Według potwierdzonych informacji Tybetańskiego Centrum Praw Człowieka i Demokracji, (TCHRD) Pośredni Sąd Ludowy w Kardze skazał trzech Tybetańczyków z okręgu Nyarong (chiń. Xinlong Xian) na różne kary więzienia.
Wszyscy trzej Pema Yeshi, 28, Sonam Gonpo, 24, i Tsewang Gyatso o pseudonimie Tsok Tsok, 32, pochodzą z Thangkyi, z okręgu Nyarong w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Kardze, w prowincji Syczuan. Zostali skazani przez Pośredni Sąd Ludowy w Kardze 17 listopada 2009 r. na karę śmierci w zawieszeniu na dwa lata, dożywocie oraz 16 lat więzienia za „podburzanie do separatyzmu” i „zakłócanie porządku społecznego”.
Wiadomość o ich aresztowaniu podała dnia 18 marca 2009 r. Ganzi Daily, lokalna oficjalna gazeta. Według raportu „trzej oskarżeni Tybetańczycy zostali aresztowani 11 marca 2009 r. pod zarzutem rozklejania i rozprowadzania broszur wzywających do niepodległości Tybetu na ulicach Thanhkyi, w okręgu Nyarong, a także za podpalenie 28 lutego rządowego budynku, w Thangkyi powodując szkody o wartości 200 000 Yuanów”.
Jak podają źródła, przez kolejnych 5 miesięcy od czasu aresztowania, rodziny zatrzymanych nie otrzymały kompletnie żadnych informacji o miejscu ich pobytu oraz warunkach przetrzymywania. Członkowie rodzin dowiedzieli się o zatrzymaniu krewnych od Biura Bezpieczeństwa Publicznego (PSB) w Chengdu dopiero w sierpniu zeszłego roku, 5 miesięcy po aresztowaniu.
17 listopada 2009 r. Pośredni Sąd Ludowy w Kardze wydał trzy wyroki więzienia. Jednakże członkowie rodzin skazanych zostali poinformowani przez lokalne władze o wyrokach sądowy około 10 grudnia 2009 r. Można przypuszczać, że oskarżeni zostali pozbawieni nawet podstawowych praw gwarantowanych przez chińskie prawo, gdyż okoliczności skierowania wobec nich aktu oskarżenia wskazują na proces utrzymany w tajemnicy bez możliwości wyboru przez nich obrońcy.
Zarówno Sonam Gonpo i Tsewang Gyatso pracowali jako kucharze w Szkole Podstawowej w Thangkyi, w okręgu Nyarong. Obecnie wiadomo, że zostali zatrzymani w Izbie Zatrzymań PSB w mieście Deyang, w prowincji Syczuan, podczas gdy Pema Yeshi, farmer z Thangkyi skazany na karę śmierci z dwuletnim odroczeniem jest przetrzymywany w Izbie Zatrzymań PSB w Dartsedo (chiń. Kangding), w prowincji Syczuan. Cała trójka była aktywnie zaangażowana w ruch bojkotu upraw i nieobchodzenia Losaru, które podjęto w zeszłym roku przez Tybetańczyków w Tybecie jako wyraz żałoby z powodu śmierci Tybetańczyków i wyrażenia solidarności z innymi Tybetańczykami, którzy pozostają w więzieniach.
Według dokumentów TCHRD, setki Tybetańczyków nadal jest przetrzymywanych bez postawienia jakichkolwiek zarzutów, a co najmniej 334 zostało skazanych przez sądy różnych instancji na wyroki od kilku miesięcy do kar śmierci. Prawie we wszystkich procesach oskarżeni nie mieli obrońcy, a w niektórych sprawach, gdzie pozwani byli reprezentowani przez wybranych prawników, władze dbały o to, aby byli oni blokowani poprzez zastraszanie lub biurokratyczne „kruczki”.
TCHRD ostro potępia taki arbitralny sposób wydawania wyroków, gdzie procesy odbywają się w kompletnej tajemnicy, bez wiedzy członków rodzin oskarżonych. Centrum wzywa chiński rząd do unieważnienia wyroku wydanego przez Pośredni Sąd Ludowy w Kardze i zagwarantowania wolnego i sprawiedliwego procesu dla trzech Tybetańczyków. Ponadto apeluje do społeczności międzynarodowej o interwencję w sprawie niesprawiedliwego i surowego skazania Tybetańczyków.
Według chińskich mediów w ramach nowej kampanii „mocnego uderzenia", którą ogłoszono w Tybetańskim Regionie Autonomicznym przed „newralgicznymi" marcowymi rocznicami (wybuchu narodowego powstania w 1959, wprowadzenia stanu wojennego w 1989 i fali antychińskich protestów w 2008 roku), w samej Lhasie zatrzymano już 435 osób.
Od 2 marca stołeczne służby bezpieczeństwa kontrolują „wynajęte pomieszczenia, miejsca niebezpieczne i skupiające ludność napływową, pensjonaty, kawiarenki internetowe, centra rozrywki i bary". Kilka osób aresztowano za przestępstwa pospolite - w tym posiadanie „nielegalnych publikacji".
Przy okazji władze miejskie i komitety dzielnicowe powołały nowe służby „pomocnicze", które mają wspierać funkcjonariuszy w „utrzymywaniu porządku publicznego" oraz polowaniu na osoby zaliczane do kategorii „trzech nie" (chiń. san wu), czyli nieposiadające dowodu tożsamości, meldunku lub zezwolenia na pobyt tymczasowy.
Tybetańskie źródła informują, że mnichom trzech najważniejszych lhaskich klasztorów - Sera, Drepungu i Gandenu - bezterminowo zakazano opuszczania świątyń, wydając jednak specjalne zezwolenia na dostarczanie tam żywności.
Cytat:
Tybetańskie źródła informują o aresztowaniu w lutym br. w Okręgu Sog, prefektura Nagczu, Tybetańczyka o imieniu Tashi w związku z przeglądaniem w Internecie „treści politycznych” oraz kontakty z „zewnętrznymi siłami separatystycznej Kliki Dalaja”. Tashi obecnie przebywa w więzieniu w Nagczu.
To samo źródło informuje o torturowaniu uwięzionego Tybetańczyka o imieniu Gyaltsen, skazanego na 3 lata w grudniu 2009 r. 26 letni Gyaltsen jest jednym z czterech Tybetańczyków aresztowanych 1 października 2009 r. w dniu, kiedy Chiny świętowały 60. rocznicę proklamowania ChRL, umieścił zdjęcie Dalajlamy i jego wypowiedź na popularnej chińskiej stronie czatu qq.com.
W dniach poprzedzających politycznie wrażliwe rocznice powstania 10 marca 1959, władze chińskie wzmocniły środki bezpieczeństwa na wielu tybetańskich obszarach, w tym w Okręgu Sog, który był miejscem antyrządowych protestów w 2008 r.
Raport opracowany przez Tibet Justice Center poświęcony jest podejściu chińskiego rządu do kwestii praw dziecka. Analizuje trzy główne obszary: zatrzymań, tortur i złego traktowania przez przedstawicieli państwa, edukacji oraz opieki zdrowotnej i odżywiania. „Mamy nadzieję przedstawić pełniejszy obraz współczesnego życia tybetańskich dzieci, który pozwoli lepiej zrozumieć ich obecne położenie i perspektywy na przyszłość, dzięki czemu będzie można skuteczniej działać dla ich dobra. Oto podsumowanie tego, czego się dowiedzieliśmy.” – napisali we wstępie autorzy raportu.
ZATRZYMANIA
Chińskie władze dokonują arbitralnych zatrzymań tybetańskich dzieci, zazwyczaj przetrzymując je w ciężkich warunkach przez miesiące lub lata, nie podejmując żadnych kroków w w celu zagwarantowania sprawiedliwego procesu. Tybetańskie dzieci są przetrzymywane na posterunkach policji, w obozach „reedukacji przez pracę” i w więzieniach. Dzieci aresztuje się z powodu podejrzeń o zaangażowanie w działalność polityczną, próby ucieczki do Indii lub Nepalu, albo za tak niewinne działania, jak poszukiwanie członka rodziny lub skargi na sposób leczenia przyjaciela. Przedstawiciele władz uniemożliwiają dzieciom skorzystanie z adwokata i kontakt z rodziną. Nie są one przesłuchiwane w żaden formalny sposób. Większość dzieci zatrzymanych za domniemaną działalność polityczną otrzymuje „wyroki” od roku do trzech lat, nie wliczając okresu jaki przesłuchań poprzedzającego wyrok. Dzieci zatrzymane za próbę ucieczki z Tybetu są przetrzymywane krócej (zazwyczaj około miesiąca, choć niekiedy znacznie dłużej). We wszystkich miejscach, gdzie przetrzymuje się aresztowanych, panują opłakane warunki: skąpe racje żywności i wody lub ich całkowity brak, brak lub niedostateczna ilość pościeli, złe warunki sanitarne, słabe oświetlenie i całkowity brak opieki zdrowotnej.
TORTURY
Dzieci aresztowane z powodu podejrzeń o przestępstwa polityczne niemal poddawane są takim samym przesłuchaniom i torturom, jak dorośli Tybetańczycy oskarżeni o działalność polityczną. Aby wydobyć informacje i przyznanie się do winy, zastraszyć i ukarać zatrzymanych, chińscy urzędnicy niekiedy torturują tybetańskie dzieci (w jednym zarejestrowanym przypadku zaledwie czteroletnie). Na tortury najczęściej składa się bicie (wszelkimi dostępnymi narzędziami, od pięści i wojskowych butów po baty, kije i metalowe pręty) oraz rażenie wrażliwych części ciała dzieci elektrycznymi pałkami używanymi do pędzenia bydła. Inne tortury stosowane wobec dzieci obejmują przypalanie, szczucie tresowanymi psami, zawieszanie w bolesnych pozycjach oraz tortury psychologiczne, takie jak zamykanie w pojedynczej celi, groźby wobec rodziców dzieci oraz zmuszanie dzieci do obserwowania, jak ich rodzice i krewni są torturowani. Ponadto starsze dziewczęta są często wykorzystywane seksualnie w czasie przebywania w areszcie. Tybetańskie dzieci podejrzewane o postawy nacjonalistyczne lub udział w działalności „politycznej”, takiej jak pokojowe demonstracje, narażone są na najcięższe tortury. Brak dowodów na to, by jakikolwiek urzędnik odpowiedzialny za torturowanie tybetańskich dzieci został za to kiedykolwiek pociągnięty do odpowiedzialności przez chińskie władze.
KARY CIELESNE
Nauczyciele w tybetańskich szkołach podstawowych rutynowo stosują kary cielesne, często takie, które w rozumieniu prawa międzynarodowego można uznać za tortury. Nauczyciele stosują kary cielesne, by ukarać tybetańskich uczniów za spóźnienia, słabe wyniki w klasie lub na egzaminach, niewykonanie zadań domowych oraz za zachowania nacechowane politycznie, na przykład trzymanie chińskiej flagi w niewłaściwy sposób w czasie szkolnego apelu. Kary cielesne obejmują bicie kijem, bambusowymi drążkami, batami, kablem, szczotką i pasem, zmuszanie do klęczenia na ostrych przedmiotach, takich jak szkło, kamienie lub ostre metalowe pręty. W „mieszanych” szkołach podstawowych, do których uczęszczają razem uczniowie chińscy i tybetańscy, wydaje się że chińscy nauczyciele stosują kary cielesne częściej wobec uczniów tybetańskich, niż chińskich, i że są one bardziej dotkliwe. Niekiedy nauczyciele publicznie upokarzają i znieważają tybetańskich uczniów. Ponownie, najcięższe kary cielesne stosowane są wobec tych tybetańskich uczniów, których słowa lub działania można odczytać jako wyraz tybetańskiej tożsamości narodowej. W niektórych przypadkach władze szkolne korzystają z pomocy policji przy wymierzaniu kar cielesnych.
DOSTĘP DO EDUKACJI
Większość tybetańskich dzieci jest pozbawiona dostępu do edukacji z powodu wysokich opłat, małej liczby szkół w odległych regionach Tybetu, niedawnego zamknięcia przez chińskie władze wielu prywatnych tybetańskich szkół oraz niemożności zapłacenia łapówek i braku odpowiednich „powiązań”. Chińskie prawo zabrania nakładania opłat za naukę w szkole, jednak pozwala szkołom pobierać „inne opłaty”. Należą do nich opłaty za przyjęcie do szkoły, rejestrację ucznia, ławki, krzesła, książki i mundurki, a także rozmaite grzywny i „specjalne” opłaty dla nauczycieli. Niektóre szkoły podstawowe pobierają również czesne, pomimo oficjalnego zakazu. W efekcie wielu tybetańskich dzieci po prostu nie stać na szkołę. W rejonach wiejskich i zamieszkałych przez nomadów, gdzie mieszka ponad 80% Tybetańczyków, liczba szkół podstawowych jest znacznie mniejsza. Wiele dzieci w tych regionach musi podróżować przez wiele godzin, a nawet dni, by dotrzeć do najbliższej szkoły, przez co nie mogłyby uczęszczać do szkoły nawet gdyby ich rodzinę byłoby na to stać. W ostatnich latach rząd Chin postanowił zmniejszyć liczbę szkół w społecznościach lokalnych. Niemal wszystkie centralne fundusze na tybetańskie szkoły podstawowe przekazywane są nielicznym szkołom państwowym w ośrodkach miejskich, gdzie coraz częściej większość uczniów to dzieci chińskich osadników. Tybetańskie dzieci w odległych regionach Tybetu niekiedy uczęszczają do szkół „społecznych”, finansowanych z podatków lokalnych i „dobrowolnych” składek. Najczęściej jednak stoją one na niskim poziomie, mają niewystarczające zaplecze i niewielu wykwalifikowanych nauczycieli. Do niedawna część tybetańskich dzieci w odległych regionach mogła uczęszczać do szkół prywatnych, finansowanych przez zagraniczne organizacje dobroczynne, klasztory albo nauczycieli duchowych. Władze państwowe zamknęły jednak część z nich i przejęły kontrolę nad innymi, częściowo dlatego, że zwykle naucza się w nich tybetańskiej historii, religii lub kultury. Władze uznają wszystkie te tematy za „polityczne”. Wreszcie, dostęp tybetańskich dzieci do wykształcenia, szczególnie do szkół średnich i wyższych, może być ograniczony tym, że ich rodzice nie mają wystarczających „znajomości” – guangxi – w ramach chińskiego systemu szkolnego i hierarchii Partii Komunistycznej.
TREŚĆ EDUKACJI
Edukacja w tybetańskich szkołach podstawowych w mniejszym stopniu służy przygotowaniu tybetańskich dzieci do kontynuowania nauki w szkołach wyższych, podjęcia pracy i pełnego rozwijania ich potencjału, a bardziej indoktrynacji politycznej, społecznej i kulturowej. Służy temu zarówno główny język nauczania (chiński), jak i treści programowe (historia Chin, chińska polityka i kultura). W tybetańskich szkołach podstawowych często głównym językiem nauczania jest język chiński. Wiele tybetańskich dzieci czuje się wyobcowanych, ucząc się w języku innym niż ojczysty, co utrudnia im naukę. W większości tybetańskich szkół podstawowych język tybetański został zredukowany do poziomu języka obcego. Program nauczania również podkreśla pierwszeństwo i wyższość chińskiej kultury, jednocześnie umniejszając – niekiedy nie wprost, jednak często otwarcie – kulturę tybetańską. Oprócz chińskiego, tybetańskiego i matematyki tybetańskie dzieci uczą się niekiedy komunizmu, maoizmu i historii Chin. Zwykle nie uczą się nic o historii, kulturze ani religii Tybetu. W istocie chińscy nauczyciele w wielu mieszanych szkołach podstawowych karzą uczniów za przejawy kultury tybetańskiej, szczególnie za wyrazy lojalności wobec Dalajlamy, jednak również za tak niewinne działania, jak noszenie tybetańskich strojów, śpiewanie tybetańskich piosenek, świętowanie świąt tybetańskich lub mówienie o historii Tybetu jako odrębnej od historii Chin. Tybetańscy nauczyciele przyłapani na tym, że uczą historii lub kultury Tybetu, są narażeni na szykany, zwolnienie z pracy i inne kary, niekiedy nawet włącznie z więzieniem.
DYSKRYMINACJA W EDUKACJI
Tybetańskie dzieci są niekiedy przydzielane do oddzielnych szkół, gorszych od tych do których kieruje się ich chińskich rówieśników, a w szkołach mieszanych są często narażone na dyskryminację. Niekiedy dzieci tybetańskie płacą wyższe składki na ławki, książki, długopisy i jedzenie. Często uczą się w gorzej wyposażonych salach o niższym standardzie. W niektórych przypadkach chodzą do szkół „tybetańskich”, oddzielonych od lepszych szkół „chińskich” o wyższym standardzie. W szkołach mieszanych tybetańscy uczniowie często nie otrzymują edukacji na tym samym poziomie, co ich chińscy rówieśnicy, ponieważ ich rodzice nie mają odpowiednich guangxi lub nie stać ich na „prezenty” dla nauczycieli, które wielu chińskich rodziców (zwykle zamożniejszych niż Tybetańczycy) daje nauczycielom, by zapewnić lepsze traktowanie swoim dzieciom. W innych mieszanych szkołach chińscy nauczyciele na różne sposoby dyskryminują tybetańskich uczniów, na przykład wymagając od nich wykonywania prac fizycznych, takich jak czyszczenie toalet, zamiatanie i gotowanie, od których chińscy uczniowie są zwolnieni. Są również doniesienia o poniżaniu tybetańskich uczniów przez nauczycieli, którzy nazywają ich „brudasami”, „tępakami” i „osłami”.
DOSTĘP DO OPIEKI MEDYCZNEJ
Tybetańskie dzieci mają ograniczony dostęp do opieki medycznej, głównie z dwóch powodów: braku odpowiedniej infrastruktury, szczególnie w okolicach wiejskich i zamieszkanych przez nomadów, oraz z powodu wysokich kosztów tam, gdzie opieka zdrowotna istnieje. Tybetańskie dzieci w Lhasie i nielicznych innych ośrodkach miejskich mieszkają w bliskości szpitali, jednak większość Tybetańczyków musi podróżować wiele godzin, a nawet dni, by dotrzeć do nowoczesnej przychodni. W sytuacji nagłego wypadku tybetańskie dzieci mogą nie dotrzeć do ośrodka zdrowia dość szybko, by uratować życie. Ponadto wysokie koszty opieki medycznej sprawiają, że wiele tybetańskich dzieci nie może z niej korzystać nawet wtedy, kiedy mieszkają dość blisko szpitala lub przychodni. Niekiedy alternatywą dla dzieci zamieszkujących odległe regiony pozbawione nowoczesnej opieki medycznej może być tradycyjna medycyna tybetańska, jednak zazwyczaj jest ona mniej skuteczna od medycyny zachodniej w walce z infekcjami i potencjalnie śmiertelnymi chorobami u dzieci. Program szczepień u dzieci, prowadzony na niemal całym obszarze Chin, nie objął większości dzieci tybetańskich, ponieważ 80% z nich mieszka na obszarach wiejskich lub jest nomadami. Główną przyczyną porażki programu jest fakt, że pracownicy rządowi prowadzący akcję szczepień zazwyczaj zaniechują podróży w odległe regiony Tybetu.
NAJCZĘSTSZE CHOROBY DZIECI TYBETAŃSKICH
Najczęściej występującymi chorobami są infekcje górnych dróg oddechowych (łącznie z zapaleniem płuc), biegunki, zapalenie wątroby, tasiemczyca oraz gruźlica. Biegunki, zwykle spowodowane przez pasożyty, są główną przyczyną śmierci wśród dzieci tybetańskich. Wielu z nich można by łatwo zapobiec w prosty sposób, stosując doustną terapię nawadniającą. Inne problemy zdrowotne, takie jak krzywica i trąd, występują tylko na pewnych obszarach, dotykając wybranych grup Tybetańczyków.
Niedożywienie i zahamowanie wzrostu. Najnowsze badania wykazały, że dzieci tybetańskie cierpią na zahamowanie wzrostu spowodowane chronicznym niedożywieniem. W jednym z nich ponad połowa dzieci tybetańskich objętych badaniem wykazywała objawy zahamowania wzrostu. Niedożywienie zwiększa również podatność na śmiertelne choroby wieku dziecięcego, którą dodatkowo pogłębia fakt, iż tylko nieliczne tybetańskie dzieci otrzymują podstawowe szczepienia. Przyczyny niedożywienia są zróżnicowane, jednak wydaje się iż w niektórych przypadkach poważnie przyczynia się do niego brak dostępu do odpowiedniej diety. Regulacje podatkowe oraz polityka regulacji rynku prowadzona przez chiński rząd spowodowały, że część tybetańskich rodzin cierpi na niedostatek pożywienia. Dzięki częstym deszczom i obfitości śniegu większość tybetańskich dzieci ma dostęp do wody zdatnej do picia, jednak w niektórych regionach jest ona zainfekowana pasożytami i innymi nieczystościami, co powoduje biegunki i potencjalnie może prowadzić do długotrwałych problemów zdrowotnych.
EDUKACJA ZDROWOTNA
Tybetańskie dzieci nie otrzymują praktycznie żadnej edukacji zdrowotnej. Nawet te z nich, które uczęszczają do państwowych szkół, nie otrzymują tam informacji na przykład o tym, jak zapobiegać rozprzestrzenianiu się chorób. Brak edukacji zdrowotnej może doprowadzić do poważnych problemów w najbliższej przyszłości. Niektóre raporty sugerują, że niedługo w Tybecie może wybuchnąć epidemia AIDS; zagrożenie to zwiększa rosnąca prostytucja w Lhasie.
Prawa kobiet oraz zdrowie i edukacja dzieci. Chiny nadal stosują w Tybecie politykę planowania rodziny, która ogranicza liczbę dzieci do dwóch lub trzech, w zależności od miejsca zamieszkania. Aby realizować tę politykę, rząd stosuje niekiedy przymusową aborcję i sterylizację lub do nich nakłania. „Nielegalne” dzieci, urodzone wbrew przepisom dotyczącym planowania rodziny, są pozbawione praw przysługujących innym dzieciom zgodnie z chińskimi przepisami, takich jak edukacja, opieka zdrowotna i racje żywnościowe. W efekcie, łamanie praw kobiet w Tybecie prowadzi pośrednio do łamania praw ich dzieci.
Nakreślone tu pokrótce okoliczności sprawiają, że co roku niemal tysiąc tybetańskich dzieci ryzykuje życie, podejmując usianą niebezpieczeństwami drogę do Indii. Panujące w Tybecie warunki zagrażają nie tylko przetrwaniu kultury tybetańskiej, ale też fizycznemu, psychologicznemu i społecznemu dobrostanowi narodu tybetańskiego. Dlatego, choć na zakończenie raportu podajemy sugestie krótkoterminowych rozwiązań obserwowanych problemów, naszym zdaniem jedyne możliwe długofalowe rozwiązanie tych problemów opiera się na poszanowaniu prawa narodu tybetańskiego do samostanowienia. Mamy nadzieję, że przedstawione przez nas informacje skłonią rząd Chin, inne zainteresowane rządy, jednostki, organizacje pozarządowe i społeczność międzynarodową do podjęcia wszelkich niezbędnych działań, zapewniających następnym pokoleniom tybetańskich dzieci przetrwanie, zdrowie i pełny rozwój.
Władze chińskie rozpoczęły na początku marca kampanię zaostrzania środków bezpieczeństwa w Tybecie "Ostry Sztorm", w ramach której zatrzymano już setki osób - poinformowały milicja i media.
Kampania ma na celu ukrócenie zwykłej przestępczości oraz wszelkiej działalności proniepodległościowej w miesiącu, w którym przypada 51. rocznica wybuchu krwawo stłumionego powstania antychińskiego - powiedział jeden z milicjantów w stolicy Tybetu Lhasie.
- Nie wiem, kiedy ta kampania się kończy, ale może to nastąpić pod koniec miesiąca, kiedy wszystko będziemy mieć za sobą - powiedział, odnosząc się do rocznicy powstania.
3 marca rozmieszczono w Tybecie co najmniej 1500 dodatkowych funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa - podał dziennik "Lhasa Evening News". Według gazety zatrzymano ponad 400 osób. Nasilono także kontrolę tożsamości ludności migrującej.
Mieszkańcy Lhasy twierdzili, że atmosfera w mieście i całym regionie jest napięta. - Ulice patrolują wozy opancerzone, a w telewizji cały czas mówią o potrzebie "utrzymania stabilizacji". Wieczorami nie śmiemy wychodzić z domu - powiedziała emerytka Ceyagng.
Tybet został zajęty przez wojska Mao Zedonga w latach 1950-51. 10 marca 1959 roku wybuchło w Tybecie powstanie, które zostało krwawo stłumione przez wojsko chińskie. Duchowy przywódca Tybetańczyków dalajlama udał się wówczas na emigrację do północnych Indii. Od tego czasu jego siedziba, jak również tybetańskiego rządu na uchodźstwie znajduje się w indyjskiej Dharamśali.
Ponad 400 milionów chińskich internautów będzie musiało podać swoje imię i nazwisko przed wpisaniem jakiegokolwiek komentarza na forach internetowych i czatach.
Komunistyczne władze stworzą rejestr wszystkich użytkowników sieci - donosi "The Daily Telegraph".
sfora.pl
Cytat:
24 kwietnia chińskie władze użyły oddziałów policji, strażaków, wozów bojowych i koparek, by zmusić mieszkańców powiatu Hanyuan w prowincji Syczuan do ewakuacji domów przeznaczonych do rozbiórki. Domy mają zostać zniszczone, by umożliwić utworzenie rezerwuaru tamy Pubugou. Mieszkańcy zagrozili wcześniej, że wysadzą w powietrze zbiorniki z gazem, jeśli dojdzie do rozbiórki domów.
W obronie mieszkańców wystąpiły setki mieszkańców wioski. Walki pomiędzy nimi, a policją trwały do wczesnych godzin rannych następnego dnia. Jednak pomimo tego, domy zostały zburzone, a obrońcy domów poddani represji. Wiele osób zostało hospitalizowanych. Podobne wydarzenia miały miejsce dzień wcześniej w innej wiosce w okolicy. Od początku roku, setki osób zostało wysiedlonych, by zrobić miejsce dla zbiorników tamy.
W 2004 r., wojsko powstrzymało 10 tys. demonstrację przeciwników tamy, strzelając do protestujących. Jedna osoba otrzymała później karę śmierci. Z powodu opozycji mieszkańców wobec budowy tamy, władze prowincji Syczuan stosują coraz bardziej represyjne metody, by ich wysiedlić. Pomimo to, liczba podobnych protestów wciąż rośnie.
Docelowo, tama ma spowodować wysiedlenie 15 miast i miasteczek, 48 wiosek i w sumie ponad 100 tys. ludzi. (libcom.org)
cia.bzzz.net
Cytat:
Tybetański pisarz Tagyal, który krytykował władze za zamieszki etniczne dwa lata temu oraz działania władz po niedawnym trzęsieniu ziemi, został zatrzymany w chińskiej prowincji Cinghaj (Qinghai).
45-letni Tagyal, który pisze pod pseudonimem Zhogs Dung, uważany jest za jednego z wybitniejszych autorów i filozofów tybetańskich.
Policja zatrzymała go, według przyjaciół i bliskich, w zeszły piątek w miejscu pracy, w wydawnictwie w stolicy Cinghaju Xiningu. Po rewizji w domu pisarza policja skonfiskowała też komputer. Rodzinie nie pozwolono na widzenie się z Tagyalem.
Tagyal 17 kwietnia podpisał wraz z innymi ośmioma pisarzami list otwarty, w którym wyrażają ból po śmierci ofiar trzęsienia ziemi w tybetańskiej autonomicznej prefekturze Yushu w Cinghaju. Zginęły ponad 2 tys. ludzi, a tysiące w tym wysokogórskim rejonie, w którym panują minusowe temperatury, zostały bez dachu nad głową.
Pisarz krytykował represje w Tybecie
Działaczka tybetańska mieszkająca w Pekinie i blogerka Tserang Woeser, zaprzyjaźniona z Tagyalem, uważa, że aresztowanie go ma większy związek z opublikowaną przez niego w styczniu książką, w której krytykował represje w Tybecie i tybetańskich rejonach przyległych prowincji chińskich po zamieszkach z 2008 roku.
Książka pisarza, który do tej pory w znacznej mierze wspierał oficjalną politykę Pekinu wobec Tybetańczyków, zdobyła wśród nich wielką popularność. Zawiera ona analizę wystąpień antyrządowych w 2008 roku i oskarża chińskie władze o politykę represji wobec tybetańskiej mniejszości.
Autor opowiedział się w niej za stosowaniem "pokojowego oporu" przez Tybetańczyków w walce o ich prawa. Jak poinformowała żona pisarza, Lhatso, 12 kwietnia policja skonfiskowała wszystkie egzemplarze.
Tybetański portal Phayul.com podaje, że Chiny zaostrzyły ostatnio kontrolę nad intelektualistami tybetańskimi, którzy otwarcie wyrażają swoje poglądy, zawierające często krytykę polityki chińskich władz.
wiadomosci.gazeta.pl
Cytat:
Według tybetańskich źródeł 2 maja policja zatrzymała Samdupa Gjaco, który protestował przed lhaskim Dżokhangiem, domagając się powrotu Dalajlamy, uwolnienia Panczenlamy oraz sprawiedliwej dystrybucji darów dla ofiar trzęsienia ziemi w Juszu (chiń. Yushu). Samdup trzymał w rękach zakazaną tybetańską flagę. Nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany.
Dwudziestoośmioletni Samdup Gjaco urodził się w Tybecie, w 2007 roku przedostał się do Indii i wrócił do kraju kilka miesięcy później. Aresztowano go na granicy za posiadanie książek z wystąpieniami Dalajlamy. Spędził za to miesiąc w areszcie śledczym Szigace i pół roku w stołecznym więzieniu Drapczi.
Pu Zhiqiang, adwokat Karmy Samdupa, tybetańskiego biznesmena, ekologa i społecznika, poinformował że sąd ludowy okręgu Yanqi prowincji Xinjiang skazał jego klienta na 15 lat więzienia, utratę praw politycznych na pięć lat i grzywnę za „okradanie antycznych grobowców".
Te najwyraźniej sfabrykowane zarzuty oficjalnie oddalono już w 1998 roku. Cała sprawa wygląda na zemstę urzędników z Czamdo, których bracia skazanego (również działacze) oskarżyli o organizowanie nielegalnych polowań na zwierzęta należące do gatunków zagrożonych wyginięciem. Wszyscy próbujący im pomóc, apelując do władz wyższego szczebla - w sumie kilkadziesiąt osób - znaleźli się za kratami. Wszyscy byli też bici i torturowani, jak Karma, który mówił o tym w sądzie. Drakońska kara wpisuje się w bezprecedensową kampanię wymierzoną nawet w tych przedstawicieli tybetańskiej elity - intelektualistów, pisarzy, działaczy społecznych - którzy unikali drażliwych kwestii politycznych. Adwokat zapowiedział złożenie apelacji.
Cytat:
Organizacja Human Rights Watch ogłosiła, że rząd chiński powinien natychmiast uwolnić dwóch Tybetańczyków przetrzymywanych na podstawie sfingowanych zarzutów z powodu kierowania w swojej rodzinnej wsi grupą obrońców środowiska naturalnego, i cofnąć zarzuty wobec ich brata, Karmy Samdrupa, które postawiono mu po tym, jak próbował protestować przeciwko ich uwięzieniu.
Dwaj ekolodzy, Jigme Namgyal i Rinchen Samdrup, znajdują się w areszcie w Tybecie od sierpnia 2009 roku. Karma Samdrup, znany tybetański sponsor organizacji ekologicznych, posiadacz jednego z największych w Chinach zbiorów sztuki tybetańskiej i założyciel nagrodzonej grupy Ochrony Środowiska Trzech Rzek (Three Rivers Environmental Protection), starał się o zwolnienie swoich braci. Został aresztowany 3 stycznia 2010 pod zarzutem rabowania grobów, które to czyny miał rzekomo popełnić w 1998 roku. Jego rozprawa miała się początkowo odbyć 1 czerwca, lecz w ostatniej chwili została odroczona bez podania przyczyn. Nowy termin nie został jeszcze podany.
„Te sprawy są testem dla chińskiego rządu” – powiedziała dyrektor ds. Azji w Human Rights Watch. „Ci ludzie uosabiają cechy, które rząd twierdzi, że chciałby widzieć w nowoczesnych Tybetańczykach – sukces materialny, udzielanie poparcia jedynie aprobowanym przez władze przedsięwzięciom kulturalnym i ekologicznym oraz apolityczność – mimo to, ich również traktuje się jak kryminalistów”.
Karma Samdrup, którego chińskie imię brzmi Rukai Gamasangzhu, jest jednym z największych w Chinach kolekcjonerów starej sztuki tybetańskiej a także jej dilerem. Został przezwany „Królem Niebiańskich Paciorków”, z powodu posiadania niespotykanej kolekcji tych tradycyjnych tybetańskich przedmiotów. Jego sylwetka została przedstawiona w dodatku kulturalnym chińskiego tygodnika Southern Weekend w 2006 roku, a w 2009 roku chiński dziennikarz Liu Jianqiang napisał jego biografię, o której z uznaniem wyrażała się oficjalna chińska agencja informacyjna Xinhua. Po tym, gdy w połowie lat dwutysięcznych rząd chiński rozpoczął zakrojone na szeroką skalę działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego Płaskowyżu Tybetańskiego i prowincji Qinghai, sfinansował założenie organizacji ekologicznej Ochrona Środowiska Naturalnego Trzech Rzek (Three Rivers Environmental Protection) w Qinghai. W przeciągu następnych lat zdobyła ona za swoją pracę kilka nagród, w tym dotację w wysokości jednego miliona juanów (około 130 000 dolarów amerykańskich) dla „Modelowego Projektu” od One Foundation, organizacji charytatywnej założonej przez chińskiego gwiazdora filmowego Jet Li, a także Earth Prize, nagrodę ekologiczną przyznawaną wspólnie przez Friends of the Earth z Honkongu i Ford Motor Company.
Karma Samdrup został aresztowany 3 stycznia w Chengdu w prowincji Sichuan. Kilka dni później policja poinformowała jego żonę, że przebywa w areszcie na podstawie zarzutów rabowania grobów w powiecie Yanji w Ujgurskim Regionie Autonomicznym w 1998 roku. Policja poinformowała, że Karma Samdrup wszedł w posiadanie szeregu przedmiotów rzekomo zrabowanych z lokalnych stanowisk archeologicznych. W tamtym czasie policja odstąpiła od zarzutów, gdy Karma Samdrup pokazał, że ma rządową licencję na handel reliktami kulturowymi. W chińskim prawie maksymalny wyrok za przestępstwo „nielegalnego przeszukiwania starożytnych reliktów kulturowych i grobów” - to kara śmierci.
Human Rights Watch twierdzi, ze w sprawie Karmy Samdrupa dopuszczono się poważnych, powtarzających się naruszeń chińskiego prawa postępowania karnego:
- Karmie Samdrupowi odmówiono prawa do spotkania się z kimkolwiek, włączając w to jego prawników, przez ponad 6 miesięcy od momentu aresztowania.
- Sąd w Yanji nie zapewnił odpowiedniego okresu czasu na przygotowanie obrony. Jego prawnikom z kancelarii prawniczej Huayi w Pekinie powiedziano 27 maja, ze rozprawa odbędzie się 1 czerwca. Sąd odmówił przyjęcia pisemnej prośby o jej odroczenie.
- Sąd odmówił prawnikom Karmy Samdrupa zrobienia fotokopii 70-stronicowego aktu oskarżenia, pozwalając im jedynie na „skopiowanie jego fragmentów”.
- Karmie Samdrupowi nie pozwolono na spotkanie z prawnikami, aż do wigilii jego rozprawy, 31 maja. Spotkanie to trwało tylko 30 minut i było monitorowane przez znajdujących się w pokoju oficerów policji. Prawnik Karmy Samdrupa powiedział, ze jego klient był przestraszony, lecz nie miał możliwości zapytania go, czy był źle traktowany.
- Rozprawa została nagle odroczona, bez podania przez sąd nowego terminu.
3 czerwca władze zamknęły stronę internetową żony Karmy Samdrupa, na której poprzedniego dnia umieściła zawiadomienia otrzymane z sądu.
„Oskarżenia przeciwko Karmie Samdrupowi i sposób, w jaki jest on traktowany, nie spełniają nawet minimalnych gwarancji proceduralnych zapisanych w chińskim prawie,” – powiedziała Richardson. „Lecz zamiast wycofania zarzutów, władze nadal trzymają go w areszcie”.
Rodzina i przyjaciele Karmy Samdrupa są przekonani, że wznowienie zarzutów sprzed dziesięciu lat, jest skutkiem jego wysiłków mających na celu uzyskanie zwolnienia dla jego dwóch braci, Rinchena Samdrupa i Jingme Namgyala. Dwaj bracia zostali aresztowani w sierpniu 2009, po tym, gdy założona przez nich w rodzinnej wsi, w prefekturze Changdu w Tybetańskim Regionie Autonomicznym , lokalna grupa obrońców środowiska próbowała zwrócić uwagę na prawdopodobne nadużycia przeciwko środowisku naturalnemu, dokonywane przez miejscowych urzędników, w tym polowanie na objęte ochroną gatunki zwierząt.
Rinchen Samdrup jest do chwili obecnej trzymany w areszcie, podczas gdy Jigme Namgyal odbywa wyrok 24-miesiecznej „reedukacji przez pracę” (RTL) za „szkodzenie bezpieczeństwu narodowemu”. Zgodnie z systemem chińskiego RTL, osoby które popełniły „drobne przestępstwa, które nie uzasadniają surowej kary”, mogą zostać wysłane do obozów pracy na okres do 3 lat, bez prawa do procesu i prawa do reprezentacji prawnej.
13 listopada 2009 roku zarząd RTL w Prefekturze Changdu stwierdził, że Jigme Namgyal założył nielegalną organizację ekologiczną, która „w sposób niezgodny z prawem zebrała trzy dyski twarde informacji i materiału video na temat środowiska naturalnego, zasobów naturalnych i religii prefektury Changdu… dostarczyła zdjęcia i materiały do nielegalnej publikacji „Forbidden Mountain, Prohibited Hunting” (Zakazana góra, zabronione polowanie)… prywatnie odebrała materiał propagandowy od kliki Dalaja… i organizowała lokalnych mieszkańców do niezgodnej z przepisami akcji składania petycji do władz… zakłócając w ten sposób w poważny sposób pracę instytucji państwowych na szczeblu lokalnym i skutecznie szkodząc stabilności społecznej”.
Opis zarzutów pozwala przypuszczać, że Jigme Namgyal stanowił raczej potencjalne źródło kłopotów dla miejscowych władz, niż zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, mówi organizacja Human Rights Watch.
Zdaniem Human Rights Watch, proces Karmy Samdrupa i aresztowanie jego dwóch braci wskazują na to, że Tybetańczycy będący ważnymi postaciami w świecie kultury i biznesu są coraz bardziej narażeni na politycznie motywowane aresztowania i oskarżenia.
„Niezgodne z prawem aresztowania Tybetańczyków i odmawianie im odpowiedniego procesu podsycą jedynie napięcia między nimi a chińskim rządem,’ – powiedziała Richardson. „Zamiast zająć się przyczynami wieloletniego rozżalenia, które doprowadziło do masowych protestów w 2008 roku, rząd odpowiada nasileniem wszechobecnych represji”.
ratujtybet.org
Cytat:
Nowozelandzki deputowany Russel Norman oskarżył ochroniarzy wiceprezydenta Chin Xi Jinpinga o atak i wyrwanie mu tybetańskiej flagi, gdy prowadził jednoosobowy protest. Wiceprezydent Xi przebywa obecnie z trzydniową oficjalną wizytą w Nowej Zelandii. - Chińscy ochroniarze wypchnęli mnie ze schodów, a potem zaczęli bić parasolem po głowie. Zabrali mi flagę i podeptali ją - powiedział Norman reporterom.
- Do utarczki doszło na schodach parlamentu w Wellington, gdy wiceprezydent Chin przybył na spotkanie - poinformował Norman, który jest współprzewodniczącym Partii Zielonej Nowej Zelandii.
Deputowany twierdzi, że ochroniarze Xi otoczyli go, gdy wymachiwał flagą Tybetu i nawoływał do wprowadzenia demokracji w tym regionie, który od lat 50. jest pod władzą komunistycznych Chin.
- Chińscy ochroniarze wypchnęli mnie ze schodów, a potem zaczęli bić parasolem po głowie. Zabrali mi flagę i podeptali ją - powiedział Norman reporterom.
Polityk złożył na policji oficjalną skargę o ataku i zażądał zatrzymania ochroniarzy.
Premier Nowej Zelandii John Key poparł prawo Normana do protestu. - Norman, podobnie jak każdy Nowozelandczyk, ma pełne prawo do wyrażania swoich opinii - powiedział.
Jak twierdzi AP, protest obraził chińską delegację. Gdy w 2005 roku doszło do podobnego incydentu, chińskie władze twierdziły, że obecność tybetańskiej flagi "ciężko znieważała" chińskich gości.
wiadomosci.onet.pl
Cytat:
Mieszkańcy okręgu dotkniętego trzęsieniem ziemi z oburzeniem odrzucają plany wysiedlenia ich z ziemi przodków.
Tybetańczycy z dotkniętego trzęsieniem ziemi okręgu w zachodnich Chinach masowo protestują przeciwko planom lokalnych władz, zamierzających przejąć najlepsze działki i zbudować na nich domy, szkoły, biura i inne budynki - podają źródła tybetańskie.
Według Tybetańczyków z okręgu Juszu w prowincji Quinghai, niektóre nieruchomości przejęte przez władze wcale nie ucierpiały w czasie kwietniowego trzęsienia ziemi, w kórym straciło życie niemal trzy tysiące ludzi. Podobnie twierdzą również Tybetańczycy przebywający na uchodźstwie, którzy mają kontakt z rodzinami mieszkającymi w tym rejonie.
“Lokalne władze siłą usunęły ludzi z ich domów. Mówią, że chcą oczyścić teren, żeby zbudować biura, szkoły i parki, i że zabiorą nam ziemię, na której stoją nasze domy i pola uprawne” - twierdzi jeden z mieszkańców Juszu.
“Miejscowi Tybetańczycy są oburzeni. Argumentują, że ta ziemia należy do nich od pokoleń. Dlatego w ostatnich dniach setki ludzi odwoływało się do lokalnych władz. Każdego dnia przed siedzibą lokalnych władz protestuje około stu Tybetańczyków, domagających się prawa powrotu do swoich domów i na swoje pola, ale władze nie chcą ich słuchać”.
Inny Tybetańczyk z Juszu powiedział nam, że jego przyjaciel widział “kilkuset” protestujących Tybetańczyków. Mężczyzna twierdził, że nie słyszał o zatrzymaniach Tybetańczyków lub mnichów przez policję, ale zasugerował, że “ludzie boją się o tym mówić”.
Powiedział, że wiele miejscowych rodzin nie chce przyjąć domów o powierzchni 80 m.kw., oferowanych przez lokalne władze jako rekompensata za przejętą ziemię.
“My, Tybetańczycy, mamy duże rodziny, w których kilka pokoleń mieszka razem. Dlatego osiemdziesiąt metrów to dla nas za mało”, twierdzi mieszkaniec Juszu.
Oddelegowani urzędnicy
Miejscowy policjant, z którym rozmawialiśmy przez telefon, potwierdził, że takie incydenty miały miejsce, ale dodał: “Nie mogę wam udzielić żadnych konkretnych informacji”.
Tymczasem urzędnik lokalnych władz Juszu potwierdził w wywiadzie telefonicznym, że przed budynkami rządowymi przez wiele dni koczowało ponad tysiąc protstujących Tybetańczyków, domagających się rozwiązania konfliktu.
Kobieta, która odmówiła podania nazwiska, powiedziała że do protestujących wysłano urzędników.
“[Protestujący] chcieli rozmawiać z przedstawicielami władz, więc umożliwiliśmy im to. Jednak nie z [wiceprezydentem Chin] Xi Jinpingiem. Konflikt wciąż nie został rozwiązany. Oni twierdzą, że zabrano im ziemię, i chcą ją odzyskać – chcą, by rząd oddał im ją z powrotem. Codziennie tu protestują, choć dziś jest już trochę mniej ludzi.”
Powiedziała, że żaden z Tybetańczyków nie został aresztowany.
Inny lokalny mieszkaniec potwierdził, że kiedy teren trzęsienia odwiedzał chiński wiceprezydent Xi Jinping, policja nie dopuściła do niego protestujących.
“Najlepsze miejsca”
Inny Tybetańczyk wywodzący się z Juszu, a obecnie mieszkających w USA, powiedział nam, że jego rodzina, która nadal tam mieszka, skarżyła się że “miejscowe władze zabrały najlepsze ziemie pod budowę gmachów rządowych, szkół i parków”.
“Tybetańczycy pracujący dla chińskiego rządu podporządkowują się oficjalnym zarządzeniom, ale inni odwołują się od decyzji władz. Protestują, argumentując, że skoro od 10 czy 20 lat mieszkali w tej okolicy, nie zgodzą się na przesiedlenie”.
“Nawet podczas rewolucji kulturalnej, kiedy wielu Tybetańczyków straciło najbliższych, nie chcieli opuścić ziemi przodków”.
Inny Tybetańczyk, obecnie mieszkający w Nowym Jorku, którego rodzina nadal mieszka w Juszu, powiedział że chiński rząd zaczął już budowę przeznaczonych dla przesiedleńców bloków z małymi mieszkaniami, położonych daleko od Juszu. Opisał je jako nieodpowiednie dla tybetańskiego stylu życia.
“Miejscowi Tybetańczycy starają się powstrzymać władze przed budowaniem tych bloków. Wolą przyjąć pomoc międzynarodowych organizacji humanitarnych albo powoli sami odbudować swoje domy, niż przenieść się do oferowanych przez rząd małych mieszkań”.
Pochwała mnichów
Mieszkaniec Juszu powiedział nam, że Tybetańczycy z tej okolicy są praktycznie samowystarczalni, i chwalił tybetańskich mnichów za ich szybką pomoc materialną dla ofiar trzęsienia ziemi z 14. kwietnia.
“Niektórzy poszkodowani dostali pomoc od rządu dopiero po trzech, czterech tygodniach, bo wszystkie dary pomocowe musiały przechodzić przez wiele kontroli. Tybetańscy mnisi natychmiast sami dostarczali pomoc poszkodowanym”.
Kunga Taszi, chiński oficer łącznikowy ds. Tybetu w Nowym Jorku wyraził ubolewanie, że wkrótce po trzęsieniu ziemi chińskie władze zmusiły wszystkich mnichów do opuszczenia terenu kataklizmu.
“Zgodnie z religijnymi wierzeniami tybetańskich mnichów, powinni oni dokonywać dobrych czynów wobec zwykłych ludzi. Jednak wydalenie ich z terenu dotkniętego klęską żywiołową, z niejasnych powodów, zraniło ich dusze i może w dłuższej perspektywie przyczynić się do niestabilności w regionie”, powiedział Kunga Taszi.
Wkrótce po kataklizmie potężny chiński wydział propagandy nawoływał do ograniczenia “negatywnych doniesień” o trzęsieniu ziemi, które dotknęło Juszu.
W wydanej 25. kwietnia dyrektywie adresowanej do mediów, centralny wydział propagandy ostrzegał państwowe media, by nie informowały zbyt szczegółowo o pomocy niesionej przez samych Tybetańczyków w najbardziej dotkniętej katastrofą odległej prowincji.
“Należy mówić o trzęsieniu ziemi w 'kategoriach naukowych'; nie krytykować rządowej agencji sejsmograficznej; nie skupiać się nadmiernie na pomocy niesionej mieszkańcom przez buddyjskich mnichów; obszernie informować o apelu o dary, wystosowanym przez państwową CCTV”, głosiła dyrektywa.
Tybetańczycy mieszkający w Juszu twierdzą, że podawane przez państwowe media informacje o trzęsieniu ziemi i akcji ratunkowej daleko odbiegały od rzeczywistej sytuacji.
Chińska agencja informacyjna Xinhua podała, że w trzęsieniu zginęło około 2700 osób; szacunki tybetańskie są znacznie wyższe.
Cytat:
Sąd ludowy średniego stopnia w Lhasie skazał Tybetańczyka Sonama Tseringa na karę śmierci z odroczeniem wykonania kary na dwa lata. Ponadto pięciu innych Tybetańczyków otrzymało kary pozbawienia wolności od 3 do 7 lat za ukrywanie Sonama przed instytucjami wymiaru sprawiedliwości.
25 marca 2010 roku sąd ludowy średniegostopnia (Intermediate People’s Court) skazał Sonama Tseringa na karę śmierci z odroczeniem wykonania kary na dwa lata na mocy artykułów 289 i 263. Pięciu innych Tybetańczyków (Tashi Choedon, Kelyon, Yeshi Tsomo, Tayang, Tsewang Gyurmey) zostało skazanych na kary więzienia od 3 do 7 lat z artykułu 310 prawa karnego Chińskiej Republiki Ludowej, jak podają media lhaskie (Lhasa Evening News: http://www.lasa-eveningne.../02/02_41.htm). Według oficjalnych mediów Sonam został oskarżony o branie udziału w zamieszkach oraz wzywanie społeczeństwa do wzięcia udziału w zamieszkach 14 marca 2008 roku. Przejmując przywództwo nad protestami podburzał setki ludzi do rozruchów podpalając samochody i sklepy jak również przewracając wozy policyjne. Trzymając w ręku nóż i stojąc na wozie policyjnym wykrzykiwał głośno antyrządowe hasła. Szkody powstałe w wyniku zamieszek oszacowano na około 40 milionów juanów. Pozostali Tybetańczycy zostali oskarżeni o ukrywanie Sonama przez zapewnienie poszukiwanemu przestępcy kryjówki i udzielanie mu pomocy w ucieczce za granicę.
Sonam Tsering, lat 23, jest synem Tseringa Samdupa (ojciec) i Yangkyi (matka). Pochodzi z rodziny pół-nomadów z miasteczka Rachap, powiat Payul, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Kardze, Syczuan. Pod koniec 2007 roku Sonam przybył z pielgrzymką do Lhasy i tam został. Kiedy w marcu 2008 w Lhasie wybuchły protesty społeczne, wziął w nich czynny udział. Sonam został aresztowany w połowie października 2009 roku, 17 miesięcy po protestach w Lhasie.
Kara śmierci dla Sonama Tseringa jest w sumie siódmą karą najwyższą wymierzoną Tybetańczykowi, dwie z nich zostały już wykonane. Około 450 Tybetańczyków zostało skazanych na różne kary pozbawienia wolności za udział w wiosennych pan-tybetańskich protestach przeciwko rządowi Chińskiej Republiki Ludowej. Spontaniczny protest Tybetańczyków, dający upust nagromadzonym na przestrzeni dekad resentymentom, jakie powstały w wyniku błędnej polityki rządowej, jest traktowany żelazną ręką przez rząd oraz różne instytucje stojące na straży prawa. Rząd oraz departament propagandy wielokrotnie przedstawiały społeczności międzynarodowej zamieszki jako działania o podłożu kryminalnym.
Cytat:
W sobotę 15 maja policja ostrzelała Tybetańczyków w cementowni położonej w Labrang, (prowincja Gansu, tybetański region Amdo). Próbowali oni odbudować drogę zamkniętą z powodu rozbudowy fabryki. Piętnaście osób zostało zabranych do szpitala z ranami postrzałowymi lub ranami spowodowanymi biciem przez policję, jednak według tybetańskich źródeł nikt nie został zabity.
W sobotę 15 maja policja ostrzelała Tybetańczyków w cementowni położonej w Labrang, (prowincja Gansu, tybetański region Amdo). Próbowali oni odbudować drogę zamkniętą z powodu rozbudowy fabryki. Piętnaście osób zostało zabranych do szpitala z ranami postrzałowymi lub ranami spowodowanymi biciem przez policję, jednak według tybetańskich źródeł nikt nie został zabity.
Mieszkańcy próbowali rozwiązać kwestię zanieczyszczeń z fabryki drogą pokojową wystosowując petycję do władz. Kopia petycji przetłumaczona z j. chińskiego na j. angielski znajduje się na stronie International Campaign for Tibet (link poniże). Petycja odwołuje się m.in. do religijnego znaczenia obszaru, na którym zlokalizowana jest fabryka.
Cytat:
Kathmandu – Tybetańczycy, pomimo wzmocnionych sił bezpieczeństwa, kontynuują protest przeciwko inwestycjom górniczym na górze, którą uważają za świętą. Tybetańskie źródła informują o pięciu rannych, aresztowaniach oraz wzmożonej obecności uzbrojonych służb bezpieczeństwa.
Kathmandu – Tybetańczycy, pomimo wzmocnionych sił bezpieczeństwa, kontynuują protest przeciwko inwestycjom górniczym na górze, którą uważają za świętą.
Trzy kopalnie będące przedmiotem protestu znajdują się w Tsongshen, Choeten i Deshoe w Okręgu Markham (chin. Manngkang) w Tybetańskim Regionie Autonomicznym. W zeszłym roku podobne protesty odbywały się przeciwko działaniom górniczym na górze Ser Ngul Lo.
“Od 8 maja, Chiny nałożyły praktycznie blokadę na Tsongshen w Markam,” informuje osoba, pragnąca zachować anonimowość. „Ekipy pracowników z Lhasy i urzędnicy z Chamdo i Markham przyjechali na miejsce, aby rozpocząć działania górnicze, władze przeszukiwały domy Tybetańczyków.”
Inne tybetańskie źródło informuje, że tłum próbował zablokować roboty. „Tysiące miejscowych Tybetańczyków – młodych, starych i kobiet – zamierzało zablokować Chińczykom możliwość wznowienia prac górniczych.”
“Jednak Sekretarz Partii TRA Zhang Qingli wydał rozkaz, aby kontynuować prace, nawet przy użyciu siły wobec protestujących.”
Pięciu rannych
Mieszkańcy wierzą, że Zhang posiada związki z firmą wydobywczą, choć nie sposób tego udowodnić. „Tybetańczycy pozostawili swoje prace, aby bronić świętych gór przed eksploatacją.” Informuje inne źródło.
Według doniesień w trakcie protestu rannych zostało pięciu Tybetańczyków – w tym dwie kobiety. Jeden z nich próbował się zabić, informuje źródło. Inni byli bici i potraktowani gazem łzawiącym przez policję.
„Jeśli przybędzie więcej oddziałów, trudno będzie powstrzymać wydobycie,” dodaje mężczyzna. „Obecnie jest tu około pięciu tysięcy wojskowych z Tsongshen, spodziewa się dalszych oddziałów.”
Urzędnik policji w Markham powiedział przez telefon Radiu Wolna Azja: „To nie jest duża sprawa. Wszystko jest OK. Kim jesteście?” po czym odłożył słuchawkę.
Przemieszczenia Ludowej Policji Zbrojnej lub innych uzbrojonych chińskich służb bezpieki w regionie nie można niezależnie potwierdzić.
W 2009 r., Tybetańczycy skarżyli się i protestowali po tym, jak władze zezwoliły chińskiej firmie górniczej, Zhongkai Co., eksploatować zasoby w regionie.
Dla Tybetańczyków miejsce znane jako Ser Ngul Lo (tyb. „Rok Złota i Srebra”)jest miejscem kultu, gdzie oprawia się rytuały w okresie suszy – mówi mieszkaniec.
Po protestach obie strony doszły do porozumienia i zgodzono się zawiesić prace, jednak nierozwiązaną kwestią pozostają składowiska trujących odpadów.
Aresztowania
4 maja czterech Tybetańskich biznesmenów oraz mnich z Markham zostało aresztowanych w Lhasie, informuje tybetańskie źródło, także zastrzegając anonimowość. Ośmiu Tybetańczyków, którzy udali się z petycją do stolicy prowincji Syczuan, także zostało aresztowanych.
“To wydarzyło się tego samego dnia, kiedy władze TRA zarządziły wznowienie prac górniczych w trzech miejscach w Markham.”
“Wszyscy aresztowani to tybetańscy biznesmeni i czołowe postacie, które skutecznie zablokowały wydobycie przez chińską firmę w 2009 r.”
Cytat:
Dharamsala: od czasu gdy w styczniu tego roku w Tybetańskiej Prefekturze Nagchu skazano na 15 lat więzienia tybetańską szkolną nauczycielkę, nie słabną działania chińskiego rządu odnośnie aresztowań i wydawania surowych wyroków więzienia na tybetańskich naukowców i nauczycieli.
Bez zapewnienia standardów legalnego i sprawiedliwego procesu zagwarantowanych w chińskiej konstytucji, chińskie władze wydały niesprawiedliwy wyrok przeciwko Lhamo Kyab po tym jak przez prawie dwa lata przesłuchiwali ją w ośrodku zatrzymań.
Na podstawie wiarygodnych informacji, jakie otrzymała Centralna Tybetańska Administracja, Kyab została aresztowana w połowie 2008 roku za jej rzekome zaangażowanie w działalność polityczną, kiedy uczyła w szkole podstawowej w okręgu Driru w Prefekturze Nagchu. Źródła podają, że funkcjonariusze z Biura Chińskiego Wywiadu aresztowali Kyab trzeciej nocy, od kiedy dołączyła do szkoły. Nakryli jej głowę czarnym szalem i błyskawicznie zabrali do jej własnego domu w Nagchu. Podczas nalotu na jej dom zabrano ją do utrzymywanego w tajemnicy ośrodka zatrzymań w Sangyib, gdzie była trzymana i przesłuchiwana do czasu, gdy wydano na nią surowy wyrok w styczniu 2010 roku. Źródła nie są w stanie określić miejsca jej pobytu.
Lhamo Kyab jest córką pana Dhondupa, urodziła się rodzinie Nyenpatsang w Nagchu. Jest jedyną córką spośród trójki dzieci w jej rodzinie. Po skończeniu szkolnej edukacji zrobiła kurs pedagogiczny w Nagchu. Potem uczyła tybetańskiego i chińskiego języka oraz matematyki w lokalnej szkole przez 25 lat, od 1982 roku. Podczas swojej kariery nie przystąpiła do partii komunistycznej i z tego powodu nie posiadała żadnego formalnego stanowiska.
Pomimo to, lokalni Tybetańczycy, a także rządowymi urzędnicy, studenci i ogół społeczeństwa uznawali ją za „osobę szczerze zaangażowaną w nauczanie tybetańskich studentów kultury i tradycji Tybetu”.
Tybetańscy naukowcy aresztowani i torturowani
Chiński rząd rozpoczął realizację bezkompromisowych aresztowań wobec tybetańskich intelektualistów pod pretekstem oskarżania ich o zaangażowanie w działalność polityczną.
W okręgu Machu lokalne władze wypędziły grupę nauczycieli tybetańskiej szkoły średniej i zatrzymały studentów wraz z pozostałymi nauczycielami. Około 21 nauczycieli zostało ukaranych grzywną. Ponadto, nauczyciele ze szkoły podstawowej z Machu i około 5 wykładowców z ośrodka szkolenia nauczycieli Barkham także zostało aresztowanych.
W innej sprawie, grupa uczniów ze szkoły podstawowej w okręgu Driru również została zatrzymana.
Podobnie w zeszłym miesiącu, student i pisarz Tashi Rabten z Północnozachodniej Tybetańskiej Narodowej Szkoły dla Dorosłych, który jest rdzennym Dzoge został zatrzymany bez podania jakichkolwiek zarzutów. Aresztowany przez policję za niepopełnienie żadnego wykroczenia został także Sangchu z okręgu Drongbhu, który również jest studentem i pisarzem z tej samej szkoły.
23 Kwietnia Tagyal, znany pod pseudonimem Shogdun, wybitny tybetański naukowiec został aresztowany w Siling. Tagyal ma 45 lat, jest tybetańskim pisarzem i członkiem Narodowego Domu Wydawniczego Tsongon.
Według New Tang Dynasty Television (NTDTV), Tagyal i siedmiu innych tybetańskich intelektualistów 17 kwietnia podpisało otwarty list. W liście namawiano obywateli, aby ofiarowali jedzenie i ubrania ofiarom niedawnego trzęsienia ziemi, ale ostrzegano ich przed możliwą korupcją ze strony władz. Pisano: „tak jak nie można wierzyć wiadomościom z ust rzecznika komunistycznej partii, ośmielamy się nie ufać organizacjom Partii”.
Nie wiadomo czy głównym powodem aresztowania Tagyala był wymieniony list. Wcześniej tego roku opublikował on bowiem książkę krytykującą działania chińskiego reżimu podczas pokojowych protestów w Tybecie w 2008 roku, podaje raport NTDTV.
Mieszkańcy wsi w południowo wschodniej prowincji Chin Jiangxi zorganizowali protest na wielką skalę, doprowadzeni do wściekłości przez przemoc policji, politykę przesiedleń i korupcję lokalnych urzędników.
Tysiące wściekłych ludzi uzbrojonych w cegły i kamienie wybijało szyby w ratuszu miejskim i przewracało samochody. Akcja była odpowiedzią na pobicie dwóch kobiet do nieprzytomności przez policjantów. Kobiety chciały zanieść władzom petycję przeciw przymusowym przesiedleniom.
Jeden z mieszkańców powiedział, że około 10 tys. ludzi było świadkami pobicia protestujących. Wzburzeni ludzie przynieśli cegły z położonej nieopodal budowy i zaczęli wybijać szyby w ratuszu. Władze zmobilizowały oddział 300 funkcjonariuszy policji, ale i tak protestujący wywrócili 18 samochodów policyjnych.
Miejscowe władze zarządziły przymusowe przesiedlenia mieszkańców w odpowiedzi na protesty w sprawie zanieczyszczenia środowiska przez kopalnię wolframu i związanych z tym zagrożeń dla zdrowia. Z powodu rosnących cen wolframu na świecie, firma Xianglushan Tungsten coraz bardziej się rozrasta. Ścieki wypływające z kopalni zanieczyściły okoliczne rzeki. Składowiska odpadów również stanowią zagrożenie dla zdrowia mieszkańców.
Wielu mieszkańców okolicznych wiosek skarży się na owrzodzenie skóry spowodowane zanieczyszczeniami. Zwierzęta domowe padają po wypiciu skażonej wody. Jedyną odpowiedzią władz lokalnych były przymusowe przesiedlenia. Każdy mieszkaniec miał otrzymać jedynie równowartość 360 dolarów odszkodowania za przesiedlenie.
Mieszkańcy wsi nie zgodzili się na takie warunki. W odpowiedzi, władze porwały syna jednego z przywódców protestu. Okazuje się też, że władze lokalne sprzeniewierzyły pieniądze przeznaczone na odszkodowania.
cia.bzzz.net
Cytat:
23 kwietnia tybetański pisarz i uczony Tagyal został zatrzymany pod zarzutem "podżegania do separatyzmu". Jest on więźniem sumienia, grożą mu tortury i inne formy znęcania się.
Tagyal, 47 lat, jest głośnym tybetańskim uczonym publikującym pod pseudonimem Shogdung. 23 kwietnia oficerowie bezpieczeństwa zabrali pisarza z jego miejsca pracy, wydawnictwa Nationalities Publishing House w Xining, stolicy prowincji Qinghai w Chinach. Później tego samego dnia urzędnicy udali się do jego domu i skonfiskowali dwa komputery. Następnego dnia, około 2.30 rano urzędnicy wrócili do domu pisarza, informując jego rodzinę o zatrzymaniu uczonego pod zarzutem 'szerzenia separatyzmu.
Uważa się, że Tagyal przetrzymywany jest w Ośrodku Zatrzymań nr. 1 (No.1 Detention Centre) w Xining, znanym także jako Ośrodek Zatrzymań Ershilipu. Pomimo kilku prób nikomu nie udało się go odwiedzić. Tybetańczycy pozostający pod nadzorem policji, zwłaszcza zatrzymani pod zarzutami 'inspirowania do separatyzmu' są często poddawani torturom i innym formom złego traktowania. Tagyal cierpi z powodu słabego wzroku oraz dolegliwości trawiennych.
Zatrzymanie Tagyala zostało po raz pierwszy nagłośnione na blogu, który wkrótce zablokowano. Autorzy bloga zasugerowali, że aresztowanie pisarza było spowodowane publikacją napisanego przez Tybetańczyka w dniu 17 kwietnia listu otwartego. Podpisany również przez kilku innych tybetańskich uczonych i artystów, list wyraża kondolencje dla ofiar trzęsienia ziemi, które 14 kwietnia nawiedziło Qinghai. Brak informacji o zatrzymaniu innych sygnatariuszy listu. Powodem zatrzymania pisarza może być także jego niedawno opublikowana książka, 'The Line between Sky and Earth', która opisuje Tybet po zamieszkach w 2008 roku jako 'miejsce grozy'.
12 kwietnia, władze zamknęły rodzinną księgarnię uczonego pozbawiając rodzinę źródła utrzymania.
amnesty.org.pl
Cytat:
Rinczen Samdup, starszy brat bezwstydnie wrobionego i zamkniętego przed chwilą na piętnaście lat Karmy, został dzisiaj, 3 lipca 2010 roku, skazany na pięć lat więzienia przez Pośredni Sąd Ludowy prefektury Czamdo za wyimaginowane „separatystyczne podżeganie".
Odszukałam zdjęcia, które zrobiłam latem 2004 roku w lhaskim Karma Kunsangu. Większość powiesiłam wcześniej na swoim blogu, ale zrobię to jeszcze raz, bo chcę, żeby patrząc na nie, ludzie zrozumieli, jakiego rodzaju człowiekiem jest Karma Samdup.
Poza działalnością ekologiczną i społeczną on i jego rodzina przez ponad dziesięć lat ratowali wspaniałe dziedzictwo wielkiego buddyjskiego mistrza Dziangczuba Dordże. Przepisywane słowo po słowie bezcenne manuskrypty skonfiskowali podczas rewizji policjanci, a barbarzyńscy urzędnicy wrzucili potem dyski do pieca!
Powiedziałabym, co o tym myślę, ale wściekłość odbiera mi mowę. Ci, którzy czynią zło, powinni pamiętać, że karma, jak sprawiedliwość, ma długie ręce.
Rinczen Samdup to były mnich. Praktykuje buddyzm i, jako jedyny lekarz w swojej wsi, medycynę tybetańską. Jest również utalentowanym artystą ludowym, poetą i malarzem thanek. Buduje stupy, rzeźbi tradycyjne okładki do manuskryptów - i każdą z tych rzeczy robi doskonale. Na podłodze leżą przed nim karty ksiąg, buddyjskich i medycznych, wielkiego Dziangczuba Dordże, założyciela klasztoru Njangla. Wiele jest zniszczonych i niekompletnych; szaleństwo rewolucji kulturalnej przetrwała ledwie połowa. Przez dziesięć lat Rinczen robił wszystko, by je ratować. Kiedy w Lhasie zobaczył komputer, był w siódmym niebie. Został w mieście, żeby nauczyć się nim posługiwać. Miał nadzieję, że dzięki temu ocali dla przyszłych pokoleń przepisane teksty.
We wstępie do książki „Niebiańskie kamienie" (napisanej przez Liu Jianqianga, wydanej w 2009 roku, a teraz pospiesznie usuwanej z półek i skazanej na przemiał, gdyż wychwalała pod niebiosa Karmę i Rinczena) czytamy, że na ośmiu tysiącach ocalałych kart Dziangczub Dordże pisał głównie o medytacji i leczeniu. Opracował receptury ponad stu leków, o których nie wspomina żaden inny traktat. Opisał też szczegółowo sto siedemdziesiąt rodzajów stup, w tym wielu niebudowanych wcześniej w Tybecie.
W 2004 roku Wang Lixiong i ja przez miesiąc byliśmy jego sąsiadami. Często się widywaliśmy. Rinczen miał kłopoty z komputerem i Wang ciągle przy nim grzebał. Uwielbiałam słuchać opowieści i legend o Dziangczubie Dordże oraz innych wielkich lamach, w których Rinczen widział niedościgniony wzór. Tu pokazuje nam szkice i opisy stup, a za oknem majaczy jego ukochana święta góra Bhumpa Ri. Gdzie dziś są te rysunki?
Z początkiem września weszły w Chinach w życie regulacje mające ułatwić walkę ze spamem. Obywatele obawiają się, że zamiast tego będą jeszcze baczniej kontrolowani.
Prywatność nie jest czymś, czym władze Chin specjalnie się przejmują, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Zwykli obywatele Państwa Środka nie mogą już rejestrować własnych stron internetowych, a komentując artykuły czy udzielając się na forach internetowych, muszą podawać swoje prawdziwe dane. Nie ma jednak raczej wątpliwości co do tego, że tak naprawdę chodzi o kontrolowanie tego, co kto mówi. Zwłaszcza o władzy i jej działaniach.
Teraz, oficjalnie w imię walki ze spamem, trzeba przedstawić swój dowód osobisty podczas zakupu karty SIM w systemie prepaid. Regulacje w tej sprawie weszły w życie 1 września. Serwis China Daily informuje, że 80 proc. ankietowanych popiera nowe przepisy, jednocześnie jednak 34,6 proc. obawia się, że mogą one mieć negatywny wpływ na ochronę prywatności. W Chinach zdarzały się już bowiem przypadki sprzedaży danych osobowych.
Obywatele boją się także, że będą monitorowani za każdym razem, gdy korzystać będą z telefonu. Co więcej, nowe prawo dotyczyć będzie także cudzoziemców.
Znawcy tematu nie są także przekonani o skuteczności nowego prawa. Większość spamu przesyłana jest bowiem przez samych operatorów telekomunikacyjnych, a ich żadne ograniczenia nie dotyczą. Raczej trudno wątpić w to, by Pekin tej świadomości nie miał. Pozostaje więc pytanie o prawdziwe motywy kierujące władzami.
Według tybetańskich źródeł w czerwcu Pośredni Sąd Ludowy w Lhasie skazał na karę dożywotniego więzienia Dziamphela Łangczuka. Na tej samej rozprawie został skazany na dwadzieścia lat więzienia Kunczok Nima. Obaj są mnichami klasztoru Drepung.
Ponad trzystu mnichów Drepungu wzięło udział w marszu protestacyjnym 10 marca 2008 roku. Zostali zawróceni przez policję, a świątynię odcięto od świata na wiele miesięcy.
Obu skazanych aresztowano w klasztorze 11 kwietnia 2008 roku. Do tej pory nie wiadomo, gdzie są przetrzymywani.
Cytat:
Nepalska policja w Katmandu uniemożliwiła przeprowadzenie głosowania w pierwszej rundzie tybetańskich wyborów Kalona Tripy – premiera Tybetańskiego Rządu Emigracyjnego, konfiskując urny wypełnione głosami tuż przed zamknięciem lokali wyborczych.
Duża grupa uzbrojonych policjantów przybyła do komisji wyborczych usytuowanych w różnych częściach doliny Kathmandu i konfiskowała urny z głosami informuje tybetański wyborca z Boudha, zamieszkałej przez Tybetańczyków części Kathmandu.
Według Tseringa Dhondupa, lokalnego komisarza wyborczego z Boudha-Jorpati, policja skonfiskowała co urny z głosami z co najmniej trzech lokali wyborczych. „Zostaliśmy poinformowani, że zarządzenie zostało wydane w ostatniej chwili w Ministerstwie ds. Spraw Wewnętrznych. Skądinąd informowaliśmy w pełni odpowiednie władze nepalskie z wyprzedzeniem o głosowaniu, zostały nam wyznaczone ograniczone miejsca do głosowania. Jednak nie było żadnych innych zastrzeżeń z ich strony” powiedział Dhondup.
W Nepalu żyje społeczność ok. 15-20 tysięcy Tybetańczyków, których wraz z zacieśnianiem współpracy chińsko-nepalskiej spotykają kolejne ograniczenia i prześladowania.
http://www.youtube.com/watch?v=Z2_N_iSu3DY
Cytat:
Według tybetańskich źródeł 25 września Pośredni Sąd Ludowy prefektury Ngaba (chiń. Aba) prowincji Sichuan skazał na karę czterech lat więzienia Dhonko Gjakpę, oskarżonego o udzielenie schronienia mnichowi, który stał czele lokalnych protestów w 2008 roku.
Czodar z klasztoru Ngaba Kirti ukrywał się przez rok; w kwietniu skazano go na trzynaście lat więzienia. Władze chińskie oferowały 300 tysięcy yuanów za pomoc w jego schwytaniu. Dhonko spędził już za kratami pięć lat za rozlepianie antychińskich plakatów w 1998 roku
Cytat:
Według niezależnych źródeł Pośredni Sąd Ludowy prefektury Kanlho (chiń. Gannan) prowincji Gansu skazał na karę dwóch lat więzienia Thuptena Nimę, którego oskarżono o zorganizowanie demonstracji tybetańskich uczniów z Maczu (chiń. Maqu) w drugą rocznicę dramatycznych protestów z marca 2008 roku. Krewnych nie powiadomiono, gdzie będzie odbywać karę.
Podczas manifestacji - za którą zapłacili stanowiskami dyrektor szkoły i jego dwóch zastępców - chińskie służby bezpieczeństwa zatrzymały kilkudziesięciu uczniów. Dwóch innych aresztowano w kwietniu za „sabotowanie" karnej kampanii „edukacji patriotycznej".
Cytat:
Palden Choedron – jedna z grupy czternastu odważnych tybetańskich kobiet, które stały się znane jako śpiewające mniszki, po tym jak przemyciły z więziennej celi nagrania religijnych i patriotycznych pieśni – przybyła jako uchodźca do Dharamsali w Indiach.
Po zwolnieniu z odbywania ośmioletniej kary więzienia w Drapchi w Lhasie, Palden Choedron próbowała uciec z Tybetu, lecz została złapana i odpracowała trzy lata w obozie pracy, zanim jej druga ucieczka została zakończona sukcesem i przybyciem do Indii pierwszego września.
Jest ósmą śpiewającą mniszką z Tybetu, która udała się na wygnanie. Mniszki z więzienia w Drapchi były znane ze swojego koleżeństwa i solidarności - często ryzykowały własne życie, aby uchronić towarzyszki z celi.
Palden Choedron (właśc. Palden Yangkyi), urodziła się w rodzinie rolniczej w okręgu Nyemo, w prefekturze Lhasa w 1973 roku. W wieku 14 lat została mniszką w klasztorze Shungsib. W 1990 wzięła udział w pokojowej demonstracji w Barkhor, za którą została skazana na karę trzech lat więzienia. Odbyła ją w Autonomicznym Okręgu Więziennym w Drapchi (Tibet Autonomous Region Prison ).
Aresztowanie Palden Choedron oraz innych mniszek miało miejsce podczas nasilenia działań sił bezpieczeństwa w Lhasie, które były skutkiem fali demonstracji zapoczątkowanej w 1987 roku w stolicy Tybetu. Stan wojenny został wprowadzony w Lhasie w marcu 1989 roku, a władze z niechęcią znosiły pokojowe demonstracje.
Gdy w 1993 roku kara więzienia dobiegała końca, Palden Choedron przyłączyła się do 13 innych mniszek przygotowujących taśmy z nagraniami pieśni z więziennej celi. Pieśni na cześć Dalajlamy i Tybetu miały pokazać rodzinom i przyjaciołom mniszek, znajdującym się poza więzieniem, że ich duch nie został złamany poprzez ciężkie warunki panujące w Drapchi. Wszystkie mniszki były drastycznie torturowane, a jedna z czternastki - Ngawang Lochoe- zmarła w wyniku tortur. Wyrok Palden Choedron został przedłużony: pozostała w więzieniu na kolejne pięć lat i została wypuszczona w październiku 1998 roku.
W wywiadzie udzielonym w Dharamsali, w Indiach, powiedziała ICT (International Campain for Tibet), że po zwolnieniu z więzienia nie była w stanie powrócić do klasztoru, podobnie jak inne, zwolnione mniszki i mnisi.
-Władze przybyły do klasztoru, aby upewnić się czy mnie tam nie ma. Nie poszłam tam, w przeciwnym razie mniszki miałyby kłopoty — powiedziała.
Kilka miesięcy później, w lutym 1999 roku, Palden Choedron została złapana podczas próby ucieczki z Tybetu i skazana na trzyletni pobyt w Centrum Resocjalizacji poprzez Pracę Trisam (The Trisam Re-education Through Labor Center) w Tybetańskim Regionie Autonomicznym.
Wypuszczenie 15 marca 2006 roku trzydziestoczteroletniej mniszki Phuntsog Nyidron do Stanów Zjednoczonych oraz objęcie opieką ICT oznaczały koniec więzienia śpiewających mniszek w Tybecie. Bezpośredni wyjazd Phuntsog Nyidron na emigrację na Zachód, był nietypowy i poprzedzały go lata zakulisowych zabiegów dyplomatycznych. Większość byłych więźniów politycznych, jak jej koleżanka Palden Choedron, odbyło niebezpieczną przeprawę przez Himalaje do Nepalu, dalej udając się do Indii.
Phuntsog Nyidron, która przez 15 lat więzienia pokojowo protestowała i uczestniczyła w nagraniu pieśni, obecnie studiuje w Szwajcarii. Ngawang Sangdrol, która odsiedziała 11 lat z 21-letniego wyroku więzienia, została wypuszczona do Stanów Zjednoczonych i obecnie mieszka w Nowym Jorku (http://www.savetibet.org/media-center/ict-news-reports/phuntsog-nyidron-last-drapchi-singing-nuns-arrives-us). Dwie inne śpiewające mniszki: Rigzin Choekyi (przebywała 12 lat w wiezieniu) oraz Lhundrub Zangmo (,odbyła karę 9 lat), przybyły do Dharamsali w Indiach, w maju 2006 roku, po ucieczce z Tybetu przez Nepal (http://www.savetibet.org/files/documents/SingingNunsEscape.pdf).
Jedna z 14 mniszek, 28-letnia Ngawang Lochoe, zmarła w więzieniu Drapchi 5 lutego 2001, tylko rok przed zakończeniem odbywania 10-letniej kary.
Według kopii wyroku skazującego z 1993 uzyskanego przez ICT, sędziowie, którzy przewodniczyli kolejnemu procesowi sądowemu uznali, że kontrrewolucyjnie nastawione mniszki nagrały tybetańskie, reakcjonistyczne pieśni niepodległościowe, mając na celu wzniecenie kontrrewolucji. W odpowiedzi na linię obrony mniszek, które mówiły, iż nagrały piosenkę w celu „upamiętnienia wspólnego życia w więzieniu”, sąd uznał postępowanie mniszek za działanie „o charakterze kryminalnym”, a ich „postawę podczas zeznań za obrzydliwą”. Pełne tłumaczenie wyroku skazującego i tekstów piosenek na język angielski znajduje się na stronie http://www.savetibet.org/...i-singing-nuns.
Inna śpiewająca mniszka Ngawang Sangdrol , która została zwolniona z więzienia w Drapchi w 2002, wspominała Palden Choedron:
-Była zamknięta i nieśmiała, ale po bliższym poznaniu śmiała się i żartowała - i dodaje, że Choedron miała bardzo silną wolę. - Nie słuchała się strażników jeżeli chcieli, żeby zrobiła coś wbrew sobie, na przykład, żeby uznała, że niepodległy Tybet jest zły.
Wszystkim 14 mniszkom przedłużono kary więzienia. Zgodnie z wyrokiem skazującym Tenzin Thubten, Ngawang Choekyi, Gyaltsen Drolkar i Phuntsog Nyidron uznano za „groźnych przestępców” i przedłużono ich kary więzienia o osiem do dziewięciu lat. Rolę pozostałych 10 mniszek: Ngawang Sangdrol, Namdrol Lhamo, Ngawang Choezom, Jigme Yangchen, Palden Choedron, Lhundrub Zangmo, Rigzin Choekyi, Ngawang Lochoe, Ngawang Tsamdrol i Gyaltsen Choezom uznano za drugorzędną i ich wyroki wydłużono o pięć do sześciu lat.
W lutym 1994 (w rok po wydaniu wyroków za nagranie pieśni), jedna z mniszek z klasztoru Garu po przejściu wojskowej musztry w Drapchi – typowej kary stosowanej w tamtym czasie przez strażników więziennych - załamała się. Ze sparaliżowanymi nogami została umieszczona w szpitalu i zwolniona przed czasem z więzienia, z powodów zdrowotnych w grudniu 2004. Zmarła w domu, dwa miesiące później, w wieku 26 lat.
W czerwcu 1998 w Drapchi, po pięciu tygodniach ciężkiego maltretowania zmarło 5 mniszek: Drugkyi Pema (świeckie nazwisko Dekyi Yangzom), Tsultrim Zangmo ( właśc. Choekyi), Lobsang Wangmo (właśc. Tsamchoe Drolkar), Tashi Lhamo (właśc. Yudron) i Khedron Yonten (właśc. Tsering Drolkar). Znęcanie się było skutkiem pokojowego protestu, który miał miejsce miesiąc wcześniej w więzieniu. Wszystkie mniszki, które w chwili aresztowania miały od 19 do 25 lat, były bliskimi współtowarzyszkami, i wszystkie zostały zatrzymane za spokojny, pokojowy protest przeciwko chińskim rządom w Tybecie.
Trzynaście pozostałych śpiewających mniszek zostało zwolnionych z więzienia. Osiem z nich przebywa na emigracji, a pięć z nich, w tym Tenzin Thubten, Ngawang Choekyi, Jigme Yangchen, Ngawang Choezom i Ngawang Tsamdrol pozostaje w Tybecie.
Cytat:
Władze chińskie - co zdarza się niezmiernie rzadko - przyznały się oficjalnie do „przypadkowego zastrzelenia" Tybetańczyka imieniem Babo w okręgu Paljul (chiń. Baiyu) prefektury Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan.
Według rządowej agencji Xinhua zabity „stał na czele" grupy, która 15 sierpnia „zaatakowała nożami, pałkami i kamieniami" policjantów, raniąc siedemnastu funkcjonariuszy. Kiedy padły „strzały ostrzegawcze", Babo miał zostać trafiony „zbłąkaną kulą". Przewieziono go szpitala, gdzie zmarł następnego dnia.
Xinhua utrzymuje, że Tybetańczycy protestowali przeciwko zatrzymaniu chińskiego biznesmena Fu Lianga, który miał „prowadzić nielegalne kopalnie złota i niszczyć łąki". Byłby to pierwszy przypadek, gdy mieszkańcy Tybetu spontanicznie domagają się niszczenia środowiska, w którym żyją, i rabunku własnych bogactw naturalnych
Według źródeł tybetańskich przyczyna protestu, do którego miało dojść dwa dni później, niż informuje strona chińska, była dokładnie odwrotna. Mieszkańcy regionu domagali się zaprzestania rozbudowywania kopalń oraz odszkodowań za zdewastowane łąki i zatrutą wodę. W trakcie pacyfikacji demonstracji zabito co najmniej trzy osoby i raniono ponad trzydzieści.
ratujtybet.org
Cytat:
Policja zabija czterech tybetańskich demonstrantów w Paljulu
Co najmniej cztery osoby zostały zabite, gdy 17 sierpnia funkcjonariusze policji otworzyli ogień do grupy Tybetańczyków protestujących przed budynkami rządowymi przeciwko rozbudowie kopalni w okręgu Paljul (chiń. Baiyu) prefektury Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan. Według tybetańskiego uchodźcy, który rozmawiał z krewnymi mieszkającymi w tym regionie, rannych zostało trzydzieści osób. „Najbardziej poszkodowanych przewieziono do szpitala w Chengdu. Dwóch jest w bardzo ciężkim stanie".
„Ściągają dodatkowe siły policyjne z Kardze i Dege - twierdzi inne źródło. - Wszystkie drogi do Paljulu zostały zamknięte. Nikt nie może tam wjechać ani wyjechać". Dyżurny, który odebrał telefon w lokalnym komisariacie, powiedział, że przeniesiono go tam niedawno i nie ma szczegółowych informacji. „Ta sprawa jeszcze się nie skończyła. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, skontaktujcie się jutro z moimi przełożonymi".
Według cytowanego już źródła 13 sierpnia do Paljulu przyjechała grupa Tybetańczyków z wioski Szarczu. Chcieli wyrazić zaniepokojenie rozbudową lokalnych kopalni, które niszczą ziemie uprawne i łąki oraz prowadzą do przeludnienia w regionie. „Nikt nie chciał tam z nimi rozmawiać. Po prostu ich zatrzymali. Ludzie postanowili nie dać się zastraszyć i następnego dnia przed budynkiem zjawiło się kolejnych czterdziestu Tybetańczyków. Domagali się zwolnienia ziomków i odszkodowań za poniesione straty".
Pikieta trwała trzy dni. Czwartego policja użyła gazu paraliżującego i zaczęła przenosić obezwładnionych demonstrantów do podstawionych samochodów. „Ludzie, którzy nie zostali porażeni, zaczęli się szarpać z funkcjonariuszami i krzyczeć. Wtedy ci otworzyli ogień. Pierwszego trafili, w nogę, sołtysa Taszi Sangpo, którego usiłowali ratować krewni. Od następnych strzałów zginął jeden człowiek. Mówiono mi, że około trzydziestu jest rannych, w tym pięciu ciężko. Poturbowano też dwóch policjantów. Jeden jest ranny w oko, drugi w ręce i nogi".
Według innych źródeł na miejscu zginęło trzech lub czterech demonstrantów. Przedstawiciel władz lokalnych twierdzi, że trwają negocjacje z protestującymi. „Jeśli idzie o ten incydent, udało się zawrzeć pewien kompromis. Mamy świadomość, że prace wydobywcze negatywnie wpływają na środowisko naturalne. Rząd Chin prowadzi w tej sprawie dochodzenie".
Większość okolicznych kopalni należy do szanghajskiego przedsiębiorstwa Kartin. Działają od dwudziestu lat, ale od czterech są systematycznie rozbudowywane. Tybetańczycy uważają, że poza dewastacją środowiska prace wydobywcze zwiększają ryzyko katastrof naturalnych - jak podczas niedawnych tragicznych osuwisk w Drugczu (chiń. Zhouqu) i trzęsienia ziemi w Dziekundo (chiń. Yushu).
hfhrpol.waw.p
Cytat:
Kalsang Tsultrim, autor głośnego wideo w 2009 roku, został zatrzymany w dniu 7 lipca 2010 r. Dzoge County w prowincji Syczuan. Pomimo zapytań członków rodziny, urzędnicy nie udzielili odpowiedzi na temat powodów jego aresztowania.
Kalsang, lepiej znany pod pseudonimem Gyitsang Takmig był podejrzewany o popełnienie przestępstwa politycznego i od pozostawał w ukryciu.
Rodzina Kalsanga podejrzewa że aresztowanie ma związek z jego wypowiedziną na temat sytuacji w Tybecie i traktowaniem ludzi. Stworzył on i rozpowszechnił 2,5 tysiąca płyt VCD poświęconych historii i aktualnej sytuacji Tybetu. Napisał także książkę Miyul La Phul Ve Sempa („Dzieląc się skrytymi myślami serca”), która opisuje obawy Tybetańczyków.
Aresztowanie Kalsanga jest przykładem obecnej polityki skierowanej na prześladowanie tybetańskich intelektualistów, artystów, pisarzy, blogerów.
Cytat:
Tybetańskie źródła informują, że 26 czerwca, po trzydniowym procesie, Pośredni Sąd Ludowy w Lhasie skazał na karę dożywotniego więzienia Dordże Tasziego - najbogatszego Tybetańczyka, którego wcześniej władze wielokrotnie nagradzały i uznawały „za jednego z dziesięciu najwybitniejszych młodych ludzi" (z tego powodu wielu rodaków nie miało o nim najlepszego zdania). Jego starszego brata, Dordże Cetena, skazano na sześć lat więzienia.
Trzydziestosiedmioletni Dordże Taszi został zatrzymany kilka tygodni po wybuchu tybetańskich protestów w 2008 roku. Nie wiadomo, gdzie był przetrzymywany i co mu zarzucano, ale fakt, iż nie podano do wiadomości publicznej żadnej informacji o drakońskim wyroku, może wskazywać, że sprawa miała charakter albo podtekst polityczny.
Nieoficjalnie mówi się, że Dordże Taszi - właściciel między innymi jednego z najstarszych i najpopularniejszych hoteli w Lhasie,Yak Hotel - został skazany za „prowadzenie nielegalnych interesów". Sąd nakazał też skonfiskowanie jego całego majątku, którego wartość szacuje się na 4,3 miliarda yuanów (dwa miliardy PLN).
Wielu Tybetańczyków sądzi, że Dordże Taszi i skazany wcześniej na 15 lat więzienia inny znany biznesmen, Karma Samdup, choć obaj ostentacyjnie unikali „polityki", zostali ukarani za finansowe wspieranie klasztorów buddyjskich, uznawanych przez władze za najgroźniejszy „matecznik tybetańskiego nacjonalizmu".
Cytat:
Według niezależnych źródeł 30 lipca sąd ludowy okręgu Serthar (chiń. Seda) prefektury Kardze (chiń. Ganzi) w prowincji Sichuan skazał na kary dwóch i pół roku więzienia dwóch Tybetańczyków.
Kalden i Sonam Topden zostali zatrzymani 16 maja za rozrzucenie w mieście setek ulotek z apelem o powrót Dalajlamy i wolność Tybetu.
Akt protestu zdesperowanego człowieka.
Od lat wiadomo, że chińskie władze i przedsiębiorcy nie mają żadnych skrupułów podczas akcji "odzyskiwania" terenów pod nowe inwestycje. Podczas przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie oraz wystawy EXPO w Szanghaju wyrzucono z domów setki tysięcy ludzi. Goście ze świata nie przejęli się zbytnio losem przepędzonych Chińczyków i świetnie się bawili w nowych obiektach. To tylko umocniło chińskich decydentów w przekonaniu, że mogą robić ze swoimi poddanymi wszystko. Teraz każdy deweloper (przy wsparciu lokalnego partyjnego kacyka) może zarządzić bezwzględną eksmisję mieszkańców atrakcyjnych terenów.
Wyrzucani z domów ludzie czasem zdobywają się na akty beznadziejnego oporu. Takie jak ten, do którego doszło kilka dni temu w mieście Mishan:
http://www.youtube.com/watch?v=IQa8nUL-uQk
Mężczyznę sprawnie ugaszono, ale teraz zapewne nie czeka go nic dobrego. Jak często eksmitowani stawiają opór – tego nie wiemy, mur cenzury jest mocny. Chińscy opozycjoniści twierdzą, że podobne zdarzenia mają miejsce codziennie w różnych punktach kraju.
Wszelkie oznaki buntu są jednak bezwzględnie tłumione – nikt bowiem nie może przeszkodzić komunistom w budowaniu kapitalizmu.
Liu Xiaobo jest tylko jednym z wielu chińskich działaczy praw człowieka, którzy obecnie przebywają w krajowym areszcie. Są to więźniowie sumienia, pozbawieni wolności wyłącznie za korzystanie z prawa do swobody wypowiedzi.
Przyznanie Liu Xiaobo Pokojowej Nagrody Nobla skierowało oczy świata na prześladowania tego obrońcy praw człowieka ze strony chińskich władz. W wyniku niesprawiedliwego procesu sądowego skazano go na 11 lat więzienia za „podżegnywanie do obalenia władzy państwowej”.
Chociaż ruch obrony praw człowieka w Chinach przybiera na sile, ci, którzy próbują zgłosić przypadki pogwałcenia tych praw bądź zakwestionować drażliwą politykę rządową, stoją w obliczu olbrzymiego ryzyka sankcji. Władze Chin często stawiają niejasno sformułowane oskarżenia, takie jak „narażanie bezpieczeństwa narodowego”, „podżegnywanie do obalenia władzy państwowej”, czy „separatyzm”, aby uciszyć i uwięzić pokojowych działaczy.
Żona Liu Xiaobo, Liu Xia, została kolejną ofiarą takich działań, gdy objęto ją aresztem domowym po tym, jak odwiedziła Liu po otrzymaniu przez niego Pokojowej Nagrody Nobla.
Amnesty International prezentuje sylwetki pięciu innych chińskich działaczy, którzy zostali uwięzieni za odważenie się na skrytykowanie rządu.
Liu Xianbin,43. Przetrzymywany od 28 czerwca w Suining (prowincja Syczuan)
Liu Xianbin jest wybitnym działaczem na rzecz demokracji w Syczuanie. Jest przetrzymywany pod zarzutem „podżegnywania do obalenia władzy państwowej” od czterech miesięcy, kiedy to został zabrany z domu przez funkcjonariuszów policji. Miejscowi działacze ruchu obrony praw człowieka wierzą, że jest on karany za swoją działalność i obronę praw człowieka. W 1992 r. Liu został uwięziony po raz pierwszy za swój udział w prodemokratycznym ruchu w 1989 r. W 1998 r. był współzałożycielem oddziału syczuańskiej Chińskiej Partii Demokratycznej, a rok później został skazany na 13 lat więzienia za „podżegnywanie do obalenia władzy państwowej”. Po zwolnieniu w październiku 2008 r. nadal krytykował rząd chiński. Wraz z Liu Xiaobo odgrywał znaczącą rolę w popieraniu Karty 08, w której postulowane jest przeprowadzenie fundamentalnej reformy prawnej i politycznej zmierzającej do wprowadzenia demokratycznego systemu respektującego prawa człowieka. Ponadto Liu opublikował również artykuły na temat praw człowieka i demokracji i dążył do zwiększenia świadomości społecznej na temat innych prześladowanych działaczy. Obecnie Liu czeka na proces sądowy.
Gao Zhisheng, 46. Obecnie „zaginiony”
W 2001 r. Gao Zhisheng znalazł się na opublikowanej przez ministerstwo sprawiedliwości liście 10 najlepszych prawników w Chinach. Jednak jego działalność na rzecz obrony praw człowieka wzbudziła niezadowolenie władz, co spowodowało, że życie Gao i jego najbliższych uległo drastycznej zmianie. Po wystosowaniu pod koniec 2005 r. serii „listów otwartych o sprawiedliwość”, w których przekonywał przywódców Chin do zaprzestania prześladowań członków stowarzyszenia Falun Gong, Gao stracił prawo wykonywania zawodu i wraz z rodziną był stale nękany przez służby bezpieczeństwa.
Na początku 2006 r. zorganizował strajk głodowy, który miał na celu zwrócenie uwagi na kwestię łamania praw człowieka. W tym samym roku został skazany na karę pozbawienia wolności na trzy lata w zawieszeniu i rocznego pozbawienia praw politycznych za „wszczynanie działalności wywrotowej”.
13 września 2007 r. Gao napisał list otwarty do Kongresu Stanów Zjednoczonych, w którym wypowiedział się przeciwko olimpiadzie w Pekinie w 2008 r. Dziewięć dni później ubrani w cywilne ubranie funkcjonariusze policji przyszli do jego domu, rozebrali do naga i zbili do nieprzytomności. Był przetrzymywany w odosobnieniu i bity przez blisko 6 tygodni, wielokrotnie poddawano go także wstrząsom elektrycznym w genitalia. Po zwolnieniu z aresztu jego znajomi użyli w stosunku do niego określenia „złamany człowiek”.
Dzieciom Gao zabroniono uczęszczać do szkoły, a jego rodzinne konto bankowe zostało zamrożone. Jego córka próbowała popełnić samobójstwo, a w marcu rodzina została zmuszona do ucieczki z Chin. 4 lutego 2009 r. Gao został zabrany przez policję ze swojego domu w prowincji Shaanxi. Od tego czasu jego miejsce pobytu jest nieznane.
Tan Zuoren, 56. Odbywa karę 5 lat więzienia
Działacz na rzecz praw człowieka, aresztowany po próbie ujawnienia liczby dzieci, które zginęły podczas trzęsienia ziemi w prowincji Syczuan, oraz obnażenia korupcji stojącej za wybudowaniem nieodpowiadających normom konstrukcji, których zawalenie bylo przyczyną tragedii. Tan był wielokrotnie przesłuchiwany przez policję w sprawie swojej działalności dotyczącej praw człowieka. Był także napastowany przez niezidentyfikowanego mężyczyznę, który dwukrotnie ukradł jego komputer a także pchnął nożem i zranił jego psa. Tan Zuoren został aresztowany w marcu 2009 r., kiedy to ujawnił swój zamiar opublikowania niezależnego sprawozdania na temat zawalenia się budynków szkolnych podczas trzęsienia ziemi. Chociaż pierwotny akt oskarżenia był oparty na jego raporcie o trzęsieniu, ostatecznie został skazany za „podżegnywanie do obalenia władzy państwowej”, gdyż uczcił pamięć prodemokratycznych demonstrantów, poległych na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 r.
Znany artysta, Ai Weiwei, który miał zeznawać w procesie Tana, został zatrzymany i poważnie pobity przez służby bezpieczeństwa, co uniemożliwiło mu złożenie zeznań. Amnesty International określiło proces jako „rażąco niesprawiedliwy” oraz „powodowany polityką”. W czerwcu apelacja Tana od pięcioletniego wyroku została odrzucona po posiedzeniu sądu trwającym jedynie 10 minut.
Gheyret Niyaz. Odbywa karę 15 lat więzienia w nieznanym miejscu, jest przetrzymywany w odosobnieniu
Niyaz jest ujgurskim dziennikarzem i edytorem stron internetowych, który został skazany pod zarzutem „narażania bezpieczeństwa narodowego”. Przyczyną wyroku były eseje, napisane przez niego przed wybuchem zamieszek w Urumczi (stolicy prowincji Sinciang) w lipcu 2009 r., oraz wywiady, których udzielił dziennikarzom z Hongkongu. W przeddzień protestów w Urumczi, w wyniku których zginęło co najmniej 179 osób, przedstawił władzom chińskim ostrzeżenia o zagrożeniu wybuchem walk etnicznych w tym regionie, zostały one jednak zignorowane.
Przed swoim uwięzieniem Niyaz był administratorem strony internetowej Uighurbiz, oskarżanej o promowanie zamieszek w Urumczi. Pracował także jako starszy dziennikarz dla kilku czołowych gazet w Regionie Autonomicznym Sinciang-Ujgur w północno-zachodnich Chinach (zamieszkiwanym w znacznym stopniu przez Ujgurów). Celowo używa chińskiego do relacjonowania spraw ujgurskich, aby lepiej dotrzeć do odbiorcy posługującego się tym językiem, tak w kraju, jak i za granicą. Niyaz został zaaresztowany w październiku 2009 r., gdyż w opinii policji „udzielił zbyt wiele wywiadów”. Krytykował w nich rządową politykę „dwujęzycznej edukacji”, która była, według niego, powodem zwolnienia wielu ujgurskich nauczycieli. Argumentował, że zaburzenia w regionie były spowodowane 20 latami dyskryminacyjnej polityki etnicznej. W lipcu Niyaz został skazany na 15 lat więzienia, a jego miejsce przetrzymywania jest nieznane.
Dhondup Wangchen, 36. Odbywa karę 6 lat więzienia w Xining (prowincja Qinghai)
Ten tybetański filmowiec wziął do ręki kamerę wideo pierwszy raz w życiu, kiedy zaczął kręcić swój dokument „Poza strachem” (Leaving Fear Behind). Film, nakręcony w następstwie zamieszek mających miejsce w Tybecie w 2008 r., zawiera wypowiedzi ponad 100 Tybetańczyków na temat nadużyć praw człowieka w tym regionie.
Zgromadzony materiał filmowy przemycono z Chin w marcu 2008 r. – Dhondup Wangchen został aresztowany wkrótce potem. Był torturowany i przetrzymywany bez postawienia zarzutów przez ponad rok, po czym został skazany w tajnym procesie na 6 lat więzienia za „podżegnywanie do separatyzmu”. Choruje na żółtaczkę typu B, nie otrzymuje jednak pomocy medycznej.
Skróconą wersję „Poza strachem” pokazano zagranicznym dziennikarzom w Pekinie dokładnie cztery dni przed otwarciem Igrzysk Olimpijskich w 2008 r. Chińskie siły bezpieczeństwa przerwały projekcję filmu.
Pun Ngai obnaża drugą twarz fenomenalnego rozwoju Chin: jest nią wyzysk młodych pracownic, migrujących z chińskiej wsi. Przez 2 lata pracowała i mieszkała z nimi, prowadząc badania na temat warunków pracy w fabryce elektronicznej w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Shenzhen, w południowych Chinach. W Shenzhen 90 proc. zatrudnionych to młode kobiety. Pracują za grosze, 12 godzin na dobę, mają jedną wolną niedzielę w miesiącu, permanentnie brakuje im snu. Mieszkają w fabrycznych barakach, które przypominają koszary.
Pun Ngai analizuje ich sytuację w kategoriach potrójnego systemu ucisku stosowanego przez patriarchalną kulturę, rynek i "socjalistyczne" państwo. Pomimo daleko idących zmian w Chinach takie hierarchie władz jak podział na miasto i wieś (opierający się na systemie meldunków niedostępnych wiejskim migrantom), jak i podział pracy, płac i uprawnień według płci oraz przypisywane role i tożsamości okazały się niespodziewanie trwałe.
Transformacja nie zmieniła tych nierówności i utrwalonych patriarchalnych wzorów, wprost przeciwnie - wprzęgła je do działania na rzecz rozwoju chińskiego kapitalizmu. W ten sposób gwałtownie rozszerzająca się na skalę globalną reprodukcja kapitalizmu w ciągu ostatnich trzydziestu lat doprowadziła do pogłębiania się nierówności klasowych i płciowych w skali globalnej. Pożegnanie z "analizą klasową" nie przyczyniło się do zaniku stosunków klasowych na Zachodzie, lecz do poszerzenia ich o społeczeństwa Trzeciego Świata, w którym relacje płciowe są nieodłączną częścią nagłego przekształcenia stosunków klasowych.
Pun Ngai nie przedstawia jednak pracownic jako bezwolne podmioty ucisku. Pokazuje ich zdolność negacji i sprawczość. Nie ogranicza się do badań lokalnych, etnografii czy studium przypadku, ale pokazuje związki między warunkami pracy i technologiami upodmiotowienia a przeobrażeniem państwa i ekonomiczną globalizacją. Jej książka jest artykulacją protestu i oporu.
Pun Ngai - profesor nadzwyczajna Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Politechnicznym w Hongkongu i wicedyrektor Centrum Badań nad Pracą Socjalną Uniwersytetu Pekińskiego-Uniwersytetu Politechnicznego w Hongkongu. Za swoją książkę "Pracownice chińskich fabryk" uzyskała w 2005 r. nagrodę im. C. Wright Millsa. Zajmuje się problematyką pracy, płci i globalizacji. Jest założycielką i działaczką The Chinese Working Women Network.
Spis treści:
Ewa Charkiewicz - Made in China, made in Poland...4
Podziękowania...20
Wstęp...22
1. Państwo spotyka kapitał - tworzenie i niszczenie nowej chińskiej klasy robotniczej...42
2. Wyjazd z wioski. Rozdarcie między pracą a rodziną...65
3. Ciało społeczne, sztuka dyscypliny i sztuka oporu...89
4. Stać się dagongmei. Polityka tożsamości i różnic...118
5. Konstruowanie płci i seksualności...139
6. Krzyk, marzenia senne i transgresja...167
7. Ku mniejszościowemu oporowi...188
Przypisy...195
Bibliografia...211
Od 15 listopada do kupienia w księgarni internetowej 'Bractwo Trojka' http://www.bractwotrojka.pl/ oraz w dobrych księgarniach.
cena okładkowa 28 zł (cena promocyjna 24 zł)
stron 221
Nawoływanie do niepokojów społecznych – to oficjalny powód skazania pewnej Chinki na rok pobytu w obozie pracy.
Twitter, podobnie jak większość serwisów społecznościowych, jest w Chinach niedostępny. Niewielu udaje się z niego skorzystać, najczęściej podczas zagranicznych podróży lub pobytu w Hong Kongu, gdzie chińska cenzura nie sięga. Korzystanie z niego jest przez władze w Pekinie bardzo niemile widziane i skrupulatnie kontrolowane.
Cenzura wypowiedzi i aresztowania nie są w Państwie Środka czymś nadzwyczajnym, co nie znaczy, że powinny być przez nas akceptowane. 46-letnia Cheng Jianping została właśnie skaza na karę roku pozbawienia wolności w obozie pracy w mieście Zhengzhou (prowincja Henan) za swoje wpisy na Twitterze – podaje BBC News.
Miała ona nawoływać do zamieszek społecznych. Skopiowała bowiem wiadomość swojego narzeczonego, który wyśmiewał działania protestujących przeciwko postawie Japonii. Dodał on, że jeśli naprawdę chcą zrobić wrażenie, powinni zniszczyć japoński pawilon na Expo w Szanghaju. Dodane przez Cheng słowa miały, według chińskich władz, wydźwięk zachęcający do przemocy.
W ostatnim czasie doszło do wzrostu napięcia na linii Pekin – Tokio, którego powodem jest grupa niewielkich, niezamieszkałych wysp na Morzu Wschodniochińskim. Można by więc uznać, że działania Państwa Środka mają na celu zapobieżenie eskalacji konfliktu. Trudno jednak wierzyć, by był to jedyny motyw przyświecający władzom.
Opracowanie: Michał Chudziński
Na podstawie: BBC News
Źródło: Dziennik Internautów
Przetaczali ludziom krew z HIV. Zarazili 100 tys. osób 10 tysięcy już zmarło.
To był przez lata pilnie strzeżony sekret chińskiej władzy. Tysiącom ludzi przetaczano krew zakażoną wirusem HIV. Umierały całe wsie. Tych, którzy domagali się sprawiedliwości wysyłano do obozów pracy.
Sprawa wyszła na jaw dzięki listowi otwartemu pracownika instytutu badań nad AIDS w Chinach - informuje "Gazeta Wyborcza".
78-letni Chen Bingzhong nie ma już nic do stracenia. Umiera na raka wątroby. To dlatego zdecydował się opisać wszystko co wie, o aferze z przetaczaniem zakażonej wirusem krwi. Oskarża też dwie osoby ze szczytów władzy: wicepremiera Li Keqianga i szefa propagandy Li Changchuna o to, że przez lata ukrywali prawdę o tym, co się wydarzyło w latach 90. w prowincji Henan.
To wówczas, jeden z urzędników tej prowincji założył banki krwi i zaczął skupować ją od biednych rolników. Krew była potem sprzedawana z dużym zyskiem szpitalom.
Problem w tym, że nikt nie badał krwi na obecność wirusa HIV. W ten sposób zaraziło się nim ponad 100 tys. osób. Do dziś zmarło już 10 tys. z nich.
Nikt nie poniósł odpowiedzialności za tę aferę. Zainteresowanych dziennikarzy nie wpuszcza się do wiosek, których mieszkańcy masowo umierają na AIDS. Sądy odrzucają pozwy ofiar. Wielu chorych, bez wyroku, wysłano do obozów pracy, bo zbyt głośno domagali się odszkodowania.
sfora.pl
Cytat:
Chińskie władze nie uznają żądań uczniów, którzy chcą posługiwać się językiem tybetańskim w swoich szkołach.
Władze w prowincji Gansu rozpoczęły wzmożony nadzór tybetańskich szkół średnich po niewielkim proteście na rzecz języka tybetańskiego, podają źródła emigracyjne.
Protesty rozpoczęte na nowo w zeszłym tygodniu przez tybetańskich uczniów szkół średnich spowodowały, że wprowadzono obostrzone środki bezpieczeństwa dookoła lokalnych szkół i kampusów uniwersyteckich.
„Klasy są pod stałą bardzo dokładną obserwacją… rodzice uczniów musieli udać się do centrum okręgu Machu, aby wziąć udział w spotkaniach z lokalnymi władzami… dyrektorzy szkół zostali zwolnieni razem z dwójką nauczycieli.”
Dwóch dyrektorów zostało przeniesionych do innych departamentów działających w ramach biura ds. edukacji, podczas gdy ich zastępcy zostali przeniesieni do kompletnie innych departamentów.
Aresztowanie uczniów
Lokalne źródła tybetańskie podały wcześniej w tym tygodniu, że grupa dwóch lub trzech uczniów maszerowała w proteście do centrum Machu w Kanlho (chin, Gannan) Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Gansu.
Uczniowie szli przez około półtora kilometra, niosąc biały transparent i skandując hasła nawiązujące do niepodległości Tybetu, podały źródła.
Uczniowie, najprawdopodobniej szkoły średniej w Machu, zostali zabrani przez policję, która nadjechała trzema pojazdami.
Siły bezpieczeństwa w tym rejonie zostały wzmocnione w tym policyjne pojazdy pojawiły się na skrzyżowaniach głównych ulicach Machu.
Policjant, który we wtorek odebrał telefon na posterunku policji w Machu powiedział, że nie wie czy jacyś Tybetańczycy zostali zatrzymani podczas protestów w przeciągu ostatnich dni.
Pracownik biura rządowego, który odebrał telefon w okręgu rozłączył się gdy tylko usłyszał pierwsze pytanie dziennikarza.
Jednakże, pracowniczka lokalnego hotelu, który odebrał telefon potwierdził, że zwiększyła się obecność sił bezpieczeństwa w centrum okręgu.
Cytat:
W ramach przyspieszonego wprowadzenia w życie polityki szkół dwujęzycznych władze Chin w Sinciang planują usunąć ujgurskich nauczycieli ze szkół. Informację tę przekazują pracownicy ujgurskich szkół w tym regionie, w których odtąd obowiązywać ma język mandaryński.
Nauczyciele w prowincji Toksun w prefekturze Turfan, należącej do Regionu Autonomicznego Sinciang-Ujgur, twierdzą, że zobowiązano ich do zdawania egzaminu z języka chińskiego na poziomie biegłym. Ma odbyć się 20 listopada, a od jego wyników będzie zależeć, kto zostanie zwolniony.
Jeden z ujgurskich nauczycieli pracujący blisko trzydzieści lat w lokalnym wydziale edukacji powiedział, że zgodnie z ogłoszeniem władz, na początku listopada 518 stanowisk nauczycielskich w szkołach prowincji Toksun ulegnie redukcji.
- Chodzi o ograniczenie liczby zatrudnionych. W niektórych placówkach jest zbyt wielu nauczycieli. Ze względu na język chiński, który panuje w szkołach, liczba ujgurskich uczniów spada, a nauczycieli jest nieproporcjonalnie dużo. Dlatego ich stanowiska są likwidowane - powiedział jeden z nauczycieli, pragnący zachować anonimowość.
- Naturalnie spotkało się to z reakcjami niezadowolenia i sprzeciwu.
Ujgurscy nauczyciele mieli zapisać się na egzamin do 8 listopada, jednak jak powiedział nauczyciel, wielu z nich odmówiło wypełnienia tego polecenia: - Cała akcja jest skierowana głównie w nauczycieli spoza społeczności Chińczyków Han oraz w uczących matematyki i innych przedmiotów ścisłych, którzy nie mają doświadczenia w nauczaniu dwujęzycznym. (...) Niektórzy Ujgurzy twierdzą, że nie zapiszą się na egzamin. Odrzucą polecenie i po prostu tego nie zrobią. - Według jego informacji władze obiecały nauczycielom, którzy mają zostać zwolnieni, zapewnienie miejsc pracy w innych placówkach rządowych, gdzie dalej będą mogli zarabiać, jednak nie wiadomo, czy wywiążą się z tych obietnic.
Jeden z pracowników wydziału szkolnictwa w prowincji Toksun, z którym udało się skontaktować telefonicznie, potwierdził, że ujgurscy nauczyciele będą musieli wziąć udział w egzaminie ewaluacyjnym. Nie był jednak w stanie wyjaśnić, dlaczego mieliby zostać zwolnieni.
Polityka dwujęzyczności
Szkoły mniejszościowe otrzymały dyspozycje, by lekcje prowadzono w języku mandaryńskim i aby zrezygnowano na jego rzecz z języków ojczystych. Jest to część kampanii promującej jeden główny język narodowy. Polityka ta spotkała się z pełnymi gniewu reakcjami w zeszłym miesiącu, kiedy to w prowincji Qinghai Tybetańczycy wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko przymusowemu używaniu chińskiego w szkołach.
Komentarza udzieliła anonimowo również nauczycielka w liceum dla Ujgurów w prowincji Toksun, pracująca tam od dwudziestu pięciu lat: - Nasi dyrektorzy zostali wezwani do centralnych Chin; w sumie musiało pojechać dwadzieścia osób, w tym czworo czy pięcioro dyrektorów i inni pracownicy - powiedziała. Jednak spytana, dlaczego władze Chin miałyby zwoływać dyrektorów miejscowych szkół na konferencję zorganizowaną tak daleko od ich domów, skoro wydział edukacji planuje zwolnić jedną czwartą ujgurskich nauczycieli, nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. - Jak skomentować sposoby organizacji przedsięwzięć przez rząd chiński? - spytała retorycznie i dodała, że słyszała o przewidzianym egzaminie i redukcjach zatrudnienia na spotkaniu nauczycielskim, podczas którego odczytano treść decyzji rządowej: - Zalecono nam zapisanie się na egzamin do 8 listopada, ale mówiono mi, że żaden z nauczycieli nie zamierza się zarejestrować. To niesprawiedliwe, tylko Ujgurzy zostaną pozbawieni pracy, Chińczycy nie.
Nauczyciel z wydziału edukacji w prowincji Toksun powiedział, że część szkół w związku z przewidywanymi cięciami sprowadziła nauczycieli należących do chińskiej społeczności Han. Ci jednak zostali rekrutowani z różnych regionów i mówią z silnym mandaryńskim akcentem. - Władze usiłują przeforsować nauczanie dwujęzyczne, więc oczekują, że w szkołach lekcje matematyki i innych przedmiotów będzie się prowadziło po chińsku. Dlatego szkoły przyjmują chińskich nauczycieli matematyki i języka chińskiego - twierdzi nauczyciel.
Powszechne niezadowolenie
Nauczyciel pracujący w wydziale edukacji powiedział, że w czterech miastach prowincji Toksun pracuje ogółem około dwóch tysięcy ujgurskich nauczycieli. Jednak liczba szkół podstawowych i liceów spadła z 43 do 27 po tym, jak władze połączyły szkoły ujgurskie z chińskimi w ramach polityki nauczania dwujęzycznego. Połączenia szkół już doprowadziły do utraty pracy przez kilkoro ujgurskich nauczycieli, jednak przewidywane 518 zwolnień ujgurskich pracowników ustanowi rekord.
Jednak jak powiedział nauczyciel, o ile panuje powszechne niezadowolenie związane z całą sytuacją, nauczyciele nie planują protestów: - Mimo że są rozżaleni, to nie podejmują żadnych działań, rozmawiają tylko o tym między sobą. Jeżeli w ogóle zorganizują protesty, to tylko w przypadku, kiedy zostaną zmuszeni do opuszczenia swoich miejsc pracy. (...) Równocześnie są jednomyślni co do tego, że nie przystąpią do egzaminu. A jeśli dyrektorzy będą próbowali ich do tego zmusić, odpowiedzą, że dyrekcja nie została wybrana przez nich, więc nie może mówić w ich imieniu, ani zmusić ich do czegokolwiek. Pilnujcie swoich spraw, to będzie ich odpowiedź - powiedział nauczyciel.
Młoda nauczycielka ze szkoły podstawowej w mieście Turfan powiedziała, że wprawdzie słyszała o planowanych zwolnieniach, ale nie zna szczegółów: - W prowincji Toksun mówi się, że jest zbyt wielu nauczycieli. Nie wiem, może po prostu eksperymentują w Toksun, ta akcja jeszcze nie ruszyła w Turfan, ale wiem, że ma wpływ na wielu ujgurskich nauczycieli. (...) Rozmowy telefoniczne są kontrolowane, więc nie mogę powiedzieć nic więcej - zakończyła.
Tybetańscy studenci protestujący przeciwko chińskiej polityce edukacyjnej przyjechali 22 października ze swoją demonstracją do stolicy. Około czterystu studentów uczestniczyło w akcji protestacyjnej na Chińskim Uniwersytecie Mniejszości, jednocząc się z tysiącami tybetańskich licealistów i uczniów szkół wyższych, którzy strajkowali w wysuniętej daleko na zachód prowincji Qinghai. Wszyscy oni wystąpili w obawie, że zostaną zmuszeni do programu nauczania będącego w całości w języku chińskim.
Tybetańskie protesty poparło kilkoro prominentnych członków społeczności Ujgurów, którzy skierowali do rządu chińskiego ostrzeżenie, by jeszcze raz przeanalizował swoją politykę dwujęzycznego nauczania. Jak stwierdzili, wprowadzanie jej w życie może doprowadzić do niepokojów w regionie Sinciang.
W maju władze zobowiązały się, że dopilnują, aby do roku 2020 wszyscy uczniowie w Sinciang potrafili mówić w języku mandaryńskim.
Cytat:
Rozpoczął się proces trzech młodych pisarzy tybetańskich, zatrzymanych w tybetańskiej prowincji Amdo w czerwcu i lipcu tego roku po tym, jak opublikowali tekst o fali protestów z marca 2008. Werdykt zostanie ogłoszony wkrótce.
Jak donosi Radio Wolna Azja, w dniu 21 października na sali rozpraw w tybetańskim okręgu Ngaba (chin. Aba) w Syczuanie, doszło do poruszających scen kiedy trzech młodych mężczyzn: Dhonkho, Bhudha i Kelsang Jinpa, spotkało się na kilka minut ze swoimi rodzinami. Bhudha próbował podnieść swojego 2-letniego synka, lecz skrępowane łańcuchami ręce uniemożliwiły mu to. Powiedział wówczas swojej żonie, by za wszelką cenę zapewniła ich synowi dostęp do nauki języka tybetańskiego. Następnie, wraz z dwójką pozostałych pisarzy, został wyprowadzony przez policję.
Trzej pisarze: Dhonkho (oficjalnie figurujący jako Rongke, pseudonim literacki: Nyen), Bhudha (piszący pod pseudonimem: Buddha the Destitute) oraz Kelsang Jinpa (pseudonim literacki: Garmi), napisali zbiór mocnych esejów, wydanych w tybetańskim dzienniku Shar Dungri (Eastern Snow Mountain), na temat zamieszek w Tybecie z 2008 roku. Pisma te były pierwszym znanym materiałem napisanym po tybetańsku (a dotyczącym protestów Tybetańczyków), jaki został opublikowany w Chińskiej Republice Ludowej. Magazyn wycofano z obiegu, wcześniej jednak w prowincjach Qinghai, Gansu oraz innych rozkolportowano kopie esejów. Pisarze Eastern Snow Mountain przedstawili w nich unikalną, krytyczną perspektywę, podkreślającą ogarniającą Tybet ciemność, rozpacz, poczucie straty, ale też nadzieję na przyszłość.
Zgodnie z doniesieniem Radia Wolna Azja, Pośredni Sąd Ludowy w prefekturze Ngaba wszczął postępowanie wobec wszystkich trzech pisarzy. Werdykt zostanie ogłoszony wkrótce. RFA informuje, że pisarze prawdopodobnie będą odpowiadać na zarzut "separatyzmu". Rodzinom oskarżonych podsunięto obrońców z urzędu, sami pisarze mają prawo do własnych prawników.
Cytat:
Według doniesień radia Voice of Tibet, trzech mnichów z Dhingri w zachodnim Tybecie w prefekturze Shigatse zostało skazanych na wyroki od 5 do 12 lat więzienia za odmowę wyrzeczenia się Dalajlamy podczas sesji reedukacji patriotycznej.
Tenzin Gephel i Ngawang, dwaj mnisi z Klasztoru Shelkar Choede zostali skazani na 12 lat więzienia, inny mnich otrzymał wyrok 5 lat. Data procesu ani ogłoszenia wyroku nie jest znana. Trójka mnichów była aresztowana wraz z 10 innymi osobami 19 maja 2008 roku, kiedy grupa chińskich urzędników przybyła do klasztory w celu przeprowadzenia sesji „reedukacji patriotycznej”.
Mnisi byli zmuszani do wyrzeczenia się swojego przywódcy, Dalajlamy. Niektórzy mnisi odmówili udziału pomimo gróźb wyrzucenia z klasztoru lub aresztowania, mówiąc, że Dalajlama jest ich rdzennym nauczycielem duchowym i mają dla niego duży szacunek. Z 13 aresztowanych wtedy mnichów, 10 zostało zwolnionych w 2009 roku. Od czasu incydentu, lokalne chińskie władze uniemożliwiają przyjmowanie nowych osób do klasztoru.
Cytat:
Protest uczniów tybetańskich szkół przeciwko planom ograniczenia używania języka tybetańskiego rozprzestrzenił się z wielu miejsc w Prowincji Qinghai (Amdo) do Pekinu. Kilkuset tybetańskich uczniów z Uniwersytetu Mniejszości Narodowych w Pekinie protestowało w południe 22 października, wyrażając obawy związane z degradacją tybetańskiego języka.
Wcześniej setki Tybetańczyków protestowały w Rebkong i Chabcha w prowincji Qinghai przeciwko nowym przepisom zwiększającym obecność języka chińskiego w nauczaniu.
Skala protestów w Tybecie – w momencie trwających intensywnych represji politycznych – a teraz w chińskiej stolicy – odzwierciedla silne emocje Tybetańczyków związane z marginalizacją i erozją ich języka, stanowiącego fundament tybetańskiej tożsamości, religii i kultury. Demonstracje odbywają się po tym jak w prowincji Qinghai położono większy nacisk na znaczenie języka chińskiego dla Tybetańczyków. Nowa, „dwujęzyczna edukacja”, ma przekształcić edukację uczniów, należących do „mniejszości”, odbywającą się w języku ojczystym w edukację po chińsku. Sytuacja w miejscach objętych protestami jest napięta.
Blog High Peaks Pure Earth zamieścił tłumaczenie wpisu na popularnym serwisie społecznościowym: „Dzisiaj o 12 ponad 400 studentów protestowało na Chińskim Uniwersytecie Minzu [w Pekinie] na rzecz wolności języka,” - na blogu zamieszczono także zdjęcia z demonstracji. Na uniwersytecie znajduje się największe skupisko Tybetańczyków w chińskiej stolicy, ponad 600 tybetańskich studentów, w większości studiujących na kierunku tybetologii.
Protesty na rzecz języka tybetańskiego w mijającym tygodniu rozpoczęły się w Rebkong (Chin. Tongren) w Qinghai (tybetański region Mado) we wtorek 19 października. Setki uczniów i mnisi maszerowali wtedy wyrażając sprzeciw wobec nowym przepisom dyskutowanym w Qinghai, dotyczącym zmniejszenia znaczenia języka tybetańskiego, jako głównego języka w szkołach. Słuchacze ze szkoły dla nauczycieli w Malo (Chin. Huangnan) trzymali transparent z napisem: „Przywrócić znaczenie języka tybetańskiego.”
W środę 20 października tysiące uczniów wyszło na ulice w różnych miejscowościach w Okręgu Cahcha (Chin. Gonghe) w Tybetańskiej Autonomicznej Prefekturze Tsholo (Chin. Heinan) w prowincji Qinghai. Według różnych tybetańskich źródeł, posiadających kontakty na tym obszarze, uczniowie w wieku 11 – 18 lat trzymali podczas protestu transparent z napisem “Równość pomiędzy narodami” oraz “Zwiększyć wykorzystanie języka tybetańskiego”.
Urzędnik wymieniany jako Wang z Biura Informacji Międzynarodowej rządu prowincji Qinghaj, w komentarzu dla CNN powiedział: „Protest został spowodowany nową polityką edukacyjną, która ogranicza nauczanie języka tybetańskiego.” (http://edition.cnn.com/2010/WORLD/asiapcf/10/21/tibet.student.protest/). Radio Free Asia przytacza natomiast informacje na temat instrukcji wydanych przez lokalne władze tybetańskim nauczycielom dotyczące udziału w szkoleniach na temat zmiany języka w jakim jest prowadzona nauka z tybetańskiego na chiński, mówiąc m.in. „Jeśli ten plan zostanie zrealizowany, pracę straci wielu tybetańskich nauczycieli, a ich miejsce zajmą chińczycy. To jest największe zmartwienie dla społeczności tybetańskiej." To samo źródło informuje, że Sekretarz KPCh w Qinghai, Qian Wei wydał zarządzenie o zamianie języka stosowanego w podręcznikach na j. chiński.
Fundacja Inna Przestrzeń przyłącza się do apelu skierowanego do rządów przez International Campaign for Tibet o podjęcie działań na rzecz zapewnienia uczniom prawa do pokojowego wyrażania poglądów, oraz w sprawie rzeczowej i proporcjonalnej odpowiedzi władz na postulaty protestujących.
Apelujemy także o podejmowanie tematu prawa Tybetańczyków do nauki we własnym języku, co zostało potwierdzone chińskimi przepisami w postaci „Regulacji dotyczących studiowania, wykorzystania i rozwoju języka tybetańskiego" z 2002 roku oraz praw dotyczących Regionalnej Etnicznej Autonomii.
Cytat:
Według różnych źródeł rano 19 października tysiące tybetańskich uczniów i studentów wraz z nauczycielami z Rebkong wzięło udział w przemarszu do budynków rządowych domagając się „równości grup etnicznych”, „wolności języka”.
„Ponad siedem tysięcy uczniów z sześciu szkół średnich (ogólnych i medycznych) wyszło 19 października na ulice Rebgongu", twierdzi emigracyjne źródło.
Szacowana liczba demonstrantów wynosiła od 1000 do 5-7 tysięcy według niektórych źródeł. Do protestu doszło w Rebkong (chin. Tongren), w prefekturze Mahlo (chin. Huangnan), tybetańskim regionie Amdo (obecnie prowincja Qinghai).
Uczniowie, do których dołączyli mnisi i osoby świeckie, protestowali przeciwko rządowym planom zamienienia tybetańskich podręczników tekstami w języku chińskim. Popołudniu na miejsce przyjechało 20-30 wozów policyjnych, jak na razie nie ma informacji na temat aresztowań, ani zakończenia protestu.
Protest stanowi kolejną oznakę oporu przeciwko restrykcjom i prześladowaniom wymierzonym w tybetańską tożsamość i kulturę, jakie w szczególny sposób zostały zaostrzone po protestach w 2008 roku. Należą do nich m.in. aresztowania pisarzy, poetów, piosenkarzy, działaczy tybetańskich oraz dalsze ograniczenia nakładane na instytucje religijne.
Według chińskich przepisów na terenach zamieszkałych przez Tybetańczyków język tybetański powinien być traktowany na równi z chińskim. Praktyka wskazuje jednak, że w wielu szkołach w języku tybetańskim odbywa się jedynie edukacja na poziomie podstawowym, kolejne poziomy są prowadzona wyłącznie w języku chińskim, co w sposób oczywisty stanowi przeszkodę w zdobywaniu wyższych szczebli edukacji oraz w rozwoju osób, którym językiem ojczystym jest tybetański.
Cytat:
10 października Komisja Wykonawcza ds. Chin Kongresu USA (Congressional-Executive Commision on China) opublikowała swój doroczny raport poświęcony sytuacji praw człowieka i rządów prawa w Chinach. Raportowi towarzyszy lista ponad 1450 chińskich więźniów politycznych obecnie aresztowanych lub uwięzionych w Chinach. Raport adresowany jest do członków Kongresu, przedstawicieli Administracji USA oraz szerokiej publiczności.
Poniżej publikujemy tłumaczenie wyciągu z raportu poświęconego sytuacji w Tybecie wraz z rekomendacjami. Pełną treść raportu można znaleźć na stronie Komisji.
TYBET
Wnioski
W roku sprawozdawczym 2010, według raportu Komisji, chiński rząd i Partia Komunistyczna opierały swoją strategię [głównych] „obszarów zainteresowania” na izolowaniu Dalajlamy na polu międzynarodowym w celu zmniejszenia lub zlikwidowania jego oddziaływania na tym polu. Strategia ta jest oparta na zapewnieniu przez Chińczyków, że „Tybet” jest jednym z dwóch „obszarów zainteresowania” Chin (drugim jest „Tajwan”); że Dalajlama jest separatystą; oraz że z tego powodu inne rządy nie powinny pozwalać Dalajlamie na wjazd do swoich krajów, bo narażają tym samym chińską „integralność terytorialną”. Strategia ta stosowana jest obok krajowej kampanii Partii, której celem jest izolacja Tybetańczyków w Chinach od Dalajlamy. Wyniki stosowania takich strategii rządowych mogą obejmować dalszą intensyfikację naruszeń praw człowieka na Tybetańczykach, oraz zmniejszenie się zdolności międzynarodowej społeczności do wykrywania, dokumentowania i odpowiadania na takie nadużycia.
Biuro Polityczne Partii (Politbiuro), składające się z 25 członków, spotkało się w styczniu, aby sformułować „nową ogólną strategię zarządzania Tybetem” opartą na pojęciu „czterech zasad”, podkreślających wysoki stopień podporządkowania, miejscowych etnicznych rządów autonomicznych ustanowionych na podstawie chińskiej Konstytucji oraz Ustawy o Regionalnej Autonomii Etnicznej. Jedna z „zasad” potwierdza wolę Partii w dalszym stosowaniu strategii kształtowania takiego Tybetu, w którym podstawowe cele są chińskie, ale w którym nadal istnieć będą pewne „tybetańskie cechy”. Określenie „nowej” strategii zarządzania Tybetem przez organ złożony z najwyższych przedstawicieli Partii centralnej i władzy rządowej, oraz brak przedstawicielstwa tybetańskiego, świadczą o nieprawidłowym wprowadzaniu „etnicznej autonomii" w tybetańskich autonomicznych obszarach Chin.
Stały Komitet Politbiura, który przewodniczył styczniowemu Piątemu Forum Roboczemu ds. Tybetu (Piąte Forum), wykorzystał aprobatę władzy politycznej do osiągnięcia znaczących wyników w obszarach gospodarczych, społecznych i kulturalnych dla tybetańskich obszarów Chin do roku 2020. Piąte Forum rozszerzyło zakres strategii Partii wobec Tybetu poza Tybetański Region Autonomiczny (TAR), na obszary prowincji Qinghai, Gansu, Syczuan, oraz Yunnan. Zmiana w strategii sprawia, że ponad dwa razy więcej Tybetańczyków mieszka na obszarach przylegających do terenu będącego przedmiotem zainteresowania Forum, oraz że prawie dwa razy większy jest obszar podlegający strategii koordynacji na szczeblu centralnym. Sekretarz Generalny Partii i Prezydent Chin Hu Jintao nakreślił cele, których głównymi założeniami są zmiany w rolniczych obszarach Tybetu, gdzie żyje większość Tybetańczyków. Zwiększony nacisk na powiązanie rozwoju rolnego ze stabilnością regionu wynika z udziału rolników i pasterzy w fali protestów (niekiedy zamieszek), które rozpoczęły się w marcu 2008.
Wysłannicy Dalajlamy przybyli do Chin na dziewiątą rundę formalnego dialogu z przedstawicielami Partii w styczniu 2010, na niecały tydzień po zakończeniu się Piątego Forum. 15-miesięczna przerwa pomiędzy ósmą a dziewiątą rundą dialogu była najdłuższą przerwą od roku 2002, czyli od czasu przywrócenia takich kontaktów. Chociaż żadna ze stron nie mówiła o znacznych postępach, obie powtórzyły kluczowe założenia swoich stanowiska, a Partia dodała kolejne warunki do spełnienia w kwestii Dalajlamy, to jednak uczestnicy rozmów odnieśli się pozytywnie do pewnych kwestii. Wysoki przedstawiciel Partii pochwalił „lepsze podejście” Specjalnego Wysłannika Dalajlamy, a Specjalny Wysłannik odniósł się korzystnie do decyzji Piątego Forum o rozważeniu kwestii rozwojowych dla wszystkich tybetańskich obszarów autonomicznych.
Dalajlama wyraził swoje coraz większe zaniepokojenie w kwestii perspektyw dla buddyzmu tybetańskiego w Chinach, mówiąc w marcu, że "klasztory funkcjonują bardziej jako muzea, co ma na celu zniszczenie buddyzmu [tybetańskiego]". Wysoki rangą przedstawiciel TAR powiedział w marcu, że Gendun Choekyi Nyima, chłopiec, który w wieku 5 lat zniknął w roku 1995 po tym, jak Dalajlama rozpoznał w nim Panczenlamę, przebywa w TAR i „żyje w bardzo dobrych warunkach”, jako „zwykły obywatel” ze swoją rodziną, oraz że wraz ze swoją rodziną „nie chcą być niepokojeni”. Karmapa, duchowy przywódca tradycji Kagyu buddyzmu tybetańskiego, w styczniu ogłosił publicznie, że porzucił swe religijne stanowisko w TAR pod koniec roku 1999 i uciekł do Indii, ponieważ obawiał się, że kiedy będzie starszy, rząd nałoży na niego „polityczne obowiązki.”
Rząd i Partia wprowadzały coraz większe ograniczenia na swobodę religii wobec tybetańskich buddystów poprzez coraz częstsze stosowanie strategii i środków prawnych w celu kształtowania i kontrolowania, słowami funkcjonariuszy, „normalnego porządku” dla buddyzmu tybetańskiego. Na Piątym Forum, Sekretarz Generalny partii i Prezydent Hu Jintao stosował marksistowską zasadę „szczególnej sprzeczności”, aby wzmocnić kampanię Partii przeciwko Dalajlamie, w celu likwidacji jego wpływów wśród Tybetańczyków w Chinach. Pewne środki prawne wprowadzone w roku 2010 nakładają obowiązek ogólnokrajowej ponownej rejestracji „zawodowego personelu religijnego”, co może doprowadzić do znacznych strat w tybetańskich klasztorach. Władze mogą zastosować ponowną rejestrację w celu wykorzenienia tych mnichów i mniszek, których władze podejrzewają o posiadanie poglądów politycznych „nielegalnych” z punktu widzenia władz. Poglądy takie obejmują religijne oddanie Dalajlamie oraz poparcie dla uznania przez Dalajlamę, Genduna Choekyi Nyima, jako Panczenlamy w roku 1995.
Strategia rozwoju gospodarczego rządu i Partii na lata 2010-2020 skupia się głównie na wzmocnieniu modelu rozwoju, w którym poszanowanie i ochrona tybetańskiej kultury mają dla Partii i rządu znaczenie podrzędne. Sekretarz Generalny Partii i Prezydent Hu Jintao wyjaśnił, że celami Piątego Forum są opracowanie głównych projektów infrastrukturalnych, zwiększenie eksploatacji zasobów naturalnych, oraz dążenie do stworzenia „nowej wsi socjalistycznej” (przymusowe osadnictwo koczowniczych pasterzy i przesiedlanie rolników). Kontrolowane przez państwo chińskie media podały informacje, z których wynika, że do końca roku 2009 ponad 1,33 miliona koczowniczych pasterzy i farmerów (a więc około połowy tybetańskiej populacji TAR) zostanie osadzona w nowych mieszkaniach. Do roku 2020 funkcjonariusze planują zwiększenie udziału przemysłu górniczego w produkcie krajowym brutto TAR z obecnych 3 procent do 30-50 procent. Raporty składane w tym roku sprawozdawczym ujawniły niewielki postęp w budowie kolei tybetańskiej.
Instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo i sądownictwo stosowały prawa dotyczące „separatyzmu” i „ujawniania tajemnic państwowych”, naruszając swobody wypowiedzi, wyznania, stowarzyszania i zgromadzeń, chronione chińską konstytucją. Stosowały prawo dotyczące „separatyzmu” w celu karania tych Tybetańczyków, którzy krytykują lub pokojowo protestują przeciwko polityce rządu. Inne z praw dotyczy „ujawniania tajemnic państwowych” i jest stosowane w celu karania Tybetańczyków, którzy próbują dzielić się z innymi Tybetańczykami informacjami na temat przypadków represji i stosowania kar. W tym okresie sprawozdawczym, według stanu na wrzesień 2010, pojawiało się mniej raportów o tybetańskich protestach politycznych i aresztowaniach. Ten pozorny spadek może sugerować, że Tybetańczycy na ogół nie ryzykują protestami politycznymi w obliczu wprowadzanych sankcji uzasadnianych względami bezpieczeństwa. Sądy skazywały Tybetańczyków na więzienie za stosowanie kulturalnych lub rozrywkowych środków przekazu do przedstawiania swoich poglądów.
Zalecenia
Zachęca się członków Kongresu USA oraz urzędników Administracji do:
Namawiania chińskiego rządu do prowadzenia merytorycznego dialogu z Dalajlamą lub jego przedstawicielami w sprawie ochrony tybetańskiej kultury, języka, religii i dziedzictwa w Tybetańskim Regionie Autonomicznym (TAR) oraz tybetańskich prefekturach autonomicznych i okręgach w prowincjach Qinghai, Gansu, Syczuan, i Yunnan – a więc obszarach geograficznych, które obie strony określają jako przedmiot swoich tybetańskich strategii. Decyzja rządu chińskiego o rozpoczęciu takiego dialogu doprowadziłaby do powstania trwałych i obustronnych korzyści dla Chińczyków i Tybetańczyków, a także polepszyłaby stan lokalnego i regionalnego bezpieczeństwa w nadchodzących dziesięcioleciach.
Przekazania chińskiemu rządowi wiadomości o istocie powstrzymywania się od stosowania środków prawnych naruszających prawa buddystów tybetańskich do swobody wyznania. Środki takie obejmują: agresywne kampanie „edukacji patriotycznej”, których celem jest zmuszenie Tybetańczyków do poparcia antagonizmu państwowego wobec Dalajlamy; zabranianie buddystom tybetańskim wyznaczania i szkolenia nauczycieli religijnych w sposób zgodny z tybetańską tradycją; oraz przyjmowanie ustaw oraz wydawanie rozporządzeń w celu ukształtowania buddyzmu tybetańskiego na kształt odpowiadający państwu.
Wystąpienia do rządu chińskiego o zbadanie oświadczenia z marca 2010 autorstwa premiera rządu TAR o tym, że Gendun Choekyi Nyima, Panczenlama uznany przez Dalajlamę w roku 1995, mieszka w TAR, jako „zwykły obywatel” wraz ze swoją rodziną. Namawiania rządu do zaproszenia przedstawiciela jednej z międzynarodowej organizacji do spotkania z Gendunem Choekyi Nyima, aby mógł on wyrazić swoje życzenia dotyczące prywatności, sfotografować międzynarodowego przedstawiciela razem z Gendunem Choekyi Nyima, oraz opublikować oświadczenie Genduna Choekyi Nyima wraz z fotografią.
Zachęcania chińskiego rządu do zmaksymalizowania korzyści dla Tybetańczyków płynących z Piątego Forum Prac nad Tybetem poprzez pełne uwzględnienie poglądów i preferencji Tybetańczyków przy planowaniu projektów rozwoju infrastruktury i zasobów naturalnych w tybetańskich obszarach Chin.
Zachęcenia chińskiego rządu do zaangażowania właściwych ekspertów do oszacowania wpływu projektów rozwoju infrastruktury i zasobów naturalnych, oraz do doradzania rządowi w kwestiach wprowadzania, postępów i wpływu takich projektów.
Zwiększenia wsparcia dla amerykańskich organizacji pozarządowych, które opracowują programy pomocowe dla Tybetańczyków, których celem jest zwiększenie ich możliwości pokojowej ochrony i rozwoju swojej kultury, języka i dziedzictwa; które pomogłyby w poprawie warunków edukacji, służby zdrowia i ochrony środowiska dla rodowitych Tybetańczyków mieszkających w tybetańskich obszarach Chin; oraz które powodują powstawanie trwałych korzyści bez zachęcania do napływu nie-Tybetańczyków na te obszary.
Dalszego informowania rządu chińskiego o istocie poszanowania odniesień do swobód wypowiedzi, wyznania, stowarzyszania się i zgromadzeń w Konstytucji Chin, oraz powstrzymywania się od używania aparatu bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości do naruszaniu prawa Tybetańczyków do korzystania z tych swobód.
Dalszego informowania chińskiego rządu o istocie rozróżniania pomiędzy pokojowymi tybetańskimi protestantami a uczestnikami rozruchów, oraz do poproszenia chińskiego rządu o udostępnienie wszelkich szczegółów dotyczących Tybetańczyków aresztowanych, oskarżonych oraz skazanych za przestępstwa związane z protestami.
Dalszego podnoszenia, na spotkaniach i w korespondencji z chińskimi przedstawicielami, kwestii Tybetańczyków, którzy są więzieni za pokojowe korzystanie z praw człowieka. Typowe przykłady, to np.: były mnich tybetański Jigme Gyatso (odsiadujący obecnie przedłużony wyrok 18 lat więzienia za drukowanie ulotek, dystrybucję plakatów oraz wykrzykiwanie w więzieniu sloganów na rzecz Dalajlamy); mnich Choeying Khedrub (skazany na dożywocie za drukowanie ulotek); Bangri Chogtrul (uznawany przez Tybetańczyków za reinkarnację nauczyciela; odsiadujący wyrok 18 lat zmieniony na dożywocie za „podżeganie do separatyzmu”); oraz nomada Ronggye Adrag (skazany na 8 lat więzienia za wykrzykiwanie haseł politycznych na publicznym festiwalu).
Cytat:
Jedna z pokojowo protestujących mniszek z żeńskiego klasztoru Puruna, 36-letnia Sonam Choedon z Lhoba, Okręg Kardze, "Tybetańska Prefektura Autonomiczna" "TAP" Siczuan, wskutek tortur została doprowadzona do tragicznego stanu. Zgodnie z informacją otrzymaną przez Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji (TCHRD), Sonam Choedon zupełnie straciła kontakt z rzeczywistością, czego bezpośrednią przyczyną były uderzenia kolbą karabinu w głowę.
Mniszka została uwolniona i oddana rodzinie. Obecnie jej stan psychiczny jest bardzo niestabilny i wymaga ciągłej opieki.
14 maja 2008 około 200 mniszek z klasztorów Puruna oraz Yangteng zorganizowało pokojowy protest przeciwko chińskiej władzy w okręgu Kandze. W tym czasie służby bezpieczeństwa dokonały szeregu zatrzymań oraz aresztowań. Pojmano wówczas zwierzchnika obu klasztorów Tulku Purbu Tseringa Rinpocze. 22 września 2009 w prefekturze Kandze sąd pośredni skazał go na 8 lat i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Obecnie przebywa on więzieniu Meyang, w prowincji Siczuan, a jego stan określa się jako krytyczny.
Inne aresztowane mniszki z Puruna to Sonam Lhatso skazana na 10 lat, Bhumo skazana na lat 9, Sokha i Yangchen Khando, które otrzymały wyroki po 3 lata oraz Tashi Lhamo z wyrokiem dwóch lat więzienia. Znaczna ilość pozostałych mniszek została uwolniona, nie pozwolono im jednak zamieszkać w Klasztorze, zmuszając do powrotu w strony rodzinne.
Mniszka Sonam Choedon była bita kolbą karabinu, co spowodowało głębokie obrażenia głowy, będące bezpośrednią przyczyną jej kłopotów ze zdrowiem psychicznym. Stąd też decyzja policji chińskiej, by z dniem 15 września 2008 odesłać ją do domu rodzinnego. Sonam Choedon bezustannie płacze, krzyczy i wymaga całodobowej opieki.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach