14:05, 05.12.2010 /CNN
- Chińscy hakerzy zaatakowali Google na zlecenie członka politbiura Partii Komunistycznej - wynika z depeszy ujawnionych przez Wikileaks. Jeden z wyższych rangą oficjeli chińskich władz miał odkryć, że cały Google nie jest cenzurowany i ku swojej irytacji znalazł strony z krytyką na swój temat. W odpowiedzi nakazał zorganizowaną akcję wymierzoną w internetowego giganta.
Amerykańscy dyplomaci pisali z Pekinu do Departamentu Stanu, że ataki hakerów na Google w Chinach są w "100 procentach politycznie motywowane". Ambasadzie udało się ustalić, że akcja jest koordynowana przez chińskie Narodowe Biuro Informacji, główny organ wykonawczy chińskich władz w zakresie między innymi mediów i internetu. Nie wiadomo jednak czy sam premier, bądź prezydent o wszystkim wiedzieli.
Bolesna prawda
Szeroko zakrojoną akcję wymierzoną w Google rozpoczęto po tym, jak jeden z członków politbiura (główne ciało kierujące Komunistyczną Partią Chin), bliżej zapoznał się z wyszukiwarką. Odkrył, że tylko jej chińska wersja jest cenzurowana. Ku swojemu zdziwieniu stwierdził, że w innych można wyszukać dowolną stronę, nawet te pisane po chińsku, omijając w ten sposób zabezpieczenia nałożone przez Pekin. Funkcjonariusz partyjny miał następnie odkryć wiele stron z krytycznymi uwagami na temat własnej osoby.
W reakcji władze zwróciły się do Google o zaprzestanie linkowania chińskich stron w zagranicznych wersjach wyszukiwarki. Internetowy gigant konsekwentnie odmawiał, powołując się na wolność słowa. W odpowiedzi, władze nakazały rozpoczęcie ataków hakerskich na infrastrukturę Google w Chinach.
Wskutek ataków, internetowy gigant nie był w stanie normalnie funkcjonować i wyniósł się z Chin kontynentalnych do Hongkongu. Oficjalnie rząd amerykański wezwał do dokładnego dochodzenia w tej sprawie i ukarania sprawców. Nieoficjalnie dyplomaci pisali, że nie mogli publicznie udowodnić zaangażowania władz i ostrzegali, że spór na linii Google-Chiny ma potencjał do eskalowania.
Zakazany owoc
Z innych depesz wysłanych z ambasady w Pekinie wynika, że chińskie władze nie tylko z powodu problemów cenzury negatywnie patrzą na Google. Jak się okazało, władzom bardzo nie podoba się usługa Google Earth, umożliwiająca oglądanie terytorium Państwa Środka na wysokiej jakości zdjęciach satelitarnych. Dyplomaci pisali o "ekstremalnych obawach" politbiura.
Władze irytowało również to, że Google jest konkurencją dla sponsorowanej przez państwo wyszukiwarki Baidu. Głośny sprzeciw amerykańskiego giganta wobec prób nałożenia cenzury miał powodować, że w oczach Chińczyków Google staje się "pożądanym owocem zakazanym". Natomiast Baidu tracił użytkowników jako "nudne państwowe przedsiębiorstwo".
Cytat:
12:55, 01.12.2010 /PAP
Chińskie władze zablokowały na terenie kraju dostęp do Wikileaks. Ma to związek z potencjalnie kłopotliwymi treściami amerykańskich dokumentów dyplomatycznych, które zostały tam opublikowane.
Podczas próby wejścia na strony wikileaks.org i cablegate.wikileaks.org pojawia się komunikat, że połączenie zostało przerwane lub użytkownik sieci internetowej zostaje przekierowany do chińskiej wyszukiwarki Baidu. Komunikat taki zazwyczaj pojawia się, gdy połączenie z zagranicznymi stronami zostaje odcięte.
Jak pisze agencja Associated Press, nie wiadomo co chińskie władze uznały za obraźliwe w amerykańskich dokumentach dyplomatycznych. Opublikowane dokumenty zawierają kilka szczerych relacji z rozmów na temat chińskich osobistości i sojusznika ChRL - Korei Północnej.
Psychopatyczny rząd w Phenianie
W jednym z dokumentów były premier Singapuru Lee Kuan Yew w rozmowie z zastępcą sekretarza stanu USA Jamesem Steinbergiem ocenił w 2009 roku północnokoreański rząd jako psychopatyczny, a przywódcę Korei Płn. Kim Dzong Ila jako "niemrawego starego typa", który "pyszni się na stadionach oczekując na pochlebstwa".
W innej depeszy cytowany jest chiński dyplomata, według którego Korea Płn. Kima to "rozwydrzone dziecko" usiłujące zwrócić na siebie uwagę USA poprzez prowokacyjną próbę rakietową.
Sabotaż w Google
Według innego dokumentu, niewymienione z nazwiska źródło chińskie podało, iż kierownictwo partii komunistycznej Chin zleciło wniknięcie do systemu komputerowego Google'a w ramach szerszej kampanii sabotażowej w internecie, prowadzonej przez rząd.
Chiny mają największy na świecie rynek internetowy - liczbę użytkowników sieci szacuje się na 384 miliony. Google posiada 35 proc. rynku wśród wyszukiwarek internetowych działających w Chinach, podczas gdy jego miejscowa konkurencja - Baidu Inc. - około 60 proc.
Dziewiętnastoletnia Ujgurka otrzymała wyrok kary śmierci w zawieszeniu za udział w zamieszkach w ujgurskim regionie autonomicznym Sinkiang (chiń. Xinjiang) na zachodzie Chin w 2009 roku - podało Radio Free Asia.
Według relacji rozgłośni, Pezilet Ekber skazano na karę śmierci w zawieszeniu na dwa lata za udział w zamieszkach. Jak podaje agencja AP, podobne wyroki są często zamieniane na dożywocie.
Tym samym Ekber została drugą kobietą, która dostała taki wyrok za udział w rozruchach. Kiedy wybuchły zamieszki, Ekber pracowała w sklepie.
W zamieszkach z 5 lipca 2009 roku w Urumczi - stolicy ujgurskiego regionu autonomicznego Sinkiang - wybuchły rozruchy pomiędzy społecznością ujgurską a napływową chińską. Zginęło 156 ludzi ludzi, a ponad 800 zostało rannych. Były to najbardziej krwawe zamieszki etniczne w tym regionie od dziesięcioleci.
Wielu Ujgurów niechętnych jest nasilającej się chińskiej imigracji oraz partyjnej kontroli nad ich życiem społecznym i religijnym. Twierdzą, że są politycznie marginalizowani na swym ojczystym terytorium, dysponującym bogatymi złożami ropy i gazu ziemnego.
W autonomiczny regionie Guangxi Zhuang w południowych Chinach policja postrzeliła 5 osób podczas protestu w związku z brakiem wypłat. Około 100 robotników budowlanych z budowy w Wuzhou City rozpoczęło marsz na budynek lokalnego rządu. Drogę zagrodziła im policja i zaczęła strzelać do nieuzbrojonego tłumu.
Szpital w Hong-Kongu doniósł o 20 rannych osobach poddawanych leczeniu w tym 5 robotnikach, którzy ucierpieli od ostrej amunicji. Fotografie opublikowane po zdarzeniu pokazują, że pracownikom drogę zagrodziły policyjne oddziały prewencji. Rzecznik prasowy policji z Wuzhou legitymujący się jedynie imieniem Xie powiedział Kyodo News, że był to "nielegalny marsz", ale nie potwierdził użycia ostrej amunicji.
Pracodawca zalega w wypłatach 151 tysięcy dolarów, a według niektórych doniesień, po wykonaniu budowy zbiegł z pieniędzmi do sąsiedniej prowincji Guangdong.
35-letnia mniszka zabiła się 3 listopada w Tybecie. Palden Choetso należała do klasztoru Geden Choeling w Tawu. Jest to 11 samospalenie w Tybecie w ostatnich 8 miesiącach.
http://www.youtube.com/watch?v=heRelfk_QW4
14.03.2012 (IAR) - Tajne więzienia w Chinach staną się legalne. Chiński parlament przyjął poprawki dotyczące zmian w Kodeksie Postępowania Karnego. Dzięki nowelizacji policja nawet przez pół roku będzie mogła przetrzymywać osoby podejrzewane o popełnienie niektórych przestępstw, bez potrzeby informowania o miejscu odosobnienia ich najbliższych.
Za przyjęciem poprawek głosowało 2639 delegatów. Przeciwnego zdania było zaledwie 160 osób, a 57 wstrzymało się od głosowania. O tajnych więzieniach w ostatnich latach szeroko informowały głównie zachodnie media, bowiem to właśnie do takich miejsc odosobnienia - bez prawa do obrony i możliwości kontaktu z rodziną, trafiali głównie dysydenci, obrońcy praw człowieka oraz osoby, które chciały zwrócić uwagę na nieprawidłowości i nadużycia chińskich urzędników. Tajne więzienia zlokalizowane są głównie w położonych na obrzeżach miast hotelach i budynkach socjalnych. To właśnie w jednym z takich miejsc w ubiegłym roku przez kilka miesięcy przetrzymywany był znany chiński artysta Ai Wei Wei.
Do tajnych miejsc odosobnienia, bez konieczności powiadamiania rodziny - trafiać mają osoby podejrzewane o terroryzm, poważne przestępstwa związane z przyjmowanie korzyści majątkowych oraz będące zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju nie zostało właściwie zdefiniowane, a tego typu oskarżenia już teraz wykorzystuje się do uciszania osób niewygodnych dla władz.
Chińczycy to taki stary naród,a dalej mnie zadziwiają.Tym razem negatywnie
stary, ale metody sprawowania władzy wciąż te same.
Boruta napisał/a:
Cytat:
14.03.2012 (IAR) - Tajne więzienia w Chinach staną się legalne. Chiński parlament przyjął poprawki dotyczące zmian w Kodeksie Postępowania Karnego. Dzięki nowelizacji policja nawet przez pół roku będzie mogła przetrzymywać osoby podejrzewane o popełnienie niektórych przestępstw, bez potrzeby informowania o miejscu odosobnienia ich najbliższych.
Za przyjęciem poprawek głosowało 2639 delegatów. Przeciwnego zdania było zaledwie 160 osób, a 57 wstrzymało się od głosowania. O tajnych więzieniach w ostatnich latach szeroko informowały głównie zachodnie media, bowiem to właśnie do takich miejsc odosobnienia - bez prawa do obrony i możliwości kontaktu z rodziną, trafiali głównie dysydenci, obrońcy praw człowieka oraz osoby, które chciały zwrócić uwagę na nieprawidłowości i nadużycia chińskich urzędników. Tajne więzienia zlokalizowane są głównie w położonych na obrzeżach miast hotelach i budynkach socjalnych. To właśnie w jednym z takich miejsc w ubiegłym roku przez kilka miesięcy przetrzymywany był znany chiński artysta Ai Wei Wei.
Do tajnych miejsc odosobnienia, bez konieczności powiadamiania rodziny - trafiać mają osoby podejrzewane o terroryzm, poważne przestępstwa związane z przyjmowanie korzyści majątkowych oraz będące zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju nie zostało właściwie zdefiniowane, a tego typu oskarżenia już teraz wykorzystuje się do uciszania osób niewygodnych dla władz.
stooq.pl
a wszystko odbywa się przy całkowitym milczeniu tzw. ostoi demokracji
Sąd w Regionie Autonomicznym Xinjiang-Ujgur, w północno-zachodnich Chinach, skazał na dożywocie dwóch Ujgurów deportowanych z Kambodży w 2009 roku - poinformowało Radio Wolna Azja, powołując się na rodziny skazanych.Trzeci oskarżony został skazany na 17 lat więzienia. Nie wiadomo, kiedy wyroki zostały wydane, ani o co dokładnie Ujgurzy byli oskarżeni. Rzeczniczka władz w Xinjiangu powiedziała agencji Reutera, że nic nie wie o wyrokach.
Ubiegali się o azyl
Dwaj skazani na dożywocie byli w grupie około 20 osób ubiegających się o azyl w Kambodży po tym, jak w 2009 roku w stolicy Xinjiangu, Urumczi, doszło do zamieszek na tle etnicznym między Ujgurami, a stanowiącymi większość Chińczykami Han. W zamieszkach zginęło prawie 200 osób, w tym głównie Hanowie.
Agencja Reutera zauważa, że dwa dni po tym, jak władze Kambodży deportowały Ujgurów w grudniu 2009 roku, chiński wiceprezydent Xi Jinping odwiedził Phnom Penh i podpisał 14 umów handlowych opiewających na 850 mln dolarów.
To powinien być "dzwonek alarmowy"
- Uwięzienie tych ludzi, którzy byli siłą deportowani z miejsca, gdzie znaleźli schronienie, powinno posłużyć światu jako dzwonek alarmowy, że Ujgurom ubiegającym się o azyl i odsyłanym z powrotem do Chin grozi brutalne traktowanie - ocenił szef Amerykańskiego Stowarzyszenia Ujgurów Alim Seytoff w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej organizacji.
Uciekali przed prześladowaniami
Radio Wolna Azja poinformowało, powołując się na organizacje praw człowieka, że starający się o azyl uciekli z kraju przed prześladowaniami, ponieważ byli świadkami aresztowania i użycia broni przez chińskie siły bezpieczeństwa przeciwko demonstrującym Ujgurom w 2009 r.
Wielu Ujgurów, którzy są muzułmanami, sprzeciwia się chińskim rządom w Xinjiangu oraz wprowadzanej przez Pekin kontroli nad ich religią, kulturą i językiem.
We wrześniu 2011 roku chińskie władze poinformowały o skazaniu na śmierć czterech osób za udział w zamieszkach w dwóch miastach Xinjiangu, w trakcie których zginęły 32 osoby.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach