Sporty Walki i Sztuki Walki - Fight Club Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Olimpiada w kolorze krwi
Autor Wiadomość
FranzMaurer4444 


Pomógł: 8 razy
Wiek: 19
Dołączył: 01 Sty 2008
Posty: 1918
Skąd: K-staw/Biała Podl.
Wysłany: 2008-08-30, 10:46   

bobasek napisał/a:
To proponuje aby obok sportowców dawać medale także naukowcom którzy wymyślili te sterydy. W końcu oni także są autorami sukcesów na olimpiadzie.

tak.to dobry pomysł.same złota by dostali :-D
_________________

 
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2008-09-08, 11:46   

Cytat:
Rząd chiński wysłał tysiące żołnierzy i policjantów do tłumienia niepokojów w centralnej prowincji Hunan. Około 10 tysięcy ludzi wyszło na ulice Jishou domagając się zwrotu pieniędzy od szalbierczej firmy fundraisingowej. W wyniku zamieszek rannych zostało 50 osób, aresztowano 20. Protestujący blokowali drogi i linie kolejowe domagając się od rządu podjęcia działań w sprawie firmy, która miała zwrócić wpłacane wcześniej kwoty pieniężne.

Z kolei we wschodnim porcie Ningbo 10 tysięcy pracowników starło się z policją. Protestowali przeciwko warunkom pracy po tym jak jeden z robotników został poważnie ranny w miejscowej fabryce. Zlokalizowane w Hong Kongu Centrum na Rzecz Praw Człowieka i Demokracji informuje, że ostatnie zamieszki są tylko jednym z wielu przykładów coraz częstszych star na linii władza - społeczeństwo. Do największej liczny konfliktów dochodzi z powodu skorumpowania lokalnych struktur partyjnych, nadużyć władzy oraz łamania praw pracowniczych.

W lipcu opisywaliśmy sprawę zamieszek po zgwałceniu i zamordowaniu przez syna prominentnego działacza Partii 15-letniej dziewczynki oraz zabiciu na komisariacie jej wujka, który domagał się śledztwa w sprawie, którą chciano zatuszować. Niecałe dwa tygodnie później miały miejsce trzydniowe zamieszki w Kanmen, po tym jak stróże prawa pobili robotnika.

cia.bzzz.net
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2008-11-20, 10:31   

Cytat:
Zatrzymana w kwietniu tybetańska urzędniczka Łalza Norzin Łangmo z Kjungczu w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Ngaba (chiń. Aba) prowincji Sichuan została skazana na karę pięciu lat więzienia za przekazywanie informacji – telefonicznie i za pośrednictwem internetu – o sytuacji w Tybecie. Według dwóch niezależnych źródeł (w tym tybetańskiej administracji na wychodźstwie) wyrok zapadł 3 listopada. Na wieść o nim znajoma skazanej napisała: „Trzydziestoletnia, w kwiecie wieku, w chwili, gdy dzieci potrzebują Cię najbardziej, jak inne bohaterki i bohaterowie rozstałaś się z rodzicami, mężem i osierociłaś dzieci w imię prawdy. Teraz jesteś sama. Pięć lat to tysiąc osiemset dwadzieścia pięć dni, to czterdzieści trzy tysiące osiemset godzin. Najlepsze lata w ciemnej celi, przeklęty los!”.

Nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywana Norzin Łangmo i jakie dokładnie postawiono jej zarzuty. „Miałam nadzieję, że wypuszczą cię po siedmiu miesiącach tortur w areszcie śledczym – pisze dalej przyjaciółka. – Odchodziłam od zmysłów. Wczoraj rozmawiałam z Twoją koleżanką z pracy o tym, co można zrobić, żeby Cię stamtąd wyciągnąć. Mówiłam, że żyję nadzieją. A dziś, koło południa, mówią mi, że zostałaś skazana na pięć lat i że za kilka dni wywiozą Cię gdzieś daleko do więzienia. Rozumiem też, że nie pozwolą Ci na spotkanie z bliskimi ani przyjaciółmi. Jestem zdruzgotana. (…) Może to dla Ciebie chwila chwały, ale jak sama wiesz, za jej aureolą zawsze kryje się ocean niewyobrażalnych cierpień. Nie wiadomo przecież, czy ten koszmar nie przypieczętuje Twojej młodości, radości, ambicji i marzeń. Pociechę znajduję w tym, że mówią mi, iż nie straciłaś tam hartu i ducha. W tym i tylko w tym, najdroższa. Nie martw się, zaopiekuję się Twoim synkiem. Jeśli jego matka była gotowa iść do więzienia w imię prawdy, z pewnością nie będzie przeciętnym człowiekiem”.

Według innych źródeł 31 października funkcjonariusze Ludowej Policji Zbrojnej aresztowali w Lhasie osiemdziesięciojednoletniego Paldziora Norbu. Jedno ze źródeł twierdzi, że starzec, który był już wcześniej za kratami, został skazany na siedem lat więzienia. Nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany. Paldzior Norbu prowadził rodzinną drukarnię na Barkhorze, w której od pokoleń odbijano buddyjskie księgi dla klasztorów. Drukarnię zamknięto na polecenie Biura Bezpieczeństwa Publicznego i skonfiskowano z niej wiele drewnianych matryc. Wydaje się to wskazywać, że przyczyną aresztowania nie był udział w marcowych protestach, lecz działalność wydawnicza. „Rodzina usiłuje się dowiedzieć, gdzie go trzymają, bo robi się zimno – mówi informator ICT. – Jest stary, chcą mu zanieść ciepłe ubrania i koce”.

ratujtybet.org
Cytat:
Ciągle, na różne sposoby próbowali zmusić do zdrady. Wracała wtedy do mnie scena z filmu „Życie na podsłuchu”. Bohaterka, bezustannie zastraszana i dręczona, ma dość i odwraca się plecami do ukochanego. Ten patrzy na nią z niedowierzaniem, przytłoczony tym, co się w niej dzieje. Ona zaczyna biec i rzuca się pod samochód, odbierając sobie rozkwitającą urodę i życie. Widziałam ten film bodaj przed dwoma laty, ale nie mogłam zapomnieć głębi rozpaczy w oczach mężczyzny i smutku malującego się na jej twarzy. Dziś te obrazy wydają mi się jeszcze żywsze.

Moje serce było spękane – smutkiem, brakiem nadziei, frustracją i gniewem – niczym łożysko wyschniętej rzeki. Tęskniłam choćby za mżawką. Raz, wieczorem, przykuta do krzesła, usłyszałam melancholijny, religijny zaśpiew. Uprzytomniłam sobie, że po raz pierwszy dociera do mnie jakiś ludzki dźwięk. Podziałał na moje krwawiące serce jak lekarstwo. Zaczęłam wyglądać tej pieśni z bolesną nadzieją. Wierny w meczecie modlił się cztery, pięć razy dziennie. Pewnie w innych okolicznościach można by to uznać za męczące, ale wtedy stało się najlepszym lekiem dla mojego ducha. Jestem bezgranicznie wdzięczna meczetowi i temu głosowi. Przysięgałam sobie, że jeśli kiedykolwiek mnie wypuszczą, pójdę do tej świątyni. I dalej tak czuję.

W magazynie było zdjęcie olejnego obrazu, w które wpatrywałam się w nieskończoność. Europejski domek na brzegu jeziora, samotny na górskich łąkach. Dawał mi poczucie spokoju. Zaczęłam sobie wyobrażać, że jest mój, i wizualizować córeczki biegające po trawie. Męża, który ją przycina, i siebie, gotującą kolację w oczekiwaniu na powrót stada. To też miało w sobie tę kojącą moc.

Gdy doszło do pierwszych protestów, mąż westchnął: „Zabitych już nie ma, ale aresztowani z pewnością poznają cierpienia osiemnastu piekielnych kręgów”. Płakałam bez końca na myśl o pomordowanych i ich bliskich. Ale wtedy jeszcze nie rozumiałam, dlaczego trzech Tybetańczyków odebrało sobie życie, skacząc z dachu.

Każde przesłuchanie budziło we mnie inny rodzaj strachu. Raz, w trakcie, pomyślałam, że lepiej byłoby po prostu zginąć od kuli. Najbliżsi byliby zrozpaczeni, ale ja cierpiałabym tylko chwilę. Innym razem, przed umywalką, przyłapałam się nagle na obmyślaniu sposobu popełnienia samobójstwa. Prześladował mnie wtedy scyzoryk skonfiskowany w hotelu Zhihu. Początkowo nie zauważyli jednak drugiego, który miałam w torebce. Kiedy śledczy spytał, na co mi on, odparłam, że do obierania owoców, ale jego historia jest inna.

Po eksplozji konfliktu tybetańsko-chińskiego rządowa propaganda zaszczepiła w Chińczykach nienawiść do naszej rasy, namacalną w autobusie, na targu, ulicy. Szłam z córeczką, ubraną w tradycyjną czubę, którą dostała w prezencie od naszej przyjaciółki Norzin Łangmo. Nagle wyrósł przed nami chiński dzieciak, może sześcioletni, i zagrodził drogę mojej małej. To nie był jakiś izolowany przypadek, ale codzienne doświadczenie wszystkich Tybetańczyków. Zaczęłam wtedy nosić ten drugi nóż, żeby móc się bronić. Potem, z perspektywy czasu, czułam ulgę, że mi go odebrano. Po przesłuchaniach histerycznie przeszukiwałam torebkę, wpatrując się w pulsujące, błękitne żyły na przegubach. Gdybym znalazła wtedy ostrze, z pewnością by je przecięło.

W tamtych dniach powracał też do mnie tekst Wang Lixionga o kolejnych etapach samobójstwa. Tym razem budził jednak zupełnie inne uczucia niż wtedy, gdy go czytałam. Zaczęło do mnie docierać, jak trudno jest zdradzić i oszukać. Miałam wrażenie, że rozumiem go, bo zrozumiałam siebie.

Kiedy stanęłam przed sześcioma piekielnymi wrotami, najczęściej myślałam o ukochanej mamie. Choć odeszła przed trzema laty, żyje w najlepsze w moim sercu. Znajdowałam pociechę w myśli, że już się pożegnałyśmy. Wiem, że na wieść o mim uwięzieniu, pękłoby jej serce.

Gdy tortury były najgorsze, szukałam opieki w imieniu matki i Bogini Tary. Zostawili mnie kiedyś, poszli jeść, przykutą do stołka w towarzystwie jednej tylko funkcjonariuszki służby bezpieczeństwa. Przez wiele dni połykałam łzy, cierpiąc bez słowa. Ale w tej chwili nieznośnej słabości, nie wytrzymałam i krzyknęłam” „Mamo, mamo!”. Ból i tęsknota eksplodowały strugami łez i stopniowym paraliżem całego ciała. Wtedy otwarły się drzwi i do pokoju wpadł jakiś tłuścioch. „Beczysz, bo wiesz, że tu jestem – powiedział wymachując mi palcem przed nosem. – Zamknij się, bo z tym skończę”.

Wyszedł, wykrzykując: „Zacięłaś się, bo masz poczucie krzywdy?”. Mimo to nie umiałam przestać płakać. Moje dłonie zacisnęły się tak mocno, że nie byłam w stanie ich otworzyć. Tylko płakałam, płakałam i zalewałam się potem.

Dziamjang Kji – tybetańska artystka, pisarka, dziennikarka telewizyjna zatrzymana 1 kwietnia 2008 (za przekazanie informacji o masakrze w Ngabie swojej przyjaciółce Oser). Zwolniona po zapłaceniu drakońskiej grzywny.
ratujtybet.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-01-28, 11:39   

Cytat:


20 stycznia Pema Tsepak, 24-letni Tybetańczyk z Czamdo we wschodnim Tybecie został aresztowany za udział w pokojowym proteście z tybetańską flagą. Pema Tsepak zmarł dwa dni później w wyniku obrażeń – bicia i tortur w czasie kiedy był aresztowany.
ratujtybet.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Torkowy 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 21
Dołączył: 01 Gru 2008
Posty: 394
Skąd: Bytom
Wysłany: 2009-01-28, 14:06   

Też jesteście zdania, że gdyby nie 90%owy import chińszczyzny państw zachodnich, to zwróciłyby one większą uwagę na to, co się tam dzieje? A może nawet jakoś zareagowały...
 
 
madagaskar

Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 53
Wysłany: 2009-01-28, 20:08   

Zgadzam się całkowicie! czy wiecie, że jak Chiny chcą coś wymusic na rządzie USA to wołają biznessmanów którzy tam interesy kręcą. A potem wszyscy razem na Olimpiadę - pie....szeni hipokryci
 
 
shinra 
Omne nimium nocet


Pomógł: 39 razy
Wiek: 21
Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 2262
Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2009-01-30, 14:09   

Torkowy napisał/a:
A może nawet jakoś zareagowały...
Ni hu hu, jak nie ten to inny powod by sobie znalezli. Wydje mi sie (oczywiscie moge sie mylic), ze cala sprawa dzieje sie za daleko, aby musieli sie wtracac - poprostu nie na reke i bez interesu (no chyba ze jakis rzad chcialby sie podlizac opinni publicznej).
Poza tym konflikt poprostu zaszedl juz za daleko i zachod niewiele bez agresywnego "nastawienia" wobec Chin nie jest juz w stanie nic wskurac (bo jak widac pokojwe protesty nic nie wskuraja na Chinach).
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-02-10, 15:17   

Cytat:
Tybetańczyk oślepiony i skazany na 4 lata więzienia w Ngabie
31 stycznia 2009, Tibetan Center for Human Rights and Democracy
2 lutego 2009


Według potwierdzonej informacji dostarczonej przez wiarygodne źródła Tybetańskiemu Centrum Praw Człowieka i Demokracji (TCHRD), Tybetańczyk przewodzący zeszłorocznym protestom w Ngabie został skazany na 4 lata więzienia przez sąd ludowy średniej instancji w okręgu Ngaba w Syczuanie.

33-letni Choephel z rodziny Urjamtsang, z okręgu miejskiego Meruma w okręgu Ngaba, w prowincji Syczuan „Tybetańskiej Prefektury Autonomicznej”, zaangażowany w protesty w Ngabie 15, 16 i 17 marca ubiegłego roku został skazany 4 listopada 2008 roku przez sąd ludowy średniej instancji w Ngabie na 4 lata więzienia. Według źródła informacji, początkowo Tybetańczyk został skazany na 10 lat więzienia, jednak ponieważ wcześniej nie był karany, sąd zmniejszył wyrok do 4 lat więzienia. Sąd uznał Choephela winnym takich czynów jak: przywodzenie protestom, grabież i splądrowanie budynku Biura Bezpieczeństwa Publicznego oraz podpalenie flagi narodowej w czasie serii protestów, które miały miejsce ubiegłej wiosny w okręgu Ngaba.

Według źródła informacji, po proteście w okręgu miejskim Meruma w okręgu Ngaba, w którym 17 marca ubiegłego roku uczestniczyły setki Tybetańczyków, policja nagle wtargnęła do domu Choephela, aby go zatrzymać. Tybetańczyk został ciężko pobity kolbami karabinów, w wyniku czego doznał poważnych obrażeń lewego oka, głowy i nóg. Udało mu się jednak uciec w kierunku znajdującego się w pobliżu jego domu wzgórza, gdzie ukrywał się przez kilka dni, zanim powrócił do domu. Ale 4 kwietnia urzędnicy Biura Bezpieczeństwa Publicznego znów wtargnęli do jego domu i Choephel został arbitralnie zatrzymany. Przez 4 miesiące członkowie jego rodziny nie mogli się nic dowiedzieć o miejscu jego pobytu, pomimo gorączkowych poszukiwań i telefonów do lokalnych urzędów. Pod koniec sierpnia rodzina dowiedziała się, że znalazł się w centrum zatrzymań Biura Bezpieczeństwa Publicznego w okręgu Barkham. Rodzina wysłała mu ubrania, żywność i list, ale nie wiedzą, czy przesyłka do niego dotarła. Po zatrzymaniu Choephela, jego ojciec, Urjam, został też dokładnie przesłuchany na posterunku policji w okręgu miejskim Meruma.

Wieczorem 3 listopada 2008 rodzina Choephela odebrała telefon z Biura Bezpieczeństwa Publicznego okręgu Ngaba z informacją, że następnego dnia ma odbyć się proces sądowy. Członkowie rodziny, krewni i przyjaciele udali się do sądu średniej instancji okręgu Ngaba, aby uczestniczyć w przesłuchaniu, ale tylko dwie osoby zostały wpuszczone do sali sądowej. Sędzia odczytał wyrok skazujący Choephela za to przywodzenie protestom oraz rzekomą grabież i splądrowanie budynku okręgowego Biura Bezpieczeństwa Publicznego. Według informatora, początkowo sąd skazał Tybetańczyka na 10 lat więzienia, później jednak kara została zmniejszona do 4 lat, ponieważ Choephel nie był wcześniej karany.

Wreszcie 19 stycznia 2009 rodzinie zezwolono na spotkanie z Choephelem po otrzymaniu zgody na miejscowym posterunku policji i zdobyciu informacji na temat miejsca jego przetrzymywania. W czasie rozmowy Choephel i jego rodzina byli rozdzieleni szklaną przegrodą, ponadto zakazano im rozmawiania w ich ojczystym języku-zezwolono im wyłącznie na rozmowę po chińsku. Nie mogli też przekazać mu ubrań i żywności, jedynie pieniądze. Wiadomo, że Choephel oślepł na lewe oko, wskutek obrażeń, których doznał w wyniku pobicia przez policję, która wtargnęła do jego domu 17 marca, a także, że został przewieziony do odległego sądu Menyang, znajdującego się ok. 200 km od stolicy prowincji Syczuan, Chengdu.

TCHRD odnotowało wiele przypadków Tybetańczyków skazanych na surowe kary za udział w ubiegłorocznych protestach. W wielu z tych przypadków, o wyroku i miejscu pobytu tych ludzi dowiaduje się dopiero w wiele miesięcy po ich zatrzymaniu lub zaginięciu.

TCHRD kategorycznie potępia wyrok skazujący Choephela, ponieważ to, jak korzystał z prawa do wolności słowa, nie naruszyło w żaden sposób chińskiej konstytucji. TCHRD wyraziło też głębokie zaniepokojenie i potępia użycie przemocy przez władze, co sprawiło, że Choephel oślepł na lewe oko, a także to, że przez długi okres czasu był przetrzymywany w odosobnieniu. TCHRD podaje w wątpliwość jawność postępowania, ponieważ proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, bez udziału żadnego przedstawiciela prawnego wybranego przez oskarżonego.

ratujtybet.org

Cytat:
Chińczycy torturowali mnicha z Pasho za domaganie się powrotu Dalajlamy do Tybetu
2 lutego 2009, Central Tibetan Administration
2 lutego 2009
Dharamsala: Tybetański mnich znajduje się w krytycznym stanie po tym, jak był bity przez urzędników Biura Bezpieczeństwa Publicznego (BBP)w Pasho (Ch.: Basu) w prefekturze Czamdo w Tybetańskim Regionie Autonomiczny 29 stycznia.

Według źródeł, około południa 29 stycznia, tybetański mnich z klasztoru Nera w Pasho wykrzykiwał hasła o powrocie Jego Świątobliwości Dalajlamy do Tybetu, był widziany ze zdjęciem Jego Świątobliwości w rękach. Został aresztowany i ciężko bity przez urzędników BBP i najprawdopodobniej znajduje się w krytycznym stanie.

Inny mnich także prawdopodobnie był brutalnie traktowany w czasie tego wydarzenia.

Szczegóły związane z wydarzeniem i osobami nie mogą być ustalone ze względu na restrykcyjną kontrolę w tym regionie.

ratujtybet.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-03-25, 14:15   

Cytat:

http://blip.tv/file/1903244/
Uwaga: nagranie zawiera sceny drastyczne!

Ujęcia wprost pokazują pojmanych Tybetańczyków wleczonych po ziemi, skrępowanych i skutych kajdankami, bitych przez chińską policję. Komentarz do ujęć wskazuje, że zostały wykonane „w Lhasie lub okolicy” po 14 marca 2008 r.

Ujęcia pokazują także szokujące i drastyczne cierpienia zadane młodemu świeckiemu Tybetańczykowi o imieniu Tendar, który próbował zapobiec biciu przez chińską policję buddyjskiego mnicha w Lhasie, 14 marca 2008 r. Według filmu Tendar był „przypalany papierosami, przebito mu stopę gwoździem oraz bito pałką elektryczną.” Nagranie wyraźnie pokazuje gnijące rany mężczyzny. Według nagrania Tendarowi odmówiono podstawowej opieki medycznej w szpitalu wojskowym, po czym został zabrany do Szpitala Ludowego. W szpitalu usunięto 2,5 kg tkanki w celu oczyszczenia ran. Rodzina przeznaczyła znaczne środki na jego leczenie, które jednak okazało się nieskuteczne. Tendar zmarł w wyniku obrażeń.

Nagranie wideo ukazuje także wzmożoną obecność chińskich służb paramilitarnych w stolicy Tybetu, Lhasie, potwierdzając ostatnie doniesienia o wprowadzonym de facto stanie wojennym na terenie Tybetu.

Są to pierwsze dokumenty wideo potwierdzające wprost stosowanie tortur przez chińskie władze podczas pacyfikacji protestów w 2008 roku, oraz jedne z nielicznych tego typu dokumentów, które udało się przemycić z Tybetu na zachód od 1998 roku.

Według informacji Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie, na dzień 31 stycznia 2009, także w wyniku bicia i tortur etc. zginęło około 220 Tybetańczyków, ponad 1294 zostało rannych, ponad 5600 aresztowanych, 290 skazanych, a ponad 1000 „zaginęło”.

więcej informacji: http://www.tibetonline.tv...re-in-Tibet.mov


ratujtybet.org

Cytat:
Przedstawiamy wyjątkowe świadectwo Francuza, znającego dobrze Tybet. Opowiada on o tym jak wyglądał Tybet dziewięć miesięcy po powstaniu w Lhasie. Chińskie represje nie tylko się nie zmniejszyły, ale ślepa brutalność zdaje się być elementem codzienności. Wszechobecna wojskowa okupacja. Nieustanna policyjna inwigilacja. Arbitralne aresztowania. Opustoszałe klasztory. Dręczeni mnisi i mniszki. Koczownicy zmuszeni do osiedlenia się. Młodzi mieszkańcy miast znikający bez śladu. Brutalne tortury. Chęć rozwiązania problemu niepodległościowych ruchów w Tybecie metodami terroru i zastraszenia.

Carlo Blanco jest pseudonimem. Autor zdecydował się ukryć swoje nazwisko, żeby nie narazić na niebezpieczeństwo osób, które spotkał...
całość: http://ratujtybet.org/akt...elacja_Francuza

_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Torkowy 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 21
Dołączył: 01 Gru 2008
Posty: 394
Skąd: Bytom
Wysłany: 2009-03-26, 00:24   

O ja pierdolę... A rządy mają to w dupie, bo tak się opłaca.
 
 
Spetz 
JJ/Sanda


Pomógł: 37 razy
Wiek: 19
Dołączył: 18 Paź 2008
Posty: 603
Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-03-26, 07:31   

To się nazywa komuna, a jak się z czymś nie zgadzasz to pałą w łeb.
_________________
Use makes mastery.
 
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-04-02, 12:53   

Cytat:
27 marca 2009
Jak podają źródła Tybetańskie, w południowo-zachodniej prowincji Syczuan władze chińskie zmusiły Tybetańskich rolników do wyjścia na swoje pola, usiłując zakończyć ich bojkot skierowany przeciwko chińskim prześladowaniom w regionie.

Tybetańczycy w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Kardze ( chiń. Ganzi) w odmówili uprawy swojej ziemi po tygodniu protestów i aresztowań podczas pełnego napięć i niespokojnego pod względem politycznym miesiąca, o czym donoszą źródła z terenów Kardze i z zagranicy.

„20 marca ponad 100 pracowników rządowych, funkcjonariuszy Biura Bezpieczeństwa Publicznego oraz wojska wkroczyło do wioski Kara w Kardze”, jak podaje Yeshe Dorje, były mieszkaniec Kardze, mieszkający obecnie w Australii, powołując się na źródła w regionie. „Chodzili od domu do domu i siłą wyganiali Tybetańczyków na pola zmuszając do ich uprawy ziemi. [Początkowo] Tybetańczycy nie chcieli współpracować, lecz później uprawiali pole pod przymusem w asyście pracowników rządowych i personelu aparatu bezpieczeństwa”, mówi Dorje. Dodaje też, że Tybetańczycy nadal prowadzą bojkot w innych częściach Kardze, gdzie istnieje silna opozycja przeciw Chinom.

19 marca, mnich Jampa Dondrup z klasztoru Tsesok w wiosce Lopa, został aresztowany po tym jak spierał się z pracownikami rządowymi na temat planowanego bojkotu uprawy pól, informuje Tybetanka z Kardze, która zgodziła się mówić pod warunkiem zachowania anonimowości. Yeshe Dorje z Australii twierdzi, że władze zatrzymały sześciu innych Tybetańczyków, którzy protestowali w różnym czasie dnia 16 marca. Dorje ustalił tożsamość dwóch zatrzymanych osób – Jampa Dondrup mężczyzna z wioski Drowa Nyi, dziewczyna Dorje Lhamo z wioski Kon Nyen oraz cztery niewymienione z nazwiska młode osoby z wiosek Pin Nyen Nong, Rangtha, Serchu, and Lopa Tsethok. „Świadkowie widzieli jak pracownicy chińskiego BBP aresztowali, a następnie bili ich żelaznymi prętami i kolbami karabinów”, dodaje. Po tym wydarzeniu „w Tybetańskich wioskach na obrzeżach [miasta] Kardze pojawiło sie kilkanaście plakatów namawiających rolników do odmowy uprawy ziemi w proteście przeciw rządom chińskim”, mówi Dorje. Tybetańczycy, którzy uprawiali ziemię zostali ostrzeżeni o grożących im „poważnych konsekwencjach”, dodaje. W odpowiedzi władze chińskie zwołały zebranie w wiosce Lopa, podczas którego poinformowały rolników, że w razie odmowy uprawy ziemi, zostaną oni aresztowani, a ich ziemia skonfiskowana. Wieczorem 20 marca – w dniu, w którym władze zmusiły rolników do wyjścia na pole – pod drzwiami domu mężczyzny o imieniu Gonpo stojącym na czele miasteczka Dotso, podłożono ładunek wybuchowy, podaje Dorje. W okolicy umieszczono także wiadomość ostrzegającą Gonpo, aby nie trzymał z władzami. Gonpo znajduje się teraz pod ochroną policji, a władze Kardze wraz ze służbą bezpieczeństwa „dokładnie badają” ten incydent.
ratujtybet.org


Cytat:
31 marca 2009
23 marca aresztowano Tybetankę z Draggo. Wg. informatora, pragnącego zachować anonimowość, aresztowany został także Tybetańczyk imieniem Paga, syn Tseten Dolmy, pod zarzutem rozpowszechniania ulotek nawołujących do bojkotu uprawy ziemi. Nie wiadomo gdzie jest przetrzymywany.

25 marca, policja zatrzymała dwóch mnichów z klasztoru Minyak w Draggo, (wiadomość uzyskana od Lobsanga Gyaltsena – mnicha w klasztorze Drepung w Południowych Indiach) Gyaltsen zidentyfikował mnichów jako Olu i Thubtena. „Mnisi protestowali i wzywali Tybetańczyków do zaprzestania uprawy ziemi. Obaj zostali aresztowani w nocy i wywiezieni”.

Dwa dni później (27 marca), grupa urzędników państwowych przyszła do wsi Pongda w Draggo, przynosząc urzadzenie niezbędne do nawożenia pól; tybetańscy rolnicy odmówili współpracy. Policja spacyfikowała protestujących, 20 Tybetańczyków zostało aresztowanych. 11 z nich zostało brutalnie pobitych i trafiło, niektórzy nieprzytomni, do miejscowego szpitala.

Urzędnicy państwowi zorganizowali spotkanie w Draggo, na którym próbowali nakłonić Tybetańczyków by uprawiali pola. Na spotkaniu było obecnych około 200 Tybetańczyków z pobliskich miast i wsi. Poinformowano ich, że będą zaopatrywani w nawóz i będą otrzymywać 20.000 juanów rekompensaty za szkody poniesione na polach. Równocześnie zagrożono im, że jeżeli się nie zgodzą, ich ziemie zostaną skonfiskowane.

Zdaniem Lobsanga Gyaltsena mężczyźni z sześciu wsi w Draggo “ uciekli w góry” by uniknąć aresztu. We wsiach pozostały jedynie kobiety i dzieci. Niektórzy z mieszkańców zostali ciężko pobici. Osoby w ciężkim stanie zostały przewiezione do szpitala w Chengdu (prow. Syczuan).
ratujtybet.org

Cytat:
30 marca 2009
Jak dowiedziała się organizacja Tibetan Centre for Human Rights and Democracy (TCHRD), tybetański mnich został śmiertelnie pobity w Okręgu Drango w „Tybetańskiej Autonomicznej Prefekturze” Kardze, prowincja Syczuan.

Zgodnie z wiarygodną informacją otrzymaną przez TCHRD, 27-letni Phuntsok z klasztoru Drango, pochodzący z miasteczka Zongpa w okręgu Drango, Kardze „TAP”, został śmiertelnie pobity w bestialski sposób przez funkcjonariuszy Biura Bezpieczeństwa Publicznego (BBP).

Jak podaje źródło TCHRD, 25 marca 2009 Phuntsok przyklejał ulotki (7 stron) na ścianach lokalnego BBP w Drango, na moście Shara Thang-do i na drzewach eukaliptusa przy drogach i autostradach w okręgu Drango.

Działania Phuntsok'a polegające na rozpowszechnianiu ulotek były odpowiedzią na bezprecedensowe wydarzenia ubiegłego roku, zwłaszcza w okręgu Drango, gdy setki tamtejszych mnichów wzięły udział 25 marca 2008 r. w pokojowej demonstracji przeciw chińskiemu rządowi. Protest został wkrótce stłumiony przy użyciu siły, czego następstwem były aresztowania, tortury i przetrzymywanie przez chińskie władze setek mnichów. Protest Phuntsoka nie był przypadkowy, lecz celowo zaplanowany by uczcić pamięć i opłakiwać mnichów uwięzionych, torturowanych, dręczonych psychicznie po udziale w pokojowej demonstracji oraz by wyrazić solidarność z nimi.

Chińskie władze zdawały sobie sprawę z wagi rocznicy demonstracji w klasztorze Drango i niedawno przysłały posiłki w postaci oddziałów paramilitarnych i sił bezpieczeństwa, mające reagować na każdy przejaw sprzeciwu i protesty.

W celu upamiętnienia aresztowań, tortur i więzienia mnichów z Drango, Phuntsok wezwał lokalnych Tybetańczyków do zaprzestania uprawy ziemi i zbierania plonów na znak żałoby po odejściu mnichów torturowanych, zatrzymanych i więzionych przez chińskie władze. Treść ulotek była wyrazem cywilnego oporu:

"Nawet, jeśli mielibyśmy zginąć z głodu, to dla naszych braci i sióstr, którzy byli torturowani, ranni, więzieni i zabici po ubiegłorocznej pokojowej demonstracji, musimy zaprzestać uprawy ziemi by wyrazić nasz szacunek, żałobę i solidarność z nimi. Ci którzy już obsiali pola, muszą zaprzestać ich uprawy i zbioru plonów. To prośba do Was wszystkich. Jeśli ktoś będzie kontynuował uprawę ziemi i zbieranie plonów, to odwiedzę go z czarnym szalem*”

Jednakże podczas przyklejania ulotek na ścianach warsztatu samochodowego w okręgu Drango, został aresztowany przez funkcjonariuszy BBP. Przeczuwając, że BBP chce go aresztować, wsiadł na motor zaparkowany za usytuowanym u podnóża góry, żeńskim klasztorem Baatak. Siły policyjne BBP ścigały go aż do miejsca, w którym motor nie mógł już jechać pod górę. Został pobity pałkami. Wkrótce potem zmarł.

Próbując zatuszować okoliczności jego śmierci, chińskie służby policyjne porzuciły jego ciało u podnóża góry by upozorować samobójstwo. Następnego dnia miejscowi Tybetańczycy odkryli ciało mnicha leżące u podnóża góry. Po trzech dniach zwłoki poddano kremacji. Do samego końca, władze chińskie utrzymywały, że Phuntsok zmarł w wyniku samobójstwa, do czego nie udało się przekonać miejscowych Tybetańczyków.

Źródła TCHRD podają, że na ciele zmarłego znaleziono siniaki i rany cięte, będące śladami pobicia przez funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, 25 marca 2009 r.

* czarny szal jest ostrzeżeniem (przyp. red.)

ratujtybet.org



Cytat:
Straszne zdjęcia
Oser
28 marca 2009
Ujawniono właśnie film, ukazujący bestialstwo, z jakim chińskie wojsko i policja traktują Tybetańczyków od 14 marca zeszłego roku. Skatowani ludzie, mnisi w bordowych szatach leżący bez życia na ziemi. Pośród nich płaczący chłopczyk.

Nasz Tendar to po chińsku Danda albo Tanda. Młody człowiek, dwadzieścia, najwyżej trzydzieści lat. Mieszkaniec Lhasy. Kierownik działu obsługi klienta w sieci telefonii komórkowej.

Pierwszy raz usłyszałam o nim w marcu zeszłego roku. Historia była tak tragiczna, że niemal niewiarygodna. Niedawno zdobyłam nagrane przez Tybetańczyków i nowe dla mnie relacje naocznych świadków tego barbarzyństwa. Tak straszne, że naprawdę nie chce się w nie wierzyć.

„Ta kobieta miała syna, który pracował w firmie telekomunikacyjnej. Wracając do domu 14 marca, zobaczył grupę żołnierzy Ludowej Policji Zbrojnej katujących starego, bezbronnego mnicha. Zaczął ich błagać o litość, na co oni pobili go i skopali. Tłukli, aż poszła krew z głowy, i wtedy gdzieś go zabrali. Przez długi czas, nikt nawet nie wiedział, czy przeżył”.

Jego matka, emerytowana pielęgniarka, poruszyła niebo i ziemię, żeby dowiedzieć się, co stało się z synem. Pytała wszystkich i wszędzie była. W końcu odkryła, że jest w lhaskim areszcie śledczym. Kiedy go wreszcie znalazła, jej oczom ukazał się straszny widok. Okrwawiony, owinięty plastikową płachtą, leżał w celi na betonowej podłodze. Mnóstwo ran ciętych na nodze, gwóźdź wbity pod paznokieć wielkiego palca prawej stopy. Wycięte kawałki pośladków, pokryte larwami ropiejące rany, na biodrach gnijące ślady uderzeń elektrycznymi pałkami, liczne rany na plecach i twarzy, jedna zalepiona przezroczystą taśmą. Ponieważ nie udzielono mu żadnej pomocy, był już na skraju śmierci.

Zrozpaczona matka zawiozła syna do szpitala. Najlepszy jest wojskowy, ale tam bali się go opatrzyć i odprawili ją z kwitkiem. W końcu został przyjęty do Ludowego Szpitala TRA. Na oddziale intensywnej terapii musieli mu wyciąć z pośladków dwa i pół kilograma gnijącej tkanki. Nie było już jednak żadnej nadziei, więc trzeba go było wypisać. W domu – mieszkali w pobliżu klasztoru Drepung – opiekowała się nim matka. Jego cierpienia zakończyły się 19 czerwca.

Współczucie wobec tragedii nieznajomego ściągnęło na pogrzeb setki osób. „Opłakuję nie tylko straszną śmierć syna – powiedziała im matka – ale bardziej jeszcze tych, którzy są teraz torturowani. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie cierpień i męczarni, jakie moje dziecko przeszło w więzieniu”. Kiedy ciało zmarłego zgodnie z tybetańską tradycją ofiarowano sępom, okazało się, że w jego stopie był jeszcze jeden gwóźdź.

Matka ma ścisły policyjny dozór i jest odcięta od świata. Ludzie powiadają, że ból odebrał jej zmysły. O tragedii – z wielkim żalem i gniewem – mówi niemal cała tybetańska Lhasa.

Zhang Qingli, najwyższy namiestnik Komunistycznej Partii Chin w Tybecie, powiedział w telewizji 2 kwietnia 2008 roku, że „siły biorące udział w bitwie są dzielne i dobrze walczą” oraz pochwalił tych „synów i młodszych braci ludu” za „wykonywanie rozkazów partii, służbę ludowi, odwagę i dyscyplinę”.

Tendar, niewinny młody Tybetańczyk, zmarł okrutną śmiercią w wigilię przybycia do Lhasy znicza olimpijskiego.

Ilu Tybetańczykom aparat tego państwa zgotował za szczelną kotarą podobny, nieludzki los? O ilu podobnych tragediach nie dowiedział się świat? Jeśli zostało w was jeszcze sumienie, błagam, ujmijcie się za Tybetańczykami!

Ujawnione zdjęcia są ważnym dokumentem historycznym. Szkoda tylko, że tak trudno je obejrzeć na youtube i phayulu. Ściągnięcie siedmiominutowego filmu zabrało mi trzy godziny, ale może tylko dlatego, że jak inni w Chinach musiałam w tym celu skakać przez wielką ścianę ogniową. Zastanówmy się więc, jak robić to lepiej.

Pekin, 21 marca 2009

ratujtybet.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-04-11, 16:38   

Cytat:
6 kwietnia 2009
Według niezależnych źródeł chińskich władze represjonują najbliższych Tendara, Tybetańczyka z Lhasy, który 14 marca zeszłego roku próbował bronić bitego przez policję mnicha, za co został zatrzymany i zmarł na skutek tortur, jakim poddawano go w więzieniu.

W zeszłym miesiącu Centralna Administracja Tybetańska w Indiach ujawniła drastyczny film, ukazujący obrażenia skatowanego mężczyzny. Pekin zakwestionował autentyczność zdjęć (i zablokował dostęp do portalu youtube).

Matkę Tendara, emerytowaną pielęgniarkę, osadzono w areszcie domowym; władze nie wypłacają należnych jej świadczeń. Podejrzewany o przekazanie zdjęć za granicę ojczym zabitego został zatrzymany i zniknął bez śladu.

ratujtybet.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-04-23, 00:23   

W ChRL trwa masowe wydawanie wyroków śmierci na przeciwników reżimu. Zbyt wiele spraw, aby wszystkie wklejać -> ratujtybet.org
ponadto:
Cytat:
(22 kwietnia 2009)
Co najmniej 9 Tybetańczyków, wliczając w to kobietę i 8 mężczyzn, zostało aresztowanych a kilku rannych po tym jak chińska policja otworzyła ogień do Tybetańczyków protestujących przeciwko chińskiemu rządowi w okręgu Nyagrong w Tybetańskiej Autonomicznej Prefekturze Karze (prowincja Syczuan)

Chińskie siły bezpieczeństwa otworzyły ogień z około 13 wozów pancernych stacjonujących w regionie, raniąc mieszkańców Thangkya (Thangkyi) i Thangkya Depa,
Którzy 15 kwietnia demonstrowali przeciwko surowym wyrokom wydanych na troje Tybetańczyków zaangażowanych protesty z marca. Demonstracja jest również wyrazem sprzeciwu wobec trwających represji w związku z akcją bojkotowania uprawy ziemi.

Aresztowani zostali zidentyfikowani jako Gonpo Tsewang; Yiga; Alo; Drakbe; Dawa Drakpa; Gyashe; Kyaka; Gonbe (postrzelony w nogę) i kobieta imieniem Aga.
ratujtybet.org

Cytat:
Pracownicy Chengguan są bardziej znienawidzeni od policji, bo choć oficjalnie nie są niczym więcej, niż strażą miejską, są brutalni i często współpracują z mafią. Media właśnie ujawniły podręcznik szkolenia pracowników tejże instytucji w zakresie odpowiedniego torturowania i bicia przesłuchiwanych.

Mając do czynienia z przesłuchiwanym, należy zadbać o brak krwawych śladów na twarzy i ciele oraz o pozbycie się wszelkich świadków z miejsc przesłuchwania - "The Daily Telegraph" cytuje jedną z pierwszych zasad wpajanych strażnikom.

Na czym polega ich praca? Od założenia w 2001 roku Chengguan mają odciążać policję, dbając o spokój w miastach. Likwidują drobne problemy, jak nielegalnie rozstawione stragany czy nakładają grzywny taksówkarzom - naciągaczom bez licencji. Poza tym mają pilnować, by nie zatruwano wody i nie wyrzucano śmieci na ulice, a także by handlarze mieli porządek w sklepach.

Chengguan bardziej niż z dbałości o zieleń na ulicach znani są z bicia do nieprzytomności. Pod koniec marca w Syczuanie odbyły się demonstracje po tym, jak strażnik miejski ciężko ranił studenta. W zeszłym roku w całych Chinach słynna była sprawa zabicia pałkami biznesmena, który nagrywał na wideo strażników zajmujących się przypadkiem nielegalnej wywózki śmieci - wylicza gazeta.

Powołując się na słowa urzędnika miejskiego z Pekinu, miejscowa gazeta "Southern Metropolis Daily" zapewnia o autentyczności podręcznika bicia.

Jak ktoś śmiał wypuścić do internetu wewnętrzne informacje naszego biura - miał się denerwować.

Owe informacje zawierają m.in. polecenie, by każdą sprawą zajmowało się jednocześnie wielu strażników.

Dzięki temu będzie łatwiej przytrzymać i powalić na ziemię sprawcę zdarzenia. Działanie ma być na tyle szybkie, by nie zdołał on zaczerpnąć powietrza.

Ponadto, strażnicy mają nie zajmować swojej głowy pytaniami o teoretyczną możliwość zrobienia komuś krzywdy.

Macie przede wszystkim z dumą bronić godności administracyjnych przepisów miejskich - czytamy w podręczniku.
sfora.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 56 razy
Wiek: 35
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3175
Skąd: 3city
Wysłany: 2009-04-29, 18:46   

Cytat:


Gendun Czokje Nima, XI Panczenlama Tybetu, 25 kwietnia 2009 skończył [jeśli żyje - przyp. Boruta]20 lat. Od czasu, kiedy jako małe, sześcioletnie dziecko został uprowadzony przez Chińczyków, minęło już czternaście lat. W tym czasie nikt go nie widział. Od czasu zniknięcia, 17 maja 1995 r., nic nie wiadomo ani o jego życiu i zdrowiu, ani o miejscu pobytu.

Gendun Czokje Nima urodził się 25 kwietnia 1989 r. w okręgu Lhari, prefekturze Nagczu w “Tybetańskim Okręgu Autonomicznym” (TAR). 14 maja 1995 r. Dalajlama ogłosił, że sześcioletni wówczas Gendun Czokji Nima jest kolejną inkarnacją X Panczenlamy. Trzy dni później Gendun Czokji Nima i jego rodzice, Konczok Phuntsok i Deczen Czodon, zniknęli. Ich miejsce pobytu wciąż pozostaje nieznane, nie wiadomo też nic o ich stanie zdrowia. W listopadzie 1995 r. rząd Chińskiej Republiki Ludowej wyznaczył innego chłopca, Gjalcena Norbu, jako XI Panczenlamę i intronizował go w grudniu tego samego roku. W ostatnich czasach chiński rząd
wykorzystywał Gjalcena Norbu jako tubę propagandową w swojej kampanii skierowanej przeciwko Dalajlamie. Chińskie media uparcie lansują Gjalcena Norbu jako XI Panczenlamę, jednak mimo wszelkich wysiłków nie udało im się zdobyć umysłów i serc Tybetańczyków. Zaangażowanie chińskich władz w sprawę reinkarnacji Panczenlamy jest kolejną próbą osłabienia społecznej, moralnej i religijnej strony życia Tybetańczyków, by jeszcze bardziej eksploatować Tybet jak kolonialną własność.

Czternastego maja 1995 r. Dalajlama ogłosił, że Gendun Czokji Nima jest jedenastym wcieleniem Panczenlamy. Chińskie władze szybko odrzuciły tę proklamację i 24 maja 1995, po trzydniowej nadzwyczajnej sesji Ogólnochińska Ludowa Polityczna Konferencja Konsultatywna wydała oświadczenie, w którym nazywa proklamację Dalajlamy “nielegalną i nieprawomocną”. W reakcji na wyznaczenie przez Dalajlamę kolejnego Panczenlamy, Chiny zakwestionowały legalność wyboru Genduna Czokji Nimy i wyznaczyły inne dziecko jako właściwą inkarnację, co było bezprecedensowym i przedziwnym działaniem ze strony tego oficjalnie ateistycznego państwa. Wszystkie te działania miały służyć politycznym interesom chińskiego rządu, a ich celem było podważenie autorytetu Dalajlamy i zranienie religijnych uczuć Tybetańczyków.

Pomimo niezliczonych apeli światowych organizacji, rządów i organizacji pozarządowych, w ciągu ostatnich czternastu lat chiński rząd odmawiał przedstawienia wiarygodnych informacji na temat Genduna Czokji Nimy, nie pozwolił też niezależnym obserwatorom na spotkanie z nim i jego rodzicami, które mogłoby potwierdzić ich miejsce pobytu oraz stan zdrowia. Choć chiński rząd utrzymuje, że chłopiec uczęszcza do szkoły i prowadzi normalne życie, do tej pory w żaden sposób nie uwiarygodnił swoich twierdzeń dotyczących Genduna Czokji Nimy przed milionami jego wyznawców. Trwające uwięzienie i zatajanie miejsca pobytu Genduna Czokji Nimy oznacza nie tylko łamanie jego praw jako jednostki, ale również odrzucenie religijnego przewodnictwa i ranienie uczuć religijnych milionów jego wyznawców.

Zwyczajowo Panczenlama odgrywa kluczową rolę w procesie poszukiwania reinkarnacji Dalajlamy, i odwrotnie. Chińskie zaangażowanie w wybór i trening ważnej reinkarnacji ma na celu kontrolowanie politycznej lojalności tych ważnych dla społeczeństwa tybetańskiego postaci, osłabienie wpływu tradycyjnych autorytetów religijnych oraz wykorzystywanie wpływu inkarnowanych lamów na Tybetańczyków dla realizowania interesów Chin.

Biorąc pod uwagę polityczne motywy stojące za porwaniem Panczenlamy i jego trwającym do dziś uwięzieniem, jest mało prawdopodobne, by Chiny wywiązywały się z obowiązku zapewnienia Gendunowi Czokje Nima nieskrępowanego dostępu do informacji ze źródeł krajowych i zagranicznych, szczególnie tych sprzyjających rozwojowi społecznemu, duchowemu i moralnemu, a także zdrowiu fizycznemu i psychicznemu. Porwanie Panczenlamy i pozbawienie go jego religijnej tożsamości oznacza złamanie podstawowych praw człowieka, określonych w takich dokumentach jak Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych.

Tibetan Centre for Human Rights and Democracy (Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji, TCHRD) jest głęboko zaniepokojone przedłużającym się zniknięciem i zatrzymaniem Panczenlamy oraz jego rodziców, oraz apeluje o ich bezwarunkowe zwolnienie. TCHRD wzywa rząd Chińskiej Republiki Ludowej do przedstawienia szczegółowych informacji dotyczących obecnego miejsca pobytu stanu zdrowia i losów Genduna Czokji Nimy oraz jego rodziców. TCHRD uznaje jego przedłużający się areszt za poważne złamanie podstawowych praw człowieka. Chińska Republika Ludowa powinna również zapewnić wolność religijną narodu tybetańskiego, łącznie z prawem do wyznaczania swoich religijnych przywódców.

PODSTAWOWE INFORMACJE:

• 14 mają 1995 r. Jego Świątobliwość Dalajlama ogłosił, że sześcioletni wówczas Gendun Czokji Nima jest reinkarnacją X Panczenlamy.
• Trzy dni później Gendun Czokji Nima i jego rodzice zniknęli i ślad po nich zaginął.
• 24 mają 1995 rząd Chińskiej Republiki Ludowej wystosował oświadczenie, w którym nazwał proklamację Dalajlamy „nielegalną i nieprawomocną”.
• Chiny ogłosiły, że prawdziwą inkarnacją jest inny chłopiec – przedziwne i bezprecedensowe działanie ze strony ateistycznego państwa.
• Wkrótce po tym oświadczeniu Gendun Czokji Nima i jego rodzina zniknęli z rodzinnego miasta i od tej pory nie ma żadnej informacji o ich miejscu pobytu i stanie zdrowia.
• Czandrel Rinpocze, były opat klasztoru Taszi Lhunpo (siedziby Panczenlamy) oraz przewodniczący komitetu zajmującego się poszukiwaniami XI Panczenlamy, wraz z asystentem Czampa Czungla, zniknęli na lotnisku Czengdu w prowincji Syczuan 14 mają 1995 r.
• 21 kwietnia 1997 r. sąd ludowy średniego stopnia w Szigace (Shigatse Intermediate People's court) skazał Czandrela Rinpocze na sześć lat więzienia za „separatystyczny spisek” i „ujawnienie tajemnicy państwowej”. Oskarżono go o to, że Współpracował z Dalajlamą przy poszukiwaniach XI Panczenlamy. Choć sześcioletni wyrok minął 13 mają 2001 r., brak jest wiarygodnych informacji o jego miejscu pobytu i stanie zdrowia.

ratujtybet.org
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje anime
Support forum phpbb by phpBB3 Assistant
MMA