Wysłany: 2008-08-22, 15:55 Polskie dzieciaki mają przechlapane
Cytat:
Czego brakuje polskim dzieciom
Jak wygląda system opieki nad dziećmi? "Polska zajmuje pod tym względem jedno z ostatnich miejsc w Europie" - pisze DZIENNIK, który sprawdził stan opieki nad dziećmi pod względem refundacji, dożywiania czy urlopów tacierzyńskich.
1. Zasiłki rodzinne
Należą do najniższych w Europie. Do zasiłku na dziecko uprawniona jest rodzina, której dochody nie przekraczają 504 zł netto na osobę. Sam zasiłek to zaledwie 48 zł miesięcznie na dziecko do 5. roku życia, a 64 zł na dziecko powyżej 5. roku życia. Rodzice dzieci niepełnosprawnych dostają 420 zł. Na dodatek bardzo łatwo stracić uprawnienia. Spotkało to Dorotę, samotną mamę dwojga dzieci. Gdy dostała w pracy podwyżkę, dochód na jednego członka rodziny wyniósł o 70 zł za dużo. Straciła nie tylko zasiłek rodzinny, ale i zaliczkę alimentacyjną oraz wszystkie dodatki, jakie dostawała na dzieci.
2. Dożywianie
26 proc. dzieci żyje w ubóstwie lub na jego skraju. Niedożywienie dotyczy aż 32 proc. dzieci w Polsce (co dziesiąte nie kwalifikuje się do pomocy społecznej, czyli nie jest objęte pomocą państwa). Z danych GUS wynika, że prawie połowy rodzin nie stać na zjedzenie przynajmniej raz na dwa dni posiłku, w skład którego wchodziłoby mięso, drób czy ryba. Zdaniem ekspertów niemal co trzeci uczeń rozpoczyna naukę bez śniadania. Niełatwo jest pomagać takim dzieciom, bo od darowizny trzeba zapłacić podatek VAT.
O tym, że próby pomocy są utrudniane przez państwo, świadczy przypadek piekarza z Legnicy, który zbankrutował, bo skarbówka kazała mu zapłacić gigantyczny podatek od darowizn w postaci bochenków chleba przekazywanych m.in. domom dziecka.
Jak to jest w Europie? Polska wypada najgorzej na tle innych krajów unijnych. Podobny procent dzieci żyjących w ubóstwie jest tylko w Rumunii.
3. Przedszkola
W Polsce do przedszkola chodzi najmniej w Europie dzieci. Takich placówek nie ma w aż 3/4 gmin wiejskich. W miastach (2006 r.) do przedszkoli uczęszczało 62 proc. dzieci w wieku 3 – 5 lat (dostępność się poprawia, z 40 proc. do ponad 60 w ciągu 10 lat), na wsiach – 19 proc.
Do żłobków trafia 2 proc. dzieci. Źle wpływa to na sytuację matek na rynku pracy. Niedawno jedna z gazet opisywała przypadek Agnieszki Kubanek z Bydgoszczy, matki 1,5-letniej Jaśminy, która z powodu braku miejsc w żłobku nie mogła pójść do pracy. W jej mieście jest 410 miejsc w żłobkach, podczas gdy na liście rezerwowej czeka 500 dzieci.
Jak jest w Europie? W UE miejsca w żłobkach ma zapewnione 30 proc. dzieci. Polska to jeden z nielicznych krajów UE, gdzie wczesna edukacja nie jest finansowana przez państwo.
4. Urlopy dla ojców
W Polsce tylko 2 proc. ojców zostaje z niemowlakiem. Urlop tacierzyński trwa 2 tyg. w przypadku pierwszego dziecka, 4 tyg. w przypadku kolejnego i 12 tygodni – jeżeli urodziło się więcej niż jedno dziecko przy jednym porodzie. Ale tylko gdy matka wykorzystała co najmniej 14 tygodni. Przepisy są pełne absurdów. Z jednym z nich zmagał się mąż Agaty Mróz, który nie mógł skorzystać z urlopu tacierzyńskiego, gdy jego żona – matka dziecka – pozostawała w szpitalu. Powód? Matka była właśnie na urlopie macierzyńskim.
Jak jest w Europie? W Szwecji z urlopów tacierzyńskich korzysta 28 proc. ojców, w Holandii – 16, Wlk. Brytanii - 10, w Słowenii - 10 proc.
5. Rodzinne domy dziecka i rodziny zastępcze
Jest ich za mało. W domach dziecka przebywa 25 tys. dzieci. Co trzecie jest tam z powodu biedy. Na utrzymanie jednego państwo przeznacza ok. 1700 zł miesięcznie. 92 proc. dzieci z domów dziecka ma opóźnienia rozwojowe, a 73 proc. opóźnienia edukacyjne.
Rodzinnych domów dziecka jest 270. I ubywa ich z powodu nieprzychylności urzędników. Mieszka w nich 2252 dzieci (8,5 proc. wszystkich pozbawionych opieki rodziców). Z badań wynika, że co trzecie z nich trafia na studia.
O tym, że rodzinne domy dziecka są dużo lepsze dla rozwoju dziecka, świadczy historia 3-letniego Jacka. Kiedy był w domu dziecka, nie mówił i uważano, że jest opóźniony rozwojowo. Gdy znalazł się w rodzinnym domu dziecka, zaczął się rozwijać. Dziś mówi, potrafi śpiewać do rytmu.
Jak jest w Europie? W Wielkiej Brytanii małe dzieci wychowują się w rodzinach zastępczych. Domy dziecka są przeznaczone dla starszych, zaburzonych rozwojowo dzieci. Sierocińców dla maluchów nie ma też w Islandii, Norwegii i Słowenii.
6. Refundacja leków
Większość drogich leków nowej generacji nie jest refundowana. Narodowy Fundusz Zdrowia czasem przyznaje terapię niestandardową. Miesięczny koszt waha się od 300 do 600 zł. A na leczenie rzadkich chorób genetycznych może liczyć niespełna 60 dzieci.
Na leczenie nie doczekał się 13-letni Rafałek z Wielkopolski cierpiący na mukopolisacharydozę, któremu choroba stopniowo niszczyła organy. Rodziny nie było stać na terapię, której roczny koszt wynosi ponad milion złotych.
Jak jest w Europie? Synagis jest refundowany wszędzie poza Węgrami, Estonią, Łotwą i Polską, dozymetr (lek na genetyczną chorobę Pompego) - wszędzie poza Walią i Polską, lantus (innowacyjna insulina długo działająca) - wszędzie (na różnych zasadach) oprócz Polski.
7. Szpitale
Brakuje miejsc w lecznicach dziecięcych, na oddziałach specjalistycznych: kardiologicznych, nefrologicznych, neurologicznych i pediatrycznych, oraz stanowisk do intensywnej terapii noworodków (np. w Warszawie jest tylko 25 miejsc intensywnej terapii wcześniaków). Ich stan sanitarny jest słaby. Stąd częste przypadki zakażeń i sepsy u najmłodszych pacjentów. Za mało jest miejsc na oddziałach położniczych (w Warszawie w tym roku 1,5 tys. kobiet będzie musiało szukać miejsca na porodówce. W innych miastach jest podobnie). Szwankuje opieka nad kobietami w ciąży (w 2006 roku zmarło w Polsce 2200 noworodków, prawie połowę z nich można było uratować). Brakuje sprzętu medycznego, w szpitalach pobiera się nielegalne opłaty za świadczenia związane z opieką nad ciężarną i niemowlęciem.
Niedawno DZIENNIK opisywał przypadki odsyłanych kobiet z oddziałów położniczych. Np. pani Lucyny nie przyjęto na porodówce w Warszawie i z zagrożoną ciążą odesłano do Siedlec. Tu urodził się wcześniak, którego szpital z braku specjalistycznego sprzętu musiał odesłać do jeszcze innej placówki.
Jak jest w Europie? Według brukselskiego ośrodka Health Consumer Powerhouse polska służba zdrowia zajęła w zeszłym roku 27. miejsce w rankingu badającym jakość europejskich systemów opieki zdrowotnej przed Bułgarią i Łotwą.
dziennik.pl
Cytat:
Polskie dzieci mają najgorzej w Europie?
Trudno nie ulec wrażeniu, że nasza władza ma osobliwe priorytety. Prezydent obronił Gruzję przed Rosją. Premier - USA przed Iranem. Może dlatego bronić polskich dzieci nie ma komu.
"Dziennik" sprawdza dziś wielostronnie stan opieki nad dziećmi w Polsce. Wnioski są ponure. Zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie.
Przy cenach porównywalnych już, a często wyższych od zachodnioeuropejskich, mamy jedne z najniższych zasiłów rodzinnych w Europie - 48 zł na dziecko do 5. roku życia, 64 zł powyżej. Granica dochodu netto na osobę to 504 zł. Jeśli się ją przekroczy, zasiłek nie przysługuje. Osławioną "politykę prorodzinną", o której trąbi każdy rząd, zdecydowanie bardziej interesuje aborcja i in vitro.
Co czwarte polskie dziecko żyje w biedzie. Co trzecie jest niedożywione i idzie do szkoły bez śniadania. Podobnie jest tylko... w Rumunii.
Przedszkola, w Europie oceniane jako niezbędny składnik systemu edukacji, nie są dostępne dla 3/4 mieszkańców wsi. W Polsce do przedszkoli chodzi najmniej dzieci w Europie. Do żłobków trafia ich tylko 2 procent. Nie ma miejsc. W Unii - 30 procent. Polska jest jedynym krajem Unii, w którym wczesna edukacja dzieci nie jest finansowana przez państwo.
Urlopy "tacierzyńskie" są wciąż głównie przedmiotem żartów. Takie traktowanie owocuje absurdalnymi przepisami. Nie do śmiechu było mężowi umierającej Agaty Mróz - nie mógł wziąć "tacierzyńskiego", gdyż jego żona była właśnie na macierzyńskim. W Polsce z niemowlęciem zostaje 2 procent ojców. W Szwecji - co trzeci, w Słowenii - co dziesiąty.
Współczesna pedagogika jako najlepsze rozwiązanie dla sierot wskazuje rodziny zastęcze i rodzinne domy dziecka. W Polsce, jak za króla Ćwieczka, dominuje "bidul". Przebywa tam 25 tys. dzieci. 92 procent z nich nabawia się opóźnień rozwojowych, 73 procent - edukacyjnych. Tymczasem co trzecie dziecko wychowane w rodzinnym domu dziecka idzie na studia.
Ale rodzinnych domów dziecka wciąż... ubywa. Mieszka w nich tylko 8 procent wszystkich sierot. Krążą legendy o sposobach, na jakie ludzi z wielkim sercem do idei rodzinnego domu dziecka zniechęcają... urzędnicy. Bo w Polsce, jako się rzekło, króluje "bidul".
Nowoczesne leki na rzadkie choroby nie są w Polsce refundowane. Dla dziecka jest to wyrok albo śmierci, albo kalectwa. W Europie choroby genetyczne są leczone na koszt państwa prawie wszędzie.
W szpitalach dziecięcych rozpaczliwie brakuje miejsc. Jedna z najlepszych klinik pediatrycznych na świecie - szpital dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu - walczy o przetrwanie. Grozi mu likwidacja całych oddziałów. Oddział kardiologii ma 10 łóżek. W Polsce rocznie rodzi się ponad 3 tys. dzieci z wadami serca - które trzeba operować natychmiast. Prokocim jest w stanie zoperować 400.
Oczywiście można tu zwrócić uwagę, że w tym samym czasie w województwie małopolskim kluczową inwestycją jest... Centrum Jana Pawła II "Nie lękajcie się" w Łagiewnikach. Ma kosztować 200 mln złotych. To mniej więcej 100 nowych łóżek dla małych pacjentów. Ale podobne spostrzeżenie to przecież "atak na Kościół".
Rząd chce, by Polki rodziły więcej dzieci. Polki rodzić nie mają gdzie. Ciężarne wędrują od szpitala do szpitala, bo na porodówkach brakuje miejsc. Za mało jest stanowisk do intensywnej terapii noworodków. Sprzęt jest stary. Mnożą się przypadki zakażeń i sepsy - w Europie już praktycznie zapomnianej. Połowę ze zmarłych w roku 2006 ponad dwóch tysięcy dwustu noworodków można było uratować. Ale nie było czym.
Pisaliśmy już, że pod względem przyjazności dla macierzyństwa Polska zajmuje 29 miejsce na 41 krajów rozwiniętych. Wyprzedzają nas niemal wszystkie byłe "demokracje ludowe". Ma się to nijak zarówno do nieustannego gadania o "polityce prorodzinnej" - jak i rzekomej roli "Matki-Polki" dla Narodu.
Pisaliśmy też, iż pomimo biedy dotykającej 2,5 mln Polaków, w tym co trzecie polskie dziecko, rząd pomaga finansowo... Gruzji. Było to w lutym - gdy nikomu się nie śniło, że będziemy również bronić Gruzji własną piersią.
Amerykańskie tarcze i gruzińskie wiece bardzo pięknie wypadają w telewizji. Jednak czy nie byłoby jeszcze piękniej, gdyby polskie władze, zamiast dbać o "prestiż w świecie" przez wtrącanie swoich trzech groszy w każdą odległą awanturę, zajęły się wreszcie problemami WŁASNEGO narodu?
pardon.pl
Cytat:
29% polskich dzieci żyje w nędzy. Polska pomaga... Gruzji
Radosław Sikorski chwalił się wczoraj, jak intensywnie pomagamy krajom rozwijającym się. Jesteśmy więc bogatym krajem. W którym co trzecie dziecko chodzi głodne.
Dlaczego żaden ze zgromadzonych na tej konferencji prasowej dziennikarzy o to nie zapytał? Pewnie nie czytali ostatniego raportu Komisji Europejskiej. Jak pan minister. Poza tym - bieda. Fuj. Taki brzydki temat.
Polska z kraju, który brał pomoc i między innymi dzięki niej wybił się na sukces gospodarczy, stała się krajem, który zaczyna pomagać innym.
Jak pięknie. A teraz Raport Wspólny Komisji Wspólnot Europejskich na temat ochrony socjalnej, z 31 stycznia 2008 roku:
W prawie połowie krajów UE ryzyko wystąpienia nędzy wśród dzieci przekracza 20%, sięgając 25% w Rumunii, 27% na Litwie i 29% w Polsce.
Jakoś nie słyszałam, by ktoś w Polsce nagłaśniał nasze niewątpliwe osiągnięcie, jakim jest przegonienie Rumunii w biedzie. Może szczątkowe już media lewicowe.
I jeszcze jeden cytat, tym razem z raportu krajowego "Polska", załącznika do Raportu Wspólnego.
Problem ubóstwa osób pracujących dotyczył 14 % zatrudnionych, wśród nich przede wszystkim osób pracujących na własny rachunek. Do grup szczególnie dotkniętych ubóstwem i społecznym wykluczeniem należą dzieci (29 %), osoby młode, osoby długotrwale bezrobotne oraz osoby mieszkające na obszarach wiejskich i obszarach charakteryzujących się gorszą sytuacją społeczną. Istnieje także wysoki stopień korelacji między zagrożeniem ubóstwem a dużą liczbą dzieci w gospodarstwie domowym.
Więc tak: raz - w Polsce praca nie chroni przed biedą. Dwa - kościelno-rządowy model rodziny prowadzi do nędzy.
Ale Sikorski dumnie ogłasza rekordowe wydatki MSZ na pomoc rozwojową. Mamy wydać o 20 mln więcej, niż w zeszłym roku. Wtedy wydaliśmy 922 miliony złotych.
Słuchajcie, głodne polskie dzieci, bezdomni i biedne emerytki. Znakomita wiadomość. Jesteśmy niesłychanie bogatym krajem. Ofiarnie pomagamy biednym. Byle mieszkali za granicą.
Budujemy szkoły i studnie w Afryce i Afganistanie. Wspieramy demokrację i prawa człowieka na Białorusi i Ukrainie. Tak, na Ukrainie. Poza tym pomagamy finansowo Mołdawii i... Gruzji. Tak, Gruzji.
Fundujemy też stypendia i staże dla młodzieży z całego świata. W tym roku 2,5 tysiąca. I potem się dziwić, że na stypendia dla młodzieży z polskich wsi już nie starcza.
Mamy inne, szczytniejsze cele, młodzieży wiejska. Cały naród pomaga bratnim narodom Ukrainy i Gruzji. Pomoc rozwojowa to narzędzie polityki zagranicznej. Sikorski jest tak szczery, że aż cyniczny.
Ale przecież według sondażu OBOP z listopada 2007 r. aż 77 proc. Polaków uważa, że nasz kraj powinien pomagać biedniejszym. 66 proc. zgadza się finansować to z podatków. A Wy, drodzy Czytelnicy?
Czy te 77 procent wie, że będzie łożyć na Ukrainę i Gruzję? Że robimy tak nie z miłości bliźniego, ale na złość Rosji? Że odbywa się to kosztem polskiej biedy, która - jak pisaliśmy niedawno - rozkwita?
Boso, ale w ostrogach. Za cenę wstydliwego ignorowania polskiej biedy, polskich dzieci, które chodzą głodne, nasi politycy mogą kultywować za granicą obraz Polski hojnej i dostatniej.
Zdaniem dyrektorów szkół, 29 procent polskich dzieci w wieku 7-15 lat wymaga dożywiania. To milion dwieście tysięcy dzieci. Obiad kosztuje 2,34 złotego. Dla co trzeciego z tych dzieci obiadów nie wystarcza.
I co z tego. Ważne, że wystarcza na prawa człowieka na Ukrainie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach