycję do dyrekcji z prośbą o usunięcie symboli religijnych z terenu szkoły. Zamiast odpowiedzi, szkoła wywiesiła dodatkowe krzyże w pomieszczeniach w których dotąd ich nie było.
- Inni nie chcą się wychylać. Boją się, że może im to utrudnić podejście do matury. Ja się nie boję - mówi radiu TOK FM Maciej Czerski z klasy maturalnej. - W mojej petycji odwołałem się do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ale nie dostałem formalnej odpowiedzi. To jest pokazanie, że moje zdanie nie liczy się, nie mam nic do gadania. Jestem uczniem, więc mam siedzieć cicho, a szkoła będzie robić to co uważa - dodaje.
- Kilka miesięcy temu krzyże były w kilku salach. Teraz są we wszystkich, nawet w auli multimedialnej. Uważam się za katolika, ale narzucanie tego światopoglądu w publicznej, obowiązkowej szkole jest nieuczciwe - dodaje Kuba. Uczniowie, z którymi rozmawiał reporter TOK FM, anonimowo potwierdzają, że nagle krzyży w salach zrobiło się więcej. - Teraz na przykład w jednej z sal zamiast godła narodowego został powieszony krzyż, a godło gdzieś schowano - mówi Kazimierz, uczeń III LO.
Dyrektorka zaprzecza faktom i twierdzi, że żadnego dowieszania nie było. - Przyznaję, że w szkole jest wyeksponowana religia katolicka, absolutnie jednak nie uważam tego na znak na plus czy na minus. Tak po prostu jest i ja nie chcę z tym walczyć, ani ingerować w żadne spory - mówi Danuta Klapper-Szczucka, dyrektorka szkoły.
Proboszcz Stosik z Pozezdrza na Mazurach o dziewięcioletniej dziewczynce: - Poganka, ma w sobie diabła, pójdzie do piekła. Nie bawcie się z nią
Koleżanki Oliwki z Harszu koło Węgorzewa są rozdarte. Do tej pory się przyjaźniły. Oliwka dawała im kolorowe modelinowe kolczyki, które sama robi. Ale tuż przed pierwszą komunią trzeba słuchać księdza: która ma grzech, nie założy białej sukienki, nie nakręci loczków.
- Diablica - niektóre syczą za Oliwką w szkole.
- Staram się nie zwracać na to uwagi - mówi Oliwia. - Ale jest mi przykro, kiedy powtarzają mi te wszystkie niemiłe rzeczy, które mówi o mnie ksiądz.
Pakiet wiadomości o grzechu
Po koniec ubiegłego tygodnia "niemiłe rzeczy" dotarły do rodziców Oliwki.
Matka Anna Niedźwiecka-Medek: - Jestem ateistką, Oliwka nie jest ochrzczona i do komunii nie idzie. Nie chodzi na religię, nigdy jej to nie ciekawiło. Czułam, że będą z tym kłopoty, ale bardziej spodziewałam się ich ze strony dzieci, nie księdza. Co roku przychodzi do mnie po kolędzie i choć mam nastawienie antyklerykalne, wpuszczam go, częstuję herbatą, kawą, raz nalewką. Pomodli się, pokropi Zdarzało mu się agitować, ale moja odmowa była stanowcza. Nie życzę sobie, by publicznie wypowiadał się na temat naszej rodziny, a zwłaszcza mówił takie głupoty o dziecku.
Anna przed sześcioma laty kupiła budynek w Harszu, otworzyła pensjonat agroturystyczny z zacięciem artystycznym "Stara Szkoła".Organizuje plenery malarskie. Przyjaźni się z sąsiadami.
W "Starej Szkole" zajęcia plastyczne dla dzieci ze wsi połączone z psychozabawami prowadzi terapeutka. Od słowa do słowa wyciągnęła z maluchów, co mówi ksiądz na temat Oliwki. A robił to nieraz, np. w kościele św. Stanisława Kostki w Pozezdrzu po mszy, na zebraniach dla rodziców i dzieci, które przystępują do komunii.
- Wyczytywał listę wszystkich dzieci z dwóch klas i przy nazwisku Oliwii dodał: "Nieochrzczona poganka" - opowiada jedna z matek; nazwiska nie poda z obawy przed księdzem. - Było mi przykro, ale uwagi mu nie zwróciłam, bo to mogłoby przekreślić pójście mojej córki do komunii.
Dziewczynka przestała kontaktować się z Oliwką. - Jest naładowana wiadomościami o grzechu, skołowana - tłumaczy matka. Porozmawiała z córką. Jest jak dawniej.
Nie tak łatwo uspokoić księdza
Jakieś osiem lat temu ojciec jednej z uczennic zaalarmował szkołę, że ksiądz Franciszek Stosik uderzył dziecko. - Dzieci nie potwierdziły tej wersji, ale ojciec poinformował, że skieruje sprawę do sądu - mówi dyrektorka szkoły Małgorzata Dadura. - Wyjaśniliśmy sprawę. O skardze poinformowaliśmy kurię w Ełku. Ksiądz był zatrudniony na podstawie umowy na czas określony i nie wystąpił o jej przedłużenie.
Dwa lata temu ksiądz wrócił do podstawówki.
- W tym i w poprzednim roku nie było żadnych skarg - mówi dyrektor Dadura. W jej szkole - podkreśla - oprócz katechezy rzymskokatolickiej jest greckokatolicka, a także język ukraiński. Żadne dziecko nie jest prześladowane ze względu na wyznanie. Po skardze matki Oliwii rozmawiała z wychowawczynią, planuje spotkanie z rodzicami i rozmowę z księdzem.
- Jeżeli taki incydent faktycznie miał miejsce, a nie jest to tylko "wieść gminna" - mówi Małgorzata Dadura - szkoła powinna interweniować. Nie jest jednak łatwo zwolnić księdza. Chroni go kodeks pracy, Karta nauczyciela, to kuria wystawia mu tzw. misję. Może łatwiej załatwić sprawę polubownie.
Pukamy do drzwi plebanii w Pozezdrzu. Gdy pytamy o Oliwkę, proboszcz Stosik wpada w furię: - To dziecko ma matkę, co mnie obchodzi, jak ona je wychowuje! Ja nic takiego nie mówiłem, co to za głupoty! Przyprowadźcie mi tu tych, co tak mówili, niech powtórzą! - krzyczy i trzaska drzwiami.
Siostra Barbara Pillar, dyrektor wydziału katechetycznego ełckiej kurii diecezjalnej, o sprawie dowiedziała się od nas: - Czy to aż tak poważne? Jeśli rzeczywiście coś powiedział...
O księdzu ma dobre zdanie: - Bardzo systematyczny. Zawsze jest, nie opuszcza godzin, nawet gdy są rekolekcje.
I wyjaśnia zasady zatrudnienia księdza w szkole: - Ksiądz otrzymuje misję kanoniczną. Odwołać może go ksiądz biskup, jeśli są podstawy z prawa kanonicznego. Ale żadna skarga do nas nie wpłynęła, a jeśli wpłynie, to nie wiem, czy będzie do tego podstawą. Nawet jeśli wchodzi w grę wyrok sądowy, to i tak decyzja należy do księdza biskupa.
Ojciec Oliwki Jakub Medek, dziennikarz białostockiej redakcji "Gazety", planuje pozew przeciwko księdzu, powołując się na złamanie przepisów o ochronie danych osobowych. - Zachowanie tego pana - bo nie nazwę kapłanem kogoś, kto tak potraktował dziecko - narusza przepisy konstytucji dotyczące wolności sumienia i wyznania - mówi.
- Sytuacja, kiedy cała klasa ze szkoły idzie razem do pierwszej komunii, a jedno dziecko nie, jest dla tego dziecka bardzo trudna. Grupa może na nią zareagować w sposób niedojrzały. Nauczyć te dzieci tolerancji - oto rola dorosłego. Azwłaszcza katechety, bo przecież szacunek dla odmienności wKościele katolickim powinien być sprawą naturalną - komentuje ks. Zbigniew Maciejewski, katecheta. - Oczywiście katecheta nie będzie udawał, że jest mu obojętne, że któreś zdzieci nie idzie do komunii. Ale powinien uszanować wybór dziecka i jego rodziców. I do tego łagodzić napięcie między rówieśnikami.
Heh, przypomina mi się moja sytuacja gdy chodziłem do gimnazjum. Dla mojej katechetki ateizm równał się satanizmowi. Tyle, że ja byłem starszy, potrafiłem się bronić a to jeszcze dziecko :/
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2010-05-26, 18:55
Idioci sa wszedzie, coz poradzic... ale i tak bym chociaz raz bym mu przylutowal (ale sie ze mnie prymityw zrobil;P), ot tak dla przypomnienia zeby dzieci nietolerancji nie uczyl, pierdzielony Jedi.
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Przez posesję Sławomira Prucnala mieszkańcy Rakszawy zrobili sobie skrót do kościoła. Gdy ją ogrodził z ambony podczas mszy padły na ten temat ostre słowa. Jeszcze tej samej nocy ktoś pomalował mu sprejem elewacje.
- Robi krzywdę innym utrudniając przejście do kościoła! W tamtym roku byłem u niego święcić mu kapliczkę. Kto teraz do ciebie przyjdzie pod tę kapliczkę! – m.in. takie słowa miały paść z ambony podczas homilii wygłaszanych 30 maja przez proboszcza Józefa Filę.
– Mimo że z nazwiska mnie nie wymienił, to od razu wszyscy zorientowali się, że chodzi o moją osobę. Od tamtej pory odczuwam wrogość ze strony niektórych mieszkańców – mówi pan Sławomir
Zagrodził skrót do kościoła
Prucnal mieszka w Rakszawie jednak należy do parafii w Trzebosi i co niedzielę uczęszcza do leżącej w jego sąsiedztwie kaplicy p.w. Matki Bożej Częstochowskiej. Jak podkreśla, jest osobą wierzącą i zaangażowaną w sprawy parafii. Na dowód tego pokazuje liczne podziękowania od proboszcza. Przed tegoroczną Wielkanocą ufundował witraż do kościoła wart 4 tys. zł.
Konflikt wybuchł, gdy ogrodził swoją działkę, przez którą niektórzy parafianie robili sobie skrót w drodze do kościoła.
– To jest moja własność. Nie zrobiłem nic złego, na wszystko mam dokumenty i wymagane pozwolenia. Zresztą do kaplicy prowadzi droga publiczna, z której każdy może korzystać, a nie jak do tej pory chodzić przez moje podwórze – przekonuje pan Sławomir.
Ultimatum
Pierwszej nocy po kazaniu nieznani sprawcy pomalowali sprejami elewację domu i budynku gospodarczego pana Sławomira. Pojawiły się też napisy "złodziej” i "zrób bramę”.
- Zrobiłem kosztorys, według którego pozbycie się mazideł i napisów będzie mnie kosztować blisko 7 tys. złotych – mówi Prucnal.
Sprawę prowadzi komenda policji w Rakszawie.
– Dochodzenie pod nadzorem prokuratury w Łańcucie jest w toku. Prowadzimy czynności wyjaśniające i przesłuchujemy świadków – potwierdza asp. sztab. Ryszard Tkacz.
Prucnal za pośrednictwem adwokata zwrócił się do proboszcza z żądaniem przeprosin, które powinien wygłosić na jednym z kazań w ciągu 14 dni od otrzymania pisma. Termin minął we wtorek. Przeprosin nie było.
– Nie pozostaje mi nic innego jak pozwanie do sądu proboszcza o zniesławienie. Nie atakuję Kościoła, tylko żądam przeprosin od księdza. Przez jego słowa stała mi się krzywda, a moje dobre imię, jakim cieszyłem się na wsi zostało zniszczone – mówi Prucnal.
Przeprosin nie będzie
Ksiądz Józef Fila, proboszcz parafii w Trzebosi przepraszać jednak nie zamierza i gotowy jest spotkać się z Prucnalem w sądzie.
– Byłem w kurii i rozmawiałem o tej sprawie z biskupem. Nie wymieniłem tego pana z imienia i nazwiska, bo takich przypadków jest więcej. Tą drogą, którą zagrodził pan Prucnal, przez wiele lat chodziły pogrzeby. Zresztą, jeżeli człowiek zagradza ludziom często starszym i schorowanym drogę do kościoła, to czy ja mam wejść do niego po kolędzie? – mówi proboszcz. – Jeżeli ktoś korzysta do woli z drogi publicznej, a sam zabrania drugiemu człowiekowi przejechać czy przejść przez posesję, to czy jest on w porządku? – kończy proboszcz.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach