Czytając o ostatnich wydarzeniach można zadać pytanie: czy w Wielkiej Brytanii mamy już do czynienia z państwem policyjnym?
Tydzień temu 26-letni pan Paul Chambers szykował się do podróży. Niestety, okazało się, że jego lot z lotniska w Doncaster został odwołany z powodu opadów śniegu. Chambers wrócił do domu i wyładował frustrację tak, jak robi to obecnie wielu ludzi – wpisem w Internecie. A dokładnie na serwisie twister.com. Niedoszły turysta opisał swoją sytuację, dodając na końcu:
…wysadziłbym to lotnisko w powietrze!
Jakież było zdziwienie Chambersa oraz jego rodziny, gdy kilkadziesiąt godzin później do ich drzwi zapukała policja. Matka nieszczęsnego twitterowicza myślała, że chłopak brał udział w wypadku samochodowym. Tymczasem zatrzymano go na mocy "Terrorism Act" jako podejrzanego o terrorystyczne groźby. Chambersa przesłuchiwano siedem godzin i aresztowano. Dopiero 11 lutego sąd zadecyduje o jego dalszym losie. Komputer stacjonarny, laptop oraz ipoda Chambersa skonfiskowano, a "groźbę" wykasowano z Sieci. "Terrorystę" na czas śledztwa zwolniono z pracy, a lotnisko w Doncaster już ogłosiło, że do końca życia Chambers nie ma na nie wstępu.
Opisujący sprawę "Daily Mail" nie podaje, jak właściwie policja dowiedziała się o zapisku na Twitterze. Konto Chambersa obserwuje kilkaset osób – jedna z nich mogła donieść. Zapewne jednak to same służby na bieżąco kontrolują internetowe wpisy, wychwytując słowa kluczowe.
W ten sposób, dzięki żartowi w Internecie, młody mężczyzna został pozbawiony wolności, pracy i drogiego sprzętu. Przeciwnicy praw w rodzaju „Terrorism Act” ostrzegali, że takie zapisy pozwalają zniszczyć każdego. Jak widać, mieli rację.
pardon.pl
Cytat:
Partia Piratów prosi wszystkich członków i sympatyków o udział w manifestacji, którą organizuje blackouteurope.pl, oto cześć komunikatu ze strony:
Ostatnie wydarzenia w naszym kraju tj. Ustawa o grach i zakładach wzajemnych, projekt nowelizacji ustawy o Policji, interpelacja poselska Posła Brejzy jak również ostatnia konferencja Business Centre Club zmusiły nas do podjęcia zdecydowanych działań. Nie możemy pozwolić aby Internet, jedyne wolne i wiarygodne medium, stało się kolejnym orężem w walce politycznej. Jak wiadomo nie tylko w Polsce trwają pracę nad cenzurą i inwigilacją, nie byłyby zapewne w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że cenzura niezależnie od swego przeznaczenia ogranicza nasze swobody obywatelskie i jest zagrożeniem dla demokracji.
W dniu 23.01.2010 o godzinie 12:00 rozpocznie się manifestacja, mająca na celu zwrócenie uwagi na to, że ingerowanie w internet działa tylko i wyłącznie na szkodę użytkowników. Obecnie rząd ma nadzieję, że po nałożeniu cenzury na internet wszystko się zmieni. Wszelkie próby/pomysły cenzurowania internetu, odcinania użytkowników od sieci i tym podobne, odbierają nam prawo do prywatności, a co za tym idzie pozbawiają nas konstytucyjnych praw. Nie możemy się na to zgodzić chociażby ze względu na naszych przodków, którzy walczyli abyśmy mogli żyć w wolnym kraju.
Manifestacja: 23.01.2010 – 12:00 – Plac Zamkowy w Warszawie. Manifestacja prawdopodobnie przejdzie pod Sejm, gdzie krótkim wystąpieniem Prezesa Partii Piratów zostanie ona podsumowana i zakończona. Zapraszamy wszystkich, a zwłaszcza tych, którym los Polskiego Internetu nie jest obojętny.
Wtorek 19 stycznia na kanale IRC Partii Piratów o godzinie 21:00 odbędzie się dyskusja nt. przygotowań do demonstracji - zapraszamy.
MSWiA chce gromadzić więcej informacji o Polakach, niż do tej pory ujawniano – dowiedziała się „Rz”
W resorcie spraw wewnętrznych i administracji trwa praca nad projektem Pl.ID. Jego najbardziej znanym elementem jest stworzenie nowego dowodu osobistego wyposażonego w czip.
Od ZUS do kierowców
Jednak – jak dowiedziała się „Rz” – w ramach tego projektu budowany jest również system, który ma scalić w jedną bazę dane o Polakach gromadzone dotychczas w trzech rejestrach: PESEL, bazie dowodów osobistych oraz aktach stanu cywilnego.
W dodatku nowy system będzie współpracował jeszcze z kilkoma innymi bazami. Z jakimi? MSWiA długo zwlekało z podaniem „Rz” tej informacji.
W końcu odpowiedziało, że chodzi przede wszystkim o rejestry CEPiK i CEWiUP (więcej w infografice powyżej).
Ale resort zainteresowany jest też integracją z KEP, KRS, CEIDG, KRK i TERYT oraz systemami ZUS.
„Rz” udało się ustalić, że to nie wszystko. W polu zainteresowania MSWiA są też dane gromadzone przez Ministerstwo Zdrowia oraz ewidencję gruntów.
System budowany przez resort od początku budził zastrzeżenia rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego oraz głównego inspektora ochrony danych osobowych Michała Serzyckiego.
RPO interweniował w sprawie tego projektu jeszcze, kiedy nosił on nazwę PESEL 2.
„Zgodnie z przepisem art. 51 ust. 2 Konstytucji RP władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym” – pisał rzecznik do ówczesnego szefa MSWiA Grzegorza Schetyny.
„Pozostaję sceptyczny wobec koncepcji utworzenia zintegrowanego megazbioru umożliwiającego łatwe i szybkie pozyskanie szeregu informacji o osobie fizycznej”– zaznaczał z kolei w liście do RPO Michał Serzycki. Mimo tych zastrzeżeń ministerstwo nie porzuciło pomysłu budowy wielkiej bazy danych.
Dlatego gdy w listopadzie 2008 r. zamknięto oficjalnie projekt PESEL 2, większość jego założeń przejął projekt Pl.ID.
Do realizacji nowego projektu (oraz innych – m.in. tzw. e-administracji) w ramach MSWiA powołano zupełnie nową strukturę – Centrum
Projektów Informatycznych. Umieszczono ją w luksusowym biurowcu przy ulicy Pileckiego 6 w Warszawie.
Wygoda czy zagrożenie
Rzecznik praw obywatelskich chce w najbliższym czasie spotkać się w tej sprawie z GIODO.
– Budzi niepokój, że baza ta budowana jest na podstawie akt prawnych niskiej rangi, takich jak zarządzenia – mówi „Rz” Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego RPO. – Sprawa dotyczy materii konstytucyjnej i powinna być uregulowana zupełnie nową ustawą.
Projekt wielkiej bazy danych Pl.ID budzi również zastrzeżenia organizacji społecznych zabiegających o ochronę prywatności. – Przede wszystkim jest bardzo mało transparenty – wytyka Katarzyna Szymilewicz z Fundacji Panoptykon zajmującej się problematyką ochrony danych osobowych i prawa do prywatności. – Nie sposób uzyskać szczegółowych informacji na temat tego, jakie dane osobowe będą w jego ramach integrowane ani – co niezwykle istotne – jakie będą reguły dostępu dla rozmaitych instytucji.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewnia, że projekt jest tworzony jedynie z myślą o wygodzie obywateli. „Dzięki integracji rejestru umożliwi się sprawniejszą obsługę obywatela czy przedsiębiorcy, zachowując ww. walory informacyjne i związane z ochroną danych osobowych” – zapewnia resort.
Szymielewicz to nie przekonuje. – Pl.ID w miejscu, w którym były do tej pory ścieżki dostępu do danych osobowych, tworzy autostrady, które umożliwią błyskawiczny dostęp do bardzo wielu kategorii danych osobowych. Zachodzi również podejrzenie, że za pomocą takiego narzędzia zawsze „znajdzie się metoda” na dotarcie do danych wrażliwych – mówi.
Przestrzega, że podobne narzędzie może się okazać bardzo niebezpieczne, gdyż z doświadczenia wiadomo, iż pełny dostęp do podobnych rejestrów mają służby specjalne. – Dziś w Polsce mamy w miarę stabilny system demokratyczny. Nikt nie jest nam jednak w stanie zagwarantować, jaka będzie jakość czy wręcz los tej demokracji za 20 lat i kto wtedy będzie miał władzę nad tworzonymi dziś narzędziami – ostrzega Szymielewicz. – Niebranie pod uwagę takich negatywnych scenariuszy to bardzo niebezpieczna krótkowzroczność.
Japończycy się zbuntowali
W Unii Europejskiej system ewidencji ludności podobny do PESEL posiada jednie Austria. W Wielkiej Brytanii dowody osobiste wprowadzono w czasie II wojny światowej, lecz zniesiono je w 1952 r. Brytyjczycy od lat próbują wprowadzić ponownie system dowodów osobistych, motywując to zagrożeniem terrorystycznym. Na razie udało się zobowiązać do posiadania tego dokumentu tych, którzy mają związek z bezpieczeństwem publicznym, czyli ok. 200 tys. osób. W USA podstawowym dokumentem jest prawo jazdy, zaś systemem ewidencji – numer ubezpieczenia. W 2002 r. przeciwko systemowi ewidencji zbuntowali się Japończycy. Po trzyletnim procesie sąd uznał, że ewidencja narusza prawo do prywatności.
Już za 4 lata "nad bezpieczeństwem" wszystkich obywateli wspólnoty może czuwać zintegrowany system, który ma połączyć wszystkie europejskie urządzenia monitorujące. Projekt INDECT, bo o nim tu mowa, to inteligentny i kompleksowy system informatyczny. Ma być wykorzystywany do obserwacji, poszukiwania i zmniejszania poziomu przestępczości.
O rozmachu projektu mogą świadczyć liczby - 60 miesięcy badań, 15 milionów euro budżetu i 17 współpracujących ze sobą europejskich partnerów. W tym również polskie uczelnie na czele z Akademią Górniczo Hutniczą,która koordynuje prace nad INDECTem. Założenia projektu są szerokie – cyfrowe rozpoznawanie twarzy, wykrywania nienaturalnych zachowań na monitorowanym obszarze, analiza danych z kamer, mikrofonów, a nawet zdjęć lotniczych i satelitarnych, stworzenie prototypów urządzeń do śledzenia obiektów ruchomych czy pozyskiwanie informacji z telefonii mobilnej
Obejmie on również internet. Bo INDECT ma służyć do „ciągłego i automatycznego monitorowania zasobów publicznych, takich jak strony internetowe, fora dyskusyjne, grupy ‘Usenet’, serwery plików, sieci p2p, jak również indywidualnych systemów komputerowych” - czytamy w opisie projektu.
To jest kontrowersja na takim poziomie, że trudno się nie zbulwersować – mówi nam Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptycon zajmującej się m.in. technikami nadzoru społeczeństwa.
- Sposób w jaki zaprojektowany jest ten system przypomina próbę zbudowania globalnego panoptykonu , czyli stworzenia wrażenia, że każdy nasz ruch jest lub może być obserwowany, a zatem musimy się kontrolować – podkreśla Szymielewicz.
Podobne obawy wyrażają specjaliści na całym świecie. - Profilowanie całych populacji, zamiast poszczególnych podejrzanych, to złowieszczy krok. To niebezpieczne w skali jednego państwa, a na poziomie ogólnoeuropejskim wręcz przerażające – mówi Shami Chakrabarti, dyrektor grupy Liberty, zajmującej się prawami człowieka.
Wtóruje jej Stephen Booth, analityk organizacji Open Europe, który mówi wprost, że projekty takie jak INDECT brzmią orwellowsko. - To przerażająca sprawa - twierdzi.
Alarmujące są trzy kluczowe wyrażenia zawarte w tym projekcie: „automatyczne wykrywanie” „nienaturalnych zachowań” i „zapobieganie potencjalnym zagrożeniom” – mówi szefowa fundacji Panoptykon.
Dla Szymielewicz pomysł oddania programowi komputerowemu czy nawet najdoskonalszej maszynie analizy naszych zachowań jest ideą niepokojącą. Podobne zdanie ma o zapobieganiu potencjalnym zagrożeniom: - Kamera, strażnik czy system nie będzie czekał już aż coś się wydarzy. Tu chodzi o odgadywanie potencjalnych sytuacji, a przecież to wymaga stworzenia profili zachowań, które według tych analityków mogą prowadzić do zagrożeń. Według mnie to jest kreowanie wroga, logika prewencji i profilowania całego społeczeństwa, która jest przerażająca – konkluduje.
Z definicją tego założenia mają problem nawet sami twórcy INDECTu. – Stwierdzenie „nienaturalne zachowania” powstało w Komisji Europejskiej. Prawdę mówiąc, my też przygotowując ten projekt, nie byliśmy pewni, co Komisja przez to rozumie, bo jest to bardzo szerokie pojęcie – przyznaje doktor Mikołaj Leszczuk z AGH, administrator projektu.
Doktor deklaruje, że badania nad projektem idą zgodnie z planem i zostało już wykonanych 20% prac. Niebawem pierwsze działające elementy mają ujrzeć światło dzienne. - Na pewno będziemy robić pewne pilotażowe wdrożenia, między innymi podczas Euro 2012, bo to jest dobra okoliczność, żeby sprawdzić jak system będzie działał.
W europejskich planach INDECT to jedynie wierzchołek góry lodowej. Projekt jest „tylko” jednym z 45 „security research”, jakie organizowane są w ramach 7-go Programu Ramowego, na które UE przeznaczy w latach 2007-2013, bagatela, 1,4 miliarda Euro.
Do tej grupy należy na przykład ADABTS czyli „Automatyczne wykrywanie anormalnych zachowań i zagrożeń w zatłoczonych miejscach”, który ma m.in. analizować ton ludzkiego głosu i mowę ciała czy HUMABIO poświęcony identyfikacji biometrycznej.
Niektórzy twierdzą, że tego typu systemy miałyby służyć mało znanemu oddziałowi EU's Joint Situation Centre (w skrócie SitCen), który jest uważany za zaczątek europejskich tajnych służb.
Jeszcze inny wątek wskazują badacze z organizacji StateWatch, którzy w obszernym raporcie "NeoConOpticon" analizują europejską politykę „security research” pod kątem jej ewidentnych powiązań z biznesem.
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2010-01-24, 13:53
Dopiero teraz przeczytalem dwa ostatnie posty i tylko jedno cisnie sie na usta:
O JA PIE*D*E
Nawet jesli ten plan polaczonej bazy danych bylby dobry (oczywiscie to glupota) to skonczonym kretynizmem -jakos dziwnie (albo i glupio) teoretyzuje, wiec poprawcie mnie jak co- jest pod wzgledem szpiegostwa (gospodarczego, czy jakiego kolwiek) innych krajow, bo po dostaniu sie do takiej bazy przez potencjalnego wroga mieli bysmy niezle po dupie, bo wiedzialby wszystko o wszystkich, a badzmy szczezy nasz wywiad tez do najlepszych nigdy nie nalezal.
A pomysl scentralizowanej kontroli -bo inaczej tego nazwac nie idzie- w calej UE to juz calkiem kosmos... no debile normalnie. I my im jeszcze w tym pomagamy
Jak tak patrze gdzie to wszystko zmierza to -wiem ze to niebylo nic dobrego, ale-zaczynam myslec ze komuna jednak nie byla taka zla
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
W sobotę 23 stycznia w Londynie miał miejsce protest blisko 2 tysięcy fotografów - zarówno profesjonalistów jak i amatorów, którzy występowali przeciw 44 ustępowi Terrorism Act. Jest to przepis, który umożliwia policji nękanie ludzi robiących zdjęcia na ulicach Brytyjskich miast. Rewizje osobiste, konfiskaty sprzętu i zatrzymania są oczywiście wdrażane pod szyldem walki z terroryzmem.
Fotografowie twierdzą, że stróże prawa stosują zastraszenia i nadużywają władzy. Niestety jest to zgodne z przytoczonym aktem prawnym, który umożliwia przeszukanie osoby, która swoim zachowaniem nie wzbudza podejrzeń iż złamała prawo. Demonstracja nie została zgłoszona władzom i była nielegalna, jednakże policja nie zdecydowała się interweniować.
Taką dużą, kolorową suszarką do włosów można wyrządzić wiele zła.
Anna Williamson i Jamie Rickers są gospodarzami popularnego w Wielkiej Brytanii programu dla dzieci. Wraz z całą ekipą kręcili właśnie w centrum Londynu kolejny odcinek, gdy podeszło do nich czterech policjantów - czytamy na internetowych łamach "Daily Mail".
Funkcjonariusze zgarnęli prezenterów z planu zdjęciowego i zaczęli przesłuchiwać. Dlaczego? Wszystko przez bojowy ekwipunek telewizyjnej pary, który wzbudził podejrzenia mundurowych. A konkretnie: przez plastikowe "kamizelki kuloodporne", zabawkowe walkie-talkie i duże, kolorowe suszarki do włosów.
Jak się okazało, paradując po mieście z czymś takim gospodarze programu dla dzieci złamali przepisy ustawy antyterrorystycznej! Serio. Na szczęście przesłuchanie zakończyło się wyłącznie pouczeniem, podejrzani o mordercze zapędy osobnicy nie trafili za kratki. Tym razem im się upiekło.
W ten sposób panująca na Zachodzie antyterrorystyczna paranoja osiągnęła kolejny szczyt absurdu. Niestety, coś nam mówi, że nie ostatni. Nawet jednak nie próbujemy zgadywać, co będzie następne.
28-letni Australijczyk, Kurt James Milner, został wpisany do rejestru przestępców seksualnych oraz skazany na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę za ściągnięcie z Internetu “materiału związanego z wykorzystywaniem dzieci” (“child exploitation material”) w postaci… komiksów porno z postaciami z “Simpsonów” i “Atomówek”. Jakkolwiek Milner prawdopodobnie rzeczywiście może mieć skłonności pedofilskie - okolicznością obciążającą było to, że wcześniej był już złapany na posiadaniu pornograficznych zdjęć z realnymi dziećmi - to chyba coś jest nie tak z prawem stanowiącym z całą powagą, że rysunek np. nagiego Burta Simpsona to “wykorzystywanie dzieci” i przewidującym wskutek tego kary za jego posiadanie…
Istnienie takiego prawa pokazuje, że walka z pedofilią osiągnęła próg irracjonalnej histerii. Bo na zdrowy rozum - o ile jeszcze zakaz posiadania pornografii z udziałem realnych dzieci można uzasadnić racjonalną chęcią ograniczenia popytu na tę pornografię, a tym samym zmniejszenia jej produkcji - a co za tym idzie zmniejszenia rzeczywistego wykorzystywania dzieci - o tyle zakaz posiadania pornografii z rysunkami postaci dziecięcych nijak nie przekłada się na ograniczenie wykorzystywania dzieci przy produkcji pornograficznych zdjęć. Ba, może nawet pośrednio wpłynąć na zwiększenie tej produkcji - bo pedofile ryzykujący tak samo za posiadanie realnych zdjęć i rysunków, jeśli już odważą się zaryzykować dla zaspokojenia swojej skłonności (a jakaś część na pewno zaryzykuje), wybiorą raczej realne zdjęcia niż komiksy. Podczas gdy przy legalności rysunków z nagimi Atomówkami, jakaś część z nich wybrałaby bezpieczniejszą opcję i nie sięgała po fotografie…
Tak przy okazji, to podobne prawo obowiązuje od niedawna również i w Polsce - karalne jest posiadanie “treści pornograficznych przedstawiające wytworzony albo przetworzony wizerunek małoletniego uczestniczącego w czynności seksualnej”. Przy czym prawo jest tu surowsze niż w przypadku zdjęć rzeczywistych osób, gdzie karalne jest posiadanie jedynie treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat 15, a posiadanie pornografii z udziałem małoletnich w wieku od 15 do 18 lat podlega karze jedynie w przypadku, gdy zamierza się tę pornografię rozpowszechniać. Ciekawe, kiedy doczekamy się pierwszego wyroku podobnego do tego wydanego przez sąd w Australii?
26 stycznia został aresztowany anarchista, który prawdopodobnie rozmawiał o akcjach przez telefon w pociągu. Jeden z pasażerów stwierdził, że mężczyzna coś mówił o tym, że "trzeba działać w małych grupach" i podejrzewał, że rozmawiał z Al-Kaidą. Niektórzy bali się, że mężczyzna chciał wysadzić pociąg, więc zadzwonili na policję.
Niestety, tym mężczyzną był 64-letni Ojore Lutalo, który dopiero teraz wyszedł z więzienia, gdzie spędził 27 lat, z czego 20 lat w odosobnieniu. Został aresztowany. Lutalo wracał właśnie z targów książki anarchistycznej w Los Angeles, więc miał ze sobą sporo tekstów anarchistycznych.
Jednak nawet policja nie uwierzyła, że Lutalo chciał wysadzić pociąg - nie miał broni, rozmawiał otwarcie w pociągu. Lutalo wyszedł za kaucją w wysokości 3 tys. dolarów, co nie jest możliwe dla "terrorysty". Tym niemniej będzie odpowiadać za "stworzenie zagrożenia dla transportu publicznego".
15-letnia Turczynka została skazana na prawie 8 lat więzienia za udział w kurdyjskiej demonstracji. Sądzono ją na mocy antyterrorystycznych przepisów, została oskarżona m.in. o rzucanie kamieniami w policję. Dziewczyna utrzyumuje, że nie brała udziału w proteście, przechodziła jedynie obok i przystanęła z ciekawości na chodniku by się jej przyjrzeć.
Nastolatka (ujawniono jedynie jej imię: Berivan) została zatrzymana w październiku ubiegłego roku w mieście Batman na południowym wschodzie kraju, w trakcie demonstracji nielegalnej w Turcji i uznawanej przez UE i USA za "ugrupowanie terrorystyczne" Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Od 9.10.2009 przebywała w areszcie.
Sąd w Diyarbakir uznał ją za winną "przestępstw dokonanych w imieniu nielegalnej organizacji", po tym jak prokuratura oskarżyła ją o wykrzykiwanie sloganów i obrzucanie kamieniami funkcjonariuszy policji. Postawiono jej również zarzuty "udziału w spotkaniach i demonstracjach odbywajacych się wbrew prawu" i "rozprowadzania propagandy nielegalnej organizacji", mimo zapewnień oskarżonej w sądzie, że nie wie nawet co to znaczy słowo "propaganda".
Dziewczyna utrzymywała zarówno po zatrzymaniu, jak i w czasie procesu, że na miejscu demonstracji znalazła sie przypadkiem, idąc do krewnych i przyglądała się jedynie biernie protestującym, a policja pomyliła ją z inną uczestniczką demonstracji. Nastepnie biciem wymuszono na niej w areszcie przyznanie się do zarzutow. Sad nie dal wiary jej słowom.
Rodzina Berivan jest zszokowana wysokością wyroku, biorąc pod uwagę to, ze nikt w wyniku zarzucanych jej działań nie ucierpial. Matka dziewczyny twierdzi, że nawet mordercy dostają mniejsze kary. Początkowo, 15-latkę skazano na 13,5 roku więzienia, wyrok następnie złagodzono do 7 lat i 9 miesięcy ze względu na jej wiek.
Turcja słynie z niechlubnej praktyki skazywania dzieci na więzienie za przestępstwa powiązane z terroryzmem, na mocy antyterrorystycznego prawa wprowadzonego w 2006 r. Pozwala ono sadom na sądzenie nieletnich jak dorosłych i skazywania ich na wyroki do 50 lat pozbawienia wolności. Obecnie w tureckich wiezieniach przebywa 2 622 kilkunastolatków.
Wg Stowarzyszenia Praw Człowieka z Diyarbakir, od czasu wprowadzenia ustawy antyterrorystycznej na jej podstawie skazano 737 niepełnoletnich. Z 267 sądzonych w tym mieście w zeszłym roku, 78 otrzymalo wieloletnie wyroki wiezienia. W listopadzie ubiegłego roku prokurator domagał sie kary 23 lat pozbawienia wolności dla każdego z szóstki 13-14 latków oskarzonych o rzucanie kamieniami i koktailami Molotova.
Obrońscy praw czlowieka utrzymują, ze wielu małoletnich więzniów zostało oskarżonych bezpodstawnie i potępia ich skazywanie jako naruszenie zobowiazania jakie przyjęła na siebie Turcja jako sygnatariusz Konwencji Praw Dziecka ONZ.
W zeszłym tygodniu Turcję uznano za państwo, które w okresie 1959-2009 najczęściej dopuszczało się łamania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (której również jest sygnatariuszem). Wg danych Trybunału Praw Człowieka, 19% wytoczonych w tym okresie spraw przypada na to państwo, wydano przeciw niemu 2 295 wyroków. Najczęstsze skargi dotyczą odmowy prawa do sprawiedliwego procesu, a nastepnie niehumanitarnego lub poniżającego traktowania.
Uczeń miał być zawieszony za zabawę pięciocentymetrowym karabinem
czyli amerykańskich absurdów ciąg dalszy. Klocki lego uczą, bawią i przysparzają masy kłopotów dzieciom w USA. Okazuje się, że polityka zero tolerancji dotyczy także maleńkich zabawek.
W czasie przerwy obiadowej, w szkole podstawowej w South Beach, dwóch chłopców bawiło się klockami lego. Kiedy do stołówki wszedł dyrektor i zauważył, że jedna z zabawek jest uzbrojona w „imitację karabinu” zarekwirował broń i zabrał dziecko do swojego gabinetu.
Dopiero po konsultacjach z Miejskim Departamentem Edukacji zdecydowano, że chłopiec nie zostanie zawieszony w prawach ucznia. Dziecko złamało jednak zakaz wnoszenia do szkoły zabawek imitujących broń palną więc jego matka musiała zostać wezwana, a zawieszenie poważnie rozważone. Sam winowajca spędził cały dzień u dyrektora.
O ile jestem w stanie zrozumieć zakaz przynoszenia do szkoły zabawek imitujących broń w jakichś rozsądnych rozmiarach to wszczynanie takiego larum z powodu miniaturowego karabinu na nowo definiuje pojęcie absurdu.
Co ciekawe zabawka drugiego dziecka trzymała w ręce miniaturę topora, a nie została skonfiskowana. Czyli argument o zabawkach nakłaniających do przemocy możemy sobie spokojnie darować.
Choć chłopcu pewnie nie było do śmiechu, to obserwowanie kolejnych gadżetowych afer w USA jest dość zabawnym zajęciem. Od czasu dyrektora nie odróżniającego wykrywacza ruchu od bomby wiemy, że w stanach nie warto przynosić do szkoły urządzeń elektronicznych własnej roboty. Teraz indeks gadżetów zakazanych powiększył się o pięciocentymetrowe karabinki. Ciekawe, co będzie następne?
Pomógł: 44 razy Wiek: 22 Dołączył: 09 Paź 2007 Posty: 2338 Skąd: Polska (wsch)
Wysłany: 2010-02-06, 17:08
Jestesmy swiadkami jak pojecie "paranoja" nabiera nowego znaczenia ludzie naprawde juz pie**olca dostaja, niech wezmie jeden z drgim mlotek i... napewno nie zaszkodzi.
_________________ "Są ludy, co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia" - J. Kaczmarski
Moja szkoła nie jest super idealna, ale to to przegięcie... Odbierać dziecku zabawkę i zawieszać go za to, że przyniósł zabawkę w kształcie karabinka? No bo to karabin nie był tylko zabawka w jego kształcie
Turecki sąd skazał na 21 lat wydawcę kurdyjskiej gazety za "wspieranie terroryzmu".
Ozan Kılınç (na zdjęciu) wydał dwanaście numerów pisma "Azadiya Welat" ("Niepodległa Ojczyzna") zanim zostało ono zamknięte przez władze.
Wśród zarzutów znalazło się między innymi nieuznawanie tureckich żołnierzy poległych w walce z PKK za męczenników oraz pisanie o więzionym przywódcy Partii Pracujących Kurdystanu (Partiya Karkerên Kurdistan) Abdullahu Öcalanie jako o przywódcy kurdyjskiego ludu.
Aktywiści kampanii „Reclaim your data” (czyli „odzyskaj swoje dane”) zachęcają do przyłączenia się do kampanii przeciwko tzw. „Programowi Sztokholmskiemu”. Program Sztokholmski, wdrażany w krajach Unii Europejskiej, polegający na tworzeniu ujednoliconej bazy danych, przechowującej informacje o obywatelach. Dane pochodzące z systemów informatycznych policji i służb bezpieczeństwa krajów członkowskich są łączone z informacjami pochodzącymi ze scentralizowanych baz danych, takich jak Schengen Information System (SIS) i Europol.
Bazy danych przechowują nie tylko dane o przestępcach, ale też informacje o wszystkich imigrantach, którzy próbowali się dostać na teren Unii Europejskiej (w tym osób starających się o azyl), osobach, które zostały zatrzymane lub wylegitymowane na demonstracjach. W ramach „Programu Sztokholmskiego” budowana jest infrastruktura pozwalająca na współdzielenie danych w czasie rzeczywistym. Krytycy wskazują, że proces ten doprowadzi do sprowadzenia do najniższego wspólnego mianownika poziom ochrony danych osobowych obowiązujący w poszczególnych krajach Unii.
Reclaim your data zachęca wszystkich do skorzystania z obywatelskiego prawa do dostępu do własnych danych zgromadzonych w systemach informatycznych, w celu sprawdzenia, ile informacji faktycznie jest tam zapisanych. Zapytanie w tej sprawie należy skierować do organów policji powiązanych z systemem wymiany danych SIRENE na terenie danego kraju.
http://www.policja.pl/por...uro_SIRENE.html
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach