Sporty Walki i Sztuki Walki - Fight Club Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Wyskoki sądowniczo-prokuratorskiej mafii (połączone tematy)
Autor Wiadomość
Lukasz_Gda 
dura lex sed lex


Wiek: 28
Dołączył: 04 Lut 2009
Posty: 211
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2009-10-31, 19:42   

Kraj Prawa i Sprawiedliwości :-D
_________________
Nie ma kompromisu w obronie Matki Ziemi !
---------------------------------
 
 
bobasek

Dołączył: 29 Sie 2008
Posty: 118
Wysłany: 2009-11-01, 16:10   

Państwo Polskie zatrudnia czterokrotnie więcej urzędników niż to miało miejsce w PRL - u.
Logiczne jest że, ci ludzie, muszą coś robić.
A że praca urzędnika polega na przeszkadzaniu ludziom, którzy świadczą realne dobra na rzecz społeczeństwa, w ich działalności, to takie epizody się zdarzają.

Tak to jest gdy państwo ma za dużo pieniędzy i zajmuje się setkami dziedzin, zamiast zajmować się kilkoma dziedzinami porządnie.

DrunkenMaster napisał/a:
Kara musi być wyższa od straty skarbu państwa, inaczej w ogole by sie nie oplacalo placić podatkow! To tak samo jak za przejazd bez biletu za 1zł jest kara 168zł - ale gdyby była kara np. 2 zł to by musieli wpierdolić kanara do większości autobusów na pełen etat.


Problem w tym że skarbu państwa się nie okrada. Skarb państwa to jawny bandyta który zabiera owoce Twojej pracy.

I tu nawet nie chodzi o karę za 2 grosze, ale o to że istnieje podatek dochodowy (który karze ludzi za przedsiębiorczość), oraz podatek VAT (który powoduje drożyznę).

Podobnie działa mafia która pobiera haracz czyli część twojego dochodu. Mechanizm tez jest podobny haracz jak i podatek dochodowy płaci się procent, od wypracowanego bogactwa.
 
 
DrunkenMaster 
Linke Gold Team

Pomógł: 11 razy
Dołączył: 27 Maj 2008
Posty: 760
Wysłany: 2009-11-02, 01:39   

Nie jestem fanem obecnego systemu podatków, ale skoro on już jest, to przedsiębiorca (osoba, prowadząca kiosk to przedsiębiorca) ma je płacić i już, jeżeli tego nie robi, powinien liczyć się z sankcjami. Tak samo osoba pracująca dla przedsiębiorcy nie odprowadzającego podatku musi się liczyć z sankcjami, takie życie.

Boruta, bez komentarza.
_________________
http://pl.pokerstrategy.com/uGUYWV

-> poker online, 50$ na start bez depozytu, możliwość wypłaty po zagraniu określonej ilości rozdań,

-> na wszystkie pytania odpowiem na pw, w razie co służę pomocą
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2010-04-10, 14:28   Deportacja za awans

Cytat:
Jak informuje internetowe wydanie Dziennika Łódzkiego, zamieszkałej od 14 lat w Łodzi obywatelce Armenii grozi deportacja. Kobieta, zatrudniona przez ten czas legalnie na stanowisku przedstawiciela handlowego w firmie budowlanej w zeszłym roku została powołana na członka jej zarządu. Jak okazało się jednak podczas kontroli, przeprowadzonej w firmie przez urzędników Straży Granicznej w sierpniu 2009, jej pozwolenia na pracę obejmuje jedynie funkcję przedstawiciela handlowego. Straż Graniczna skierowała do sądu wniosek o ukaranie kobiety z zarzutem nielegalnego wykonywania pracy, a do wojewody wniosek o wydalenie z Polski. - Sąd na podstawie przestawionych dowodów przychylił się do tego wniosku i uznał, że pełniła funkcję członka zarządu nie posiadając stosownego zezwolenia - mówi mł. chor. SG Agnieszka Golias, rzecznik komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Na tej podstawie łódzki Urząd Wojewódzki wydał decyzję o deportacji Ormianki, a szef Urzędu ds. Cudzoziemców ją podtrzymał. Kobieta odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Czeka na decyzję.

Cała rodzina Ormianki, w tym jej dzieci i wnuki, mieszka w Łodzi. Kobieta cierpi na cukrzycę, ma guza piersi i kamienie nerkowe. Rozdzielenie jej z rodziną to dla niej wyrok śmierci.
czsz.bzzz.net/czarny
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2010-07-14, 10:45   Prokuratura chroni masakrę polskiej fauny

Cytat:
Tylko w ostatnich trzech latach i tylko na terenie województwa lubelskiego zastrzelono nielegalnie, poza ustalonym planem odstrzału, ponad 4,5 tysiąca zwierząt, m.in. lisów, jenotów, bażantów, piżmaków, zajęcy, dzików, jeleni i saren.

Ale nie dokonali tego kłusownicy, tylko myśliwi z 57 kół łowieckich, m.in. z Puław, Lublina i Warszawy, zrzeszonych w Polskim Związku Łowieckim – wynika z ustaleń „Rz”.

– Do wielu z tych kół należy elita władzy łowieckiej, np. członkowie Okręgowego Sądu Łowieckiego, okręgowi rzecznicy dyscyplinarni, członkowie Zarządu Okręgowego i Okręgowej Rady Łowieckiej. Prokuratorzy i sędziowie – mówi nam jeden z doświadczonych myśliwych.

Oto przykład: myśliwi z lubelskiego koła nr 2 Leśnik odstrzelili poza planowanym limitem 630 kaczek, z koła nr 52 Dąbrowy Bór w Kraśniku – 146 lisów. Nie spotkała ich za to żadna kara. Tymczasem za ponadlimitowe odstrzały, które są traktowane na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa.

Dlatego w sprawę zaangażowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne, które przeprowadziło kontrolę. Z raportu biura wynika m.in., że przez nienałożenie przez wojewodę lubelskiego ekwiwalentów na koła Skarb Państwa stracił ponad 4,3 mln zł!

Skąd wiadomo, ile zwierzyny odstrzeliło dane koło? Każde polowanie jest ewidencjonowane i musi być przygotowane według planu odstrzału zwierzyny. Plan uwzględnia m.in. czas ochronny zwierząt i optymalną liczbę ich populacji na danym terenie. Przygotowują je każdego roku (do końca marca) koła łowieckie, opiniują – okręgowe związki łowieckie, którym koła podlegają, a zatwierdzają nadleśnictwa Lasów Państwowych i gminy.

Plany łowieckie mają służyć ochronie zwierząt, a zachowanie ich optymalnej populacji – zapewnić równowagę w ekosystemie. Za bezprawne pozyskanie (zastrzelenie) zwierzyny grozi nawet do roku więzienia.

Jak ujawnia jeden z łowczych, który odpowiada za limity: – Nikt, ani zarząd okręgowy, ani straż łowiecka, nie wskazywał, że pozaplanowy odstrzał może być traktowany na równi z bezprawnym pozyskaniem zwierzyny. Gdy wyszła sprawa w Lublinie, teraz jest kłopot.

Myśliwi, z którymi rozmawiała „Rz”, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne.

– Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.

Kontrolę nad odstrzałem powinni sprawować komendanci wojewódzcy Państwowej Straży Łowieckiej przy wojewodzie. Kiedy sprawą zajęło się CBA, komendant lubelskiej straży wystąpił do zarządów okręgowych i nadleśnictw o informacje na temat stanu przekroczenia limitów w ostatnich trzech latach. Wyniki są szokujące.

Do prokuratur trafiły 54 zawiadomienia. Jednak 30 spraw umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. Tylko jedna sprawa jest w toku.

Lubelskim komendantem jest Stefan Kowalewski, od 25 lat myśliwy koła nr 5 Dąbrowa w Lublinie i do niedawna członek zarządu odpowiedzialny za łowiectwo. – Nie widzę tu konfliktu interesów – mówi „Rz” i podkreśla, że prawo nakazuje, aby szef straży miał co najmniej trzyletnie doświadczenie jako myśliwy.

Ale z raportu CBA wynika, że zawiadomienia, które kierował do prokuratur, nie zawierały wniosków o zapłatę ekwiwalentu. Mało tego, były w nich sugestie odmowy wszczęcia dochodzenia lub umorzenia.

– Za śledztwo odpowiedzialny jest prokurator, nie ja – broni się Kowalewski. Jego zdaniem problem wynika z wątpliwości co do tego, czym jest „bezprawne pozyskanie zwierzyny”.

Zdaniem Iwony Giatowt-Juchniewicz, wiceprezesa Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, która odpowiadała na wątpliwości wojewody lubelskiego, jeśli koła łowieckie dokonują odstrzału ponad ustalony plan, „mamy do czynienia ze zwierzyną bezprawnie pozyskaną”, za którą przysługuje Skarbowi Państwa ekwiwalent.

Prokuratoria chce więc wystąpić z pozwem przeciwko kołu nr 2 Leśnik. I doprowadzić do sądowego precedensu – jeśli sąd oceni, że za pozaplanowy odstrzał należy się państwu ekwiwalent, Prokuratoria zażąda wypłaty od wszystkich kół.

– Mogą to być dziesiątki milionów złotych w skali kraju – przyznaje jeden ze śledczych.

Wojewoda lubelska Genowefa Tokarska już zdecydowała, że w sprawach poniżej kwoty 75 tys. zł będzie wysyłała do kół wezwanie do zapłaty zaległego ekwiwalentu. Przy kwotach wyższych będzie o to występowała Prokuratoria Generalna.

W listopadzie ubiegłego roku Prokuratura Rejonowa w Puławach umorzyła śledztwo w sprawie nielegalnego odstrzału w kole nr 44 Sokół w dwóch obwodach. W obwodzie nr 150 myśliwi zastrzelili m.in. 93 kaczki, 21 lisów, trzy kuny i 18 bażantów. W obwodzie nr 184 – 19 sztuk zajęcy, 34 kaczki. Powód umorzenia? Mała szkodliwość czynu. Prokuratura oszacowała, że w pierwszej sprawie Skarb Państwa poniósł stratę w wysokości... 828 zł, w drugiej – 1154 zł. Tyle że prokurator wycenił straty według cen tuszy w skupie.

Gdyby prokurator uznał, że za tzw. nielegalnie pozyskaną zwierzynę Skarbowi Państwa należy się ekwiwalent, koło Sokół zapłaciłoby za jeden obwód 145 tys. zł, a za drugi aż 53 tys. zł. A zdaniem CBA prokurator nie mógłby wtedy umorzyć śledztwa ze względu na małą szkodliwość czynu.

– Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – broni się Dariusz Łukasik, łowczy koła Głuszec w Biłgoraju, do którego należy poseł PO Janusz Palikot. W ostatnich latach z planu odstrzału 30 dzików rocznie koło odstrzeliwuje 150 sztuk ze względu na szkody w kukurydzy. Łukasik podkreśla, że na pozaplanowe sztuki wcześniej występują o zgodę nadleśnictwa.

Chcieliśmy zapytać szefów Polskiego Związku Łowieckiego o skalę nielegalnych odstrzałów.

– Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura w Lublinie i PZŁ nie wypowiada się na ten temat – stwierdził Piotr Kośla, zastępca łowczego krajowego. Naciskany na rozmowę Kośla rzucił słuchawką.
rp.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
shinra 
Omne nimium nocet


Pomógł: 44 razy
Wiek: 22
Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 2338
Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2010-07-14, 22:46   

Kiedys, gdy jeszcze bylem totalnym szczylem - bez urazy dla mlodziezy forumowej;) - bylem swiadkiem, takiej sytuacji:

Pewien staruszek z ktorym sie aktualnie paletalem, mysliwy od lat (mial jedna strzelbe), przystawil lufe do lba drugiemu napotkanemu 'mysliwemu' (jakis lysy wasiasty, zjeb) i rozwalil mu lunety bo sie mu nie spodobaly (to raczej snajpery byly niz strzelby). Facet najpierw wysmial grzeczna prosbe, a potem malo sie nie zesral w gacie :lol:
Tyle lat temu to bylo a pamietam jak dzis ;-)

Stary Maciej, mój łuczniczy mentor i prawdziwy myśliwy. Takich ludzi juz nie ma.
Niech mu ziemia lekka bedzie.
_________________
"Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2010-09-05, 14:20   

Cytat:
Nigdzie Was tak nie wydymają, jak w sądzie.

Jerzy Waluś ma pensjonat w Malinówce nad jeziorem Tałty, który chce rozbudować. Oprócz dodatkowych miejsc noclegowych marzy mu się kawiarnia. Miejsca jest dość, widoki przecudne, turystów mnóstwo, pozwolenie na budowę w szufladzie. Nic, tylko kopać dziurę pod fundamenty. Ale w bramie stoi słupisko elektryczne. Posadowiono go w taki sposób, że do środka można wjechać najwyżej maluchem. Goście parkują wózki za posesją, bo nawet uno się nie przeciśnie, a co dopiero dźwig. Za słupiskiem stoją inne słupiska. Przecinają posesję Walusia na pół. Trakcja na jego działce ma 120 m długości, strefa ochronna wokół niej powinna wynosić 11,6 m. Druty uginają się o jakiś metr, jak siadają na nich ptaszyska albo szadź, zabawka jest więc nie tylko piękna, ale też edukacyjna. Biegnąc pod spodem, obserwujesz przechyły i kombinujesz, gdzie jebnie. Zakład Energetyczny z Ełku wybudował tu linię, bo mu się tak spodobało.

Od 12 lat Waluś prosi energetyków, żeby zabrali swoje słupy i zapłacili za bezumowne korzystanie z gruntu. Bezskutecznie. Skierował więc pozew do Sądu Okręgowego w Białymstoku. Sąd ocenił, że roszczenia Walusia są zasadne. Nie wiedział jednak, jakie przyznać odszkodowanie. Waluś chciał 300 tys. zł. Energetycy uważali, że należy się figa. Wobec takiej różnicy zdań sąd poprosił o pomoc bezstronnego eksperta Mirosława Szpicę.

Szpica stworzył wielostronicowy operat, za który Waluś zapłacił 1829,63 zł. W ocenie Szpicy bezumowne upiększenie czyjejś ziemi w opisany sposób rekompensuje 1,63 zł za mkw. gruntu. Mówimy o czynszu rocznym, nie dziennym. Żeby ustalić kwotę, biegły obejrzał 14 działek podobnie potraktowanych przez Rejon Energetyczny i wyselekcjonował 3 o takich samych cechach jak Walusiowa. Potem sprawdził, ile biorą właściciele za dzierżawę. Te wszystkie czynności szczegółowo opisał w operacie.

- Moja ziemia ma status rekreacyjno-budowlany. Mam doprowadzone media, brzeg jeziora, komunikację miejską za płotem – Waluś wylicza atuty nieruchomości. Pojechał zobaczyć porównywalne z nią grunty, bo może różnią się na niekorzyść? Nie zobaczył żadnej, bo ich nie ma. Nie istnieje nawet wieś, w której miała się znajdować jedna z nich. Miejscowość Pianki, gmina Giżycko. – Waluś puka paluchem we właściwy akapit operatu. Urząd Gminy Giżycko uprzejmie informuje, że w naszej gminie nie ma miejscowości Pianki i nieznane nam jest jej położenie – podsuwa mi pod nos kolejną bumagę, tym razem zapisaną przez wójta.

To samo Waluś pokazał sądowi. Sąd wskazał kolejnego biegłego. Waluś znów zapłacił 1829,63 zł. Biegły sądowy Mirosław Szpica, który wymyślił wieś, nie oddał Walusiowi pieniędzy za spartoloną robotę. Sąd nie skierował do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez biegłego. Nie wnioskował o skreślenie go z listy biegłych sądowych. Sądząc po wypowiedzi, której udzielił Szpica lokalnej gazecie, biegły ma dobry humor.

- Nie interesuje mnie, czy pan Waluś szukał tych miejscowości i czy istnieje wieś Pianki – oświadczył. Biegły z Poznania bronił przed tutejszym sądem swojej opinii.

- Czy podtrzymuje ją pan w całości? – zapytał papuga.

- Tak – oświadczył.

- Czy również tezę ze strony 9 operatu, że sporna nieruchomość położona jest w Zielonej Górze?

- Ależ to oczywista pomyłka. Chodzi o nieruchomość w Poznaniu.

- Czy pomyłka dotyczy również wyceny wartości gruntu? – drążył papuga.

Biegły przyznał, że oszacował wartość bez uwzględnienia opinii, że teren jest objęty opieką konserwatora zabytków, co mogłoby rzutować na wysokość ceny (za pismem „Poznańskie Nieruchomości”). Biegły z Warszawy pomylił garaż z kioskiem. Biegły z Pabianic okruszki farby na strzykawkach z kawałkami owadów zanieczyszczającymi je od środka. Biegły z Tarnobrzega pomylił łapę zwierzęcia z ludzką kością lewego przedramienia.

Coraz częściej okazuje się, że biegli nie oglądają tego, co opisują. Piszą, jak ich zdaniem powinno być albo po uważaniu. Jeden z biegłych sam wymyślił metodę badania pisma i na jej podstawie napisał 53 ekspertyzy. Nieprzewidziana ekshumacja młodego mężczyzny udowodniła, że biegły z Kalisza w ogóle nie przeprowadzał sekcji, którą drobiazgowo opisał. A miała zasadnicze znaczenie dla sprawy, bo biegły stwierdził śmierć samobójczą, podczas gdy chodziło o morderstwo.

Niedawno Uniwersytet Warszawski oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka zorganizowały konferencję „Pomyłki sądowe w postępowaniu karnym”. Oceniono, że do 5 proc. wyroków nadaje się do kosza. Duża część zawdzięcza bublowatość niefrasobliwym i nierzetelnym biegłym oraz fetyszyzowaniu przez sędziów ich pracy.

- Skoro tak twierdzi biegły, tak wygląda prawda – uważają sędziowie, nie patrząc, że opinia eksperta obraża logikę.

Sędziowie, wyrokując, trzymają się opinii biegłych, bo chcą mieć podkładki. Opinie bywają z sufitu. System oceny jakości pracy biegłych praktycznie w Polsce nie istnieje. Wciąż trwają prace nad projektem ustawy o biegłych, w którym mowa m.in. o weryfikacji kandydatów na biegłych przez komisje eksperckie. Dziś biegłym może zostać każdy. Założenie jest takie, że zweryfikuje go życie.

Prezes każdego sądu okręgowego ma prawo skreślić podpadziochę z listy biegłych, ale rzadko korzysta z tej możliwości. Biegłego z Olsztyna, specjalistę w trzech dziedzinach, skreślono, gdy prokuratura oskarżyła go, że prawem kaduka posługuje się tytułem magistra. Biegły z Opola wypadł z listy po tym, jak policja złapała go na braniu łapówki od osób, których czynności opiniował. Wprawdzie Unia Europejska podjęła starania o ujednolicenie postępowania w sprawie dowodów z opinii biegłych oraz kodyfikacji zasad etyki biegłego, ale na razie każdy z nas może trafić do więzienia za niewinność.

Autor: Bożena Dunat
Źródło: „Nie” nr 34/2010
wolnemedia.net
Cytat:
W dn. 24 czerwca 2010r. na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się konferencja nt. "Pomyłki sądowe w postępowaniu karnym". Organizatorami konferencji była Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Katedra Kryminalistyki Wydziału Prawa UW.
W części panelowej, dr Ewa Milewska, psycholog z IPSiR UW współpracująca z PTHP, poruszyła problem nierzetelnych opinii psychologicznych dotyczących molestowania seksualnego dzieci odnosząc się krytycznie do rozpoznawania tzw. rodziny kazirodczej. Jednym z kryteriów wskazujących na dewiacyjne skłonności seksualne badanych osób jest m.in. deklarowana przez nie potrzeba zachowania integralności rodziny.
Warto nadmienić, że w oparciu o takie kryterium diagnozy rodziny kazirodczej uznano, iż winną molestowania seksualnego wnuka jest 70 letnia babcia oraz ojciec dziecka. Kobieta została skazana na 3 i pół roku więzienia.
stopmanipulacji.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2010-11-21, 14:27   

Cytat:
W Polsce tylko zdeterminowani ludzie mogą walczyć o sprawiedliwość.
Cztery lata temu córka państwa Szwestów z Wrocławia została zabita w wypadku drogowym. Jej samochód zderzył się z ciężarówką. To jednak nie był koniec rodzinnych tragedii. Po trzech latach, niemal w tym samym miejscu tir rozjechał auto wiozące syna państwa Szwestów. Arkadiusz zginął.

Wrocławska prokuratura, podobnie jak po pierwszym wypadku, początkowo nie doszukała się niczyjej winy. Stwierdzono, że do katastrofy doszło z powodu pęknięcia opony ciężarówki – i tyle.

Dla zrozpaczonych rodziców i przyjaciół Arka to było już zdecydowanie za wiele. Rozpoczęli własne śledztwo i sami ustalili, że tir był przeładowany, a to mogło przecież wpłynąć na wytrzymałość opon. Zażądali w sądzie wznowienia śledztwa – i w tym tygodniu ich wniosek został pozytywnie rozpatrzony.

Konieczność sprawdzenia wszelkich okoliczności zdarzenia przez prokuratorów wydaje się oczywista. Tymczasem okazuje się, że dopiero sąd jest w stanie zmusić śledczych do podstawowych działań. Ciekawe, jak często lenistwo i brak profesjonalizmu zwycięża w polskich prokuraturach ze sprawiedliwością?

pardon.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2010-12-15, 16:01   

Cytat:
Większość zawiadomień do prokuratury kierowanych przez inspektorów pracy nie trafia do sądów. Te, które trafiają, często są umarzane. Inspektorzy pracy czują się bezsilni, gdy pracodawcy udaremniają ich kontrole, np. nie wpuszczają na teren zakładu, nie odpowiadają na wezwania, odmawiają dostępu do dokumentacji.

Sąd Rejonowy w Elblągu umorzył postępowanie w sprawie złośliwego niewypłacania pensji przez właścicieli cukierni, mimo że dysponował opinią grafologa, która potwierdzała fałszowanie listy płac przez pracodawcę. Prokurator nie złożył zażalenia na tę decyzję.

To tylko jeden z przykładów spraw zgłaszanych wymiarowi sprawiedliwości przez inspektorów pracy, które są umarzane bez racjonalnego uzasadnienia.
Od stycznia do listopada tego roku inspekcja pracy złożyła 1082 zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracodawców. Do 13 grudnia prokuratura skierowała do sądu zaledwie 70 aktów oskarżenia, a ukaranych zostało tylko 12 pracodawców. W tym czasie zdążyła umorzyć 197 spraw, a w 110 przypadkach w ogóle odmówiła wszczęcia postępowania.

W trzech pierwszych kwartałach tego roku o blisko połowę (do 144 mln zł) wzrosła kwota niewypłaconych wynagrodzeń. Przybyło 8 tys. firm, które nie płacą świadczeń pracownikom (łącznie jest to już 72 tys. pracodawców). Coraz częściej ignorują też inspektorów pracy. Z 30 zawiadomień do prokuratury złożonych do połowy roku przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Rzeszowie aż 20 dotyczyło właśnie udaremniania kontroli.

W ubiegłym roku pracodawca z Krosna nie wypłacił pracownikom należnych wynagrodzeń w kwocie 17,8 tys. zł. Nie stawiał się w siedzibie firmy, gdy Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) miała zjawić się na zapowiadaną wcześniej kontrolę, nie upoważnił żadnego pracownika do reprezentowania go podczas nieobecności, uporczywie unikał kontaktu z inspektorem pracy i nie odbierał kierowanej od niego korespondencji. W takiej sytuacji inspektor złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa udaremniania kontroli i uporczywego łamania praw pracowniczych.

Prokurator zawiesił jednak dochodzenie w tej sprawie. W sierpniu tego roku sytuacja się powtórzyła. Pracodawca nie wydał świadectwa pracy i nie wypłacił pracownikom ekwiwalentu za urlop. Znowu unikał spotkania z inspektorem, nie udostępnił dokumentacji i nie stawiał się na wezwania. PIP znowu złożyła zawiadomienie do prokuratury. Firma, która od ponad roku łamie prawa pracownika, nadal funkcjonuje.

Nie tylko nie stawiają się na wezwanie PIP, nie odbierają korespondencji, ale także np. nie wpuszczają inspektorów na teren zakładu pracy lub fałszują dokumentację. Zdarza się także, że pracodawcy wypraszają ich z firmy, jeśli okaże się, że ujawnili przypadek naruszenia prawa. Także w tym ostatnim przypadku inspektorzy są bezsilni, bo sądy umarzają postępowania ze względu na brak dowodów, że firma utrudnia im działanie.

(dziennik gazeta prawna)

cia.bzzz.net
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2011-03-27, 12:13   

Cytat:
Wydaleniu z Polski Oksany Makarenko, działaczki grupy imigrantów na rzecz abolicji, od samego początku towarzyszył szereg nieprawidłowości świadczących o nadgorliwości i złej woli organów władzy.

Już podczas zatrzymania pracownicy Straży Granicznej próbowali bez nakazu wejść do mieszkania Oksany – dopiero jej zdecydowana interwencja skłoniła ich do kontaktu z przełożonym i rezygnacji z próby. Jednak, gdy Oksana próbowała powiadomić najbliższych oraz adwokata o tragedii, jeden ze strażników siłą wyrwał jej telefon.

Na mocy ustawy o cudzoziemcach, (art. 101 ust. 3b) do zatrzymania cudzoziemca stosuje się kodeks postępowania karnego. Na podstawie przepisów KPK prowadzi się też w postępowanie w sprawie umieszczenia cudzoziemca w strzeżonym ośrodku albo zastosowania wobec niego aresztu w celu wydalenia (art. 104 ust. 4). Nie tylko nie poinformowano jednak Oksany o prawie do kontaktu z adwokatem, ale także odmówiono go na jej własne żądanie – SG argumentowała iż jej sprawy nie obejmują przepisy prawa karnego, a jedynie administracyjnego. Tym samym, służby jawnie działały wbrew wspomnianej ustawie o cudzoziemcach, a także naruszyły przepisy postępowania karnego (art. 244 § 2 i art. 245 § 1 KPK). Kontakt z adwokatem umożliwiono Oksanie dopiero po upływie doby.

Po dwóch dobach Oksanę przekazano do dyspozycji sądu. Straż Graniczna wnioskowała o umieszczenie Oksany w strzeżonym ośrodku na możliwie najdłuższy okres czasu – 90 dni. Oksana zaś wyraziła wolę nieprzymuszonego powrotu na Ukrainę.

Adwokat przybył na miejsce nie mając wcześniej dostępu do akt sprawy. Posiedzenie, które planowo miało rozpocząć się o 10:00 opóźniono o godzinę z powodu oczekiwania na dokumenty z SG, a także przeniesiono je z sali na drugim piętrze do „sali zatrzymań”. Żaden pracownik sądu, nawet protokolant sędziego, nie wskazał jednak nowej lokalizacji na żądanie obecnych oraz pani adwokat. Po gorączkowych poszukiwaniach, stosownej informacji udzieliły adwokat panie sprzątające, które akurat spędzały przerwę śniadaniową w swoim pomieszczeniu na parkingu w podziemiach sądu („sala” mieściła się w tychże podziemiach).

Ponieważ minęła już godzina, nie wiadomo było czy posiedzenie sądu się nie rozpoczęło – do sali nie wpuszczono jednak adwokat legitymującej się pełnomocnictwem od Oksany. Jak się później okazało, podstawą obstrukcji sądowej, z jaką spotykała się adwokat Oksany, był fakt iż sąd podważył wiarygodność pełnomocnictwa – argumentowano, że adwokat sfałszowała podpis Oksany na owym dokumencie... Po długiej zwłoce, uznano prawomocność adwokat do reprezentowania oskarżonej, udostępniono jej także akta sprawy na dwadzieścia minut.

Obrona Oksany dysponowała poręczeniem jej 14 przyjaciół, poświadczającym wiarygodność oskarżonej oraz jej gotowość do stawiennictwa na każde wezwanie organów. Ponadto, konsul Ukrainy wyraził gotowość rychłego przedłużenia paszportu Oksany, co spełniałoby wymogi dobrowolnego opuszczenia kraju.
Mimo wszystko, sąd wydał możliwie najsurowsze orzeczenie – 90 dni w zamkniętym ośrodku strzeżonym.
Naruszenie szeregu przepisów, długotrwała obstrukcja i w końcu – surowe orzeczenie wobec Oksany Makarenko nie tylko potwierdza stronniczą tendencję władz z jaką od początku procesu spotykała się Oksana, ale jawi się również jako ponura konsekwencja traktowania osoby „nielegalnej” jako człowieka drugiej kategorii – pozbawionego pełni praw, jakie przysługują jedynie „obywatelom”. Jednak nawet nam, „pełnoprawnym” obywatelom tego kraju sąd odebrał fundamentalne prawo do bliskiej przyjaźni z niezwykle odważną, ciepłą i zawsze gotową do pomocy osobą.

Do losu Oksany musimy dopisać tragedie pół miliona ludzi żyjących „nielegalnie” w tym kraju, za którymi z wielką odwagą wstawiała się aresztowana. Dopóki wszyscy nie będą wolni, wszyscy jesteśmy więźniami.

Aktualizacja: dzięki staraniom adwokat, podważającym zasadność zatrzymania na 90 dni w ośrodku strzeżonym, Oksana Makarenko została wydalona z Polski, bez konieczności przetrzymywania w areszcie.

cia.bzzz.net
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2011-08-20, 09:13   

Cytat:
Ciężko chory mężczyzna został zamknięty w celi, by odsiedzieć pięć miesięcy za jazdę po pijanemu na rowerze. Rodzina twierdzi, że nie dostał przepisanych leków. W szpitalu lekarze nie zdołali go już uratować

- Tak się z człowiekiem nie robi. Widzieli chorego, któremu śmierć w oczy zaglądała, po co go do tego więzienia od razu brali - płacze Elżbieta Bober, matka Tomasza. Zawiadomiła prokuraturę, chce śledztwa w sprawie okoliczności śmierci syna.

36-letni Tomasz spod Tarnowa został skazany na pięć miesięcy więzienia za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu. Miał odsiedzieć wyrok, bo już raz był karany za to samo.

W więzieniu się nie stawił, pojechał do USA. - Do siostry na chrzest jej dziecka. Ale chciał coś zarobić, więc zrobiło się pięć lat - opowiada matka.

W ostatnich miesiącach czuł się coraz gorzej, miał bóle brzucha, ale do lekarza nie poszedł, bo nie miał ubezpieczenia - pracował na czarno. Wreszcie siostra zaprowadziła go do szpitala na Brooklynie.

Amerykańscy lekarze stwierdzili obrzęk nóg i wodobrzusze, powiększoną wątrobę i śledzionę, żylaki przełyku, anemię i żółtaczkę. Diagnoza: marskość wątroby.

Po dwóch tygodniach w nowojorskim szpitalu matka zabiera go do Polski, gdzie miał kontynuować leczenie. Przy wypisie amerykańscy lekarze dali Tomaszowi Boberowi za darmo zestaw drogich leków, m.in. zmniejszające opuchliznę, pobudzające krążenie, antybiotyki.

Ze względu na jego stan zdrowia skrócono kontrolę na lotnisku, w samolocie oddano mu do dyspozycji trzy fotele, bo musiał leżeć.

Na Okęciu wylądowali w niedzielę 6 marca, podczas kontroli nikt ich nie zatrzymuje. Do szpitala miał z matką jechać we wtorek, wcześniej trzeba było zarejestrować go jako bezrobotnego, by miał ubezpieczenie.

- Był załatwiony transport. Nie zdążyliśmy - opowiada matka. - Przed południem zjawili się policjanci z nakazem zatrzymania do odbycia kary. Prosiłam, że jest chory, że musi do szpitala, nic nie pomogło.

Policja zawiozła Tomasza na posterunek w Szczucinie. Tam jednak nabrali wątpliwości i zabrali mężczyznę do izby przyjęć szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej. Tomasz ma przy sobie przetłumaczone dokumenty z nowojorskiego szpitala.

Badanie trwa 15 minut. Lekarz nie widzi przeciwwskazań. Policja wiezie mężczyznę do Zakładu Karnego w Tarnowie, zostaje zamknięty w czteroosobowej celi.

- Policjanci przy zatrzymaniu nie zabrali leków z USA. Wzięłam więc taksówkę i zawiozłam je do zakładu karnego, bo Tomek miał je zażywać co siedem godzin. Nie wpuszczono mnie, odmówiono też ich przyjęcia - opowiada matka.

Pisze maile, że syn musi brać zapisane lekarstwa, jeszcze raz wysyła faksem do ewidencji zakładu karnego dokumenty z leczenia w USA. W zawiadomieniu do prokuratury pisze, że mężczyźnie podawano prawdopodobnie tylko leki przeciwbólowe.

W dokumentach, które później dostała matka, jest karta czynności ratunkowych. Wynika z niej, że do Tomasza wzywano pogotowie. Kiedy, nie wiadomo, bo nie ma daty, podpis nieczytelny. Wynika z niej, że lekarz zaordynował nospę i furosemid, lek moczopędny. Adnotacja: "Nie wymaga hospitalizowania".

Adwokat wynajęty przez matkę już dzień po zatrzymaniu składa do tarnowskiego sądu wniosek o przerwę w odbywaniu kary, by Tomasz mógł być przewieziony do cywilnego szpitala. Prosi o pilne potraktowanie sprawy.

Sąd jeszcze tego samego dnia zwraca się do dyrekcji tarnowskiego więzienia o nadesłanie orzeczenia lekarskiego o stanie mężczyzny z uwzględnieniem, czy pobyt w zakładzie karnym zagraża jego życiu i zdrowiu. W aktach sądowych odpowiedzi z Tarnowa nie ma.

11 marca matka przychodzi na dwugodzinne widzenie. Pamięta, że syn nie jest w stanie wysiedzieć z powodu obrzęku brzucha. Czuje się źle, jest opuchnięty, mówi, że mu duszno, wraca do celi.

Następnego dnia zostaje przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Tarnowie, gdzie dostaje skierowanie na oddział szpitalny krakowskiego więzienia przy Montelupich. Do Krakowa jedzie tego samego dnia.

Adwokat wciąż stara się o zgodę na przewiezienie Tomasza do szpitala cywilnego, gdzie miałby specjalistyczną opiekę. Ale teraz sąd w Tarnowie nie może już orzec o przerwie w karze, bo właściwy miejscowo jest już sąd krakowski. Akta wędrują więc do Krakowa, mijają kolejne dwa tygodnie.

- Na widzeniu Tomek mówi, że nie śpi, je tylko chleb, jest żółty - wspomina matka.

7 kwietnia lekarze z Montelupich piszą, że w warunkach więziennych nie są w stanie dalej pomóc Tomaszowi. Następnego dnia krakowski sąd zgadza się, by przerwać wykonanie kary i leczyć więźnia w cywilnych warunkach.

Tomasz zostaje przewieziony do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, najpierw na gastroenterologię, potem toksykologię. Mimo wysiłków lekarzy umiera po dwóch tygodniach.

- Jakby leczono go od początku w otwartej placówce, może by jeszcze pożył. Dlaczego musiał tak cierpieć? - pyta Elżbieta Bober.

Z opinii, którą na żądanie sądu nadesłali lekarze z oddziału wewnętrznego krakowskiego aresztu, wynika, że już 12 marca, gdy Tomasz został przywieziony do Krakowa, był w stanie ciężkim.

Dlaczego więc zgodzono się na jego osadzenie w tarnowskim więzieniu? Teresa Kopczyńska, dyrektor szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej, gdzie na samym początku zbadany był Tomasz, zarzeka się, że była to diagnoza wyłącznie na potrzeby zatrzymania przez policję, a nie zamknięcia w więzieniu. - Lekarz wiedział o marskości wątroby, ale to nie jest przeciwwskazanie do zatrzymania. To nie jest badanie, które ma decydować, czy ktoś ze względu na stan zdrowia może odbywać karę. Lekarz wypełnia tylko dostarczony przez policję formularz - mówi Kopczyńska.

Zastępca dyrektora Zakładu Karnego w Tarnowie ppłk Janusz Osysko pytany, czy Tomasz był badany w zakładzie karnym i jakie leki mu podawano, odpowiada krótko: - Nie mogę udzielać informacji, bo jest postępowanie prokuratorskie.

Luiza Sałapa, rzeczniczka Służby Więziennej, twierdzi: - Mężczyzna dzień lub dwa po przyjęciu został przebadany przez lekarza ogólnego, który uznał, że może odbywać karę.

Sałapa przyznaje, że Tomasza badał lekarz z więziennego ambulatorium, bo w tarnowskim zakładzie karnym nie ma oddziału szpitalnego.

- Jak szczegółowe było badanie?

- Oparte jest na wywiadzie - odpowiada Sałapa.

Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego, którzy leczyli w ostatnich dniach mężczyznę, nie chcą wypowiadać się ze względu na śledztwo.

Matka Tomasza wystąpiła do prokuratury, by powołano niezależnego biegłego, który oceniłby, czy jej syn był odpowiednio leczony i czy stan zdrowia zezwalał na osadzenie go w zakładzie karnym. Wskazuje, że w karcie informacyjnej ze szpitala wojewódzkiego w Tarnowie napisano: "Pacjent nie zażywa przepisanych leków".

Śledztwo w sprawie okoliczności śmierci Tomasza wszczęła prokuratura w Dąbrowie Tarnowskiej. Jej szef Andrzej Lewandowski zapowiada, że powołanie biegłych będzie jedną z pierwszych decyzji. - Chodzi o przebieg postępowania diagnostycznego, bo niewątpliwie proces chorobowy był długotrwały i kluczową kwestią jest, czy osoba ta nadawała się do osadzenia w zakładzie karnym w tym stanie zdrowia i na ile pobyt w nim wpłynął na przebieg choroby - mówi Lewandowski.

Przypadek Crulica

W 2008 r. opisaliśmy historię Claudiu Crulica, który zmarł z wycieńczenia w areszcie śledczym przy ul. Montelupich w Krakowie. Rumun oskarżony był o wybranie za pomocą skradzionych z portfelem kart 22 tys. zł. Mężczyzna twierdził, że jest niewinny i w proteście rozpoczął głodówkę. Wycieńczony zmarł po czterech miesiącach.

Po jego śmierci wszczęto postępowania dyscyplinarne przeciwko ówczesnemu dyrektorowi aresztu oraz tamtejszego szpitala i ambulatorium. Dyrektor aresztu Stanisław P. i szef Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej zostali później zdymisjonowani.

wyborcza.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2011-10-21, 01:30   

Cytat:
Prokuratura Okręgowa w Olsztynie umorzyła śledztwo w sprawie molestowania seksualnego pracownicy sądu w Sopocie przez sędziego tego sądu. Według śledczych doszło do naruszenia nietykalności cielesnej, a ta ścigana jest z oskarżenia prywatnego.

Sprawa została umorzona, ponieważ wystąpił brak znamion czynu zabronionego. - Od tej decyzji służy odwołanie do sądu i takie pokrzywdzona pracownica złożyła- powiedział rzecznik prokuratury okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski. Dodał, że rozpatrywać je ma, zgodnie z właściwością, sąd rejonowy w Sopocie. W tym właśnie sądzie pracuje oskarżany przez kobietę sędzia. Najprawdopodobniej więc sprawa skierowana zostanie do innego sądu.

Dotykanie to nie molestowanie

Śledztwo dotyczyło nadużycia przez sędziego stosunku zależności i doprowadzenia kobiety do poddania się tzw. innej czynności seksualnej. Według pokrzywdzonej miało się to dziać od marca do czerwca 2006 roku oraz na przełomie 2008 i 2009 r. Prokuratura w Olsztynie, która zajęła się sprawą ustaliła, iż faktycznie sędzia niewłaściwe zachowywał się wobec kobiety; wbrew jej woli głaskał ją po głowie, po szyi, dotykał ją w okolicach pośladków, piersi czy bioder. Pracownica ostro na takie zachowania reagowała i podjęła ostatecznie decyzję o przejściu do innego wydziału.

Jednak olsztyńscy prokuratorzy, uznali że sędzia nie molestował seksualnie kobiety, ponieważ - w myśl prawa molestowanie to podejmowanie czynności, w których sprawca dąży do zaspokojenia popędu płciowego. Prokuratorzy ocenili, iż brak jest w zachowaniu sędziego tego elementu - powiedział Orzechowski.

Mobbing w sądzie

Dodał, że w tej sprawie można mówić o naruszeniu nietykalności cielesnej, co ścigane jest z prywatnego aktu oskarżenia. Poza tym - jak zaznaczył - czyny te przedawniły się, bo upłynął od nich ponad rok.

Sprawa wyszła na jaw, gdy do Państwowej Inspekcji Pracy w Gdańsku przyszedł anonimowy list, w którym poinformowano, iż w sądzie rejonowym w Sopocie dochodzi do mobbingu. Inspektorzy w ślad za listem przyszli do sądu i przeprowadzili anonimową ankietę, w której pracownicy potwierdzili przypadki mobbingu. W marcu 2011 roku prezes sopockiego sądu zorganizował spotkanie, na którym pracownicy przyznali, iż rzeczony sędzia zachowuje się wulgarnie wobec innych pracowników, np. rzuca aktami. Podczas tego spotkania pokrzywdzona kobieta poinformowała o seksualnych zachowaniach sędziego. Wówczas prezes sądu zawiadomił o sprawie prokuraturę rejonową w Sopocie. Ta jednak nie chciała zajmować się sprawą z uwagi na możliwe podejrzenie o stronniczość i śledztwo trafiło do olsztyńskiej prokuratury okręgowej.

Wobec sędziego toczy się postępowanie dyscyplinarne, które prowadzi rzecznik dyscypliny przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku.

gazeta.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2011-11-17, 14:54   

Cytat:
Rodzina Misiaszków ze Skrzynki koło Szczucina uratowała przed śmiercią chorego ptaka. Zamiast nagrody za dobry uczynek usłyszeli najpierw zarzuty, a potem sądowy wyrok – informuje serwis nasze miasto.pl.

We wrześniu tego roku Stanisław Misiaszek wraz z synem znaleźli rannego ptaka. Postanowili się nim zaopiekować. Pan Stanisław próbował skontaktować się z leśniczym, by zweryfikować jaki to gatunek ptaka. Jednak pech chciał, że wcześniej posesję odwiedzili policjanci, którzy szukali w okolicy skradzionych uli.

Jeden z funkcjonariuszy dostrzegł ptaka w klatce i orzekł iż jest to jastrząb, który znajduje się pod ścisłą ochroną. Zgodnie z Ustawą o Ochronie Przyrody z 2004 roku zabrania się posiadania i przetrzymywania gatunków chronionych. Według artykułu 127 tejże ustawy, kto umyślnie narusza ten zakaz podlega karze grzywny lub aresztu.

W związku z tym syn Pana Stanisława, Bogdan Misiaszek został skazany na karę grzywny za przetrzymywanie zwierzęcia objętego ochroną. Mimo iż sąd wcześniej nawet nie sprawdził, czy ptak rzeczywiście jest podlegającym prawnej ochronie jastrzębiem.

Misiaszkowie zapowiadają odwołanie od zaocznie wydanego wyroku. A póki co – jak podaje serwis mojemiasto.pl – dalej opiekują się jastrzębiem.

wiadomosci.ekologia.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2011-11-19, 10:24   

Cytat:
Pobity przez policjanta mężczyzna skazany na 3 miesiące więzienia
Pobity przez policjanta bohater głośnego nagrania, które od tygodnia krąży po internecie, został skazany na 3 miesiące bezwarunkowego pozbawienia wolności. Sąd uznał, że mężczyzna dopuścił się ataku na funkcjonariusza.
Niezależna.pl – powołując się na „Gazetę Polską Codziennie” - informuje, że podczas rozprawy nie wzięto pod uwagę krótkiego filmu, na którym widać, jak policjant kopie niestawiającego oporu Daniela Kloca. Orzekający w trybie przyspieszonym sąd uwierzył relacji policjantów i ukarał Kloca za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Podczas rozmowy z dziennikarzem portalu Fronda.pl Kloc powiedział, że „nie robił nic złego”. Na obchody Święta Niepodległości przyjechał do Warszawy wraz z kolegami. Po tym, jak wybuchły zamieszki Kloc oraz jego kompani postanowili wrócić do domu.

Przed opuszczeniem Warszawy Kloc napotkał jednak grupę policjantów. Jeden z funkcjonariuszy zaatakował mężczyznę, chociaż ten nie uciekał i nie zachowywał się agresywnie. Policjant psiknął Klocowi w twarz gazem łzawiącym, a później zaczął go kopać. Pobity podkreślił, że nie zaatakował funkcjonariusza.

„Postawiono mi zarzut pobicia funkcjonariusza, ale było odwrotnie, to przecież widać. Zarzucono mi, że naruszyłem jego nietykalność cielesną. Zastosowałem siłę fizyczną polegająca na szarpaniu za ubranie podczas pełnienia przez niego obowiązków służbowych. Dziwna sprawa. Zarzucano mi też, że miałem ochraniacze na łokcie, na kolana. Miałem tylko rękawiczki, którymi się jeździ na rowerze, czy ćwiczy na siłowni. Policjant mi mówił, że to są rękawiczki do walki w klatkach. Mam protokół, że mi je zatrzymano. Dostałem 3 miesiące aresztu, ale będę domagał się zmiany tej sytuacji” - powiedział Kloc.


gadu-gadu.pl
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Boruta 
Bodhisatwa przemocy


Pomógł: 72 razy
Wiek: 36
Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 4448
Skąd: 3city
Wysłany: 2011-12-06, 14:16   

Cytat:
Białostocka urzędnik – pani Danuta Jahołkowska została dotkliwie pobita przez dwóch wyrostków, którzy – jak twierdzi – są synami sąsiadów. Co prawda od lat toczy się sąsiedzki spór, ale tym razem doszło do rękoczynów, które skutkowały pobytem w szpitalu powyżej 7 dni.

Pech chce, iż rodzina rzekomych sprawców jest zaprzyjaźniona z wieloma miejscowymi funkcjonariuszami mundurowymi, więc młyny sprawiedliwości ruszyły, aczkolwiek w najmniej spodziewanym kierunku.

W sprawie przed Sądem Rejonowym w Białymstoku o pobicie p. Jahołkowskiej, Sąd Rejonowy zażyczył sobie opinii psychologicznej co do stanu psychicznego pokrzywdzonej. W dniu 23.11.2009 r. psycholog Małgorzata Ewa Skalska wydała opinię, iż „nie stwierdzono zakłóceń w obrębie sfery pamięciowej”, ale ” konieczne byłyby badania pełne – psychologiczno-psychiatryczne w celu ustalenia pełnej diagnozy”. Innymi słowy – pokrzywdzoną należy zamknąć na kilka tygodni na oddziale
zamkniętym szpitala psychiatrycznego!

Oczywiście nikt pokrzywdzonej nie mógł do tego fizycznie zmusić, więc w dniu 06.01.2010 r. Sąd Rejonowy w Białymstoku wyrokiem w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej uniewinnił oskarżonych wobec braku pewności co do poczytalności pobitej przez nich kobiety.

Sąd Okręgowy był jednak innego zdania i wyrokiem z dn. 30.04.2010 r. nakazał powtórzyć proces.

Radość Pani Danuty Jahołkowskiej nie trwała jednak długo, bo w trakcie przerwy w ponownej rozprawie przed Sądem Rejonowym, gdzie występowała jako oskarżyciel posiłkowy, została zatrzymana przez policję i przewieziona do policyjnej izby zatrzymań, bez podania leków na astmę. Szybka interwencja pogotowia ratunkowego zapewne uratowała jej życie.

W następnym dniu przewieziono ją do Prokuratury Rejonowej w Białymstoku, gdzie usłyszała zarzut ustnego znieważenia funkcjonariuszy policji, nota bene kolegów jej sąsiada.

Po przewiezieniu na przymusowe – tym razem – jednodniowe badanie psychiatryczne, zwolniono ją do domu. W ten sposób zapewniono sobie „mocny materiał dowodowy” w sprawie gdzie jest pokrzywdzoną.

To był dopiero początek orgii łajdactw wobec p. Jahołkowskiej, gdzie „wezwania” na kolejne przesłuchania policjanci „doręczali” jej na skrawku papieru wtykanym za drzwi.

Kulminacją był wniosek Prokuratury Rejonowej w Białymstoku z dnia 26.04.2011 r. o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec p. Danuty Jahołkowskiej, celem przeprowadzenia kilkutygodniowych, przymusowych badań psychiatrycznych na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego. Pani Danuta Jahołkowska trafiła do Fundacji „Lex Nostra” niemal w ostatniej chwili.

W dniu 03.06.2011 r. Fundacja „Lex Nostra” przystąpiła do sprawy o zastosowanie tymczasowego aresztowania, a także wystąpiła do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku z wnioskiem o objęcie nadzorem postępowania.

W dniu 06.06.2011 r. Sąd Rejonowy w Białymstoku nie uwzględnił wniosku prokuratury i nie zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku objęła nadzorem postępowanie.

W dniu 02.12.2011 r. funkcjonariusze policji, których dane nie udało się jeszcze ustalić, wyłamali drzwi w domu p. Jahołkowskiej, dokonali jej pobicia, a następnie siłą dowieźli do Szpitala Psychiatrycznego w Choroszczy. Na miejscu odmówiono przeprowadzenia badań psychiatrycznych pobitej p. Jahołkowskiej. Podczas tego zdarzenia nie przedstawiono p. Jahołkowskiej żadnych dokumentów stanowiących podstawę prawną siłowego wtargnięcia do domu p. Jahołkowskiej, zatrzymania jej, oraz dowiezienia jej do szpitala psychiatrycznego.

Będziemy informować o dalszym ciągu skandalicznej sprawy!

Autor: Maciej Lisowski (Fundacja „Lex Nostra”)
Skany dokumentów i zdjęcia dostępne są TUTAJ: http://www.fundacja.lexno...id=28&Itemid=35

wolnemedia.net
_________________
Paweł Ziółkowski
----
www.akademiasarmatia.com
www.youtube.com/AkademiaSarmatia
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB3 Assistant
MMA