Izraelscy rabini stają w obronie szokującego religijnego usprawiedliwiania zabijania nie-Żydów. Rabinacka książka zaleceń do zabijania nie-Żydów wznieciła wzburzenie w Izraelu i ujawniła zakres kontroli morderczych teokratów nad jego rządem.
Gdy wszedłem do księgarni religijnej „Pomeranz” w centrum Jerozolimy, by zapytać o dostępność książki pt. „Torat Ha’Melech” (czyli „Królewska Tora”), wywołało to zamieszanie. „Jest pan pewien, że chce pan ją kupić?”, zapytał pół żartem właściciel, pan Pomeranz. „Jeśli tak, to Szabak (izraelska służba bezpieczeństwa wewnętrznego) będzie chciała z panem rozmawiać”. Inni klienci przestali grzebać wśród książek i zaczęli się na mnie gapić, a pan Pomeranz wskazał na kamerę przykręconą do ściany: „Widzi to Pan?” zapytał – „Szabak na wszystko patrzy”.
Gdy tylko „Torat Ha’Melech” została opublikowana w zeszłym roku, wywołała skandal. Zamieszanie zaczęło się, gdy jeden z izraelskich tabloidów nazwał jej zawartość „230-stronicowym zbiorem praw związanych z zabijaniem nie-Żydów, swego rodzaju „przewodnikiem” dla wszystkich którzy zastanawiają się nad tym i nad rozstrzygnięciem, kiedy jest dozwolone pozbawienie życia nie-Żyda. Jak twierdzi autor książki, rabin Yitzhak Szapira, „Nie-Żydzi są „z natury pozbawieni litości” i powinni być zabijani aby „powstrzymać ich złe skłonności”. „Jeśli zabijamy goja, który naruszył jedno z 7 przykazań… nie ma nic złego w takim morderstwie” twierdzi Szapira. Cytując żydowskie [rabinackie] prawo jako źródło (a przynajmniej wysoce selektywną jego interpretację) twierdzi dalej, że „Zabijanie niemowląt jest usprawiedliwione, jeśli jest jasne, że urosną aby nam szkodzić i wobec tego mogą być umyślnym, a nie przypadkowym celem podczas walki z dorosłymi”.
W styczniu Szapira został na krótki czas zatrzymany przez izraelską policję, a dwóch innych rabinów, którzy pochwalili jego książkę zostało wezwanych przez Szabak na przesłuchanie. Rabini ci jednak odmówili stawienia się, w praktyce grając na nosie państwu i jego prawom. Rząd na to nie zareagował. Cała ta sprawa stawia pod wielkim znakiem zapytania gotowość rządu Izraela do wystąpienia przeciw zajadle rasistowskiemu odłamowi izraelskiego rabinatu. „Coś takiego jeszcze się nigdy dotąd nie zdarzyło” – skomentował z głębokim zdumieniem izraelski komentator medialny, Jossi Sarid – „choć mogłoby się wydawać, że już tu wszystko widzieliśmy”. „Dwaj rabini zostali wezwani na przesłuchanie przez policję i w odpowiedzi oznajmili, że się nie stawią. Nawet osadnicy [na terenach okupowanych], raczą się zjawiać [na takie wezwania]”.
Zarówno izraelski Prokurator Generalny, jak i premier Benjamin Netanjahu skwitowali milczeniem publiczne zlekceważenie systemu prawnego Państwa. Po publikacji „Torat Ha’Melech” Netanjahu skrupulatnie unikał krytykowania jej zawartości i popleczników jej autora. Podobnie jak wielu uprzednich premierów, został skutecznie zastraszony przez izraelską społeczność religijnych szowinistów. Netanjahu jednak wydaje się być wyjątkowo bezsilny. Słabość ta wynika z faktu, że osobistości z religijnej prawicy są prominentnymi członkami jego koalicji rządowej i stanowią znaczną część jego bazy politycznej. Dla Netanjahu konfrontacja z rabinackimi oszołomami mogłaby być politycznym samobójstwem, lub mogłaby go zmusić do sojuszu z siłami centrowymi, które nie popierają jego entuzjazmu dla żydowskich osiedli na okupowanym Zachodnim Brzegu.
Panteon izraelskich fundamentalistycznych rabinów paradował swe polityczne znaczenie 18 sierpnia, na zwołanym „ad hoc” kongresie, w jerozolimskim hotelu Ramada Reneissance.
Rabin za rabinem deklarowali w imieniu świętej Tory, przed widownią 250 zwolenników wśród których był skrajnie prawicowy poseł do Knesetu [parlamentu] Michael Ben-Ari, że nie poddadzą się żadnym próbom kontroli ich aktywizmu politycznego przez rząd, zwłaszcza jeśli ten aktywizm zawiera podjudzanie do ataków terrorystycznych na nie-Żydów. Rabin za pomarszczonym rabinem perorował do zachrypnięcia przeciw rządowemu śledztwu w sprawie „Torat Ha’Melech”, aż całe zgromadzenie zeszło na nawoływanie do mordowania nie tylko Gojów, ale i nie-religijnych Żydów: „Obowiązek złożenia swego życia w ofierze stoi ponad wszystkimi innymi podczas walki z tymi, którzy kwestionują autorytet Tory” grzmiał rabin Jeszua Szapira, pryncypał jesziwy (szkoły religijnej) na przedmieściu Tel-Awiwu Ramat Gan. „Jest to prawdą nie tylko w odniesieniu do Gojów, którzy próbują ja zniszczyć, ale także w odniesieniu do Żydów”.
FUNDOWANA PRZEZ RZĄD AKADEMIA TERRORYZMU
Budząca niepokój filozofia zawarta w „Torat Ha’Melech” narodziła się w gorącej atmosferze „osiedla” zwanego Yitzhar, położonego na północy Zachodniego Brzegu w pobliżu palestyńskiego miasta Nablus. Yitzhak Szapira prowadzi tam osadniczą jesziwę Od Josef Czai, przewodząc małej armii fanatyków, marzących o napastowaniu Palestyńczyków zbierających plony na swych polach i wypasających swe stada w dolinie poniżej „osiedla”. Jeden z jej członków, emigrant z Ameryki Jack Teitel przyznał się do zamordowania dwóch niczemu niewinnych Palestyńczyków i próbie zamordowania liberalnego izraelskiego historyka Ze’ewa Sternhella przy pomocy listu z bombą. Teitel jest podejrzewany o wiele więcej morderstw, w tym atak na centrum gejowskiej społeczności w Tel Awiwie.
Mimo że Od Josef Czai wydaje się być instytucją szkolącą terrorystów, jesziwa zgarnęła od 2007 roku prawie 50 tysięcy dolarów dotacji od Ministerstwa Spraw Społecznych, podczas gdy Ministerstwo Edukacji zasiliła jej budżet ponad 250 tysiącami w latach 2006-2007. Ponadto jesziwa hojnie skorzystała z datków wolnej od podatków amerykańskiej organizacji „non-profit”, zwanej Centralny Fundusz dla Izraela (Central Fund of Izrael). Mieszczący się w sklepie Marcus Brothers Textiles w centrum Manhattanu Central Fund przelał na jej konto co najmniej 30 tysięcy dolarów w latach 2006-2008.
Choć Szapira nie nazywa „wrogów” po imieniu na stronach swej książki, jego długotrwałe powiązania z atakami terrorystycznymi na Palestyńskich cywilów jasno pokazują kogo za nich uważa. W 2006 Szapira został na krótko zatrzymany przez izraelską policję za nakłanianie swych zwolenników do mordowania wszystkich Palestyńczyków którzy skończyli 13 lat życia. Dwa lata później podpisał, jak twierdzi izraelski dziennik Ha’aretz, list rabinacki, popierający izraelskich Żydów, którzy brutalnie pobili dwóch młodych Arabów podczas obchodów Dnia Holokaustu. W tym samym roku Szapira został aresztowany za podejrzenie zorganizowania ataku rakietowego na palestyńską wioskę w pobliżu Nablus. Choć został wtedy zwolniony, jego nazwisko pojawiło się w związku z innym aktem terroru, gdy w styczniu policja przeprowadziła rajd na jego „osiedle” szukając wandali, którzy podpalili pobliski meczet. Szabak aresztował 10 „osadników”, konfederatów Szapiry, jako podejrzanych o to podpalenie.
WPŁYWOWI PRZYJACIELE
Mimo swego długoletniego zamieszania w terroryzm, a może właśnie dzięki temu, Szapira cieszy się poparciem czołowych fundamentalistycznych rabinów Izraela. Jego najbardziej znanym poplecznikiem jest Dow Lior, przywódca jesziwy Szawei-Hebron w radykalnym ”osiedlu” Kirjat Arba w pobliżu palestyńskiego miasta Hebron. „Osiedle” to uważane jest za wylęgarnię żydowskiego terroryzmu. Lior gorąco chwalił „Torat Ha’Melech”, nazywając książkę „bardzo na czasie, zwłaszcza teraz”.
Ten entuzjazm Liora wypływa z jego własnego nastawienia do nie-Żydów. Gdy służył jako Naczelny Rabin IDF (Izraelskiej Armii), pouczał żołnierzy: „Nie ma kogoś takiego jak cywile podczas wojny… tysiąc żywotów nie-Żydów nie jest warte jednego żydowskiego paznokcia!”. Prawdę powiedziawszy Lior chciałby ocalić tylko nielicznych nie-Żydów od śmierci, a mianowicie schwytanych żywcem palestyńskich bojowników, którzy – jak to kiedyś zaproponował – mogliby być użyci do eksperymentów medycznych na żywych ludziach.
Poza tym Lior wydaje się być szczęśliwy patrząc jak giną Palestyńczycy, tak jak padali pod gradem kul z karabinu maszynowego Barucha Goldsteina w 1994 roku. Goldstein, który zastrzelił 29 Palestyńczyków i zranił 150 podczas gdy modlili się w grocie pod Meczetem Patriarchów w Hebronie, był towarzyszem i sąsiadem Goldsteina w Kirjat Arba. Podczas pogrzebu Goldsteina Lior błogosławił masakrę jako czyn „dla uświęcenia boskiego imienia”. Potem chwalił Goldsteina jako „człowieka sprawiedliwego”. Dzięki wysiłkom Liora kaplica poświęcona Goldsteinowi została wybudowana w Kirjat Arba, gdzie miejscowi mogą celebrować jego czyny i przekazywać jego spuściznę przyszłym pokoleniom.
Mimo że judzące wypowiedzi Liora doprowadziły do zakazu kandydowania do Najwyższej Rady Rabinów, pozostaje on, jak twierdzi dziennikarz Daniel Estrin, „szanowaną postacią dla wielu Syjonistów z mainstream”. Równocześnie zachował on niebagatelne wpływy wśród religijnych elementów w IDF (Armii). W 2008 roku, gdy generał brygady Awiczai Ronski przywiózł grupę oficerów wywiadu na specjalną „wycieczkę” do Hebronu, zakończył ją spotkaniem z Liorem, któremu pozwolił na podzielenie się z nimi swoimi poglądami na nowoczesną wojnę, że „Nie ma kogoś takiego jak cywile podczas wojny”.
Poza Liorem, „Torat Ha’Melech” jest popierana przez innego prominentnego fundamentalistę, rabina Yaakowa Yosefa. Yosef przewodzi jesziwie Hazon Yaakow w Jerozolimie i jest byłym posłem do Knesetu. Być może jest bardziej znaczące, że to syn Owadiacha Yosefa, byłego Naczelnego Rabina Izraela i duchowego przywódcy partii Szas, która stanowi kluczowy element rządzącej koalicji Netanjahu.
Yaakow Yosef użył swego stanowiska by bronić „Torat Ha’Melech”, podczas sierpniowej konwencji w Jerozolimie i stwierdził, że nie różni się ona od Hagady, którą wszyscy Żydzi czytają podczas Paschy. Hagada zawiera paragrafy o zabijaniu nie-Żydów, podobnie jak Biblia. „Czy ktokolwiek chce kwestionować Biblię?” zapytał Yakow.
BIBI (NETANJAHU) KŁADZIE USZY PO SOBIE
Kilka dniu zaledwie przed bezpośrednimi rokowaniami pomiędzy Izraelem a Autonomią Palestyńską w Waszyngtonie, planowanymi na wczesny wrzesień, 89-letni ojciec Yaakowa Yosefa, Owadiach, wygłosił swoje tygodniowe kazanie. Z typową zajadłością oznajmił: „Wszyscy ci źli ludzie powinni zniknąć z tego świata… Bóg pokaże ich zarazą, ich i tych tam Palestyńczyków”. Słowa te wywołały międzynarodową furorę i ostrą odpowiedź palestyńskiego negocjatora, Saeba Erekata. „Podczas gdy PLO jest gotowe wznowić negocjacje, na poważnie i w dobrej wierze” – powiedział – „członek izraelskiego rządu nawołuje do naszego zniszczenia”.
Palestyński poseł do Knesetu, Dżamal Zehalka zażądał, by Prokurator Generalny Izraela, Yehuda Weinstein postawił Yosefa przed sądem, za podjudzanie do zbrodni. „Gdyby, niech bóg broni, duchowy przywódca muzułmanów wygłosił anty-żydowski komentarz tego typu” – powiedział Zehalka – „zostałby natychmiast aresztowany”.
Całe to zdarzenie było idealną okazją dla Netanjahu, do udowodnienia powagi w rokowaniach poprzez odcięcie się skrajnego sojusznika w imię osiągnięcia pokoju. Wszystko co musiałby zrobić, to publicznie odrzucić ludobójcze wypowiedzi – krok ułatwiony przez potępienie rabina przez Biały Dom. Zamiast tego izraelski premier zrobił unik, poprzez sztampowe oświadczenie, że „wypowiedź rabina Owadiacha Yosefa, nie odzwierciedla poglądów Netanjahu”, ani „stanowiska rządu Izraela”.
Brak zdecydowanego odcięcia się od Yosefa świadczy, że jego partia pozostaje ważnym elementem izraelskiego rządu. Tak więc oświadczenie Netanjahu jest nie tylko dowodem słabości, ale również kłamstwem.
W internecie rozpowszechniana jest lista 200 izraelskich dowódców wojskowych, którzy brali udział w ofensywie przeciwko ludności cywilnej w Strefie Gazy w 2008-2009 r. Jak pisze źródło informacji, prawdopodobnie żołnierz armii izraelskiej, lista jest rezultatem pracy wielu osób, które wierzą, że ujawnienie nazwisk dowódców jest właściwym sposobem odwetu na państwowej armii. Ze względu na ryzyko, na jakie się naraża w Izraelu, autor lub autorzy listy nie chcą ujawniać swoich danych i proszą jedynie o jak najszersze publikowanie kopii listy.
Poniżej tekst oświadczenia publikowanego wraz z listą, podpisanego „My”.
"Ujawnienie ludzi wymienionych na liście jest aktem odwetu. Ci ludzie są bezpośrednimi sprawcami, agentami państwa Izrael, którzy od grudnia 2008 do stycznia 2009 r. atakowali tysiące ludzi w oblężonej Strefie Gazy. Osoby wymienione na liście zajmowały stanowiska dowódców w czasie ataku, a więc nie tylko służyli morderczej machinie państwa, ale aktywnie zachęcali innych, by czynili to samo. Ci ludzie są osobiście odpowiedzialni. Są tu niscy rangą oficerowie polowi i najwyżej postawieni generałowie armii izraelskiej. Wszyscy w aktywny sposób uczestniczyli w ofensywie.
Wymieniając ich nazwiska, celowo zwracamy uwagę na osoby, a nie na struktury w ramach, których działają. Utożsamiamy ludzi z podejmowanymi przez nich działaniami. To tym właśnie osobom i innym, takim jak oni, musimy się sprzeciwić i wyrazić im nasz protest.
To piracka informacja. Zachęcamy ludzi do szukania podobnych informacji zarówno w sferze publicznej, jak i w szafach pancernych urzędników państwowych. To forma oporu, która może być podtrzymana na długą metę. Ten projekt dopiero się rozpoczął. Dołącz do listy własne informacje, tak by objęła wszystkich odpowiedzialnych.
Gdy tylko przyjrzymy się bliżej działaniom izraelskim w czasie „Operacji Płynny Ołów”, okazuje się, że potężne żniwo śmierci i zniszczenia w Gazie nie było produktem ubocznym inwazji, lecz jej ledwo skrywanym celem. Aby uniknąć odpowiedzialności za tę wyrachowaną rzeź, Izrael długo utrzymywał, że Hamas wykorzystał cywilów palestyńskich jako „żywe tarcze”, co spowodowało wśród nich tyle ofiar. Tymczasem od początku do końca inwazji Izrael usiłował zniekształcić obraz wydarzeń, kontrolując doniesienia prasowe i przymilając się do zachodnich komentatorów. Wyniki śledztw organizacji praw człowieka wskazują jednak, że owym oskarżeniom pod adresem Hamasu brak jest jakichkolwiek podstaw, nie sposób natomiast zasypać przepaści między zapewnieniami Izraela o podjęciu wszelkich starań dla uniknięcia „strat ubocznych” a setkami ciał wydobytych spod gruzów kobiet i dzieci.
Izrael tuszował okrucieństwa, jakich dopuścił się w Gazie, oskarżając Hamas o wykorzystywanie Palestyńczyków jako żywych tarcz i cytując wyznania, wydobyte w trakcie „przesłuchań” od „aktywnych komórek”. Amnesty International wydała tymczasem po zakończeniu inwazji jeden z najobszerniejszych raportów poświęconych prawom człowieka w Gazie, w którym najbardziej niekorzystne dla Hamasu wnioski przedstawiają się następująco: Hamas „wystrzeliwał rakiety oraz umieszczał sprzęt i stanowiska wojskowe w pobliżu zabudowań cywilnych, narażając życie ich mieszkańców poprzez wywołanie ryzyka ataków izraelskich. Podczas konfrontacji zbrojnych z siłami izraelskimi wykorzystywał też puste budynki i majątki jako stanowiska bojowe, wystawiając mieszkańców pobliskich domów na niebezpieczeństwo ataków bądź dostania się w krzyżowy ogień”.
Izrael utrzymywał, że Hamas „umieścił swą bazę operacyjną na obszarach cywilnych nie mimo to, lecz właśnie dlatego, że zwiększało to prawdopodobieństwo powstania znaczących szkód dla cywilów” i że „podejmujący działania członkowie Hamasu byli dumni z narażania życia cywilów”. Jednakże Amnesty International doszła do dokładnie przeciwstawnych wniosków: nie znalazła „żadnych dowodów, że wystrzeliwano rakiety z domów czy budynków mieszkalnych, w których obecni byli cywile”; „bojownicy palestyńscy często wykorzystywali puste budynki, lecz [...] nie przejmowali siłą zamieszkałych”; Hamas „mieszał się z ludnością cywilną, czego jednak w małej i przeludnionej Strefie Gazy trudno było uniknąć”. Wreszcie czytamy: „bojownicy palestyńscy, podobnie jak żołnierze izraelscy, brali udział w starciach zbrojnych w pobliżu domów mieszkalnych, w których obecni byli cywile, co oznaczało narażenie ich na niebezpieczeństwo. Miejsca tych starć określiły głównie siły izraelskie, wdzierając się do Gazy czołgami i transporterami opancerzonymi oraz zajmując pozycje wewnątrz osiedli mieszkalnych”.
Amnesty International kategorycznie odrzuciła najcięższe z oskarżeń pod adresem Hamasu:
Wbrew powtarzającym się oskarżeniom ze strony oficjalnych czynników izraelskich o wykorzystywanie „żywych tarcz”, Amnesty International nie znalazła dowodów, by Hamas czy bojownicy z innych ugrupowań palestyńskich kierowali cywilów do osłaniania celów wojskowych przed przewidywanymi atakami. Nie znaleziono również dowodów na to, że Hamas czy inne ugrupowania zbrojne zmuszały mieszkańców do pozostania w wykorzystywanych przez bojowników budynkach, ani też na to, że bojownicy uniemożliwiali mieszkańcom opuszczenie przejmowanych przez nich budynków czy obszarów.
Emisariusze Amnesty International rozmawiali z wieloma Palestyńczykami, którzy skarżyli się na postępowanie Hamasu, w szczególności zaś na represje i ataki wymierzone w jego oponentów, takie jak zabójstwa, tortury i arbitralne aresztowania, lecz nie znaleźli świadectw wykorzystywania ich przez Hamas w roli „żywych tarcz”. Śledztwo Amnesty International w sprawie przypadków śmierci cywilów podczas ataków izraelskich nie potwierdziło wyjaśnień armii izraelskiej, zgodnie z którymi przyczyną tych śmierci było zazwyczaj ukrywanie się bojowników za plecami cywilów. Amnesty International badała przypadki śmierci całych rodzin i w żadnym z nich nie stwierdziła, by zbombardowane budynki były wykorzystywane przez grupy zbrojne do działalności wojskowej. Również w wypadku śmierci cywilów w ich domach w wyniku ostrzału precyzyjnymi pociskami bądź ostrzału czołgowego, w zbombardowanych budynkach nie znajdowali się bojownicy, a emisariusze Amnesty International nie znaleźli dowodów na to, by w czasie ataku w najbliższym otoczeniu toczyły się starcia zbrojne.
W oficjalnym dokumencie izraelskim utrzymuje się, że Izraelskie Siły Obronne przyjęły w czasie ataku na Gazę zasady walki, oznaczające zakaz „wykorzystywania cywilów w roli żywych tarcz”, zaś armia izraelska „podjęła całą gamę kroków w celu wpojenia i utrwalenia tych zasad w świadomości dowódców i żołnierzy”. Śledztwo Amnesty International – oraz inne podobne śledztwa – nie potwierdziło jednak wykorzystywania żywych tarcz przez Hamas, dowiodło natomiast, że żołnierze izraelscy „wykorzystywali cywilów, w tym dzieci, jako żywe tarcze, narażając na szwank ich życie, zmuszając do pozostania w domach, które zajęli i wykorzystywali jako placówki wojskowe, bądź w ich pobliżu. Niektórych cywilów zmuszano do wykonywania niebezpiecznych zadań, takich jak przeszukiwanie domów czy obiektów, w których obawiano się zastawienia pułapek. Żołnierze zajmowali też zamieszkałe budynki i przeprowadzali ataki z nich bądź z ich pobliża, wystawiając mieszkańców na niebezpieczeństwo ataku czy też dostania się w krzyżowy ogień”. Wykorzystywanie cywilów w charakterze żywych tarcz przez armię izraelską potwierdzają też inne śledztwa dotyczące stanu praw człowieka w okresie inwazji – szczególnie jasne pozostają tu ustalenia raportu Goldstone’a. Również świadectwa samych żołnierzy izraelskich potwierdzają zaistnienie tych praktyk.
Znani filozofowie Awiszaj Margalit i Michael Walzer każą nam jednak przyjąć za aksjomat, że choć wrogowie Izraela „rozmyślnie narażają cywilów na ryzyko, kryjąc się za ich plecami, to Izrael potępia takie praktyki”. W swej książce, poświęconej „badaniu mitów i iluzji” bliskowschodnich, Dennis Ross pomstuje na Hamas, który jego zdaniem wykorzystywał „ludność cywilną jako żywe tarcze” i czerpał „powszechny użytek” z tego procederu. Przedstawia też „oceny oparte o fakty” zgodnie z którymi Hamas „odrzuca już samą ideę rozwiązania dwupaństwowego”, jak też to on „postanowił położyć kres „zawieszeniu broni z czerwca 2008 r. (Ross ani słowem nie wspomina przy tym o krwawym ataku izraelskim z 4 listopada), zaś „kruchy pokój powrócił dopiero po zniszczeniu niemal wszystkich należących do Hamasu celów wojskowych przez Izraelskie Siły Obronne”.) „Dowódca sił brytyjskich w Afganistanie, pułkownik Richard Kemp, wystąpił z całą gamą oskarżeń pod adresem Hamasu, który miał „rozmyślnie stacjonować za plecami żywej tarczy w postaci ludności cywilnej” czy też „rozkazywać, a gdy było trzeba, zmuszać mężczyzn, kobiety i dzieci wśród własnej ludności do pozostania w miejscach, które stanowiły pewny cel Izraelskich Sił Obronnych”! To jednak wcale nie szczyt fantazmatów Kempa – oto „rzecz jasna” Hamas wysyłał w roli żywych bomb „kobiety i dzieci”. To wszystko ma się do rzeczywistości tak, jak jego bezustannie cytowane stwierdzenie, że „podczas Operacji Płynny Ołów Izraelskie Siły Obronne zadbały o prawa cywilów w strefie walki bardziej niż jakakolwiek inna armia w całej historii konfliktów zbrojnych”. Można tylko współczuć cywilom w teatrze wojennym Kempa.
Alibi izraelskie, zgodnie z którym wysoka liczba zabitych cywilów była wynikiem wykorzystywania ich przez Hamas w roli żywych tarcz, zostaje obalone w konfrontacji z prawdziwymi przyczynami śmierci wielu Palestyńczyków. Amnesty International tak pisze o wynikach przeprowadzonego po inwazji śledztwa:
Ataki, których skutkiem była największa liczba zabitych i rannych, przeprowadzono używając wystrzeliwanej przez samoloty bojowe, wysoce precyzyjnej amunicji dalekiego zasięgu, bądź też otwierając ogień czołgowy z odległości sięgającej kilku kilometrów – często dokonując wcześniej selekcji celów, co wymaga zazwyczaj akceptacji ze strony najwyższych szczebli dowództwa. Ofiary tych ataków nie dostały się w krzyżowy ogień bojowników palestyńskich i sił izraelskich, ani też nie osłaniały bojowników czy innych uprawnionych celów. Wielu z nich zginęło w czasie snu, gdy zbombardowano ich domy. Inni w momencie ataków powietrznych czy czołgowych zajmowali się codziennymi obowiązkami domowymi, siedzieli w ogródku przydomowym bądź też wieszali na strychu pranie. Trafione pociskami z myśliwców lub czołgów dzieci uczyły się i bawiły w swym pokoju, na strychu albo niedaleko od domu”.
Dalej czytamy, że cywile palestyńscy, „w tym kobiety i dzieci, padali ofiarą strzałów z bliskiej odległości, choć nie stanowili zagrożenia dla życia żołnierzy izraelskich” ani też „w momencie oddania strzału nie toczyły się żadne walki w pobliżu”, W studium Human Rights Watch udokumentowano przypadki zabójstw cywilów palestyńskich, którzy „próbowali oznajmić swój status nie biorących udziału w walkach, wznosząc białe flagi”, podczas gdy „wszelkie dostępne dowody wskazują, że siły izraelskie kontrolowały dane obszary, nie toczyły się wówczas na nich walki, a wśród cywilów, których zastrzelono, nie ukrywali się bojownicy palestyńscy”. Oto typowy przypadek: „dwie kobiety i troje dzieci z rodziny Abed Rabbo znalazło się przez kilka minut poza domem – co najmniej troje z nich trzymało skrawki białego płótna – gdy żołnierz izraelski otworzył ogień, zabijając dwie dziewczynki w wieku dwóch i siedmiu lat oraz raniąc ich babcię i trzecią z dziewczynek”. Tymczasem oficjalny komunikat izraelski zapewnia, że żołnierze Izraelskich Sił Obronnych dbają o „nieskalanie broni”, w związku z czym „nie wykorzystują broni i siły w celu zadania szkód ludziom, którzy nie biorą udziału w walkach, ani jeńcom wojennym”.
Raport Goldstone’a stwierdzał: „izraelskie siły zbrojne wielokrotnie otwierały ogień do cywilów, którzy nie brali udziału w działaniach wojennych i nie stanowili dla nich zagrożenia”. Czytamy też: „izraelskie siły zbrojne dokonywały rozmyślnych ataków na cywilów”, mimo iż nie istniały „żadne podstawy, dzięki którym izraelskie siły zbrojne mogłyby w racjonalny sposób uznać atakowanych cywilów za faktyczną stronę działań wojennych”. Z zebranych po inwazji świadectw żołnierzy izraelskich wynika, że cywile palestyńscy padli ofiarą barbarzyńskich mordów w „atmosferze”, w której „życie Palestyńczyków jest, by tak rzec, czymś dużo, dużo mniej ważnym od życia naszych żołnierzy”. Oto niektóre z tych świadectw: „Widzisz ludzi bardziej czy mniej pogrążonych w ich codzienności, idących na spacer itp. Absolutnie nie terrorystów. Słyszałem, że w innych oddziałach otwierano do nich ogień. Usiłowano ich zabić”. „Najwyraźniej ludzie nie mają szczególnych oporów przed odebraniem życia innemu człowiekowi”. „Każdego uznaje się tam za terrorystę”. „Pozwolono nam robić, cokolwiek chcieliśmy. Kto nam tego zakaże?” „Zrozumiałem, że w walce w tym miejscu jest coś dzikiego. Gdy namierzysz, strzelaj”. „Możesz robić, na co masz ochotę [...] po prostu dlatego, że tak jest zajebiście” – nawet dokonywać ostrzału białym fosforem, „bo tak jest fajnie. Zajebiście”.
Nie speszyło to autorów oficjalnego komunikatu izraelskiego, którzy bez najmniejszych zahamowań piali peany na cześć nadzwyczajnego szacunku, jakim „wartość najwyższa – życie ludzkie” cieszy się wśród żołnierzy armii izraelskiej. Lawrence Wright zaserwował zaś na pierwszej stronie New Yorkera opowieści z krypty o tym, „co naprawdę się stało” w Gazie – a działo się wiele: „wojsko izraelskie dosłownie stanęło na głowie, by oszczędzić życie cywilów w Gazie”. Będąc w Gazie, Wright odkrył również, że Palestyńczycy odczuwali szczególną więź z pojmanym przez Hamas żołnierzem izraelskim: „pobladłe rysy i łagodny wyraz twarzy Gilada Szalita zawojowały wyobraźnię mieszkańców Gazy. Może to się wydawać przewrotne, lecz powstało olbrzymie poczucie wspólnoty między tym skromnym żołnierzem a ludźmi, będącymi zakładnikami jego rządu. Mieszkańcy Gazy widzą w sobie Szalita: zamkniętego, maltretowanego i pogrążonego w rozpaczy”. Rozwiewa to mgłę tajemnicy, czemu jedna rodzina w Gazie za drugą nadaje swemu nowo narodzonemu synowi imię Gilad.
Lawina oskarżeń i kontroskarżeń o wykorzystywanie żywych tarcz skrywała usiłowania Izraela, któremu zależało na rozmyciu rzeczywistego obrazu sytuacji. Izrael faktycznie rozpoczął przygotowania propagandowe pół roku przed rozpoczęciem inwazji w grudniu 2008 r. Izraelską machinę propagandową – hasbarę – miała koordynować specjalnie wyznaczona w tym celu Dyrekcja Informacji Narodowej, będącą scentralizowanym ciałem przy biurze premiera. Gdy jednak światowa opinia publiczna obróciła się przeciw Izraelowi, Anthony H. Cordesman przedstawił diagnozę, zgodnie z którą państwo to nie zainwestowało wystarczających środków w „wojnę o odbiór”. Jak twierdzi Cordesman, Izrael „uczynił na arenie światowej niewiele w celu wyjaśnienia, co dokładnie uczynił w celu ograniczenia liczby ofiar cywilnych i strat ubocznych”, podczas gdy „z pewnością mógł – i powinien – uczynić o wiele więcej, by dowieść, jaką rozwagą wykazała się jego armia, oraz zadbać o wiarygodność”. Zdaniem administratora internetowej edycji Haaretz Bradleya Burstona problem polega na tym, że Izraelczycy „brzydzą się public relations”. Szanowany politolog izraelski Szlomo Awineri twierdził natomiast, że świat dysponował mglistym obrazem inwazji na Gazę z powodu „nadanego operacji kryptonimu, wpływającego na sposób jej odbioru”.
Skoro jednak na niewiele się zdał drobiazgowo przygotowany blitzkrieg propagandowy, to nie da się tego wytłumaczyć kiepskim redagowaniem izraelskich prasówek o misji humanitarnej, ani też uznać, że cały świat znadinterpretował wydarzenia. Rozmiar masakry był natomiast zbyt potworny, by mogła tu pomóc jakakolwiek machina propagandowa. Stało się to dobrze widoczne po zakończeniu inwazji, gdy Izrael nie miał już więcej bałamutnych pretekstów, pozwalających uniemożliwiać pracę dziennikarzom i zaprowadzać „najbardziej drakońską kontrolę prasy w historii wojny nowożytnej”. Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej stwierdziło o tej blokadzie medialnej, że „Izrael znalazł się za jej sprawą wśród garstki reżimów na całym świecie, regularnie uniemożliwiających dziennikarzom wykonywanie pracy” a Reporterzy Bez Granic nazwali ją „odrażającą i godną potępienia przez społeczność międzynarodową”. Ponad pół roku po inwazji Izrael nadal uniemożliwiał dostęp do Gazy takim organizacjom praw człowieka jak Amnesty International, Human Rights Watch i B’Tselem. Human Rights Watch zapytywała: „Skoro Izrael nie ma nic do ukrycia, to dlaczego odmawia nam wstępu?”
Ku rozżaleniu Cordesmana i oficjalnych czynników izraelskich, niedługo po zakończeniu inwazji opublikowano w kilku gazetach izraelskich świadectwa pilotów i piechurów, którzy popełnili zbrodnie wojenne w Gazie lub byli ich świadkami. Kilka miesięcy później izraelska organizacja Przerwać Milczenie opublikowała kolejne dossier z fatalnymi dla armii wyznaniami żołnierzy. Izrael asekurował się jednak oznajmiając w oficjalnym dokumencie: „Izrael to społeczeństwo otwarte i demokratyczne, w pełni respektujące wolność słowa. [...] Informacje o możliwych niewłaściwych poczynaniach żołnierzy dotarły różnymi drogami do władz Izraelskich Sił Obronnych”. Nie przeszkodziło to jednak izraelskiemu ministerstwu spraw wewnętrznych zaapelować po publikacji tych druzgocących świadectw, by rządy europejskie udzielające Przerwać Milczenie wsparcia finansowego obcięły jej fundusze.
Reakcja na owe świadectwa żołnierzy – nie licząc mało wiarygodnych reakcji oficjalnych, w których oskarżono żołnierzy o kłamstwo – oscylowała między szokiem a bagatelizowaniem sprawy. Tak jak filmowy kapitan Louis Renault, „zaszokowany! zaszokowany!” tym, że w Casablance kwitnie hazard, przedstawiciele państwa wyrażali niedowierzanie, że żołnierze izraelscy mogli popełnić zbrodnie. Owa reakcja stanowiła jednak „naturalną kontynuację ostatnich 9 lat, w których żołnierze zabili prawie 5 tys. Palestyńczyków, z których co najmniej połowę stanowili niewinni cywile, a niemal tysiąc to dzieci i nastolatki” – zauważył Gideon Levy, szydząc z upozowanej oficjalnej konsternacji. – „Wszystko, dokładnie wszystko, co żołnierze opisali w związku z Gazą, było rutyną przez całe lata krwawej łaźni”.
Przedstawiciele Izraela starali się przeciwdziałać szkodom dla public relations, jakie wyrządziły świadectwa żołnierzy, twierdząc, że chodzi tylko o kilka „zgniłych jabłek”. Również ten wybieg był jednak mało wiarygodny. Zbrodnie konkretnych żołnierzy stanowiły nieuchronny skutek zbrodniczej natury samego przedsięwzięcia: odzyskania izraelskiej zdolności odstraszania przez zastosowanie potężnej niszczycielskiej siły przeciwko całej bezbronnej społeczności. Levy konkludował: „Nie są to przypadki pomyłkowo otwartego ognia, lecz ognia, którego użyto rozmyślnie i zgodnie z rozkazem”. „Przedstawione tu przypadki dowodzą, że nie mamy do czynienia z błędami poszczególnych żołnierzy, świadczą one natomiast o błędnym zastosowaniu zasad, przede wszystkim na poziomie systemowym” – zauważyli izraelscy wydawcy oskarżycielskich świadectw – „Potężne i bezprecedensowe uderzenie w infrastrukturę i cywilów w Strefie Gazy stanowiło bezpośredni rezultat polityki Izraelskich Sił Obronnych”. „Setki cywilów zostało zabitych nie z powodu błędu, ani też nie przez garstkę zgniłych jabłek” – podkreślał w swym rozbudowanym studium Komitet Publiczny Przeciwko Torturom w Izraelu. Raport Goldstone’a stwierdzał, posiłkując się świadectwami żołnierzy izraelskich, że „wielokrotna niezdolność rozróżnienia między biorącymi udział w walkach a cywilami okazuje się [...] stanowić wynik instrukcji, rozmyślnie przekazywanych żołnierzom [...] nie zaś wynik incydentalnych pomyłek”. Czytamy też, że „wynik i modalność poszczególnych operacji wskazują [...] że pozostawały one [...] obliczone w znacznej mierze na zniszczenie mienia cywilnego i środków utrzymania ludności cywilnej, bądź też uczynienie ich niezdatnymi do użytku”.
Nie ma wątpliwości, że dla niektórych żołnierzy izraelskich owa masakra była okazją do pofolgowania swym sadystycznym skłonnościom, innych zaś skłaniało do brutalnych zachowań otoczenie. W ich świadectwach znajdujemy zatem stwierdzenia o „nienawiści i przyjemności”, „zabawie” i „rozkoszy”, jaką stanowiło zabijanie Palestyńczyków oraz o wyładowaniu się poprzez sianie zniszczenia, „ot tak sobie”, „dla zadowolenia”. Żołnierze żartowali więc sobie: „Hurra, zabiłem terrorystę. [...] Urwaliśmy mu głowę” „Szczęśliwie szpitale były już zapełnione, więc ludzie prędzej zdychali”. „Nie sposób było zakończyć tej operacji i kogoś nie zabić”. Niemniej „ekscesy” te umożliwiła i nadała im rozmiary prawdziwego rozpasania już sama zbrodnicza natura przedsięwzięcia. Sprowadzanie sprawy do jednostkowego sadyzmu czy – jak w tym wypadku – hałaśliwych i nieokrzesanych zachowań jest absurdem, tym bardziej, że najpotworniejszymi zbrodniami okazały się te, których najwyraźniej dokonano przestrzegając dyscypliny i rozkazów. Jeden z tych, którzy przepytywali składających świadectwa żołnierzy izraelskich, wyraził niesmak, że nie doprowadzili oni z powrotem do porządku i czystości zajmowanych wcześniej domów Palestyńczyków: „Takie zachowanie to po prostu zezwierzęcenie. [...] Wystawiacie armii izraelskiej świadectwo najniższych możliwych norm, taka jest prawda”. Znacznie mniej kłopotał się jednak tym, że owi piloci i piechurzy uszkodzili i zniszczyli tysiące budynków, czyniąc bezdomnymi 100 tys. Palestyńczyków.
Inni komentatorzy usiłowali zwalić winę za masakrę na sfanatyzowanych fundamentalistów, chwytając się świadectw żołnierzy, w których cytowano pełne hipokryzji i podżegających treści stwierdzenia rabinów armii izraelskiej i rekrutów ze szkół religijnych. Ethan Bronner sugerował w New York Timesie, że za zbrodnie odpowiedzialni są „nacjonaliści religijni”, którzy „zajmują coraz więcej odpowiedzialnych stanowisk wojskowych” i którzy zastąpili „świeckich, zachodnich i wykształconych” kibucników, stanowiących niegdyś trzon armii. Był to bardzo wygodny wykręt. W ten sposób znikało z pola widzenia, że mózgiem zbrodniczej ofensywy znanej jako „Operacja Płynny Ołów” – wedle słów jednego z żołnierzy oznaczającej rozpętanie siły ognia na „szaleńczą” skalę – był minister obrony Ehud Barak i jego jak najbardziej świecka klika, a Izrael popełniał masakry na długo przed tym, gdy w szeregach jego armii zyskali znaczenie fanatycy religijni.
Po tym, jak ujrzało światło dzienne pierwsze dossier ze świadectwami żołnierzy, Izraelskie Siły Obronne obiecały śledztwo, lecz zamknęły je blisko 10 dni później, stwierdzając, że doniesienia o powszechnych nielegalnych zabójstwach i zniszczeniu to tylko „plotki”. Z późniejszego „wewnętrznego śledztwa” armii izraelskiej wynikało, że „w czasie Operacji Płynny Ołów nie doszło do celowego zadania szkód cywilom przez Izraelskie Siły Obronne”. Barak wyraził radość z wyników śledztwa, gdyż „dowodzi ono raz jeszcze, że Izraelskie Siły Obronne to jedna z najbardziej moralnych armii na świecie”. W oficjalnym dokumencie izraelskim utrzymywano, że „aparat prawny i sądowy Izraela posiada wszelkie środki i motywację, by zbadać podejrzenia o łamanie prawa krajowego czy międzynarodowego przez jego dowódców i żołnierzy”. Human Rights Watch orzekła jednakże: „wyniki śledztwa jasno wskazują, że armia izraelska pozostaje niezdolna do obiektywnego monitoringu wewnętrznego”, zaś Amnesty International wyraziła ocenę, zgodnie z którą „w twierdzeniach armii prędzej znajdziemy próbę wymigania się od odpowiedzialności niż proces rzetelnego dochodzenia do prawdy”. Wedle raportu Goldstone’a „pozostaje bardzo wątpliwe, czy Izrael skłonny jest przeprowadzić rzetelne śledztwa w sposób bezstronny, niezależny, szybki i skuteczny”. Okropną niesprawiedliwością byłoby jednak twierdzenie, że żaden z żołnierzy izraelskich nie poniósł odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w okresie inwazji na Gazę: otóż jeden z nich otrzymał wyrok więzienia za kradzież należącej do Palestyńczyka karty kredytowej.
Atak na Gazę i bezczelne próby urabiania opinii publicznej w końcu odbiły się Izraelowi czkawką, czego dowodem pozostają cytowane w tej książce raporty organizacji praw człowieka. Jedną z nieprzewidzianych konsekwencji „Operacji Płynny Ołów” była bezprecedensowa reakcja Amnesty International. Organizacje praw człowieka opublikowały wiele dokumentów mówiących o skali śmierci i zniszczenia w czasie tej inwazji, lecz raport Amnesty International, zatytułowany „Fueling Conflict: Foreign arms supplies to Israel/Gaza”, zasługuje na szczególną uwagę. W tym przełomowym studium znajdujemy wezwanie do zaprzestania dostaw broni dla obu stron konfliktu oraz zaprowadzenia przez ONZ całkowitego embarga na te dostawy: „Amnesty International wzywa ONZ, a w szczególności Radę Bezpieczeństwa, by natychmiast nałożyła całkowite embargo na dostawy broni i amunicji dla stron konfliktu do czasu, gdy zniknie znaczące ryzyko ich użycia w celach oznaczających poważne pogwałcenie prawa międzynarodowego”. Amnesty International dokonała zestawienia wyprodukowanej za granicą broni użytej przez Izrael w trakcie inwazji na Gazę, takiej jak pochodzące ze Stanów Zjednoczonych pociski z białym fosforem, amunicja czołgowa czy pociski zdalnie sterowane, jak również przedstawiła harmonogram dostaw amerykańskiej broni do Izraela tuż przed inwazją i w jej trakcie. Stwierdziła, że „Stany Zjednoczone pozostawały dotąd największym dostawcą broni konwencjonalnej do Izraela”, „Stany Zjednoczone corocznie przekazywały Izraelowi znaczne sumy pieniędzy, by umożliwić mu nabycie broni, mimo amerykańskiego prawa zakazującego udzielania takiej pomocy stronom bezustannie dokonującym poważnych naruszeń praw człowieka” i że „w trakcie interwencji wojskowej w Strefie Gazy znaczną część wyposażenia izraelskiego stanowiły broń, amunicja i sprzęt wojskowy dostarczone przez Stany Zjednoczone za pieniądze podatników amerykańskich”. W raporcie znalazło się również krótkie zestawienie wyprodukowanej za granicą broni, wykorzystywanej przez palestyńskie grupy zbrojne. Dostarczono jej „na o wiele mniejszą skalę niż [...] Izraelowi”.
Apel Amnesty International o całkowite embargo na dostawy broni dla Izraela i palestyńskich grup zbrojnych stanowił kamień milowy w konflikcie izraelsko-palestyńskim. Dotychczas w wypadkach pogwałceń praw wojny przez Izrael z użyciem broni wyprodukowanej w Stanach Zjednoczonych organizacje praw człowieka wzywały ten ostatni kraj, by ograniczył pomoc wojskową dla Izraela oraz nałożył restrykcje na jej wykorzystanie, tak, by zmusić Izrael do zaprzestania systematycznego łamania prawa. Żadna organizacja praw człowieka nie przedstawiła jednak dotąd tak dokładnego wykazu zagranicznych dostawców broni dla Izraela, ani też nie wezwała ich w tak ostrym tonie do nałożenia embarga na broń. Zgodnie z przewidywaniami, administracja Obamy odrzuciła ten apel, zaś Abraham H. Foxman z Ligi Przeciw Zniesławieniu zaatakował Amnesty International za jej „szkodliwy i stronniczy raport”, który „nie oznacza nic innego niż odmawianie Izraelowi prawa do samoobrony” – Bezprecedensowy apel Amnesty International o nałożenie embarga można zinterpretować jako jeden z wyrazów prawdziwej odrazy, z jaką przyjęła masakrę w Gazie znaczna część społeczności międzynarodowej, w tym – co warte uwagi – liberalnych Żydów amerykańskich. Wrócę do tego niedługo, chciałbym jednak wcześniej przedstawić pokrótce swą podróż do Gazy po zakończeniu inwazji.
Fragment książki N. Finkelsteina ‘Gaza: O jedną masakrę za daleko’
(‘This Time We Went Too Far’ – Truth and Consequences of the Gaza Invasion)
Cytat:
Issa Qaraqe, palestyński Minister ds. Zatrzymanych ujawnił, że izraelscy żołnierze nasikali na dwóch palestyńskich młodocianych, których porwali, następnie uwięzili, zmusili do picia moczu z toalety, torturowali i sfilmowali, kiedy byli całkowicie nadzy.
Minister Qaraqe powiedział, że prawniczka Hibah Masalhah odwiedziła dzieci – Mohammeda Tariqa Abeda El-Latifa Mekhemara, lat 13, i Mohammada Nasera Ali Ridwana, również 13-to latka, w więzieniu Rimonim. Po swojej wizycie stwierdziła, że żołnierze izraelskich sił okupacyjnych zmusili dwóch chłopców, mieszkańców Beit Ur w dystrykcie Ramallah, do wypicia moczu z toalety. Żołnierze nasikali następnie na ich twarze śmiejąc się i przedrzeźniając ich, a inny żołnierz robił zdjęcia dzieci, kiedy były nago.
Adwokatka Masalhah, która spotkała się z dziećmi w więzieniu Rimonim dodała, że zostały one aresztowane przez izraelską policję graniczną (jednostka IDF składająca się ze zbrodniarzy i dilerów narkotyków, w większości druze) w pobliżu muru apartheidu w wiosce Beit Ur (w której mieszkają) na drodze nr 443 w lipcu 2010 r. Żołnierze IDF ciężko pobili dzieci, używając karabinów i kopiąc ich wojskowymi butami po całym ciele, następnie zasłonili im oczy, związali i przewieźli do żydowskiej kolonii w pobliżu wioski Beit Ur. Masalhah powiedziała, że żołnierze IDF zabrali dzieci do toalety i umieścili nago w jednym pomieszczeniu i ustawili klimatyzację na chłodzenie.
Dzieci powiedziały swojej prawniczce Masalhah, że izraelscy żołnierze nie dali im wody ani jedzenia, a kiedy poprosiły o wodę, żołnierze nasikali na ich buzie i rozkazali im otworzyć usta, aby pić. Następnie zmusili je do wypicia wody z ubikacji i zrobili kilka zdjęć.
Dzieci spędziły dwa dni nago w toalecie w nielegalnej kolonii bez jedzenia i picia i zmuszane były notorycznie do picia moczu. Nie wolno im było ani spać ani się ubrać.
Trzeciego dnia dzieci zostały przewiezione z toalety w kolonii ‘Benjamina’ (baza wojskowa Beit Il), gdzie były przesłuchiwane od 22 do 3 rano i po tym zostały przewiezione do wojskowego więzienia Ofer, gdzie spędziły 3 miesiące, zanim zostały przetransportowane do więzienia Rimonim.
Prawniczka stwierdziła, że dzieci cierpią na głęboki stres psychologiczny wskutek picia moczu izraelskich żołnierzy i bycia filmowanymi nago, kiedy żołnierze sikali na ich twarze i ciała.
Należy odnotować, że w przeszłości było publikowanych wiele historii o żołnierzach IDF zmuszających palestyńskich młodocianych do picia swojego moczu. W Hebronie izraelscy żołnierze stacjonujący na dachach palestyńskich domów wrzucali swój kał do zbiorników z wodą; w rezultacie kilka rodzin zostało zakażonych tyfusem. Wiem o tym z osobistych relacji rodzin Jaber i Abu Monshar, które zostały zarażone durem brzusznym po wypiciu wody skażonej kałem i moczem izraelskich żołnierzy, i opowiadano mi o wielu więcej takich przypadkach.
Ta obrzydliwa historia nie jest odosobnionym incydentem. 15 lat temu, 10 lat temu, 8 lat temu relacjonowałam o takich przypadkach w Hebronie. Opowiadano mi w historiach z Hebronu o żołnierzach, którzy brali kanapki dzieci idących do szkoły lub robotników i oddawali je po uprzednim nasraniu do nich. Inni relacjonowali o podobnych historiach w całej Palestynie. Kiedy Izrael zniszczył Jenin w 2002 r., żołnierze oddawali stolec i mocz na kserokopiarki, drukarki, komputery; takie zachowanie jest również znane z inwazji na domy i niszczenia miejsc publicznych i prywatnych w całej Palestynie. Większość nielegalnych kolonii spuszcza swoje nieoczyszczone ścieki na palestyńskie pola i wioski, co w rezultacie zanieczyszcza wody gruntowe na większości obszaru Zachodniego Brzegu. Te odrażające historie powtarzają się tak często, że jasnym staje się, że picie moczu i jedzenie kału jest ważną częścią żydowskiej kultury. Gdzie ci izraelscy żołnierze, którzy są chłopcami i dziewczętami z żydowskich rodzin, nauczyli się oddawać kał do zbiorników z wodą, na sprzęt biurowy, jedzenie, jeśli nie w domach, gdzie kultura jest żydowska? Dlaczego wszystkie nielegalne kolonie pozwalałyby swoim nieoczyszczonym ściekom spływać na palestyńskie wioski i pola jeśli pływanie w odchodach nie byłoby częścią ich kultury?
Jak informują brytyjskie Indymedia, w sobotę około południa w Tel Awiwie około 200 osób wzięło udział w demonstracji w związku ze śmiercią 36 – letniej Palestynki, Jawaher Abu Rahmah, która zmarła rankiem na skutek zatrucia gazem użytym przez izraelskich żołnierzy. Izraelczycy użyli gazu do rozpędzenia protestu przeciwko murówi wzniesionemu w okolicach palestyńskiej miejscowości Bil’in, oddzielającemu jej mieszkańców od uprawianej przez nich ziemi. Demonstracje w Bil’in odbywają się w każdy piątek od roku 2005.
Jawaher była starszą siostrą Bassama Abu Rahmaha, który zginął w roku 2007 trafiony w klatkę piersiową kanistrem z gazem, wystrzelonym przez izraelskiego żołnierza. Inny z braci zabitej, Ashraf, został umyślnie postrzelony przez izraelskich żołnierzy podczas protestów przeciwko murówi w pobliskiej wiosce Nilin.
Demonstracja w Tel Awiwie została zwołana przez serwisy społecznościowe na wieść o śmierci Jawaher. Pomimo tego stawiło się na niej około 200 osób, które zablokowały jedną z głównych ulic miasta w pobliżu ministerstwa obrony.
Demonstranci wznosili hasła po hebrajsku, angielsku i arabsku – wśród nich: „Obudźcie się – faszyzm już tu jest!” „Barak, Barak, ministrze obrony – jak wielu demonstrantów dziś zabiłeś?” i „Od Gazy do Bil’in – Wolność dla Palestyny!”.
Gdy tłum demonstrantów zaczął rosnąć, do akcji weszły szturmowe oddziały policji, które zepchnęły protestujących z jezdni aresztując conajmniej 8 osób.
W odpowiedzi, po krótkim powtórnym zebraniu się demonstranci zorganizowali sitting przed ministerstwem, blokując ruch na prawie 90 minut, a potem przenieśli się pod komisariat policji przy ulicy Dizengoff gdzie przesłuchiwani byli zatrzymani.
Rankiem na antenie radia Głos Izraela wywiadu udzielili: Jonathan Pollack, aktywista organizacji Anarchists Against the Wall i adwokat Michael Sfard, reprezentujący mieszkańców Bil’in w sporze z władzami Izraela w sprawie muru. Pollack, na którym ciąży wyrok więzienia za udział w protestach przeciwko izraelskim „murom hańby” a który był również obecny na tragicznym proteście w Bil’in przypomniał, że tylko w latach 2005 – 10 izraelska armia zabiła 21 uczestników pokojowych protestów, zaś użycie gazu łzawiącego doprowadziło niedawno do śmierci 18 – miesięcznego dziecka w palestyńskiej miejscowości Silwan.
Sfard zdementował informacje armi izraelskiej, jakoby Jawaher została przed śmiercią wypisana ze szpitala i zwrócił uwagę, że podczas protestu w Bil’in armia zaatakowała jako pierwsza, wystrzeliwując kanistry z gazem na które protestujący odpowiedzieli kamieniami.
Stowarzyszenie lekarzy zainteresowanych przełamaniem blokady Gazy z siedzibą w Libanie wyraziło zaszokowanie liczbą dzieci w Gazie zdeformowanych na skutek użycia przez Izrael w czasie ostatniej inwazji na Strefę zakazanych międzynarodowo rodzajów broni.
Streszczając piątkową konferencję prasową w Bejrucie po wyprawie do Strefy Gazy w celu oceny jej medycznej kondycji, kampania stwierdziła, że w Strefie jest mnóstwo dzieci zdeformowanych przez biały fosfor, zubożony uran, napalm, bomby kasetowe i inne zabronione międzynarodowo rodzaje broni użyte podczas ostatniej agresji na Gazę.
Medyczne stowarzyszenie stwierdziło, że w Strefie występuje drastyczny niedobór niezbędnych lekarstw.
Minister zdrowia w Gazie ostatnio często oskarżał zarządzające Zachodnim Brzegiem Władze Palestyńskie o wstrzymywanie setek brakujących materiałów medycznych.
W międzyczasie w sobotę zmarł Gazanin oczekujący na przekroczenie izraelskiej granicy w celu leczenia.
Anas Jumaa Salih cierpiał na blokadę wątrobowego krążenia żylnego. Izraelskie władze odmówiły mu wstępu przez przejście Eretz (Beit Hanoun) w północnej Strefie Gazy.
Minister zdrowia Gazy zaapelował do grup międzynarodowych oraz działających na rzecz praw człowieka o szybką interwencję dla ocalenia pacjentów Strefy, obwiniając częściowo władze Zachodniego Brzegu o nie dostarczanie niezbędnych leków.
Cytat:
Palestyński mężczyzna został zastrzelony z zimną krwią przez izraelską armię w sobotę po południu na wojskowym punkcie kontrolnym Hamra na wschód od miasta Nablus.
Naoczny świadek powiedział, że 24-letni Khaldun Samoudi był w drodze do miejsca pracy, kiedy został zastrzelony przez izraelskie siły.
Świadkowie dodali, że żołnierze nie pozwolili sanitariuszom na uratowanie młodemu mężczyźnie życia, pozostawiając go, by wykrwawił się na śmierć.
Ostatniej soboty na tym samym punkcie kontrolnym został zabity przez izraelskie wojsko 21-letni młody mężczyzna o nazwisku Ahmed Mouslemani. Wojsko utrzymywało wtedy, że mężczyzna chciał ugodzić żołnierza, ale dochodzenie wykryło, że niczego przy sobie nie miał.
W osobnym incydencie w sobotę rano nieopodal punktu kontrolnego Beit El na wschód od miasta Ramallah została zabita 40-letnia Palestynka Raja’a Ashtiya, kiedy prowadząca samochód Izraelka naumyślnie w nią uderzyła i przejechała.
Ashtiya szła razem z córeczką, kiedy obie zostały uderzone przez pędzący izraelski samochód. Kobieta zmarła na miejscu, natomiast jej 10-letnia córka Misk Ma’ali doznała umiarkowanych obrażeń.
Cytat:
Izraelscy żołnierze włamali się w piątek o świcie do domu 66 – letniego Omara al-Qawasmy w dzielnicy al-Sheikh w Hebronie na południu Zachodniego Brzegu i zastrzelili go, kiedy spał w swoim łóżku, podały miejscowe źródła.
Jego syn Raja’ey powiedział, że żołnierze włamali się do domu, skierowali bezpośrednio do sypialni jego rodziców i wystrzelili kilka nabojów, które podziurawiły tułów i twarz jego ojca.
Raja’ey dodał, że jego matka nie została ranna, gdyż odprawiała poranne modlitwy. Żołnierze zmusili ją do wejścia do pokoju jego niepełnosprawnego brata i przystąpili do zabicia jego ojca.
Stwierdził on następnie, że żołnierzom chodziło o Waela Mohammada al-Beitara, który mieszka na pierwszym piętrze.
Syn al-Qawasmy dodał, że kiedy żołnierze opuścili dom (po uprzednim aresztowaniu Waela Mohammada al-Beitara), rodzina znalazła ciało Omara w kałuży krwi i podziurawione kulami. Raja’ey powiedział, że żołnierze najwidoczniej użyli podczas zabójstwa karabinu z tłumikiem, gdyż nie słychać było oddanych strzałów.
“Żołnierze najwyraźniej myśleli, że al-Beitar mieszka na drugim piętrze”, powiedział Raja’ey. „Najwidoczniej dlatego otworzyli ogień w momencie, kiedy wtargnęli do pokoju; nie pofatygowali się, żeby sprawdzić jego tożsamość”.
Izraelska armia najechała Hebron, by ponownie aresztować sześciu członków Hamasu, których Władze Palestyńskie zwolniły w czwartek wieczorem po interwencji emira Kataru. Władze Palestyńskie aresztowały ich zeszłego września podczas kampanii aresztowań działaczy Hamasu po strzelaninie z samochodu do izraelskich kolonistów na tym obszarze i uwięziły w palestyńskim ośrodku zatrzymań w Hebronie. Są jednymi z setek członków Hamasu więzionych przez Siły Bezpieczeństwa Mahmouda Abbasa.
Podczas ataku izraelskie siły porwały pięciu członków Hamasu.
Rzeczniczka izraelskiej armii wyraziła “ubolewanie” z powodu zabicia przez pomyłkę niewinnego cywila nie zaangażowanego w żadną “działalność terrorystyczną”.
Cytat:
Ministerstwo Władz Palestyńskich ds. Zatrzymanych poinformowało w środę, że izraelskie siły aresztowały 1 100 palestyńskich dzieci w 2010 r., większość z nich we Wschodniej Jerozolimie i Hebronie.
W raporcie Minister Władz Palestyńskich ds. Zatrzymanych Issa Qaraqe stwierdził, że aresztowania te odzwierciedlają systematyczne ataki, wskutek których cierpią palestyńscy nieletni na Terytoriach Okupowanych każdego dnia.
Podkreślił również, że podczas 2010 roku miało miejsce więcej zatrzymań w okupowanej Jerozolimie Wschodniej, około 500, i w Hebronie, akcentując, że dzieci były często poddawane aresztowi domowemu.
Raport potępił również inne praktyki, wskutek których palestyńskie dzieci cierpią ze strony izraelskiej armii, szczególnie ich wykorzystywanie w roli żywych tarcz.
Według organizacji Międzynarodowa Obrona dla Dzieci – Palestyna, od kwietnia 2004 r. 16 palestyńskich dzieci ucierpiało wskutek tej praktyki, pomimo iż jest ona nielegalna zarówno w świetle międzynarodowego jak i izraelskiego prawa.
Niedawno dwaj żołnierze z Brygady Givati jako pierwsi zostali oskarżeni i uznani winnymi wykorzystywania palestyńskiego dziecka w roli żywej tarczy. Dwóch żołnierzy zostało zdegradowanych ze stopnia sierżanta sztabowego do sierżanta i dostało wyroki 3 miesięcy więzienia w zawieszeniu.
palestyna.wordpress.com
Cytat:
W dniach 30 października do 04 listopada 2010 r., na zaproszenie Council For European Palestinian Relations dla członków Parlamentarnej Grupy Polsko – Paletyńskiej , weszłyśmy w skład międzynarodowej delegacji pod przewodnictwem Sir Geralda Kaufmana – parlamentarzysty brytyjskiego. Celem tej delegacji było monitorowanie sytuacji Palestyńczyków żyjących na Zachodnim Brzegu Jordanu, w tym w Jerozolimie, Hebronie i Ramallach. Wobec niepokojących informacji o niezgodnych z prawem działaniach izraelskich ( osadnictwo, budowa muru, traktowanie ludności ) nasza delegacja miała za zadanie sprawdzić te doniesienia na miejscu.
Delegacja spotkała się w Ammanie ( Jordania ) skąd 31 października 2010 roku wyruszyliśmy na Zachodni Brzeg Jordanu. Już w trakcie przekraczania granicy jordańsko- izraelskiej doszło do incedentu, w którym urzędnicy izraelscy nie chcieli wpuścić jednego z członków naszej delegacji, co spowodowało zdecydowany sprzeciw Sir Geralda Kaufmana oraz całej naszej grupy. Izraelczycy zakwestionowali brytyjski paszport pana Aymana Abnawwada, gdyż według ich informacji p. Abnawwad urodził się w Gazie, więc powinien legitymować się paszportem palestyńskim. Wyjaśnianie tej sprawy trwało ok. 4 godzin, ale dzięki zdecydowanej postawie szefa naszej delegacji zakończyło się naszym sukcesem – p. Abnawwad przekroczył granicę izraelską. Jeszcze tego samego dnia odbyliśmy zaplanowane spotkanie z 3 członkami Palestyńskiej Rady Legislacyjnej oraz z byłym ministrem z Jerozolimy, którzy zmuszeni byli znaleźć schronienie w siedzibie Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. W trakcie tego spotkania dowiedzieliśmy się o ich losach; – usłyszeliśmy, że dostali oni rozkaz opuszczenia Jerozolimy, w której oni i ich rodziny żyły od wieków. Zostali skazani na opuszczenie swego miejsca zamieszkania przez władze izraelskie, co narusza prawo międzynarodowe, w tym Konwencję Genewską (art. 49, art. 9, art. 12 i 13). Ich rodziny są nękane i zastraszane, które to działnia mają być presją psychiczną wywieraną na tych parlamentarzystów – niezgodną z prawami człowieka. Niestety, od 01 lipca 2010 r. (gdy weszli do siedziby Międzynarodowego Czerwonego Krzyża) nie było żadnej istotnej reakcji ze strony społeczności międzynarodowej, która chociaż by próbowała zaprotestować przeciwko tym bezprawnym działaniom.
Następnie, tego samego dnia (31.10.10 r.), nasza delegacja spotkała się w Namiocie Protestu z przedstawicielami społecznośći palestyńskiej i jej organizacji pozarządowych. Usłyszeliśmy tam, że Namiot Protestu powstał na skutek decyzji władz izraelskich o wyburzaniu palestyńskich domów i trudności w uzyskaniu najprostszych nawet pozwoleń miejskich dla Palestyńczyków – mieszkańców Jerozolimy. W trakcie tego spotkania poznaliśmy małego chłopca, którego żołnierze izraelscy przetrzymywali w więzieniu, w którym był wielokrotnie bity. Opowiadając o swoich przeżyciach chłopiec ten pokazywał nam swoje obite plecy i nogi. Na spotkaniu tym było też obecnych kilkadziesiąt osób, których historie o brutalnym, nieludzkim traktowaniu przez władze izraelskie, były wstrząsające. Przypominały nam najgorsze doświadczenia z historii świata o których, szczególnie zaś w Polsce, nigdy nie możemy zapomnieć. Wydawać by się mogło, że również obywatele Izraela, w sposób szczególny powinni o tych doświadczeniach pamiętać.
01.11.2010 roku rozpoczęliśmy wizję lokalną w palestyńskiej dzielnicy Jerozolimy, gdzie rodziny wyrzucone z własnych, rodzinnych domów opowiadały swoje historie pokazując nam swoje domy, obecnie zajęte przez osadników izraelskich. Wszystkie te historie były do siebie podobne: – żołnierze izraelscy, zwykle w nocy, włamywali się do ich domów za pomocą karabinowych kolb i łomów. Palestyńczyków i ich dobytek wyrzucali brutanie na ulicę, a do ich domów wprowadzali natychmiast izraelskich osadników. Podczas jednej z takich akcji żołnierze izraelscy złamali rączkę 5-letniej dziwczynce. Przy każdej takiej akcji zwykle bili kobiety i mężczyzn. Jedna z wyrzuconych ze swego rodzinnego domu palestyńskich rodzin postanowiła zamieszkać wprost na ulicy na którą zostali wyrzuceni, pod płotem swojej posesji – udało im się przetrwać tak parę tygodni, ale byli tam pod ciągłą presją psychiczną i fizyczną obywateli izraelskich chronionych przez policję i wojsko. W końcu takie nieludzkie traktowanie odniosło zamierzony skutek – palestyńska rodzina zmuszona była przenieść się do krewnych, opuszczając okolicę w której żyła od pokoleń.
Następnie (01.10.2010 r.) nasza delegacja odwiedziła siedzibę ONZ-towskiej organizacji OCHA nadzorującej przestrzeganie praw człowieka na okupowanych terenach palestyńskich. Szef tego biura potwierdził nam wstrząsające informacje na temat brutalnego osadnictwa izraelskiego i traktowania Plestyńczyków przez władze okupacyjne. Przybliżył nam również topografię podziału Zachodniego Brzegu Jordanu – została ona podzielona na trzy strefy:
Strefa „A” obejmuje największe palestyńskie miasta i jest zarządzana przez cywilną i militarną władzę palestyńską.
Strefa „B” obejmuje większość palestyńskich obszarów wiejskich i zarządzana jest przez cywilne władze palestyńskie i militarne siły zarówno palestyńskie, jak i izraelskie. ( strefy „A” i „B” zajmują ok. 38% Zachodniego Brzegu Jordanu ).
Strefa „C” ( ok. 62% obszaru ) ciągle jest pod wyłącznym zarządem władz izraelskich, chociaż ugoda z Oslo przewidywała stopniowe oddawanie zarządzania tą strefą administracji palestyńskiej. Niestety, ugoda ta została „zamrożona” przez Izrael już w roku 2000. Liczy się, że ok. 50% palestyńskich gospodarstw wiejskich i ok. 150 000 Palestyńczyków żyje właśnie w strefie „C”. Dochodzi tu do bezprzykładnych napaści na palestyńskich rolników – ich płody rolne niszczy się tuż przed zbiorami, podpala się drzewka oliwne i rujnuje wszelką inną własność. Wszystkie te akty bezprawia odbywają się na oczach izraelskich sił militarnych i przy zupełnej obojętności izraelskich władz cywilnych. Palestyńczyków, którzy próbują bronić swej własności karze się różnymi sposobami.
Wachlarz kar jest różnorodny – od kar pieniężnych (nierzadko konfiskaty mienia) do kar więzienia. Innym problemem jest dowolne wyznaczanie dróg i szlaków komunikacyjnych na które Palestyńczycy nie mają wstępu. Wydłuża to wydatnie możliwość poruszania się po tym terenie. Na drogach którymi mogą przemieszczać się Palestyńczycy umieszczane są stałe i przenośne „checkpointy” na których dochodzi do olbrzymiego spiętrzania się kolejek ludzi i pojazdów. A ludzie ci przecież próbują dostać się do pracy, szkół, czy w celu załatwienia innych swoich potrzeb.
Po prezentacji w ONZ-towskiej OCHA nasza delegacja udała się do Hebronu na spotkanie z Przewodniczącym Rady Legislacyjnej i innymi palestyńskimi parlamentarzystami. Tam potwierdzono nam zdobyte wcześniej informacje dotyczące życia palestyśkich mieszkańców Zachodniego Brzegu Jordanu. Przeprowadzone tam rozmowy dotyczyły również sytuacji politycznej, a głównie braku porozumienia wiodących sił palestyńskich tj. Hamasu i Fatahu. Według polityków organizacji Hamas – partia Fatah, prowadząca rozmowy pokojowe z Izraelem, niedostatecznie zabezpiecza interesy palestyńskie, przygotowując dokumenty bez porozumienia z Hamasem. Ten brak porozumienia na palestyńskiej scenie politycznej znacząco pogarsza sytuację negocjatorów i w rezultacie nie rozwiązuje żadnych istotnych problemów.
W drodze powrotnej z Hebronu do Jerozolimy zostaliśmy zaproszeni do odwiedzenia jednego z byłych więźniów politycznych w jego domu rodzinnym. Młody mężczyzna opowiadał o swoim uwięzieniu i torturach jakie przeżył w izraelskim więzieniu. Jego obecny stan zdrowia wskazuje na to, że do końca swojego życia pozostanie inwalidą.
02.11.2010 roku wyjechaliśmy do Ramallach, gdzie spotkaliśmy się z politykami różnych partii mających swe reprezentacje w Palestyńskiej Radzie Legislacyjnej. Potwierdzono nam problemy zarówno polityczne, jak i bytowe Palestyńczyków.
Następnie odbyliśmy spotkanie w siedzibie Palestyńskiej Organizacji przeciw Apatrheidowi i Budowie Muru dzielącego Zachodni Brzeg Jordanu. Budowa tego muru jest niewątpliwie sprzeczna z prawem międzynarodowym. Mur ma mieć ok. 723 km długości i będzie miał wpływ na życie prawie półmilionowej ludności palestyńskiej, w tym na 250 000 mieszkańców Wschodniej Jerozolimy. By przejść na drugą stronę muru, na swoje pola, do pracy, do rodziny i tp. ludność palestyńska będzie musiałą posiadać specjalne przepustki i przekraczać mur przez specjalnie utworzone tam bramki „graniczne”. Mur wychodzi poza tzw. „Zieloną Linię” – obszar zajęty przez Izrael w 1967 roku. Nie ma żadnych podstaw do jego budowy. Decyzją Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwośći z 2004 roku Izrael powinien mur rozebrać i wypłacić odszkodowania za zniszczenia dokonane przy jego budowie. Niestety jest wręcz przeciwnie – budowa muru postępuje i nic nie wskazuje na to, by Izrael zamierzał wykonać wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Są raporty świadczące o tym, że stosuje się tam niedozwolone praktyki kolonialne i apartheidowe na wzór stosowanych kiedyś w Republice Południowej Afryki.
Tego samego dnia (02.11.2010 r.) wracaliśmy do Ammanu (Jordania). I znowu przejście przez granicę zostało znacząco utrudnione przez izraelskich urzędników w związku z pochodzeniem p. Aymana Abnawwada. W końcu, po wielkogodzinnym oczekiwaniu, zezwolono nam w komplecie przekroczyć granicę. W trakcie tego oczekiwania na przekroczenie granicy byliśmy świadkami dramatu młodej matki z dwójką dzieci. Kobieta ta wjechała do Zachodniego Brzegu wraz kilkuletnimi dziećmi (córką i synem) na paszportach australijskich. Po wizycie u rodziny wracała do Ammanu, skąd następnego dnia miała samolot do Australii. Niestety, okazało się, że urzędnicy izraelscy nie chcą jej przpuścić, gdyż ojciec dzieci jest Palestyńczykiem i synek powinien posiadać palestyński dokument podróży. Kobieta tłumaczyła, że mąż jest w Australii, że była tu z wizytą u rodziny, że wjechali tu na paszportach australijskich itd. Izraelscy urzędnicy nie zmienili zdania, odsyłając kobietę z dziećmi do Ramallah. Cała trójka dotarła na granicę izraelsko- jordańską kilka godzin przed nami, a została tam – bezradna – jeszcze po opuszczeniu przez nas tego przejścia granicznego. Nie mamy informacji o jej dalszych losach.
Następnego dnia tj. 03.11.2010 roku nasza delegacja spotkała się w Ammanie zarówno z Premierem jak i Ministrem Spraw Zagranicznych Jordanii.
Konkludując, należy stwierdzić, że na własne oczy mogliśmy obserwować nieludzkie, brutalne traktowanie Palestyńczyków przez okupacyjne władze izraelskie; – jak przy pomocy okupacyjnych sił militarnych wyrzuca się Palestyńczyków z ich z własnych domów, które natychmiast zajmowane są przez osadników izraelskich, jak burzy się całe palestyńskie dzielnice, jak utrudnia się Palestyńczykom w każdy możliwy sposób poruszanie się, jak Palestyńczyków Izraelczycy biją, poniżąją, zastraszają i niszczą ich mienie.
Widzieliśmy praktyki okupacyjnych władz izraelskich, które nie mieszczą się w żadnych prawach międzynarodowych i prawach człowieka. Represyjna działalność władz izraelskich nie cofa się przed żadnymi możliwościami zastraszania i poniżania Palestyńczyków. Mogliśmy zaobserwować (np. na ulicach Jerozolimy), że dzielnice palestyńskie są celowo źle zarządzane ( nie usuwa się z nich śmieci, czy też np. odpadów budowlanych ). Ma to stwarzać wrażenie że mieszkający tam ludzie nie dbają o swoje miejsce zamieszkania. Rzuca się też w oczy, że tzw. akcje osiedleńcze (nieludzko brutalne) i wyburzenia całych niemal dzienic zamieszkałych przez Palestyńczyków mają na celu jedno. Celem tym jest pozbycie się palestyńskich mieszkańców Jerozolimy w taki sposób, by to miasto stało się miastem „czysto” izraelskim. W podobny bowiem sposób izraelczycy postępują z chrześcijańskimi mieszkańcami Jerozolimy i ich miejscami kultu.
Trzeba zrobić wszystko, by wreszcie międzynarodowa społeczność nie była jedynie biernym świadkiem tego, do czego okupacyjne władze izraelaskie się posuwają w XXI wieku.
Co najmniej 8 osób zginęło, a około 50 zostało rannych, gdy izraelskie wojsko otworzyło ogień do Palestyńczyków i propalestyńskich demonstrantów protestujących w dniu katastrofy (Nakba) - czyli powstania państwa Izrael w 1948 r. Do incydentów doszło na granicy z Syrią i Libanem. 45 osób zostało rannych na Wzgórzach Golan w wiosce Majdal Shams, gdy grupa 40-50 Palestyńczyków przekroczyła granicę syryjsko-izraelską. Siły Obronne Izraela (IDF) otworzyły do nich ogień, gdy przekroczyli płot graniczny. Według syryjskiej telewizji zginęło 4 obywateli Syrii.
Inny krwawy incydent miał miejsce na granicy izraelsko-libańskiej, gdzie doszło do strzelaniny. Czterech propaletyńskich demonstrantów zginęło, a 11 zostało rannych.
garbaty knyp Pomógł: 2 razy Wiek: 27 Dołączył: 08 Maj 2011 Posty: 127 Skąd: poludnie kraju
Wysłany: 2011-05-23, 01:20
temat faszystowskiego panstwa izrael jest tematem wielokrotnie przemilczanym niestety i palestynczycy sa uwazani za terrorystow -takimi terrrrrorystami byli Polacy podczas zaborow....
Mysza Pomógł: 2 razy Dołączył: 06 Kwi 2011 Posty: 64 Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-05-26, 10:32
Przyznaje interesujacy temat, i ważny temat (pomijając fakt ,że nie instnieje coś takiego jak wolne media) ale tak się zastanawiam, interesujemy się cudzym ogródkiem a o własny ciężko zadbać.
W izraelskim parlamencie przeszedł właśnie pierwszy szkic ustawy, która nakłada na Palestyńczyków obowiązek zapłaty za zniszczenie ich domów.
Ustawa zostanie teraz skierowana do przegłosowania w Knessecie, gdzie ma duże szanse przejść ze względu na dotychczasową politykę rządu. Jeżeli prawo wejdzie w życie, każdy Palestyńczyk, którego dom został zniszczony, będzie zmuszony zapłacić ok. 1000 szekli w ramach pokrycia kosztów wyburzenia.
Od 1967 Izrael zniszczył 24 813 palestyńskich domów. 90% zostało wyburzonych z powodów "administracyjnych" (jak np. konieczność zrobienia miejsca na żydowskie osiedla), pozostałe 10% przestało istnieć w ramach "karania" Palestyńczyków za próby atakowania Izraela.
W ciągu pierwszych pięciu miesięcy w 2011, Izrael zniszczył więcej domów niż w czasie 2010, czyniąc tym samym 706 Palestyńczyków bezdomnymi. Statystyki pochodzą z danych Ministerstwa Obrony Izraela
STANY ZJEDNOCZONE. Muzeum Sztuki Dziecięcej (MOCHA) w Oakland w stanie Kalifornia zdecydowało o odwołaniu wystawy plastycznej dzieci z Gazy.
Partnerem wystawy była organizacja Sojusz Dzieci Bliskiego Wschodu (MECA) z jej dyr. Barbarą Lubin.
„Zbyt dobrze rozumiemy ogromny nacisk na muzeum. Ale kto wygrał? Nie muzeum. Nie MECA. Nie ludzie Zatoki. Traci na tym nasza wolność wypowiedzi. Tracą dzieci Gazy” – powiedziała. „Jedynymi wygranymi są ci, którzy wydają miliony dolarów na cenzurę każdej krytyki Izraela i uciszanie głosów dzieci żyjących pod wojskowym oblężeniem i okupacją.”
Izraelski Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok zabraniający łączenia mieszanych rodzin izraelsko-palestyńskich. Na wyrok w tej sprawie zaskarżającej ustawę o obywatelstwie czekały tysiące mieszanych rodzin. Środowy wyrok oznacza koniec ich nadziei na otrzymanie przez ich małżonków statusu obywatelskiego i pozwolenia na stały pobyt na terenie Izraela.
Ustawa w poważny sposób ogranicza prawo obywateli Izraela narodowości palestyńskiej do życia razem z małżonkami z Terytoriów Okupowanych, oraz „wrogich krajów” (na liście są Syria, Liban, Iran i Irak). Oficjalnym uzasadnieniem ustawy jest “troska o bezpieczeństwo” (łączenie rodzin ma jakoby pozwalać na przenikanie terrorystów na teren Izraela).
Uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego jest ciekawe o tyle, że sąd bez ogródek powołuje się na nacjonalistyczną inżynierię demograficzną. W uzasadnieniu swojego wyroku, sędzia Asher Gunis napisał: „przestrzeganie praw człowieka nie może prowadzić do narodowego samobójstwa”. Określenie „narodowe samobójstwo” jest stosowane w odniesieniu do powrotu palestyńskich uchodźców.
Również Minister Spraw Wewnętrznych Eli Yishai podkreślił konieczność ochrony żydowskiej większości. Inny polityk z partii Kadima powiedział:
„Decyzja Sądu najwyższego wyraża racjonalność separacji pomiędzy dwoma narodami i konieczność utrzymania żydowskiej większości i żydowskiego charakteru państwa”.
Wtórował mu inny poseł do Knessetu, Yakov Katz:
„Wydarzył się cud w Sądzie Najwyższym. Izrael został uratowany przed zalewem 2-3 milionów arabskich uchodźców.”
Stowarzyszenie na rzecz Praw Obywatelskich w Izraelu (ACRI) ostro skrytykowało decyzję, oświadczając:
„Opinia sądu poparła rasistowskie prawo, które niszczy rodziny, których jedynym grzechem jest to, że palestyńska krew płynie w ich żyłach.”
Jak stwierdził doktorant z uniwersytetu w Haifie:
“Ta decyzja jest dowodem na to, że nie możemy mieć zaufania do izraelskiego systemu prawnego. To jasne, że Sąd Najwyższy jest pod wpływem fali faszyzmu i rasizmu, która wzbiera w Izraelu i sędziowie nie mogli orzec w inny sposób”.
Tymczasowe prawo pobytu nie pozwala np. Palestyńczykom na prowadzenie samochodu na terenie Izraela.
Prawo o obywatelstwie pozwala na zjednoczenie rodzin izraelsko-palestyńskich jedynie w przypadku, gdy mężem jest Palestyńczyk powyżej 36 roku życia, lub żoną jest Palestynka powyżej 26 roku życia. Decyzja zabraniająca mieszanym parom żyć razem została podjęta przez rząd w maju 2002 r.
W związku z zeszłotygodniową decyzją ONZ o powołaniu komisji śledczej ws. izraelskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu, krytykowanego przez obrońców praw człowieka, Izrael podjął decyzję o zerwaniu współpracy z Komisją Praw Człowieka ONZ.
Izraelczycy nie wpuszczą też na teren Zachodniego Brzegu i swojego kraju komisji, która miałaby zbadać sprawę izraelskiego osadnictwa.
Izraelskie MSZ nakazało swemu wysłannikowi w Genewie, by ignorował wszelkie telefony od szefowej Komisji, Navi Pillay.
Izrael rozważa także nałożenie sankcji na Autonomię Palestyńską w odpowiedzi na decyzję Rady Praw Człowieka. Palestyński ambasador przy ONZ Ibrahim Khraishisaid powiedział po zgodzie na powołanie komisji, że trwająca dziesięciolecia izraelska okupacja powinna być potępiona jako naruszenie praw człowieka. Zaznaczył, że władze palestyńskie nie chcą izolacji Tel Awiwu na scenie międzynarodowej. „Gdy widzimy, że Izrael nie zaprzestał zabierania naszych ziem, musimy działać” – dodał.
Rada Praw Człowieka ONZ potępiła planowaną przez Izrael budowę nowych domów dla osadników żydowskich na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie, podkreślając, że plany te godzą w proces pokojowy i stwarzają zagrożenie dla rozwiązania konfliktu bliskowschodniego.
Na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie, tzn. na obszarach zajętych przez Izrael podczas wojny z 1967 roku, mieszka ok. 500 tys. Izraelczyków i 2,5 mln Palestyńczyków. Palestyńczycy podkreślają, że Zachodni Brzeg wraz ze wschodnią Jerozolimą i kontrolowaną przez Hamas Strefą Gazy to obszar ich przyszłego niepodległego państwa. Wskazują, że osiedla żydowskie, uznane za nielegalne m.in. przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, uniemożliwiają utworzenie zdolnego do funkcjonowania państwa palestyńskiego.
Jeff Halper – izraelski działacz praw człowieka nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, dyrektor Izraelskiego Komitetu Przeciwko Wyburzeniom Domów, autor książek An Israeli in Palestine: Resisting Dispossession, Redeeming Israel oraz Obstacles to Peace odwiedził Polskę. W ramach swojego pobytu w Warszawie poprowadził prelekcje, wykłady i debaty na temat izraelskiej polityki, wyburzeń palestyńskich domów na Terytoriach Okupowanych oraz historii ekspansji izraelskiego osadnictwa. Izraelski aktywista wziął także udział w konferencji w Sejmie RP pod patronatem wicemarszałkini Wandy Nowickiej. Jeff Halper przyjechał do Polski na zaproszenie Kampanii Solidarności z Palestynąoraz Społeczno-Kulturalnego Stowarzyszenia Palestyńczyków Polskich.
„Dla dziecka wyburzenie to trauma,która towarzyszyć mu będzie już przez całe życie”
Pierwsza prelekcja miała miejsce na Uniwersytecie Warszawskim, a jego współorganizatorami była Sekcja Orientalistyczna KN „Ars Politica”, patronat medialny objęło Le Monde Diplomatique oraz gazeta studencka SEDNO. Jeff Halper zarysował zgromadzonym źródła konfliktu i za pomocą szczegółowych map topograficznych Izraela/Palestyny zilustrował ogrom zaanektowanych przez Izrael terenów palestyńskich. Jeff Halper opowiedział o dyskryminacji, represjonowaniu i marginalizowaniu Palestyńczyków przez izraelskie władze i wojsko. Znaczna część prelekcji poświęcona była opowieściom związanym z procederami wyburzeń palestyńskich domów, a w szczególności historii pięciokrotnego wyburzania domu Salima i Arabiyi Shawamreh. Jeff Halper poparł swoją opowieść różnymi zdjęciami pokazującymi różne etapy wyburzeń, od wkroczenia na teren wojska począwszy, na gruzowisku i zniszczonym mieniu rodzinnym skończywszy. Izraelski aktywista usiłował przekazać publiczności, że wyburzenie nie jest jedynie pozbawieniem rodziny dachu nad głową. Dla mężczyzny wyburzenie stanowi jedno z najtrudniejszych doświadczeń pozbawienia go honoru. W konfrontacji z buldożerami niszczącymi jego dom, doświadcza on całkowitej bezradności wobec braku możliwości przeciwdziałania wyburzeniu. Nie mogąc obronić swojego domu, zostaje pozbawiony męskości i poczucia własnej wartości. Dla dziecka wyburzenie stanowi ogromną traumę, która niszczy jego poczucie bezpieczeństwa i rujnuje przekonanie, że rodzice mogą zapewnić mu dach nad głową i ciepły dom. Jeff Halper uświadamiał, że dziecko będące świadkiem wyburzenia własnego domu, widzące rodziców, którzy nie mogą temu zapobiec, już zawsze będzie zalęknione i niepewne. I nastawione wrogo wobec sprawców krzywdy jego i jego rodziców. Kobieta, która doświadcza wyburzenia potrafi pod wpływem tego zdarzenia rozpocząć żałobę. Dla większości niepracujących poza domem muzułmanek, dom stanowi epicentrum życia rodzinnego, jego najważniejszy element scalający wszystkich członków rodziny. Kobieta pozbawiona możliwości przyrządzenia dla rodziny posiłku i opieki nad domowym ogniskiem, zostaje pozbawiona kobiecości i fundamentalnego poczucia własnej wartości. Okoliczności powstałe w wyniku wyburzenia zmuszają ją do zamieszkania wraz z rodziną w domu innej kobiety, co tylko pogłębia jej rozpacz i poniżenie.
Jeff Halper dowiódł, że wyburzenie wstrząsa wszystkimi członkami rodziny, zaszczepia lęk o przyszłość, wprowadza niepewność, destabilizuje poczucie bezpieczeństwa. Udowodnił także, że władze izraelskie mogłyby w każdej chwili zaprzestać wyburzeń i znieść ten okrutny proceder. Nie robią tego jednak, ponieważ Palestyńskie Terytoria Okupowane nie przynależą w ich pojęciu do Palestyńczyków. Zachodni Brzeg to dla Żydów biblijna i historyczna własność Izraela, Judea i Samaria. Nie okupują zatem Zachodniego Brzegu, bo takowy nie istnieje. Tym samym „Izrael nie uważa się za okupanta, bo nie można przecież okupować własnego kraju.”
Jeff Halper zajmuje się zwalczaniem skutków aneksji palestyńskich ziem przez Izrael poprzez stawianie jej oporu. Jednym z jego ogniw jest odbudowywanie domów Palestyńczyków. Dotychczas odbudował niespełna 200 domów, co – jak sam przyznaje – jest kroplą w morzu w stosunku do prawie 27 tysięcy wyburzonych przez izraelskie wojsko domów Palestyńczyków. Jednakże każda kropla drąży skałę, a odbudowywanie, oprócz samego aktu fizycznego postawienia domu, ma także wymiar symbolicznego łączenia Izraelczyków z Palestyńczykami i pokazania izraelskim władzom, że sami jego obywatele sprzeciwiają się polityce swojego kraju.
„Polska ma swoje interesy w Izraelu”
Następnego dnia Jeff Halper wziął udział w konferencji w Sejmie RP pod patronatem wicemarszałkini Wandy Nowickiej. W spotkaniu wzięli udział członkowie Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków Polskich, przedstawiciele Le Monde Diplomatique, studenci orientalistyki, a także pokojowi obrońcy praw człowieka i aktywiści z ramienia Kampanii Solidarności z Palestyną. Jeff Halper powtórzył znaczną część wykładu z poprzedniego dnia, przytoczył historię pięciokrotnego wyburzania domu rodziny Shawamreh i zaapelował do krytycznego przyglądania się światowym i polskim relacjom z Izraelem. Tym samym zachęcił do brania aktywnego udziału w kampanii BDS (Boycott, Divestment and Sanctions – Bojkot, Wycofanie Inwestycji i Sankcje), mającej na celu zachęcenie do bojkotowania izraelskich produktów, wycofywania się z inwestycji wspierających izraelską okupację oraz do nałożenia na Izrael sankcji. Jeff Halper wyraził przekonanie, że podobnie jak w przypadku Arabskiej Wiosny, tak i w przypadku zakończenia izraelskiej okupacji, to właśnie ludzie odegrają w tym główną rolę, a nie politycy. Dodał jednak, że nie wierzy w powodzenie trzeciej palestyńskiej intifady, gdyż wojsko izraelskie kontroluje Tereny Palestyńskie nie tylko z ziemi i morza, ale także z powietrza. Wobec czego każda próba masowego strajku zostałaby najprawdopodobniej stłumiona już w zarodku.
„Czy wybuchnie wojna z Iranem?”
Tego samego dnia Jeff Halper gościł także w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat. Tym razem spotkanie miało charakter otwartej debaty, głównie na temat izraelskiej gorźby rozpoczęciem wojny z Iranem. Izraelski aktywista przyznał, że nie wierzy w możliwość rozpoczęcia wojny z Iranem, bowiem zainteresowanie mediów i opinii publicznej samymi groźbami Izraela, odwraca ich uwagę od kwestii palestyńskiej i stosowanego przez Izrael systemu apartheidu. Jeff Halper przyznał, że podczas niedawnego spotkania premiera Izraela, Benjamina Netanyahu z prezydentem USA, Barackiem Obamą, pierwszy raz od wielu lat, nie poruszono w ogóle tematu konfliktu izraelsko-palestyńskiego i tzw. „kwestii palestyńskiej”. Tak więc, jak twierdzi Jeff Halper, Izrael będzie robił wszystko, by jak najdłużej odwracać uwagę od przeprowadzania stopniowej czystki etnicznej na Palestyńczykach.
„To coś więcej niż apartheid”
Jeff Halper został poproszony o wyjaśnienie używania przez niego często określenia apartheid w kontekście izraelskiej polityki względem Palestyńczyków. Jeff Halper przyznał otwarcie, że słowo „apartheid” ma nieco łagodniejszy wydźwięk niż to, co spotyka Palestyńczyków na co dzień ze strony izraelskich władz, wojska i samych osadników. System apartheidu oznacza oddzielenie jednej narodowości od drugiej, jednak jak twierdzi pan Halper „w przypadku muru separacyjnego, dwukrotnie wyższego i pięciokrotnie dłuższego od muru berlińskiego, nie chodzi tak naprawdę o separowanie Palestyńczyków od Izraelczyków. Zadaniem muru nie jest i nigdy nie było utrzymanie bezpieczeństwa. Mur ma za zadanie odseparowywać Palestyńczyków od nich samych.”
Przecinając dziesiątki miasteczek i dróg, mur odseparował od siebie palestyńskie rodziny, podzielił przyjaciół, uniemożliwił Palestyńczykom dostęp do ich pól uprawnych i niewiarygodnie utrudnił dojazd do miejsc pracy i szkół. Ponadto Palestyńczycy zamieszkujący tereny Zachodniego Brzegu są w stosunku do Izraelczyków dyskryminowani na wielu płaszczyznach. Najdokuczliwszą z nich jest pozbawianie ich stałego dostępu do wody i elektryczności, czego nie doświadczają izraelscy osadnicy okupujący te tereny. Palestyńczycy są zatem zmuszeni zużywać kilkakrotnie mniej wody niż izraelscy osadnicy. Nie mogą wykorzystywać jej do nawadniania swoich terenów rolnych, przez co ich pola niszczeją, a uprawy wysychają, pozbawiając ich podstawowego źródła dochodu.
Dodatkowym objawem dyskryminacji Palestyńczyków jest nie wydawanie im pozwoleń ani na budowanie domów, ani też na ich przebudowę czy renowację pomieszczeń mieszkalnych lub gospodarczych. Są oni wobec tego zmuszeni do wykonywania prac budowalnych bez zezwoleń. Niestety, budowanie lub przebudowywanie czegokolwiek bez pozwolenia, uruchamia całą lawinę nieszczęść, która spada na Palestyńczyków. Dostają oni informację o bezterminowym nakazie wyburzenia ich domu lub konfiskaty mienia. Muszą liczyć się z tym, że każdego dnia pod ich dom mogą przyjechać buldożery i doszczętnie go zburzyć. Dzieje się to zwykle z zaskoczenia, w środku nocy, gdy niczego nieświadoma rodzina, smacznie śpi. Izraelskie wojsko wykonuje swoje polecenia niewzruszenie nawet wówczas, gdy pada deszcz, a palestyńska rodzina zostaje pod gołym niebem, bez dachu nad głową. Z rachunkiem do uregulowania. Zwykle bowiem, za wyburzenie domu, wojsko izraelskie każe sobie słono zapłacić. Załamana rodzina pozostaje więc na gruzowisku własnego domu z rachunkiem do uregulowania, który będzie mogła opłacić jedynie zaciągając kredyt..
„Tylko my możemy zakończyć tę okupację”
Jeff Halper sprzeciwia się tym procederom i niesprawiedliwości spotykającej Palestyńczyków na ich własnej ziemi. Organizuje obozy letnie odbudowujące wyburzone domy Palestyńczyków. Namawia do rozpowszechniania informacji o sytuacji Palestyńczyków, stosowanym przez Izrael systemie apartheidu, zachęca do brania czynnego udziału w kampanii BDS, a także do organizowania się we wszelkiego rodzaju aktywne pokojowe ruchy oporu. I podkreśla: „Tylko my możemy zakończyć tę okupację.”
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach