43-letni Austriak został zatrzymany na Krakowskim lotnisku gdy podczas rutynowej kontroli stwierdzono, że ma w portfelu pocisk kal. 7,65 mm do pistoletu Browning. Zatrzymany dokonano za nielegalne posiadanie amunicji. - Nabój dostałem kilka lat temu od znajomego i noszę go od tego czasu jako pamiątkowy drobiazg - tłumaczył cudzoziemiec. Nic z tego jak mówi mjr Marek Jarosiński, rzecznik komendanta Karpackiego Oddziału Straży Granicznej "Jednym pociskiem też można zabić człowieka, jeśli przymkniemy oko na jeden pocisk, to ktoś powie następnie, że trzy to też nic, aż dojdziemy w ten sposób do wiązki granatów".
Za przestępstwo, bo za takowe oskarżyciel uznał posiadanie jednego naboju bez zezwolenia, grozi nawet do ośmiu lat więzienia. Cudzoziemiec miał do wyboru: proces albo jego uniknięcie poprzez dobrowolne poddanie się karze bez konieczności prowadzenia rozpraw. Wybrał to drugie. Za nabój, który miał w portfelu, dostał sześć miesięcy więzienia z warunkowym zawieszeniem na dwa lata.
śmieszne. Jeśli koleś naprawde trzymał to jako pamiątke to straci poł roku za nic. A gdyby np był kiedyś postrzelony i trzymałby naboje jako jakieś wspomninie czy coś.
No ale przynajmniej pozytywem jest to że Polskie służby są czujne
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2008-08-05, 12:47
A ja wam mowie ze to tak naprawde afganski terrorysta pod przykrywka ktory chcial przy pomocy tego naboju wysadzic palac kultury, a dzieki przenikliwej blyskotliwosci i blyskawicznej reakcji naszech organow porzadkowych udalo sie sprawe wyciszyc i ocalic jakze wspanialy symbol nastapienia demokracji i praworzadnosci w naszym kraju
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Wśród polskich sędziów trafiają się prawdziwe wzory cnót. Na przykład sędzia Grzegorz W. z Bielska-Białej: brał łapówki, pił, ćpał, uprawiał seks z oskarżoną. Co ciekawe, z zawodu wyrzucono go tylko za to ostatnie.
O Grzegorzu W. zrobiło się głośno już w 2006 roku, gdy ówczesny wiceprokurator generalny Jerzy Engelking poinformował o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu bielskich sądów oraz prokuratury. Po pewnym czasie okazało się, iż większości spośród podejrzanych sędziów nic się nie da udowodnić. Wyjątkiem był właśnie Grzegorz W.:
Sędziemu W. immunitet został uchylony. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że przyjmował leki psychotropowe, miał problemy z alkoholem. Okazało się też, że na przełomie lat 2005 i 2006 utrzymywał intymne kontakty z oskarżoną, którą sądził. Nie wyłączył się ze sprawy, za kilkadziesiąt oszustw wymierzył jej karę w zawieszeniu.
W. został wczoraj ukarany przez Sąd Najwyższy usunięciem z zawodu. Musi być podwójnie wściekły, gdyż od poprzedniego wyroku sam się odwoływał, uznając go za zbyt surowy. Katowicki Sąd Apelacyjny skazał go bowiem na… karne przeniesienie.
W odróżnieniu od kolegów ze Śląska, Sąd Najwyższy był dla W. bezlitosny:
- Pan orzekał w sytuacji, w której w ogóle nie powinien pan orzekać, nie wyłączył się pan ze sprawy i nie widział w tym nic złego - mówił do Grzegorza W. sędzia Grzegorczyk. - Naruszył pan co najmniej pięć czy sześć zasad etyki sędziowskiej - dodał.
Sprawa Grzegorza W. ukazuje moralny stan polskiego środowiska sędziowskiego. W. mógł się dobrze ukrywać ze swymi haniebnymi uczynkami. Gdy jednak wyszły one na jaw powinien być ukarany jak najszybciej. Tymczasem aż dwa lata musiały minąć, by dopiero Sąd Najwyższy jasno ocenił, że taki człowiek nie powinien być w ogóle sędzią.
Osobną kwestią jest to, iż Grzegorza W. kara ze strony środowiska spotkała po ujawnieniu jego intymnych kontaktów z sądzoną przez niego kobietą. Łapówkarska działalność nie spowodowała natychmiastowej decyzji o wykluczeniu z zawodu. Czyżby uznano, iż na sędziego seks ma wpływ większy od pieniędzy?
Wysłany: 2008-08-07, 16:20 "Wesołe" jest zycie kaleki
Cytat:
Kaleka zdobył mandat
Sąd sprawiedliwie ukarał niepełnosprawnego bo zaparkował auto w miejscu dla niepełnosprawnych.
Henryk Barłóg z lubuskich Panowic ma 51 lat. Dostaje 700 zł renty, za co musi utrzymać siebie i sparaliżowanego syna. Ojciec ma prawą nogę krótszą o 8 centymetrów, bo w dzieciństwie zapadł na chorobę Hainego-Medina. Od tego czasu zakłada specjalną szynę, dzięki której w ogóle się porusza. Kuśtyka jak kaczka, ale lepsze to niż wózek.
17 stycznia Barłóg pojechał swym fiacikiem do świebodzińskiego szpitala. Zaparkował na miejscu dla niepełnosprawnych. Po wyjściu spostrzegł stojącego przy jego autku i dłubiącego w notesie policjanta.
– Wypisałem mandat – miał powiedzieć stróż prawa.
Barłogowi opadła kopara, bo za szybą – jak twierdzi – była inwalidzka tabliczka, co nawet średnio inteligentnemu policjantowi powinno dać do myślenia. W dodatku Barłóg odsłonił prawą nogę, co już niezbicie świadczyło o kalectwie. Policjant jednak nie chciał słyszeć o anulowaniu mandatu, poradził, żeby pójść do przełożonych.
Ci tylko rozłożyli ręce.
– Mandatów się u nas nie anuluje – mieli powiedzieć Barłogowi.
I na nic się zdały tłumaczenia, przedstawianie zaświadczenia o niepełnosprawności i pokazywanie chorej nogi.
– Może się pan odwołać do sądu – rzucił w końcu któryś z mundurowych.
Barłóg wkurzony wysmarował do sądu pismo z prośbą o anulowanie mandatu. Załączył orzeczenie o stopniu niepełnosprawności.
8 maja 2008 r. Sąd Rejonowy w Świebodzinie w postaci asesora Piotra Lubryczyńskiego wydał postanowienie, na widok którego Barłóg spadł z krzesła. Sąd otóż nie uchylił prawomocnego mandatu karnego.
W uzasadnieniu zauważył, że Henryk Barłóg zaparkował swój samochód na miejscu wyznaczonym dla inwalidów oznaczając pojazd znakiem wózka inwalidzkiego naklejonym na kartce papieru a nie kartą parkingową dla osoby niepełnosprawnej.
Dla sądu więc nie liczy się fakt, że facet jest niepełnosprawny, tylko to, że nie miał oryginalnej karty z wózkiem, lecz zrobioną na kartce papieru.
Dalsza część uzasadnienia to ciekawa literatura. Najpierw sąd określa definicję niepełnosprawnego, potem analizie poddaje oznaczenia znaków drogowych i wreszcie pisze, że parkować na miejscu dla niepełnosprawnych może osoba, która: jest osobą niepełnosprawną o obniżonej sprawności ruchowej lub przewożącą taką osobę, b) kieruje pojazdem samochodowym, c) pojazd jest oznaczony kartą parkingową. Kartę tę umieszcza się za przednią szybą pojazdu samochodowego w sposób umożliwiający jej odczytanie. Wszystkie te okoliczności muszą wystąpić łącznie. Nie może korzystać z tego przywileju osoba niepełnosprawna o obniżonej sprawności ruchowej, kierująca innym pojazdem, np. ciągnikiem czy rowerem, albo pojazdem nieoznaczonym kartą parkingową, mimo posiadania orzeczeń zespołu o niepełnosprawności lub karty parkingowej; warunkiem bowiem korzystania z tych uprawnień jest nie tylko posiadanie karty parkingowej, ale oznaczenie nią pojazdu.
(…) ukarany nie spełnił wyżej wymienionych warunków i mimo, że posiadał orzeczenie o stopniu niepełnosprawności oraz kartę parkingową to nie oznaczył w sposób należyty pojazdu, który zaparkował w miejscu dla inwalidów*.
Zadzwoniliśmy do prof. Zbigniewa Hołdy z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, żeby zapytać go o tę sprawę. Profesor nie krył zdziwienia.
– To ewidentnie przesadny rygoryzm sądu i policji – podsumował. – Przecież policjant, widząc, że osoba jest niepełnosprawna, powinien ukarać ją najwyżej upomnieniem słownym. Z kolei sąd ukarał tego człowieka za to, że w sposób nieumiejętny oznakował swój pojazd. Takiej kary w ogóle nie powinno być, bo przecież to, że wolno mu parkować na miejscu dla niepełnosprawnych, jest oczywiste. Tym bardziej że da się to udowodnić nie tylko tabliczką za szybą.
Barłóg tymczasem stał się lżejszy o ponad 100 zł, które komornik zabrał mu z renty wraz z kosztami. Nie odwoływał się od postanowienia sądu, bo nie wiedział, że może. W ten oto sposób wymiar sprawiedliwości wymierzył sprawiedliwość. Pokazał tym, że bardziej jest dotknięty kalectwem niż jego ofiara – Henryk Barłóg lat 51. Jeśliby przyjąć, że sąd ma pracować głową, a nie per noga.
Autor: Piotr Ryś
Źródło: Tygodnik “NIE” nr 28/2008
Cytat:
Pedofil z łapanki
12 lat więzienia za klepnięcie w pupę dziewczynki ubranej w palto. Polskie państwo jest zboczone.
Łódzka prokuratura oskarżyła 33-letniego Tadeusza o pedofilię. Dokładnie o dopuszczenie się „innych czynności seksualnych”.
MAMY CIĘ
11-letnia dziewczynka powiedziała, że opóźniony w rozwoju Tadeusz stojąc w kolejce sklepowej klepnął ją w pupę. Miała poczuć to mimo zimowego wdzianka. Powiadomiona przez ojca dziewczynki policja przyjechała do mieszkania, w którym żyje Tadeusz i jego trzej równie upośledzeni umysłowo bracia. Funkcjonariusze nie tracili czasu na wymyślenie i dopracowanie procedury zatrzymania chorego człowieka. Standardowo skuli go w kajdanki i wrzucili do radiowozu. Przestraszonych braci Tadeusza, którzy nie rozumieli, dlaczego obcy panowie porywają ich brata, po prostu odepchnęli.
Jakiś czas przedtem podczas odgrywania głównej roli w przedstawieniu teatralnym wystawianym przez osoby niedorozwinięte umysłowo Tadeuszowi wypadł z majtek siusiak. Całe przedstawienie odegrał półnago z wiszącym członkiem. Widzowie byli zbulwersowani. Tadeusz nie zwracał na to uwagi, bo niewiele rozumie. Nie rozumie swoich zachowań, reakcji ani świata. Jest upośledzony umysłowo w stopniu znacznym. Bardziej upośledzone są tylko roślinki.
Tadeuszowi przy przesłuchaniu towarzyszył opiekun prawny – siostra Urszula. Do dotknięcia dziewczynki zatrzymany przyznał się dopiero po tym, jak wyproszono z przesłuchania siostrę.
Potem poszło gładko. Mężczyznę wysłano na obserwację, na podstawie której biegli orzekli, że jego poczytalność w chwili czynu była ograniczona w stopniu znacznym. Tadeusz nie dość, że nie wiedział, że robi coś złego, to nie wiedział do końca, co robi. Nie przeszkodziło to jednak prokuraturze w sporządzeniu aktu oskarżenia, bo takie upośledzenie nie zwalnia od kary za dotknięcie dziewczynki przez palto Tadeuszowi przyznano adwokata z urzędu. Co zrobił adwokat? Polecił klientowi przyznać się do winy i przeprosić.
WYBACZ MI
Tadeusz od 3 lat uczestniczy w zajęciach organizowanych przez fundację Jaś i Małgosia. Jego opiekunowie zapewniają, że chory nie ma skłonności do konfabulowania. Ma jednak skłonności do brania na siebie winy za grzechy niepopełnione. W fundacji Tadeusz poznał swoją dziewczynę Basię, którą – jak mi powiedział – bardzo kocha. Baśka jest schizofreniczką. Zakochani grają w przedstawieniu teatralnym, podczas którego Tadek zabija Baśkę włócznią. Jego dziewczyna ma problem z wyjściem z roli i obraża się na narzeczonego za to, że ją zabił. Po przedstawieniu chce, by ją przepraszał. Zdarzają się trzydniowe fochy. Zakochany Tadeusz klęka przed Basią i godzinami prosi o wybaczenie. Jak wiele osób niepełnosprawnych intelektualnie, Tadeusz dostosowuje się do oczekiwań rozmówcy.
WARTO ROZMAWIAĆ
Zaciekawiło mnie, jak wygląda protokół z przesłuchania Tadeusza. Nie mogłam go zobaczyć, bo sprawa jeszcze się toczy. Mogłam porozmawiać z bohaterem.
– Tadku, co robisz w ośrodku?
– Baweee.
– Co robisz?
– Baweee.
– Bawisz?
– Acha.
– A po wyjściu z ośrodka?
– Oszomtam.
– Sprzątasz?
– Acha.
– Co myślisz o dzisiejszej pogodzie?
– Yhy.
– Wiesz, że nie wolno dotykać małych dziewczynek w pupę. Dotknąłeś kiedyś, tak?
– Nee.
Tak Tadeusz się komunikuje. Jeśli ktoś napisze na kartce jego imię, potrafi je odwzorować. Sam pisząc z pamięci przekręca litery, z których wychodzi „Tekad”. Nie mam pojęcia, jak przesłuchujący go funkcjonariusz zdołał odtworzyć przebieg zdarzeń i czy wersja dziewczynki konfrontowana była z wersją rzekomego sprawcy.
ROZMOWY W TOKU
Niewiele brakowałoby, a chory umysłowo człowiek niezdający sobie sprawy ze swoich zachowań zostałby skazany za klepnięcie w pośladek. Na szczęście siostrze Tadeusza pomogli właściciele fundacji Jaś i Małgosia. Poprosili jednego z lepszych łódzkich adwokatów Jarosława Szczepaniaka o podjęcie się obrony Tadeusza. Szczepaniak zgodził się pomóc. Za friko. Nie ma jeszcze wyroku, ale prokurator nie poddaje się. Przekonany jest, że zarzut znajduje uzasadnienie w ustaleniach przebiegu zdarzenia. Tadeusz nie rozumie słowa „ustalenia”; dla niego sprawa kojarzy się z kratami i kajdankami, w które został zakuty. Przed każdą rozprawą płacze, wymiotuje, trzęsie się ze strachu i pyta, czy pójdzie do więzienia.
* * *
Mieliśmy już modę na ściganie korupcji, pijanych kierowców i drobnych przemytników. Po każdej deklaracji ministra sprawiedliwości o podjęciu walki z czymś tam wzrastały statystyki wykrywalności czegoś tam. Teraz zapanowała moda na walkę z pedofilią. Prokuratura wytrzaśnie ich zewsząd i powsadza pod każdym pretekstem.
Autor: Malina Błańska
Źródło: Tygodnik “NIE” nr 16/2007
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach